Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 04-04-25
: Opis.: Znikająca wioska nad jeziorem Angikuni. Legenda o znikającej wiosce Eskimosów nad jeziorem Angikuni okazuje się zwykłą miazgą. autorstwa Briana Dunninga. Był rok 1930; miejsce, zamarznięte pustkowia północnej Kanady. Był listopad, późna jesień, płaski krajobraz pokryły kryształki lodu i wiatr. Samotny traper, Joe Labelle, udał się do znanej mu wioski Eskimosów. Wszystko wyglądało dobrze, gdy się zbliżał; ale kiedy przybył, nikt nie odpowiadał na jego wezwania powitalne. Labelle rozejrzał się i stwierdził, że wszystko jest na swoim miejscu, wszystko oprócz ludzi — cała ludność wioski zniknęła. Jedzenie, odzież, karabiny, na wpół ugotowane posiłki i wszystko inne potrzebne do życia w tundrze było gotowe, ale nie było Eskimosów, którzy mogliby z nich skorzystać. Labelle stał na brzegu jeziora Angikuni i rozważał tajemnicę, po czym od razu poszedł i zgłosił zniknięcie Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej. Od tego czasu historia jeziora Angikuni jest ostoją kanadyjskiej wiedzy o tajemnicach. Trudno byłoby rozpoznać jezioro Angikuni jako jezioro. Nunavut to największe i najbardziej wysunięte na północ terytorium Kanady oraz jeden z najsłabiej zaludnionych regionów na Ziemi. W Nunavut na osobę przypada ponad 50 kilometrów kwadratowych jałowej skały i lodu – połowa gęstości Grenlandii, a większość z nich mówi w języku Inuktitut. Na całym tym rozległym terytorium znajduje się tylko większa osada, stolica Iqaluit z mniej niż 7000 mieszkańców, 1500 kilometrów na wschód od jeziora Angikuni. Nunavut obejmuje większość kanadyjskiego archipelagu arktycznego, a jego kontynentalna część jest prawie całkowicie pozbawiona jakichkolwiek cech, ponieważ została zrównana z ziemią przez lodowce, które pozostawiły jedynie jałowe skały i tundrę poprzecinaną płytkimi kałużami i strumieniami, hojnie zwanymi jeziorami i rzekami. Kilka tuzinów luźno połączonych ze sobą kałuż tworzy jezioro Angikuni. Przez większą część roku jest to nieprzerwana płaska równina lodu i śniegu, całkowicie niewyróżniająca się od niczego w promieniu 500 kilometrów w dowolnym kierunku. Nazywają tę część Kanady Barren Grounds. Najsłynniejsza opublikowana relacja z tajemniczego spotkania Joe Labelle'a pochodzi z książki Franka Edwardsa Stranger than Science z 1959 roku, w której Edwards poświęcił tej historii trzy krótkie strony. Opowiada, jak policja konna wróciła na miejsce wioski z Labelle i potwierdziła wszystko, co im powiedział. I podobnie jak Labelle, nie byli w stanie znaleźć żadnego śladu wieśniaków ani wymyślić, dlaczego mogli zostawić wszystkie swoje kosztowności i artykuły pierwszej potrzeby. Ich kajaki nadal stały na plaży, posiłki wciąż wisiały nad dawno wygasłymi ogniskami. Policja znalazła również zamrożone ciała psów mieszkańców wioski. Rozdział Edwardsa kończy się: Miesiące cierpliwych i szeroko zakrojonych badań nie przyniosły ani jednego śladu członka, który mieszkał w opuszczonej wiosce Anjikuni. Policja konna zgłosiła sprawę jako nierozwiązaną... i tak pozostało. W historii Joe Labelle jest wiele rzeczy, które budzą czerwone flagi. Po pierwsze, stało się to w listopadzie, kiedy średnia temperatura wynosi 13°C poniżej zera. Jezioro Angikuni to tafla lodu; kajaki wyciągnięte na plażę nie byłyby „poobijane przez fale”. Sama obecność kajaków tak daleko w głąb lądu jest podejrzana, choć nie niemożliwa. Migrujący Inuici często przenosili swoje kajaki, aby polować na karibu. Te wschodnie kajaki Iglulik były wykonane z foczej skóry naciągniętej na gałęzie wierzby. Ale małe jezioro Angikuni jest tak daleko w głębi lądu na Barrens, że nie było dostępnej ani wierzby, ani foczej skóry, a byłoby to zdecydowanie najdalsze miejsce w głębi lądu, w którym kiedykolwiek udokumentowano historyczne użycie kajaków Iglulik. Nie niemożliwe, ale wysoce podejrzane. Edwards miał również Labelle opisującego stałą osadę, „przyjazną małą wioskę Eskimosów” liczącą „około trzydziestu mieszkańców”, którą znał „od wielu lat”. Oświadczenie policji konnej mówi: „Wioska z tak dużą populacją nie istniałaby na tak odległym obszarze Terytoriów Północno-Zachodnich”. Pozostawili