Nadmi
24-06-26

0 : Odsłon:


"Przychodził do urzędu i płynnym polskim mówił, że jest Niemcem. Stawał się elementem obcym"



Składający wniosek często byli traktowani jak zdrajcy albo przestępcy. Mogli spodziewać się problemów w pracy: przesunięcia na gorsze stanowisko, utraty pensji a w skrajnych warunkach, wyrzucenia z pracy - mówi prof. Ryszard Kaczmarek, autor książki "Czy jestem Niemcem? Przesiedleńcy z Polski do RFN i NRD w latach 1950-1991".

Czy to było dla pana normalne, że pana krewni i znajomi w latach 70. pakowali się i przeprowadzali do Niemiec?
Tak, chociaż w moim przypadku znikali raczej sąsiedzi niż bliższa rodzina. Kiedy pisałem "Czy jestem Niemcem?", starałem się sobie przypomnieć, jak odbierałem te wyjazdy jako dziecko. Były tak naturalne, że nikt nie zwracał na nie uwagi. W małej miejscowości na Górnym Śląsku, gdzie dorastałem, to było po prostu częścią życia codziennego. Mówiło się: "Wyjechał do RFN". To zamykało sprawę. Później pisało się listy i otrzymywało paczki.

Miał pan poczucie, że żyje wśród Niemców?
Żyłem wśród niemieckich rzeczy. Pamiętam z dzieciństwa na przykład komplet encyklopedii Brockhausa z pięknymi obrazkami i tekstem w charakterystycznej, stylizowanej na gotyk czcionce, której już nikt nie umiał odczytać.

A Niemcy? Narracja PRL-owska była taka, że po wojnie w Polsce ich już nie ma. Dopiero po latach zorientowałem się, że w RFN uważa się, że na Śląsku zostały setki tysięcy Niemców.

Dwie różne rzeczywistości. Jak to możliwe?
W powojennych granicach Polski pozostało według szacunków niemieckich około 4,4 mln Niemców. Przez pierwsze lata po wojnie trwały przymusowe wysiedlenia, ale w 1950 roku na terenach Polski wciąż pozostawał ponad milion dawnych niemieckich obywateli. Oni przeszli procedurę weryfikacyjną lub rehabilitacyjną i zostali uznani w PRL za etnicznych Polaków.

Tymczasem RFN uważała, że to dalej niemieccy obywatele. Oferowała im obywatelstwo i pomoc na start. PRL robiła, co mogła, by uniemożliwić wyjazdy. Mimo to w ciągu kolejnych 40 lat setki tysięcy osób próbowało skorzystać z tej możliwości.


Dlaczego?
Powody były bardzo różne, każdy wyjeżdżający miał swoją historię. Początkowo bardzo ważnym motywem było połączenie się z bliskimi, ponieważ masowe przesiedlenia często podzieliły rodziny, nierzadko etnicznie niejednorodne. Wśród "zweryfikowanych" obywateli znajdowała się grupa osób, które czuły się Niemcami. Jednak większość z nich miała związki zarówno z Polską, jak i Niemcami, ale czuła się przede wszystkim Ślązakami, Kaszubami czy Mazurami. Myślę, że jeszcze w latach 70. osoby, które starały się wyjechać, łączyło to, że w Polsce PRL-u czuły się po prostu obco.

To dotyczy nie tylko Niemców, ale także autochtonów?
Oczywiście. PRL nie akceptowała podwójnej tożsamości. W szkole, urzędzie i podczas wystąpień publicznych należało mówić literackim językiem polskim, najlepiej bez akcentu. Wśród autochtonów panowało przekonanie, że za "obnoszenie się" ze swoją odrębną tożsamością czeka ich dyskryminacja: nie załatwią swojej sprawy, nie dostaną się na uczelnię, nie awansują w pracy. Trzeba było mówić, że jest się Polakiem, żeby w tym państwie przetrwać. Kiedy byłem na studiach, w latach 80., dopiero z czasem orientowaliśmy się, kto mówi ślunską godką, kto jest z Górnego Śląska. Nikt nie chciał się wychylać.

Odrębność regionalna istniała wyłącznie w sferze rodzinnej, w swego rodzaju "skansenie", wśród swoich. Na zewnątrz mogliśmy być co najwyżej folklorem. Dla wielu osób był to jeden z argumentów przemawiających za wyjazdem. Dylemat polegał na tym, że żeby wyjechać, trzeba było udowodnić nie, że jest się Ślązakiem, tylko że jest się Niemcem.

