Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 30-01-26

: Opis.: Truso odkryto w 1981 roku nad jeziorem Druzno dzięki analizie relacji Wulfstana. 45 lat temu nad jeziorem Drużno odkryto Truso – legendarny wikiński port, porównywany do Troi i Atlantydy. Dr Marek Jagodziński wspomina, że pionierskim badaniom towarzyszyło poczucie ogromnej odpowiedzialności za rangę odkrycia. Truso odkryto w 1981 roku nad jeziorem Druzno dzięki analizie relacji Wulfstana. Marek Jagodziński potwierdził skandynawskie ślady: długie domy, nity szkutnicze, zapinki i monety. Z czasem ustalono, że emporium zajmowało ok. 25 ha i działało do początku XI w. Pierwsze próby lokalizacji legendarnego Truso trwały już od końca XIX w., ale przełom nastąpił dopiero w 1981 roku. To właśnie wtedy młody archeolog Marek Jagodziński, pracujący w Elblągu, oparł się na relacji anglosaskiego żeglarza Wulfstana z końca IX w. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, z opisu drogi przez Zalew Estyjski, rzekę Elbląg i jezioro Druzno wyprowadził precyzyjne wskazówki terenowe. To nakierowało go na wschodni brzeg jeziora, u podnóża Wysoczyzny Elbląskiej. Kluczowy był rekonesans w terenie. Jagodziński przejechał na rowerze wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, sprawdzając pola po orce. Na powierzchni znalazł liczne artefakty: bursztyn, ceramikę i kości zwierzęce, rozproszone na ok. pięciu hektarach. To sugerowało osadę o skali niespotykanej u Prusów we wczesnym średniowieczu. W kolejnych sezonach badania ratownicze przerodziły się w systematyczne wykopaliska, które odsłoniły strukturę dawnego portu. Zespół natrafił na ślady słupów, palenisk oraz zarysy długich domów typowych dla Skandynawii. Odkryto nity szkutnicze z łodzi, charakterystyczne zapinki (m.in. równoramienne i żółwiowate), grzebienie zdobione w stylu skandynawskim, a także monety arabskie i odważniki. Później nowoczesne metody – georadar, magnetometr, zdjęcia lotnicze i z dronów – pokazały, że emporium było większe, niż początkowo sądzono: zajmowało niemal 25 ha. Badacz podkreślał, że mieszkańcy Truso tworzyli wspólnotę rzemieślników i kupców, a nie rolników. W emporium działały warsztaty obróbki poroża i kości, jubilerskie, szklarskie oraz kowalskie, wytwarzające od paciorków po miecze. Towary docierały tu z Europy i Azji, co potwierdzają numizmaty z Kalifatu Arabskiego i monetariów zachodnioeuropejskich. Ten model był typowy dla wikińskich portów Bałtyku – podobne funkcje pełniło duńskie Hedeby. Czułem odpowiedzialność związaną ze znaczeniem odkrycia skandynawskiej faktorii - powiedział dr Marek Jagodziński w rozmowie z PAP. Od legendy do nauki. Co wiemy dziś o dziejach Truso Z badań Jagodzińskiego wynika, że osadę założyli Duńczycy już pod koniec VII w., na pograniczu osadnictwa słowiańskiego i bałtyjskiego. Emporium funkcjonowało do początku XI w., korzystając z położenia w rejonie ujścia Wisły. Rzeka była wówczas ważnym szlakiem na Ruś Kijowską, dalej do Bizancjum i Bagdadu. Coraz więcej przesłanek wskazuje również na kontakty handlowe z wczesnym państwem Piastów. W XI w. rolę Truso przejął Gdańsk, co tłumaczy upadek osady. W Elblągu powstały plany rekonstrukcji portu, lecz na przeszkodzie stanęły koszty, przekraczające możliwości gminy. Muzeum Archeologiczno-Historyczne wraz ze Stowarzyszeniem Miłośników Truso przygotowało częściowe rekonstrukcje budynków i wystawę z wizualizacją komputerową. Jagodziński podkreśla, że wieloletnie prace, wsparte przez badaczy z Danii, Niemiec i Szwecji, udało się domknąć publikacjami w serii "Studia nad Truso/ Truso Studies". Natomiast ja nim nie jestem. Spoczywała na mnie ogromna odpowiedzialność. Moja praca to było mozolne odkrywanie i badanie zniszczonych obiektów. Warunki naturalne oraz działalność człowieka sprawiły, że praktycznie wszystkie elementy organiczne (wykonane np. z drewna) uległy kompletnej destrukcji. Trzeba było zdobywać olbrzymie pieniądze na ratowanie i konserwowanie tego, co przetrwało do naszych czasów. - powiedział dr Jagodziński, pytany przez PAP o porównania do filmowego archeologa. Źródło: PAP