po sobie ubrania z foczej skóry w regionie, w którym zamiast skóry foczej była skóra karibu; i jako traper Labelle powinien być w stanie prawidłowo go zidentyfikować. Więc albo nastąpiła seria zupełnie nieprawdopodobnych okoliczności, albo Labelle się mylił, albo Edwards się mylił. Obecnie nie istnieją żadne fizyczne dowody na istnienie wioski nad jeziorem Angikuni i nikt nigdy nie opublikował relacji o udaniu się tam i usunięciu wszelkich pozostałości. Musimy więc polegać na dowodach z dokumentów, aby poznać prawdziwą historię znikającej wioski. Co ciekawe, śledzenie historii opublikowanych relacji jest trochę jak próba śledzenia jednego z tych filmów, które są poza kolejnością i przeskakują z różnych okresów; i zobaczysz, co mam na myśli. Najwcześniejszą zarejestrowaną publikacją o jeziorze Angikuni jest cytat z artykułu z 1976 r. Z 29 listopada 1930 r., Napisany przez Emmetta E. Kellehera w gazecie Halifax Herald. Kelleher, pisząc jako „korespondent specjalny” dla gazety, opowiedział historię Labelle i dał wiosce 25 mieszkańców oraz zaoferował bardziej powściągliwą wersję znalezionych artefaktów, w tym jeden zardzewiały stary karabin i kilka psich zwłok. Artykuł zawierał ogólne zdjęcie wioski Eskimosów. Następnie, 17 stycznia 1931 r., Cortland Starnes, komisarz Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej, ujawnił dochodzenie w sprawie zdarzenia podjęte przez sierżanta J. Nelsona. Nelson, rozmawiając z lokalnymi kupcami, dowiedział się, że Joe Labelle był prawdziwą osobą, ale pracował tylko w północnej Manitobie. Odkrył również, że zdjęcie Kellehera było stare i pochodziło z własnych archiwów RCMP, a ponieważ nikt w regionie nie słyszał o tej wiosce ani o jej zniknięciu, Nelson doszedł do wniosku, że cały epizod był sensacyjną mistyfikacją wymyśloną przez Kellehera. Wydaje się, że przez następne 28 lat prasy były ciche. Nie udało mi się znaleźć żadnych drukowanych prac, jakiegokolwiek rodzaju, które wspominałyby o jeziorze Angikuni lub którejkolwiek z nazw; aż do 1959 roku, kiedy ukazała się książka Franka Edwardsa. Edwards nieznacznie zwiększył liczbę Eskimosów z 25 do 30. Edwards nie podał żadnych źródeł dla swojego rozdziału i nie wspomniał o rzekomych wydaniach z 1930 lub 1931 roku. Przez następne 17 lat prasy były prawie tak samo ciche. Kilka rozproszonych odniesień do wersji historii Edwardsa pojawiło się w książkach o paranormalnych i paranormalnych zjawiskach, ale nie wprowadzono żadnych nowych szczegółów. To był rok 1976, kiedy historia naprawdę się załamała. Dwight Whalen napisał artykuł na okładce magazynu FATE z listopada 1976 roku zatytułowany „Vanished Village Revisited”. Whalen jako pierwszy odnotował artykuły z lat 1930 i 1931, nie wydaje się, aby istniały jakiekolwiek wzmianki o ich znalezieniu przez jakiegokolwiek wcześniejszego autora. Whalen napisał również, że kiedy osobiście zadzwonił do RCMP, powiedziano mu, że nie mają żadnych zapisów o takim zdarzeniu – pomimo wielu szczegółów w Sgt. Raport Nelsona, dostarczony przez samego komisarza RCMP. Whalen doszedł do wniosku, że cała historia została w dużej mierze wymyślona przez Emmeta Kellehera, prawdopodobnie oparta na opowieści, którą usłyszał od Joe Labelle, który mógł, ale nie musi, natknąć się na jakieś rzeczywiste ruiny wioski lub obozu. A potem sprawy potoczyły się dziwnie. W wydaniu FATE z kwietnia 1977 r. Czytelnik napisał, aby zakwestionować wnioski Whalena. Tym czytelnikiem był nikt inny jak Betty Hill, wówczas najsłynniejsza na świecie osoba, która sama siebie opisała jako uprowadzona przez kosmitów, i bohaterka książki z 1966 roku Przerwana podróż: dwie stracone godziny na pokładzie latającego spodka. Betty twierdziła, że podczas rejsu promem ze swoim mężem Barneyem w Zatoce Fundy spotkały kapitana Larsena, który jako Mountie spędził dziewięć lat badając tajemnicę znikającej wioski nad jeziorem Angikuni. Jego zdaniem, napisała Betty, wszyscy mieszkańcy wioski zostali uprowadzeni przez UFO. Od tego momentu pisarze UFO na całym świecie zaczęli włączać Jezioro Angikuni do swoich książek. Książka The World's Great UFO Mysteries z 1983 roku autorstwa Nigela Blundella i Rogera Boara