Nadmi
18-08-26

0 : Odsłon:


Przemarsz kolumny rosyjskich jeńców przez Augustów. Trzeci budynek po lewej to Dom Turka, 1915 r.
© ze zbiorów Macieja Pietrzaka

20250711 AD.


– To, co dziś widzimy w Ukrainie, wcześniej wydarzyło się w Augustowie. Historia potrafi niestety wracać – mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Instytutu Pileckiego. W rozmowie z Onetem opowiada o otwieranym właśnie Domu Pamięci Obławy Augustowskiej, zbrodni długo wypieranej i zapomnianej, a także o traumie, która nie zna cezury czasowej. – Te piwnice to nie tylko miejsce kaźni. To miejsce, w którym historia domaga się głosu – dodaje.

12 lipca w Augustowie zostanie otwarty Dom Pamięci Obławy Augustowskiej – pierwsza w Polsce placówka poświęcona tej zbrodni.
80. rocznica Obławy Augustowskiej przypada w cieniu wojny w Ukrainie – to bolesne echo historii, która nie została do końca rozliczona
Prof. Krzysztof Ruchniewicz mówi o dziedziczeniu traum, emocjonalnym piętnie i próbie przywracania twarzy ofiarom – także tym bez imienia
Wystawa w Domu Pamięci nie skupia się wyłącznie na ofiarach – pokazuje też sprawców, świadków, mechanizm zbrodni.
Rozmowa dotyka też roli edukacji, terapii przez pamięć oraz zagrożenia, że historia może stać się zakładnikiem polityki
Paweł Piotrowicz: Od Obławy Augustowskiej mija właśnie 80 lat. Czy bardziej przeraża pana jej skala – ponad siedem tysięcy zatrzymanych, w tym ponad pięciuset zamordowanych, licząc tylko tych, których nazwiska znamy – czy może fakt, że w PRL-u o tej zbrodni nie wolno było głośno mówić?

Prof. Krzysztof Ruchniewicz: Jedno i drugie. Zbrodni tej dopuścił się Związek Radziecki, czyli nasz, w cudzysłowie, sojusznik – już trzy miesiące po kapitulacji III Rzeszy – wspierany przez polską milicję i wojsko.

To jedna z największych sowieckich zbrodni powojennych wymierzonych w Polaków. I trudno nie zestawiać jej dziś z tym, co widzimy w Ukrainie – z Buczą i innymi miejscami rosyjskich zbrodni.

Historia znowu się powtarza.

Niestety.

"Dom Turka" – z więzienia NKWD do muzeum. Jak Instytut Pileckiego przywraca pamięć o ofiarach Obławy Augustowskiej
Kiedy w 1987 r. w Gibach odkryto groby – choć ostatecznie nie ofiar Obławy – temat na dobre pojawił się w przestrzeni publicznej. Rzecznik rządu Jerzy Urban w telewizji twierdził, że żadnej Obławy nie było.

Milczenie PRL było porażające: przez dekady nie było żadnego upamiętnienia, żadnej oficjalnej reakcji.

Czy można powiedzieć, że PRL bardziej bał się prawdy o Obławie Augustowskiej niż samej zbrodni?

Myślę, że miało to związek z ówczesną pozycją Związku Radzieckiego jako "sojusznika". Wszystko, co mogło stawiać ZSRR w złym świetle, było tematem tabu. W PRL nie mówiło się o pakcie Ribbentrop–Mołotow, nie mówiło się o Katyniu, o deportacjach Polaków po 17 września 1939 r., o łagrach. I nagle mielibyśmy mówić o zbrodni, która wydarzyła się już po wojnie – w czasie pokoju – i to z udziałem Armii Czerwonej? To byłby wyłom w oficjalnej narracji, który burzyłby fundamenty całego systemu. Dlatego przez lata nie było żadnego potwierdzenia, żadnych publikacji, żadnej refleksji. Zbrodnia istniała tylko w pamięci rodzin – i w ich bólu.


Ulica 3 Maja w Augustowie. Trzeci budynek po prawej stronie to Dom Turka. lata 30. XX w., fot. ze zbiorów Macieja Pietrzaka
© ze zbiorów Macieja Pietrzaka
Od 36 lat żyjemy w wolnej Polsce. Obława Augustowska – mimo swojej skali i tragizmu – wciąż jednak nie przebiła się do świadomości zbiorowej.

Podobnie jest z innymi miejscami pamięci. Proszę spojrzeć na Piaśnicę – mordy na Pomorzu w 1939 r. – czy tzw. tragedię górnośląską, czyli deportacje mieszkańców Górnego Śląska w głąb ZSRR w roku 1945.

Z jednej strony mamy do czynienia z wydarzeniem lokalnym, regionalnym – tak przynajmniej bywało traktowane. Z drugiej to przecież jedna z największych zbrodni popełnionych na Polakach po wojnie. A mimo to przez dekady temat był skazany na zapomnienie.