Co poza poczuciem obcości pchało mieszkańców Śląska, Pomorza i Mazur do ubiegania się o niemieckie obywatelstwo?
W rodzinnym gronie temat wyjazdów był ciągle obecny. Opowiadało się o tym, że jedna i druga ciocia wyjechały, że brat będzie starał się o niemieckie obywatelstwo. Wśród swoich można było takie rzeczy mówić. Od krewnych, którzy już znaleźli się za granicą, słyszało się, że w Niemczech żyje się lepiej. Paczki, które przychodziły z RFN, w Polsce świadczyły o niewyobrażalnym jak na tamte czasy bogactwie osób, które tam żyją.


Wyjeżdżało się dla dobrobytu?
Wymiar ekonomiczny stawał się coraz ważniejszy, ale z moich badań wynika, że dominującym motywem była – choć zabrzmi to może górnolotnie – potrzeba wolności. Niekoniecznie politycznej, chociaż o tym też wspominano. Wiele osób nie chciało uczestniczyć w czymś, co stało się sypiącym się orwellowskim systemem politycznym, któremu towarzyszył brak wielu rzeczy w sklepach, a w latach 80. już nawet, jak po wojnie, podstawowych towarów spożywczych. Ktoś, kto przyjeżdżał wówczas do RFN, przeżywał szok, już kiedy włączył telewizor. Miał kilkadziesiąt kanałów, oglądał, co chciał. Okazywało się, że może swobodnie jeździć za granicę, zobaczyć na przykład Wyspy Kanaryjskie lub inne miejsca z Polski zupełnie nieosiągalne. Ci, którzy decydowali się wyjechać, szukali nie tylko dostatku. Chcieli znaleźć się w "normalnym" świecie. Takim, w którym wolno było wybierać.

Pana książka opisuje różne etapy tej migracji. Szczególnie ciekawa była dla mnie część o latach 70. Przewijają się tam wszystkie możliwe motywy wyjazdów. W Warszawie odczuwa się względny dobrobyt i małą stabilizację, a pan pisze o "psychozie wyjazdowej".
Owszem, ponieważ w latach 60. wyjazdy były bardzo utrudnione. W 1970 roku stosunki polsko-niemieckie zostały znormalizowane, RFN oficjalnie uznała powojenną granicę. Wtedy poluzowano ograniczenia dotyczące wyjazdów i urzędy zostały dosłownie zalane wnioskami. Najpierw wyjechały osoby, które od lat czekały na tę możliwość. Później wnioski zaczęły składać nowe osoby, które wcześniej nie myślały o wyjazdach. Spodziewano się, że niebawem okno możliwości się zamknie, że znów tylko części osób się uda. Wbrew oczekiwaniom w połowie lat 70. przepisy jeszcze bardziej zliberalizowano. To napędzało przez kolejne dekady tę "psychozę wyjazdową". Ostatecznie w tej dekadzie na Zachód wyjechało ponad 200 tys. osób. Legalnie i z własnej woli.


Legalnie, ale żeby uzyskać pozwolenie na wyjazd, trzeba było pójść do urzędu i zadeklarować: "Jestem Niemcem". A za to płaciło się wysoką cenę.
Już w urzędach ludzie składający wniosek często byli traktowani jak zdrajcy albo przestępcy. Nawet dziś mamy wiele resentymentów antyniemieckich. W PRL człowiek, który przychodził do urzędu i płynnym językiem polskim mówił, że jest Niemcem, stawał się momentalnie elementem obcym. Często osoba, która złożyła wniosek, mogła spodziewać się problemów w pracy: przesunięcia na gorsze stanowisko, utraty pensji, w skrajnych warunkach – utraty pracy.

Tymczasem na odpowiedź czekało się kilka miesięcy, najczęściej około roku, czasem dwa lata. Odpowiedź nie zawsze była pozytywna. Złożenie wniosku było jak gra w ruletkę.

Przytacza pan między innymi historię stomatologa, który stracił pracę, później nie zezwolono mu na wyjazd i został na lodzie.
Nie tylko dostał odmowę, jemu właściwie zakazano pracy w zawodzie. Takie traktowanie miało na celu ograniczenie wyjazdów, szczególnie osób wykształconych albo zajmujących wysokie stanowiska.