zwiększyła populację wioski do 1200 i dodała element trzech traperów, Armanda Laurenta i jego dwóch synów, widzących UFO lecące w kierunku Angikuni. Następnie napotkali grupę Mounties na swojej drodze do zbadania obiektów latających. W tej wersji historii Joe Labelle użył telegrafu, aby zgłosić zaginioną wioskę, mimo że w promieniu prawdopodobnie tysiąca kilometrów od jeziora nie było żadnych telegrafów. W 1988 roku książka Johna Colombo Mysterious Canada powtórzyła to wszystko, w tym przesadne szczegóły Blundella i Boara oraz całą korespondencję Whalena z RCMP. Magazyn People opublikował artykuł z 1988 roku, w którym zasadniczo powtórzył wszystkie te sensacyjne nowe informacje. Kanadyjski raport o UFO opublikowany w 2006 roku przez Rutkowskiego i Dittmana dodał, że wszystkie groby przodków mieszkańców wioski zostały opróżnione, a artykuł Rense.com z 2001 roku zwiększył populację wioski do 2000 i zakopał psie zwłoki pod dwunastoma stopami śniegu. Co ma zrobić badacz poszukujący faktów? Powrót do oryginalnych źródeł jest czasami łatwiej powiedzieć niż zrobić. Whalen podał dokładne szczegóły publikacji artykułu prasowego z 1930 r. i raportu RCMP z 1931 r., a według badacza Patricka Derksena, który pracował z personelem Biblioteki Millennium w Winnipeg w 2013 r., żadne z nich nie wydaje się istnieć. Przeszukali również wszystkie inne gazety Manitoba z tamtego dnia i nie znaleźli żadnych odniesień do tej historii ani żadnych wzmianek o Emmetcie E. Kelleherze. Z pewnością nic podobnego nie pojawia się w kopiach mikrofilmów, które mam teraz na biurku. Aktualizacja! Oryginalny raport z 1930 roku został znaleziony w artykule w „The Bee” z Danville w Wirginii, a nie w Manitobie. Zakończenie tego odcinka zostanie zaktualizowane, gdy tylko będę mógł się do niego zabrać. W 1988 roku australijscy sceptycy skontaktowali się z historykiem RCMP, SW Horrallem, który napisał: Wiele lat temu członkowie (RCMP), wówczas na emeryturze, którzy służyli w okolicy w czasie rzekomego zdarzenia (1930), zostali poproszeni o komentarz do tej historii. Nie mogli tego potwierdzić, nie przypominali sobie niczego podobnego i byli zdumieni, że można było uwierzyć w tak absurdalną historię. Nasze akta zostały dokładnie przeszukane. Nigdy nie zgłoszono żadnego dziwnego statku. Nikt o imieniu Joe Labelle nigdy nie przyszedł do RCMP w panice z powodu jeziora Anjikuni. RCMP nie wysłał żadnych grup poszukiwawczych. Jedyne zapisy, jakie mamy na temat tej historii, to kopie listów do korespondentów takich jak ty, informujących pisarzy, że historia jest całkowicie fikcyjna. Wydaje się jasne, że rozdział Franka Edwardsa z 1959 roku jest rzeczywiście genezą opowieści, najwyraźniej złożoną z całości. Wydaje się również jasne, że Dwight Whalen, pisząc w 1976 roku jakieś 45 lat po tym zdarzeniu, wykorzystał fakt, że nikt, kto byłby w to zamieszany, wciąż nie żył, i wymyślił zarówno artykuł prasowy z 1930 roku, jak i raport RCMP z 1931 roku (jeśli mylę się co do tego, gorąco proszę o dowód przeciwny). Te sfabrykowane raporty dostarczyły zalążków historii, która motywowała pisarzy UFO przez dziesięciolecia. Czy Frank Edwards mógł sobie kiedykolwiek wyobrazić, jak rozwinęłaby się jego opowieść przy ognisku o samotnym traperze, który znalazł tajemniczo opuszczoną wioskę? Wzrósł w dużej mierze dzięki cytowaniu fałszywych artykułów prasowych. W latach pięćdziesiątych, a nawet siedemdziesiątych stan technologii archiwizacji mógł umożliwiać pisarzom pozbawionym skrupułów uchodzić z tym na sucho. Dziś nadal mogą, ale tylko wtedy, gdy ich czytelnicy zaakceptują źródła drugorzędne i trzeciorzędne bez kontroli – co niestety zdarza się zbyt często.