W relacjach rodzin ofiar powtarza się ten sam motyw: cisza, wstyd, a nawet piętno bycia "bliskim bandyty". Można sobie tylko wyobrazić, jak niszczące było to nie tylko dla jednostek, ale dla całych społeczności.

Bardzo trafna obserwacja. W wielu polskich domach ta pamięć została zamknięta w czterech ścianach. Kultywowano ją prywatnie, ale rzadko kiedy otwarcie. Bliscy bali się represji, nie znali losu swoich najbliższych. Nie mieli pewności, czy zostali zamordowani, czy może deportowani i wrócą – jak inni repatrianci – z głębi Związku Radzieckiego.

Ta nadzieja – czasem złudna – trzymała ich przy życiu przez lata. Ale też nie pozwalała na domknięcie tej historii. To właśnie tworzyło niezagojoną ranę. Trauma nie kończy się na pierwszym pokoleniu – przechodzi dalej. Dopóki nie odnajdziemy grobów i nie domkniemy tej opowieści, ból będzie się powielał.

Jak to możliwe, że wciąż nie wiemy, gdzie są pochowane ofiary?

To jeden z najbardziej bolesnych aspektów tej historii. Proszę sobie wyobrazić tragedię rodzin, które od pokoleń nie wiedzą, gdzie spoczywają ich bliscy. I to nie jest wyjątkowy przypadek – w Polsce nadal mamy wiele takich rodzin, które nie znają losu swoich najbliższych z czasów II wojny światowej. Tu sytuacja jest szczególna – mimo dekad i rozmów z Białorusią, która odmówiła przeprowadzenia ekshumacji, wciąż nie znamy prawdy.

To trauma, która trwa do dziś. I nie dziwię się, że wśród potomków ofiar to nadal żywa rana. Dla nich ta historia wciąż nie została dopisana do końca. Wciąż brakuje ostatniego rozdziału – grobu, kamienia, ciszy.

Jakie w tym kontekście znaczenie ma otwarcie przez Instytut Pileckiego Domu Pamięci Obławy Augustowskiej?

Nadajemy tej historii wymiar instytucjonalny, pokazujemy nie tylko samą zbrodnię, ale też wieloletnią walkę o jej upamiętnienie. Może właśnie dzięki temu Obława na stałe wejdzie do narodowej świadomości – jako część naszej wspólnej historii.

Bardzo poruszające jest to, jak trudno było tę pamięć wydobywać. Mówili o tym tylko najbliżsi – w domach, po cichu, z obawą. Później dołączyli społecznicy, działacze opozycji, badacze. Ogromną rolę odegrała Solidarność, Ośrodek KARTA, a w Rosji Memoriał – Nikita Pietrow jako pierwszy odnalazł dowody w archiwach KGB

Ta część opowieści – o walce z milczeniem, o wydzieraniu prawdy z niepamięci – też ma swoje ważne miejsce w naszej wystawie. Pokazuje, co dzieje się, gdy władza decyduje, że pewna historia ma po prostu… nie istnieć.

Czy pamięta pan moment, kiedy zapadła decyzja, że to właśnie w Domu Turka powstanie Dom Pamięci Obławy Augustowskiej? Co pan wtedy poczuł?

Decyzja zapadła na początku lat 20. XXI wieku. Nie byłem wtedy związany z IP, informacja dotarła do mnie dzięki mediom. Z powodu rodzinnej historii jestem wyczulony na wszelkie zabiegi dotyczące przewracania pamięci i upamiętniania ofiar represji nie mających swych grobów. Jak wszyscy wiemy, w tym czasie budynek stał opuszczony, zaniedbany, a przecież był świadkiem tragicznych wydarzeń – to właśnie tutaj znajdował się areszt NKWD i później UB. Instytut Pileckiego postanowił nie tylko go ocalić, ale nadać mu nowy sens – stworzyć miejsce pamięci. I co ważne, nie ograniczono się do samej Obławy. Na wystawie pokazujemy też życie codzienne mieszkańców regionu, dwie okupacje, a potem – bardzo szczegółowo – samą operację likwidacyjną z lipca 1945 r. oraz wieloletnią walkę o prawdę i pamięć.

Dla mnie szczególnie poruszający jest moment przejścia między warstwą faktograficzną a symboliczną – to fragment wystawy, w którym pokazujemy augustowską przyrodę: jeziora, lasy… I jednocześnie czytamy nazwiska znanych ofiar. Osoba po osobie. To niezwykle mocne. To jakby cichy apel – że być może właśnie w tych lasach, w tej ziemi, kryją się ich ciała. Celowo odchodzimy od statystyk. Naszym celem było pokazanie, że każda z tych osób miała twarz, nazwisko i życie.