Nie wiem, czy PRL przekonał wspomnianego stomatologa, by został w Polsce.
Chodziło raczej o to, żeby zniechęcić inne osoby. Próba zatrzymania tych, którzy wniosek już złożyli, była z góry skazana na niepowodzenie. Ci ludzie przekroczyli Rubikon, przekreślili swoje perspektywy w Polsce. Z tej ścieżki prawie nigdy się nie schodziło.

Co oznaczało pozytywne rozpatrzenie wniosku?
Utratę obywatelstwa polskiego i zgodę na jednorazowy wyjazd. Do momentu uzyskania niemieckich papierów było się bezpaństwowcem.

Osobom, które wyjeżdżały, nie pozwalano na zachowanie nieruchomości. Mieszkanie spółdzielcze trzeba było oddać, prywatne – sprzedać. Czekano z tym na pozytywną odpowiedź, a wówczas zostawało kilka tygodni, żeby wyjechać, bo pozwolenie traciło swoją moc urzędową.

A zatem dobytku życia pozbywano się na gwałt.
I za ułamek ceny. Nieruchomości przejmowali często ludzie związani ze Służbą Bezpieczeństwa i Milicją Obywatelską albo z urzędami gminnymi. Tam było wiadomo, kiedy wnioski zostaną wydane. Czasem je specjalnie przetrzymywano, by zostawić właścicielom jeszcze mniej czasu. A później wystarczyło się pojawić w odpowiednim miejscu i zaproponować gotówkę osobie, która musiała sprzedać swoją nieruchomość w kilka dni. Formalnie wszystko było w porządku, był akt notarialny, ale to była działalność przestępcza. Nieruchomości przechodziły w ten sposób z rąk do rąk za grosze. W Polsce nikt się nie skarżył ze strachu, że władze zgodę cofną.

Po ludziach, którzy wyjeżdżali, musiała zostawać wyrwa.
Została, szczególnie że migracja dotyczyła czterech ówczesnych województw: opolskiego, katowickiego, olsztyńskiego i gdańskiego. W województwach opolskim i olsztyńskim problem stał się ekonomicznie znaczący, ponieważ znikali także właściciele dużych gospodarstw rolnych, świetnie prosperujących. Późniejsze losy tych gospodarstw układały się różnie, ale zwykle przestawały tak dobrze działać po sprzedaży. W dawnym opolskim można było zobaczyć opustoszałe po tej migracji domy. Wiele wsi z tych województw straciło ciągłość demograficzną i podupadło.

"Przychodził do urzędu i płynnym polskim mówił, że jest Niemcem. Stawał się elementem obcym"
Współczesne ujęcie kopalni Wujek. Zdjęcie ilustracyjne. (Adrian Tync via Wikimedia Commons)
W przemysłowych śląskich miastach łatwiej było wypełnić ten deficyt. Wyjazdy do Niemiec wiązały się z drugą falą migracyjną na Śląsk z innych województw. W latach 70. pojawiły się duże inwestycje przemysłowe, a miejscowej siły roboczej ubywało. Z tego powodu pojawiły się całe osiedla prawie w całości zajęte przez ludność napływową, która przyjeżdżała na Śląsk, żeby dostać dobrą pracę i przejąć mieszkania po przesiedleńcach. Nie mówię o tym w sensie negatywnym, chcę pokazać skutek odpływu autochtonów do Niemiec.

Wydaje mi się, że to bardzo mało znany epizod w polskiej historii.
Pamięć o migracjach do RFN, jeśli w ogóle istnieje, jest zdominowana przez ostatnią falę migracji – w latach 80. Wtedy można było już bez problemu pojechać do Niemiec na wizie turystycznej i tam złożyć wniosek o obywatelstwo. Wtedy wyjechało z Polski około 800 tys. osób.

Władze PRL-u starały się przedstawiać wyjazdy do RFN wyłącznie jako motywowane ekonomicznie. I w latach 80. rzeczywiście ten argument był może najważniejszy. Ale ta dekada utrwaliła obraz Polaka w maluchu, który przekracza granicę, zostawia samochód i nie znając języka, trafia w zupełnie dziwne środowiska. Jest tak naprawdę zagubiony i przegrany.