: Data Publikacji.: 28-01-26
: Opis.: Międzynarodowy zespół naukowców opublikował artykuł, który wskazuje na to, że ciemna materia może oddziaływać z neutrinami. Jeżeli faktycznie tak jest, to możemy wkrótce mieć do czynienia z prawdziwym przełomem w kosmologii. Jednym z największych wyzwań współczesnej fizyki jest zrozumienie istoty ciemnej materii oraz neutrin. Według doniesień zespołu badaczy, których prace ukazały się 2 stycznia w periodyku naukowym "Nature Astronomy", istnieją dowody na to, że ciemna materia może zderzać się z neutrinami, przekazując im pęd. To nietypowe zjawisko mogłoby tłumaczyć, dlaczego wszechświat jest mniej jednorodny, niż prognozuje obowiązujący model kosmologiczny. Dlaczego wciąż nie możemy złapać ciemnej materii? Zgodnie z przyjętym obecnie modelem lambda-CDM, ciemna materia i neutrina nie powinny wchodzić ze sobą w jakiekolwiek interakcje. Najnowsze wyniki jednak wskazują na konieczność zmiany tej teorii. Ciemna materia, choć stanowi aż 85 proc. masy wszechświata, pozostaje niewidzialna i jest wykrywana jedynie na podstawie oddziaływań grawitacyjnych. Neutrina to cząstki o znikomej masie i bez ładunku elektrycznego, praktycznie nie oddziałujące z innymi cząstkami. Każdej sekundy przez każdy centymetr kwadratowy ciała przelatują miliardy neutrin. Niezależnie od tego jednak przez lata naukowcy sądzili, że neutrina nie mogą zderzać się z cząstkami ciemnej materii. Najnowsze badania łączą dane z różnych źródeł - od mikrofalowego promieniowania tła (CMB) po efekty grawitacyjnego soczewkowania. Wyniki ich analizy wskazują, że zderzenia ciemnej materii z neutrinami mogły znacząco wpłynąć na rozwój dużych struktur we wszechświecie. Jeśli te wnioski się potwierdzą, ułatwi to zrozumienie tzw. "napięcia S8" - rozbieżności pomiędzy przewidywaną a faktyczną gęstością skupisk materii. Jak zaznaczyła współautorka badania Eleonora Di Valentino, nowe odkrycia rzucają nowe światło na procesy kształtujące kosmiczną strukturę. Zespół łączył dane z obserwacji prowadzonych przy pomocy kilku teleskopów, m.in. Atacama Cosmology Telescope w Chile, kosmicznej misji Planck oraz Sloan Digital Sky Survey. Nowatorskie modele numeryczne uwzględniające zderzenia ciemnej materii z neutrinami pozwoliły odtworzyć wszechświat, który lepiej odpowiada obserwacjom niż wcześniejsze symulacje. Chociaż uzyskany poziom pewności wynosi tzw. 3 sigma, wciąż poniżej naukowego standardu (5 sigma), badacze podkreślają wagę tych danych i konieczność dalszych prac. Zespół kierowany przez Sebastiana Trojanowskiego z Narodowego Centrum Badań Jądrowych zapowiada, że kluczowe do rozwiązania tego problemu będą nowe pomiary z przyszłych przeglądów nieba oraz dokładniejsze analizy teoretyczne, które mogą przesądzić o naturze ciemnej materii. Neutrino to tajemnicza, neutralna elektrycznie cząstka elementarna o niemal zerowej masie, należąca do grupy leptonów, która przenika przez materię bez prawie żadnych oddziaływań, przez co nazywana jest "cząstką-duchem". Istnieją trzy rodzaje (elektronowe, mionowe, taonowe) i ich antycząstki, które mogą oscylować (zmieniać się) między sobą. Jest ich w kosmosie mnóstwo (miliardy przenikają nas co sekundę) i dostarczają kluczowych informacji o zjawiskach kosmicznych.