Mówi pan o Murze Pamięci, na którym zapisanych jest 513 imion nazwisk ofiar. Jak rozumiem, zostawiliście przestrzeń, by móc dopisywać kolejne?

Tak. Prace nad ich weryfikacją trwają – mówimy dziś o ponad stu osobach, których losy są badane. Mur Pamięci powstał nieco wcześniej niż sam Dom Pamięci, ale od początku zakładaliśmy, że będzie "otwarty".

Ten pomnik ma też wymiar symboliczny. Jego forma nawiązuje do lasu – każde nazwisko to jakby kolejne drzewo. Chcieliśmy oddać hołd nie tylko ofiarom, ale i przestrzeni, która była niemym świadkiem tej tragedii. I jednocześnie przypomnieć, że to proces, który wciąż trwa. Pamięć o tych ludziach nadal się buduje – i to naszym obowiązkiem jest dopisać ich historie do końca.

Dom Turka z pewnością wygląda dziś zupełnie inaczej niż w 2021 r., kiedy Instytut go zakupił. Co było największym wyzwaniem przy jego adaptacji?

Najtrudniejsze było przekonujące zagospodarowanie oryginalnych pomieszczeń i stworzenie spójnej, czytelnej wystawy, z możliwością skupienia się na wybranym aspekcie – codzienności sprzed wojny, samej Obławie czy walce o pamięć. To miała być wystawa kameralna, ale z uniwersalnym przekazem – i to się udało.

Nazwa "Dom Turka" pochodzi od tureckiego cukiernika, który prowadził tam przed wojną lokal Angora. A jednak właśnie w nim – od 1941 r. – NKWD urządziło katownię. Czy ten kontrast między potoczną nazwą a grozą historii nie wydaje się panu czymś szczególnie poruszającym?

Właśnie ten kontrast ma ogromną siłę. Dlatego na naszej wystawie pokazujemy najpierw codzienność przedwojennego Augustowa – miasto wypoczynkowe, tętniące życiem, gdzie przyjeżdża się nie tylko odpocząć, ale i dobrze się bawić. I nagle w tę codzienność wkracza wojna, okupacja, a później – zbrodnia. Spokój zostaje brutalnie przerwany. To sprawia, że tragedia Obławy Augustowskiej jeszcze mocniej wybrzmiewa. Bo mamy do czynienia z budynkiem, który miał służyć radości, miłemu spędzaniu czasu, a zamienił się w scenę cierpienia i śmierci. Dziś mamy poczucie, że to właśnie na takich kontrastach buduje się siła przekazu historycznego. I że to miejsce daje nam szansę na coś więcej.

Podobne "katownie" istnieją w całej Europie Środkowo-Wschodniej – w dawnych siedzibach Gestapo, NKWD i Stasi. Chcemy nawiązać współpracę z instytucjami, które nimi zarządzają, wymienić się doświadczeniami. A jednym z naszych konkretnych planów jest opracowanie nazwisk wypisanych na ścianach cel – czasem przez strażników, czasem przez samych więźniów. Chcemy te osoby przywrócić pamięci, opowiedzieć ich losy. To nasz kolejny krok.

Chodzi o pewną narrację, o sposób mówienia o historii?

Owszem. Od początku chcieliśmy, by to było coś więcej niż tylko ekspozycja. Dlatego równolegle z remontem budynku powstał też nowy pawilon z przestrzenią edukacyjną – salami do zajęć, warsztatów, konferencji. To daje ogromne możliwości: możemy organizować spotkania z uczniami i nauczycielami, seminaria, promocje książek. To miejsce ma żyć – i edukować.

Sama wystawa stała to dopiero punkt wyjścia. Obok niej są dwie duże sale na ekspozycje czasowe, które pozwolą pogłębiać wątki tylko zasygnalizowane w głównej narracji. Każda wystawa to propozycja interpretacji. Chcemy ją rozwijać – we współpracy z rodzinami ofiar, lokalną społecznością, mieszkańcami Augustowa i okolic.

Mam nadzieję, że Dom Pamięci stanie się ważnym punktem na mapie polskiej kultury – miejscem żywym, odwiedzanym, dyskutowanym. I że może też odegrać swoją rolę w dialogu polsko-litewskim, polsko-białoruskim. To przestrzeń, która może łączyć, a nie tylko przypominać.


Placówka Wojsk Ochrony Pogranicza w Augustowie. Siedziba formacji mieściła się w Domu Turka 1989 r.
© fot. Kazimierz Sobecki / Zbiory Instytutu Pileckiego
Na wystawie znajdują się bardzo osobiste przedmioty – nożyce krawieckie, zdjęcia, maszyna do szycia. Czy któryś z tych artefaktów szczególnie pana poruszył?