A co się rzeczywiście działo z ludźmi, którzy wyjechali?
Początkowo, w latach 50. i 60., RFN zapewniała przesiedleńcom dużą pomoc, choćby mieszkaniową. Z upływem czasu – i z kolejnymi dziesiątkami tysięcy osób, które pojawiały się w Niemczech – to wsparcie państwa stawało się coraz bardziej niewystarczające, ale wciąż można było na nie liczyć.

Osoby, z którymi rozmawiałem, mówiły o początkowym doświadczeniu triumfu i entuzjazmu. Można było pójść do sklepu i kupić dziesiątki produktów niedostępnych w Polsce. Potem przychodził okres bardzo trudnej akulturacji. Nie wszyscy przyjezdni w ogóle znali język, szczególnie w latach 70. i 80. Odnalezienie się w nowym środowisku i w nowej sytuacji życiowej zajmowało nieraz dwa–trzy lata. Trzeci etap to po prostu nowe życie.

Lepsze niż w PRL?
Nie spotkałem nikogo, kto by uważał, że podjął złą decyzję. Ci, którzy wyjechali, w większości czują się teraz Niemcami, nawet jeśli wyjeżdżali z powodów ekonomicznych. Po tym, kiedy podjęli tę decyzję, zrobili wszystko, żeby w niemieckim społeczeństwie zaistnieć jako pełnoprawni obywatele. Często nie mieli już gdzie wrócić.

Tęsknili?
Jeśli już, to za swoją małą ojczyzną: Śląskiem, Mazurami albo Pomorzem.


: Wyślij Wiadomość.


Przetłumacz ten tekst na 91 języków
Procedura tłumaczenia na 91 języków została rozpoczęta. Masz wystarczającą ilość środków w wirtualnym portfelu: PULA . Uwaga! Proces tłumaczenia może trwać nawet kilkadziesiąt minut. Automat uzupełnia tylko puste tłumaczenia a omija tłumaczenia wcześniej dokonane. Nieprawidłowy użytkownik. Twój tekst jest właśnie tłumaczony. Twój tekst został już przetłumaczony wcześniej Nieprawidłowy tekst. Nie udało się pobrać ceny tłumaczenia. Niewystarczające środki. Przepraszamy - obecnie system nie działa. Spróbuj ponownie później Proszę się najpierw zalogować. Tłumaczenie zakończone - odśwież stronę.

: Podobne ogłoszenia.

co obcy artyści zgłaszają Ziemianom w tym roku?

Sezon kręgów zbożowych 2021: co obcy artyści zgłaszają Ziemianom w tym roku? Przez obcą społeczność mamy na myśli kilka różnych obcych ras humanoidalnych zamieszkujących planety dwóch systemów gwiezdnych, reprezentowanych przez gwiazdy Słońca i…

Płytki podłogowe: gres szkliwiony wood

: Nazwa: Płytki podłogowe: : Model nr.: : Typ: nie polerowana : Czas dostawy: 96 h : Pakowanie: Pakiet do 30 kg lub paleta do 200 kg : Waga: 23 kg : Materiał: : Pochodzenie: Polska . Europa : Dostępność: detalicznie. natomiast hurt tylko po umówieniu :…

Interesujące legendy dotyczące piramid.

Interesujące legendy dotyczące piramid. Średniowieczni autorzy arabscy pisali wiele dziwnych rzeczy o starożytnym Egipcie. Na przykład na kartach swoich kronik podawali opisy magicznych „strażników piramid”. Jeden z grobowców był strzeżony przez posąg, w…

2: مختصر کھیلوں کی تربیت اور 1 دن میں پٹھوں کے کھیلوں کی مشقیں ، کیا اس سے کوئی معنی ملتا ہے؟

مختصر کھیلوں کی تربیت اور 1 دن میں پٹھوں کے کھیلوں کی مشقیں ، کیا اس سے کوئی معنی ملتا ہے؟ بہت سے لوگ وقت کی کمی کی وجہ سے اپنی غیرفعالیت کی وضاحت کرتے ہیں۔ کام ، گھر ، ذمہ داریاں ، کنبہ - ہمیں کوئی شک نہیں ہے کہ آپ کے لئے روزانہ ورزش کے لئے 2 گھنٹے…

Długopis : Slider memo róż

: Nazwa: Długopisy : Czas dostawy: 96 h : Typ : Odporna na uszkodzenia i twarda kulka wykonana z węglika wolframu : Materiał : Metal plastik : Kolor: Wiele odmian kolorów i nadruków : Dostępność: Detalicznie. natomiast hurt tylko po umówieniu :…

Niebiańska walka trójki dzieci. Augsburska Księga Cudów.