: Data Publikacji.: 23-01-26
: Opis.: Oficjalnie wrogiego ataku nie było. Pentagon testuje broń generującą fale radiowe. Historia syndromu hawańskiego zaczyna się jeszcze w 2016 r. w ambasadzie USA w Hawanie. Dyplomaci zaczęli skarżyć się na migreny, zawroty głowy, nudności, utratę równowagi i dziwne urazy mózgu, których nie dało się powiązać z żadnym wypadkiem. Objawy przypominały konsekwencje urazu głowy, tyle że bez uderzenia. Z czasem podobne sygnały zaczęły spływać także z innych placówek – z Europy, Chin, Rosji. Mówili o tym dyplomaci, agenci wywiadu, wojskowi. W sumie ponad 1000 osób. Część musiała odejść ze służby, bo problemy neurologiczne uniemożliwiały im dalszą pracę. Syndrom, którego miało nie być Przez lata oficjalne komunikaty pozostawały bardzo ostrożne. Specjalne panele ekspertów dopuszczały możliwość użycia impulsów energii elektromagnetycznej, ale raporty wywiadu konsekwentnie studziły emocje. Mówiono, że nie ma dowodów na skoordynowaną kampanię wrogiego państwa, a w większości przypadków przyczyny mogą być różne, niezależne od siebie. Dla osób dotkniętych syndromem taka narracja brzmiała jak oskarżenie o histerię. Teraz, gdy na jaw wychodzi historia potencjalnego zakupu broni emitującej fale radiowe, wielu z nich mówi wprost: jeśli takie urządzenie naprawdę istnieje, państwo będzie im winne nie tylko odszkodowania, lecz także publiczne przeprosiny. Tajemnicza broń w plecaku Według śledztwa CNN specjalny wydział Homeland Security miał pod koniec kadencji Joe Bidena kupić z budżetu Pentagonu urządzenie. Cena nie została ujawniona, ale urzędnicy mówią o kwocie zapisywanej w ośmiu cyfrach – co najmniej kilkanaście mln dolarów. Opis tego sprzętu brzmi jak fragment powieści szpiegowskiej. Ma być na tyle kompaktowy, że mieści się w zwykłym plecaku, a jednocześnie zdolny do generowania silnych impulsów fal radiowych, które w teorii z pewnej odległości mogą oddziaływać na ludzki układ nerwowy. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że w środku wykryto komponenty pochodzenia rosyjskiego, choć całość nie ma być wprost rosyjskiej produkcji. Ponoć od ponad roku urządzenie jest intensywnie badane. Testy prowadzone są w ramach tajnych programów, a ich wyniki nie trafiły do opinii publicznej. Na tyle jednak poruszyły wojskową biurokrację, że jesienią urzędnicy mieli informować o nich komisje wywiadu w Izbie Reprezentantów i Senacie. W Pentagonie rośnie obawa, że tego typu technologia może zostać skopiowana lub już funkcjonuje w więcej niż jednym kraju. Mówimy o bardzo niebezpiecznej broni, która nie pozostawia kraterów, dymu ani śladów prochu, a może na miesiące wyłączyć z gry dyplomatę czy oficera. Broń przyszłości czy ślepy trop? Nowe doniesienia CNN o broni nie oznaczają, że zagadka została rozwiązana. Nawet więcej – nie oznaczają, że taka broń w ogóle istnieje. Zakładając jednak, że tak jest, to nadal nie wiadomo, kto i kiedy wyprodukował urządzenie, skąd dokładnie trafiło w ręce Amerykanów, jak wyglądała droga jego komponentów i czy było faktycznie używane poza poligonem.
: Data Publikacji.: 23-01-26
: Opis.: Józef Piłsudski zadbał, żeby niewygodne fakty i dokumenty zniknęły z archiwów. Miał po nim pozostać mit. Ten mit jest żywy do dnia dzisiejszego. Dlaczego nie chciał pomóc Powstańcom Wielkopolskim? Dlaczego na prośby Powstańców Śląskich w 1919 r odpowiedział: "Co, Śląska się wam zachciało? To jest stara kolonia niemiecka i nic tam nie macie do szukania. Nic nie dam, żadnych posiłków. Ja mam w d...pie wasz cały Śląsk" Piłsudskiego do Polski (po wcześniejszej rozmowie, która odbyła się 31.10.1918 r) przywiózł z Magdeburga słynny "Czerwony Hrabia" czyli hr. Kessler, współpracownik rządu niemieckiego. Tak - ten sam, który rok wcześniej zorganizował przejazd Lenina w zaplombowanym pociągu do Rosji. Piłsudski już wcześniej współpracował z wywiadem austriackim, któremu donosił na swoich kolegów z PPS z Kongresówki. Te informacje trafiły do Rosji - wielu skończyło przed plutonem egzekucyjnym i na Syberii. To nie Piłsudski tworzył Legiony - jak głosi popularna legenda. Powstały one z inicjatywy, pieniędzy i trudu organizacyjnego konserwatystów krakowskich pod przewodnictwem prezydenta Krakowa - Juliusza Leo. Józef Piłsudski to również autor czystki wśród polskich oficerów, która przeprowadził po zamachu majowym. Geniusze wojskowości tacy jak Józef Haller, Stanisław Haller, Tadeusz Rozwadowski, Stanisław Taczak i wielu innych, zostali zastąpieni ludźmi bez wiedzy, talentu i wykształcenia, dobieranymi wg klucza - "mierny, bierny, ale wierny". W ten sposób nasz mityczny wódz, stał się współautorem naszej klęski wrześniowej. Czy te i inne prawdy przebiją się kiedyś do świadomości ludzi? O szkodliwym dla Polski micie Piłsudskiego https://prawy.pl/100929-Tomaszem-Ciolkowskim-o-szkodliwym... Na zdjęciu: Piłsudski, Joseph Goebbels oraz Józef Beck Hazardzista Piłsudski w Polsce w roku 1918.
: Data Publikacji.: 19-01-26
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2026