Takich przedmiotów jest wiele – i wszystkie działają bardzo silnie na wyobraźnię. Podobnie zdjęcia. Wiele pokazuje twarze konkretnych osób, ale są też setki nazwisk, którym nie potrafimy dziś przypisać wizerunku. To jedno z naszych największych wyzwań – przywrócić nie tylko imiona i nazwiska, ale też twarze, indywidualność, ślad życia.

Te artefakty – pozornie zwyczajne – działają jak emocjonalne archiwum. Jak zapis koloru życia, które zostało brutalnie przerwane.

Wystawa nie opowiada tylko o ofiarach. Pokazujecie także sprawców – ich nazwiska, sylwetki i role.

To potrzebne, by zrozumieć cały mechanizm zbrodni. I by pamiętać, że historia nie pisze się sama. Ktoś ją tworzy, czasem wbrew sumieniu. Jeśli chcemy naprawdę zrozumieć, co się wydarzyło, musimy też mówić o sprawcach. Pokazać ich twarze, nazwiska i odpowiedzialność. To historia bólu i winy – dopiero wtedy obraz jest pełny. I dopiero wtedy możemy naprawdę pojąć, jak działał mechanizm, który doprowadził do tragedii Obławy Augustowskiej.

Czy wasze muzeum może – w pańskim odczuciu – pełnić również funkcję terapeutyczną? Czy może pomóc w zabliźnieniu ran, które przez dekady były rozdrapywane w ciszy?

Myślę, że trafnie pan to ujął. Od początku myślano o tym, by to było miejsce żywe – nie tylko edukacyjne, ale też otwarte na doświadczenie i refleksję. To przestrzeń, w której rodziny mogą odnaleźć ślad swoich bliskich i przekazać pamięć dalej. Chciałbym, by była też platformą wymiany doświadczeń, wspomnień i pamiątek.

Co ciekawe – i dla mnie jako historyka również zaskakujące – wciąż nie mamy kompleksowego opracowania historii II wojny światowej w Augustowie, widzianej z perspektywy mieszkańców. Tego codziennego życia w cieniu okupacji. I to także jest coś, czym chcemy się w Instytucie Pileckiego w przyszłości zająć. Wystawa w Domu Pamięci ten temat sygnalizuje, ale potencjał jest znacznie większy.

Wspomniał pan o Memoriale – rosyjskiej organizacji pozarządowej, zajmującej się badaniem i upamiętnianiem ofiar represji politycznych w ZSRR, a także obroną praw człowieka. To ona w latach 90. jako pierwsza dotarła w archiwach KGB do dokumentów potwierdzających, że doszło do Obławy Augustowskiej. To chyba jeden z wielkich paradoksów historii – że prawdę o jednej z najbardziej przemilczanych sowieckich zbrodni zaczęli odkrywać właśnie Rosjanie.

To prawda. I warto o tym głośno mówić – zwłaszcza dziś, kiedy działalność Memoriału została w Rosji zakazana, a na aktywistów spadają represje. Ich rola była absolutnie kluczowa.

Na szczęście Memoriał w pewnym stopniu funkcjonuje dalej – poza granicami Rosji. Również w Polsce mają swoich przedstawicieli i są dla nas naturalnym partnerem. Nikita Pietrow będzie zresztą obecny podczas otwarcia Domu Pamięci Obławy Augustowskiej – weźmie udział w jednej z debat. To bardzo ważne, bo historia nie zna narodowości, kiedy chodzi o prawdę i sumienie.

W tym kontekście trudno nie zapytać, czy Dom Pamięci może być dziś także głosem ostrzegawczym. Wobec tego, co dzieje się w Ukrainie, wobec rosnącej fali dezinformacji i imperialnych ambicji Rosji…

Zdecydowanie tak. Dla mnie nabiera szczególnego znaczenia właśnie teraz – w cieniu wojny w Ukrainie. Bo to, co dziś oglądamy na ekranach telewizorów – Bucza, Irpień, bombardowanie dzielnic mieszkaniowych, przemoc wobec cywili, zbrodnie na jeńcach – to już się przecież kiedyś wydarzyło. W Augustowie, w Suwałkach, w okolicznych wsiach groza wojny trwała i po jej formalnym zakończeniu.

To nie jest tylko przeszłość. To są historie, które się powtarzają. I jeżeli mamy z nich wyciągać wnioski, to właśnie po to są takie miejsca jak Dom Pamięci – by ostrzegać, by budować odporność, by przypominać, że zło nie umiera. Czasem po prostu czeka, aż znów się nadarzy okazja.

Program obchodów 80. rocznicy Obławy Augustowskiej zapowiada się bardzo bogato. Które wydarzenia są dla pana szczególnie ważne – i dlaczego?

To trudny wybór, bo każde z tych wydarzeń ma swoją wagę i sens. Ale skoro jesteśmy instytutem badawczym, to zależało nam, by w programie znalazły się dwie debaty historyczne – tyle że nie w formie akademickich wykładów, a skierowanej do osób zainteresowanych rozmowy.