Niebiańska walka trójki dzieci. Augsburska Księga Cudów. W 1536 roku dr Johannes Doltzburger był świadkiem takiego cudu na niebie Medyny w Hiszpanii. To właśnie siódmej nocy lutego, kiedy przygotowywał się do obliczenia czasu poprzez swoją sztukę…

TOFAMA. Producent. Pompy, urządzenia, zawory kulowe.

TOFAMA Spółka Akcyjna jest polskim liderem w produkcji pomp, armatury i aparatury dla przemysłu chemicznego, petrochemicznego oraz spożywczego. Nasze urządzenia doskonale sprawdzają się w produkcji, magazynowaniu i transporcie chemikaliów, mediów…

ROBOT KUCHENNY MOC 1000W, CZERWONY

Niezawodny planetarny robot kuchenny o mocy 1000W i dużym zakresie funkcji. Dostawa zawiera miskę ze stali szlachetnej o pojemności 5l i 3-częściowy zestaw mieszadeł.W razie zaintersowania, prosimy o kontakt. Dane kontaktowe umieszczone sa poniżej lub w…

Perfekte klere vir 'n spesiale geleentheid:

Perfekte klere vir 'n spesiale geleentheid: Elkeen van ons het dit gedoen: 'n troue is opdaag, doop, 'n soort seremonie, ons moet behoorlik aantrek, maar daar is natuurlik niks te doen nie. Ons gaan na die winkel, ons koop wat is en nie wat ons wil hê…

W 1979 roku Stany Zjednoczone stworzyły pierwszy na świecie pociąg o napędzie atomowym.

W 1979 roku Stany Zjednoczone stworzyły pierwszy na świecie pociąg o napędzie atomowym. Jest to superpociąg o napędzie atomowym Supertrain opracowany przez NBC (National Broadcasting Corporation), który w tamtym czasie był najszybszym pociągiem na…

Ungathenga kuphi ukubhukuda futhi ungalungisa kanjani usayizi wayo?

Ungathenga kuphi ukubhukuda futhi ungalungisa kanjani usayizi wayo? Lapho ukhetha iqoqo lezingubo, kufanele unganaki ukubukeka nokubukeka kwalo kuphela, kodwa ngaphezu kwakho konke ngosayizi. Okwenzelwe ukubhukuda okwenziwe ngemfashini kakhulu ngeke…

01. ທ່ານ ກຳ ລັງຖືກທາລຸນບໍ? ການລ່ວງລະເມີດບໍ່ແມ່ນສະເຫມີທາງດ້ານຮ່າງກາຍ.

ທ່ານ ກຳ ລັງຖືກທາລຸນບໍ? ການລ່ວງລະເມີດບໍ່ແມ່ນສະເຫມີທາງດ້ານຮ່າງກາຍ.  ມັນສາມາດເປັນອາລົມ, ທາງຈິດໃຈ, ທາງເພດ, ທາງວາຈາ, ທາງການເງິນ, ການລະເລີຍ, ການ ໝູນ ໃຊ້ແລະແມ່ນແຕ່ການເຕ້ຍ. ທ່ານບໍ່ຄວນທົນທານຕໍ່ມັນເພາະມັນຈະບໍ່ ນຳ ໄປສູ່ສາຍພົວພັນທີ່ມີສຸຂະພາບແຂງແຮງ. ເວລາສ່ວນໃຫຍ່,…

manifest przeciwko głodowi

nie rozumiem ludzi, choc Hieraklit w V w. n.e. powiedział, że nie rozumieją jak rzeczy całkiem sobie przeciwstawne są ze sobą w zgodzie.

哪些家用健身器材值得選擇:

哪些家用健身器材值得選擇: 如果您喜歡體操並且打算系統地進行體操,則應該購買必要的設備以在家中進行運動。因此,您無需購買額外的健身房通行證即可省錢。此外,您可以在正確的時間使用正確的設備進行鍛煉! 購買彈簧設備: 要選擇最需要的東西,您應該決定是否要提高整體健身水平,或者也許您更注重鍛煉肌肉?這個問題的答案將幫助您做出選擇的最終決定,因為在家中的健身器械數量真的很多。但是,確實值得選擇以下附件和設備: 體操墊-由防滑材料製成; 啞鈴-幫助塑造肌肉和燃燒脂肪;…

Dywan pokojowy Brąz

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : Opis. : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : DETALE HANDLOWE: : Kraj: ( Polska ) : Zasięg…

Dwòg ak sipleman dyetetik pou menopoz:

Dwòg ak sipleman dyetetik pou menopoz: Malgre ke menopoz nan fanm se yon pwosesis konplètman natirèl, li difisil a ale nan peryòd sa a san okenn èd nan fòm lan nan dwòg byen chwazi ak sipleman dyetetik, ak sa a se akòz sentòm yo dezagreyab ki antrave…

Barcelona w Hiszpanii.

Barcelona w Hiszpanii.

Jeszcze trochę na temat SAMOUZDRAWIANIA:

Jeszcze trochę na temat SAMOUZDRAWIANIA: 7 prostych kroków do samoleczenia. Jesteśmy stworzeni z energii, co oznacza, że potrafimy się wyleczyć. Medycyna orientalna i starożytna od tysięcy lat opiera się na zasadzie pracy z energią. Możesz szybko i…

Lenteboom, lourierblare, lourierblare: Laurel (Laurus nobilis):

Lenteboom, lourierblare, lourierblare: Laurel (Laurus nobilis): Die lourierboom is pragtig hoofsaaklik vanweë die blink blare. Laurel-heinings kan in Suid-Europa bewonder word. U moet egter versigtig wees om dit nie te oordoen nie, want die geur van vars…

PVO nesenajā ziņojumā brīdina: pret antibiotikām rezistentās baktērijas izbaro pasauli.

PVO nesenajā ziņojumā brīdina: pret antibiotikām rezistentās baktērijas izbaro pasauli. Antibiotiku rezistences problēma ir tik nopietna, ka tā apdraud mūsdienu medicīnas sasniegumus. Pagājušajā gadā Pasaules veselības organizācija paziņoja, ka 21.…

TOFIVET. Hurtownia. Medykamenty weterynaryjne.

TOFI-VET jest firmą, założoną w 2008 roku. Ideą założyciela jest pragnienie osiągnięcia sukcesu. Od początku istnienia firmy działania nasze nastawione są na profesjonalizm w kontaktach z Klientami. Nadrzędnym celem, który przyświeca wszystkim naszym…

Coláxeno para articulacións do xeonllo e do cóbado - necesario ou opcional?

Coláxeno para articulacións do xeonllo e do cóbado - necesario ou opcional? O coláxeno é unha proteína, un compoñente do tecido conectivo e un dos principais bloques construtivos de ósos, articulacións, cartilaxe, así como pel e tendóns. Este é un…

John Cleves Symmes (1780-1829), kapitan wojskowy i weteran wojny 1812 roku.

John Cleves Symmes (1780-1829), kapitan wojskowy i weteran wojny 1812 roku. Symmes rozmawiał z AGS w Nowym Jorku o swojej teorii! Zademonstrował, że Ziemia jest pusta, nadająca się do zamieszkania i szeroko otwarta na temat biegunów (1878). Teoria…

RYBY I OWOCE MORZA Z OCEANU. W 24 GODZINY W POLSCE.

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : Opis. Jesteśmy butikowym importerem wyłącznie portugalskich, świeżych ryb i owoców morza, działającym nieprzerwanie od początku 2014 roku. Nasi klienci to…

covid-19, Coronavirus, Laboratorien, sars, sars-cov-2: Untersuchung der Inaktivierung von SARS-CoV durch chemische und physikalische Wirkstoffe:

covid-19, Coronavirus, Laboratorien, sars, sars-cov-2: Untersuchung der Inaktivierung von SARS-CoV durch chemische und physikalische Wirkstoffe: Daten zur Wirksamkeit physikalischer und chemischer Wirkstoffe bei der Inaktivierung von SARS-CoV-2 liegen…

Dywan zygzak

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : Opis. : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : DETALE HANDLOWE: : Kraj: ( Polska ) : Zasięg…