Pierwsza z nich odbędzie się 13 lipca i będzie poświęcona właśnie popularyzacji tematu Obławy Augustowskiej oraz wystawie, którą przygotowaliśmy. Zaprosiliśmy do niej osoby, które przez lata pracowały nad przywróceniem tej historii – często samotnie, wbrew oficjalnemu milczeniu. Będą wśród nich m.in. Zbigniew Gluza, Nikita Pietrow z rosyjskiego Memoriału, prof. Rafał Wnuk, Danuta i Zbigniew Kaszowie oraz Barbara Bojary-Kazberuk.

To będzie nie tylko wymiana wiedzy, ale też świadectw. Jestem przekonany, że dla widzów – także tych, którzy przyjdą jako potomkowie ofiar – to może być doświadczenie poruszające. I, mam nadzieję, ważne.

A druga debata?

Odbędzie się dzień później, 14 lipca. Jej tytuł to "Zmienna pamięć". Tym razem chcemy się pochylić nad zjawiskiem, które mnie osobiście bardzo porusza: dlaczego niektóre lokalne tragedie – mimo ogromnego ciężaru historycznego – nie przebiły się do ogólnopolskiej świadomości?

Jak zbrodnia w Piaśnicy czy Tragedia Górnośląska, o których pan wspomniał na początku nasz rozmowy.

Tak, zgadza się. To wydarzenia o wielkiej skali, a jednak niemal nieobecne w szkolnych podręcznikach czy w powszechnej pamięci. Dlatego zaprosiliśmy do rozmowy osoby, które od lat zajmują się tymi tematami – zarówno kierowników placówek, jak i naukowców. Chcemy zastanowić się, jak lokalna pamięć może stać się częścią narodowej i ponadnarodowej narracji. I jak sprawić, by takie miejsca jak Dom Pamięci Obławy Augustowskiej były nie tylko muzeum, ale także forum debaty, refleksji i ostrzeżenia.

Bo ten dom – chcemy tego bardzo – ma być papierkiem lakmusowym. Pokazywać, gdzie jesteśmy dziś jako społeczeństwo i czego nie możemy zapomnieć, zwłaszcza patrząc na to, co dzieje się tuż obok, za naszą wschodnią granicą.

Historia to narzędzie poznania – ale bywa też narzędziem walki. Jak nie dopuścić do tego, by pamięć o ofiarach – również tych z Obławy Augustowskiej – została wciągnięta w bieżącą grę polityczną?

Kluczowe jest uświadomienie sobie, że nie istnieje jedna, jedyna pamięć – mamy do czynienia z polifonią pamięci. Nie z dowolnością, nie z kakofonią – tylko z różnorodnością doświadczeń, które musimy starać się zrozumieć i osadzić w szerszym kontekście.

Dlatego nie chodzi o to, by jedne wydarzenia przeciwstawiać innym, forsować wybrane głosy przeciwko pozostałym, tylko by każdorazowo dostrzegać ich specyfikę i mówić o nich uczciwie – również w edukacji. Instytut Pileckiego pracuje nad materiałami, które mogą wspierać szkoły w rzetelnym opowiadaniu o takich historiach. Potrzebny jest dialog – także z Instytutem Pamięci Narodowej czy zagranicznymi instytucjami, które pielęgnują podobne miejsca pamięci.

Marzy mi się, by piwnice Domu Turka, te dramatyczne świadectwa historii, kiedyś stały się częścią szerszego projektu – na przykład wspólnego europejskiego dziedzictwa wpisanego na listę UNESCO. Bo to, że te miejsca są naznaczone cierpieniem, nie oznacza, że nie wolno o nich mówić. Wręcz przeciwnie – właśnie dlatego mówić trzeba.

Wyobrażam sobie, że Dom Pamięci Obławy Augustowskiej to dla pana bardziej początek nowego etapu niż symboliczne zwieńczenie pewnego wysiłku.

I zarazem także domknięcie pewnych procesów, które zostały zapoczątkowane wcześniej, przez moich poprzedników, kierujących placówką. Instytut Pileckiego od początku miał trzy zasadnicze cele: badanie, popularyzowanie i upamiętnianie. I myślę, że to miejsce w naturalny sposób te trzy funkcje łączy. Daje nam nowe możliwości badawcze – choćby opracowanie biografii osób, których nazwiska znajdują się na ścianach piwnic. Wciąż mamy wiele białych plam, choćby jeśli chodzi o życie codzienne mieszkańców Augustowa w czasie wojny. To wszystko czeka na opisanie.

Ale chodzi też o popularyzację – by mówić o tych wydarzeniach w sposób zrozumiały, dostępny, uczciwy. Wystawa stała to jedno, ale mamy też przestrzeń na ekspozycje czasowe, działania edukacyjne, współpracę z lokalną społecznością. Korzystamy też z podcastów, YouTube’a – różnych form, które pozwalają dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.

I wreszcie pamięć – nie tylko pomnik, nie tylko muzeum, ale przestrzeń refleksji i terapii, która żyje, rezonuje i uczy – i pozwala przetwarzać traumę. To, co wydarzyło się w 1945 r., niesie echo do dziś – również wobec wojny w Ukrainie. Dlatego to miejsce – i jego przesłanie – są dziś tak bardzo potrzebne.

Skoro Białoruś odmawia ekshumacji, czy Instytut Pileckiego ma jakieś konkretne strategie lub plany na przyszłość, aby przełamać tę impasową sytuację, nawet w obliczu obecnych napięć politycznych?

To nie zależy od nas, nie zależy od żadnej instytucji naukowej czy muzealnej. Naszym zadaniem jest stałe przypominać o sprawie, rzetelna praca badawcza, by być gotowym do działania, gdy nastąpi polityczny przełom. Dojść do niego może jednak tylko w ramach walki samych Białorusinów o demokratyczne przemiany w ich ojczyźnie.

Czy bez prawdy, bez odnalezienia grobów, bez symbolicznego domknięcia – możliwe jest prawdziwe pojednanie między potomkami ofiar i sprawców?

To jedno z najtrudniejszych pytań, jakie można postawić. Bo pojednanie to nie proces polityczny, który można zadekretować – to głęboka, bardzo osobista decyzja. I nie każdemu będzie dana. Nie każdy będzie chciał lub potrafił się pojednać. Nie mamy też prawa tego wymagać.

My jako Instytut nie mamy wpływu na ludzkie emocje, ale możemy coś równie ważnego: stwarzać przestrzeń do rozmowy. Możemy informować, dokumentować, budować mosty. To nie daje gwarancji pojednania – ale daje szansę, by ktoś kiedyś, może za rok, może za pokolenie, zrobił ten krok. I może to wystarczy.


Prof. Krzysztof Ruchniewicz
© mat. prasowe
Krzysztof Henryk Ruchniewicz (ur. 27 stycznia 1967 we Wrocławiu) – historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, fotografik, bloger i podcaster. Od 2002 kierownik katedry historii najnowszej w Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, od 2024 dyrektor Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego.


: Wyślij Wiadomość.


Przetłumacz ten tekst na 91 języków
Procedura tłumaczenia na 91 języków została rozpoczęta. Masz wystarczającą ilość środków w wirtualnym portfelu: PULA . Uwaga! Proces tłumaczenia może trwać nawet kilkadziesiąt minut. Automat uzupełnia tylko puste tłumaczenia a omija tłumaczenia wcześniej dokonane. Nieprawidłowy użytkownik. Twój tekst jest właśnie tłumaczony. Twój tekst został już przetłumaczony wcześniej Nieprawidłowy tekst. Nie udało się pobrać ceny tłumaczenia. Niewystarczające środki. Przepraszamy - obecnie system nie działa. Spróbuj ponownie później Proszę się najpierw zalogować. Tłumaczenie zakończone - odśwież stronę.

: Podobne ogłoszenia.

SIBRE. Company. Industrial brakes, brake bands, brake assemblies.

Sibre Brakes Australia Sibre Brakes Australia is the exclusive Distributor for SIBRE – Siegerland Bremsen range of industrial braking products. Our core product range consists of the following: Failsafe Disc Brakes (Spring applied, Thruster released)…

Cara nyiyapake klambi olahraga kanggo latihan ing omah:

Cara nyiyapake klambi olahraga kanggo latihan ing omah: Olahraga minangka cara sing akeh dibutuhake lan berharga kanggo mbuwang wektu. Ora preduli olahraga utawa kegiatan favorit, kita kudu mesthekake latihan sing paling efektif lan efektif. Kanggo…

Śliwowica to wódka ze śliwek. Prawdziwa Śliwowica Łącka: Białcańsko Gorzołka: Śliwki węgierki:

Prawdziwa Śliwowica Łącka  Pierwsza i zarazem matka wszystkich odmian śliwowicy to "Śliwowica Łącka". Wytwarzana od pokoleń w gminie Łącko z dziada pradziada. Receptura na jej wytwarzanie choć nie jest tajemnicą stanowi nie lada wyzwanie dla ludzi, którzy…

Mówi się również, że zawiera niektóre brakujące lata życia Mesjasza, które zostały wyjęte ze współczesnych przekładów Nowego Testamentu.

Starożytna księga ewangelii, która została ukryta w tym, co teraz nazywamy Etiopią, mówi że Mesjasz, którego najczęściej nazywamy Jezusem, udał się w okolice jeziora Tana, w tym, co teraz nazywamy Etiopią, jakiś czas po opuszczeniu Egiptu. Mówi się…

कुन घर जिम उपकरण छनौट गर्न लायक छ:

कुन घर जिम उपकरण छनौट गर्न लायक छ: यदि तपाइँ जिम्नास्टिकलाई मन पराउनुहुन्छ र तपाइँ यसलाई व्यवस्थित रूपमा गर्न चाहानुहुन्छ भने, तपाइँ घरमा खेल गर्नका लागि आवश्यक उपकरणहरूमा लगानी गर्नुपर्दछ। यसका लागि धन्यबाद, तपाई अतिरिक्त जिम पासहरू किन्नु बिना बचत…

3:Ինչպե՞ս ջուր խմել: Օրվա ընթացքում որքան ջուր է անհրաժեշտ մարմնի քաշի հետ կապված:

Ինչպե՞ս ջուր խմել: Օրվա ընթացքում որքան ջուր է անհրաժեշտ մարմնի քաշի հետ կապված: Ահա երեք պարզ քայլ `անհրաժեշտ ջրի քանակը որոշելու համար. • Անհրաժեշտ ջրի քանակը կախված է քաշից: Սկզբունքորեն, միշտ հետևվում է օրական 3 լիտր ջրի կանոնը, բայց այն, ինչ չպետք…

13 симптома коронавируса према људима који су се опоравили:

13 симптома коронавируса према људима који су се опоравили: 20200320АД Коронавирус је савладао цео свет. Људи који су преживели коронавирусну инфекцију испричали су о симптомима који су им омогућили да ураде тест за болест. Веома је важно посматрати…

POSIADAMY W STAŁEJ SPRZEDAŻY: ZIARNA KAKAOWCA SUROWE NIEPRAŻONE. CACAO. ZIARNA KAKAO.

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : Opis. CHOCO TRADE Wioletta Janicka . Sprzedaż hurtowa półproduktów cukierniczych i piekarniczych. Proszek kakaowy/ kakao naturalne 10-12%, tłuszcz kakaowy,…

Dwutlenek chloru jest w ostatnich miesiącach bardzo kontrowersyjny, że może pomóc w leczeniu różnych dolegliwości.

Dwutlenek chloru jest w ostatnich miesiącach bardzo kontrowersyjny, ponieważ mówi się, że doustne przyjmowanie tej substancji chemicznej może pomóc w leczeniu różnych dolegliwości. Zostawiam linki do badań naukowych, w których ocenia się toksyczność i…

Badania mówią, że ta frakcja dotyczy rozwoju nerwowego i funkcji mózgu!

Niedawne badanie ludzkiego DNA na dużą skalę wykazało, że 93% współczesnego ludzkiego DNA znajduje się również u neandertalczyków i denisowian, co oznacza, że tylko 7% naszego DNA jest unikalne. Badania mówią, że ta frakcja dotyczy rozwoju nerwowego i…

Przebudzenie duchowe nie ma nic wspólnego z ucieczką z naszej ciemności i sięganiem po światło!

Przebudzenie duchowe nie ma nic wspólnego z ucieczką z naszej ciemności i sięganiem po światło! Nie, nie, to rewolucja w świadomości! W rzeczywistości zwracamy się ku naszej ciemności, oświetlając ją i rozpoznając siebie jako to samo światło, które…

Unexplained Ancient Spaceship Artifacts Discoveries.

Unexplained Ancient Spaceship Artifacts Discoveries. Sunday, June 18, 2017 Could ancient man fly? Here are some mysterious out of place spaceship artifacts ever discovered from the ancient world. Including blueprints for a Medieval multi-stage…

Kale - հիանալի բանջարեղեն. Առողջական հատկություններ.

Kale - հիանալի բանջարեղեն. Առողջական հատկություններ. 07: Առողջ սննդակարգի դարաշրջանում կղզին վերադառնում է բարեհաճ: Հակառակ արտաքին տեսքին, սա նորություն չէ լեհական խոհանոցում: Եկեք մինչև վերջերս այն կարող եք գնել միայն առողջ սննդի շուկաներում, այսօր…

Уход за кожей:

Уход за кожей: Снятие макияжа. Косметика, используемая при удалении макияжа, зависит от типа кожи. Жидкая, легкая консистенция лучше всего подходит для комбинированной / жирной кожи, например мицеллярных жидкостей. Также рекомендуется мыть лицо…

Sweter damski

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : Opis. : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : DETALE HANDLOWE: : Kraj: ( Polska ) : Zasięg…

فيروس كورونا في بولندا. هناك سيناريو واحد سيئ لوباء الفيروس التاجي في أوروبا:

فيروس كورونا في بولندا. هناك سيناريو واحد سيئ لوباء الفيروس التاجي في أوروبا: من الناحية العملية ، في مكافحة الوباء ، اتخذت الحكومة البولندية قرارين أساسيين: إغلاق الحدود وإدخال الحجر الصحي العالمي. كلا القرارين غير فعالين: يوضح تحليل البيانات أنه ،…

PRESSEKO. Firma Zakład odpadów chemicznych.

Presseko - z myślą o środowisku Historia firmy Presseko sięga roku 1987 od tego czasu spółka prowadzi swoją działalność nieprzerwanie. Lokalizacja zakładu i jego powstanie nastąpiły równocześnie z decyzją o budowie Tłoczni Metali "Pressta" S.A na terenie…

Te dziewczyny są zwycięzcami konkursu wstępnego na posiadaczkę najpiękniejszych nóg w Ocean Park w Kalifornii 27 lipca 1948 roku.

Te dziewczyny są zwycięzcami konkursu wstępnego na posiadaczkę najpiękniejszych nóg w Ocean Park w Kalifornii 27 lipca 1948 roku. Maski są oczywiście po to, by sędziów nie zachwiało piękno twarzy. Wśród dziewcząt są aktorka dramatyczna, trzy modelki…

Kermanszah, Iran Miejsca historyczne Bisotun

Kermanszah, Iran Miejsca historyczne Bisotun Zdjęcie:@amir.hossein.mirmoeini

Természetes esszenciális és aromás olajok az aromaterápiához.

Természetes esszenciális és aromás olajok az aromaterápiához. Az aromaterápia az alternatív gyógyászat, természetes gyógymódnak is nevezett területe, amelynek alapja a különféle szagok, aromák tulajdonságainak felhasználása a különféle betegségek…

ZEM. Producent. Systemy zapłonowe.

    Od ponad 50 lat naszą główną dewizą jest jakość i dążenie do jak najlepszego zaspokajania potrzeb naszego Klienta.Stąd wierność i zaufanie wieloletnich dostawców i odbiorców oraz nowe propozycje współpracy ze strony wielu renomowanych firm.…

Profesor Genrikh Mavrikiyevich Ludvig z Rosji uzyskał dostęp do Tajnych Archiwów Watykańskich w latach dwudziestych.

Profesor Genrikh Mavrikiyevich Ludvig z Rosji uzyskał dostęp do Tajnych Archiwów Watykańskich w latach dwudziestych. Tam był w stanie przeczytać kilka dziwnych starożytnych rękopisów, które mogły zmienić bieg ludzkości. Twierdził, że znalazł liczne teksty…

Zarzuca się, że dwa dni później dzieci zostały zabrane do Paryża przez delegację brytyjską specjalnym samolotem.

Książę Andrzej oskarżony o molestowanie seksualne 12-LETNIEJ DZIEWCZYNKI I 10-LETNIEGO CHŁOPCA podczas swojej wizyty na Ukrainie na początku tego roku. TV9 News India donosi, że książę najwyraźniej był częścią delegacji, która odwiedziła zniszczony wojną…

ផ្នែកទី ២៖ ការបកស្រាយអំពីមហាទេវតាដោយការបកស្រាយរបស់ពួកគេជាមួយនឹងសញ្ញានៃរាសីចក្រទាំងអស់៖

ផ្នែកទី ២៖ ការបកស្រាយអំពីមហាទេវតាដោយការបកស្រាយរបស់ពួកគេជាមួយនឹងសញ្ញានៃរាសីចក្រទាំងអស់៖ អត្ថបទសាសនានិងទស្សនវិជ្ជាខាងវិញ្ញាណជាច្រើនលើកឡើងថាផែនការដែលមានរបៀបរៀបរយអាចគ្រប់គ្រងកំណើតរបស់យើងតាមពេលវេលានិងទីកន្លែងនិងមាតាបិតាជាក់លាក់។…

5621AVA. Asta C سیلولر کا اعزاز. چہرے کے لئے سیرم.

Asta C سیلولر کا اعزاز. کوڈ / انڈیکس: 5621AVA. زمرہ: Asta C، کاسمیٹکس کارروائی antyoksydacja، برگ ریزی، لفٹنگ، نمی، پھر سے جوان ہونے، رنگ کی بہتری، سموتھنگ درخواست سیرم کاسمیٹک کی قسم جیل سیرم صلاحیت 30 ملی میٹر / 1 fl.oz. قدرتی آسٹیکسینٹن ایک اینٹی…

Whakangungu hākinakina poto me nga mahi hākinakina tinana i te 1 ra, he tino pai tera?

Whakangungu hākinakina poto me nga mahi hākinakina tinana i te 1 ra, he tino pai tera? He maha nga taangata e whakamarama ana i ta raatau mahi ma te kore whai kiko. Mahi, kaainga, kawenga, whanau - kaore rawa he feaa kia uaua ki a koe te whakaora mo nga…