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: The Vanishing Village of Angikuni Lake. The legend of the disappearing Inuit village of Angikuni Lake turns out to be simple pulp fiction. by Brian Dunning. The year was 1930; the place, the frozen wastes of northern Canada. It was November, late fall, and the flat landscape was blasted over with ice crystals and wind. A lone trapper, Joe Labelle, made his way to an Inuit village he knew. All looked well as he approached; but when he arrived, nobody answered his greeting calls. Labelle looked around and found everything in place, everything except the people — the entire population of the village had vanished. Food, clothing, rifles, half-cooked meals, and everything else needed for life on the tundra were all at the ready, but no Inuit to use them. Labelle stood on the shore of Angikuni Lake and pondered the mystery, then went straight away and reported the disappearance to the Royal Canadian Mounted Police. Since then, the story of Angikuni Lake has been a mainstay of Canadian mystery lore. You'd hardly recognize Angikuni Lake as a lake. Nunavut is the largest and northernmost of Canada's territories, and is one of the most sparsely populated regions on Earth. There are more than 50 square kilometers of barren rock and ice per person in Nunavut — half the density of Greenland, and most of them speak Inuktitut. There is only major settlement within the whole of this vast territory, the capital Iqaluit with less than 7,000 population, 1500 kilometers east of Angikuni Lake. Nunavut encloses most of the Canadian Arctic Archipelago and its mainland portion is almost completely devoid of any features at all, having been scraped flat by glaciers that left only barren rock and tundra laced with shallow puddles and streams, generously called lakes and rivers. A few dozen of these puddles, loosely linked together, are what comprise Angikuni Lake. During most of the year it's an unbroken flat plain of ice and snow, completely indistinct from anything within 500 kilometers in any direction. They call this part of Canada the Barren Grounds. The most famous published account of Joe Labelle's mysterious encounter comes from Frank Edwards' 1959 book Stranger than Science, in which Edwards devoted three short pages to the story. He tells how the Mounted Police returned to the village site with Labelle and confirmed everything he told them. And like Labelle, they were unable to find any trace of the villagers, nor come up with any suggestion why they might have left all of their valuables and necessities behind. Their kayaks still sat on the beach, meals still hung over long-dead cooking fires. The police also found the frozen bodies of the villagers' dogs. Edwards' chapter concludes: Months of patient and far-flung investigation failed to produce a single trace of any member who had lived in the deserted village of Anjikuni. The Mounted Police filed it as unsolved... and so it remains. There are a number of things about the Joe Labelle story that raise red flags. For one thing, it happened in November, when average temperatures are 13°C degrees below freezing. Angikuni Lake is a sheet of ice; kayaks pulled up on the beach would not be "battered by wave action". The very presence of kayaks so far inland is suspect, though not impossible. Migratory Inuit would often portage their kayaks to hunt caribou. These eastern Iglulik kayaks were made of sealskin stretched over willow branches. But the small Angikuni Lake is landlocked so far inland on the Barrens that neither willow nor sealskin were available, and this would be by far the farthest inland that the historical use of Iglulik kayaks would have ever been documented. Not impossible, but highly suspect. Edwards also had Labelle describing a permanent settlement, a "friendly little Eskimo village" of "about thirty inhabitants" that he'd known "for many years". A statement from the Mounted Police says "A village with such a large population would not have existed in such a remote area of the Northwest Territories." They had left sealskin garments behind, in a region where there was caribou hide rather than sealskin; and as a trapper Labelle should have been able to identify it properly. So there was either a series of quite improbable circumstances, or Labelle was wrong, or Edwards was wrong. Today, no physical evidence exists of a village at Angikuni Lake, and nobody has ever published an account of going up there and clearing away any remnants. So we have to rely on documentary evidence to find the true history of the vanishing village. Interestingly, following the history of the published accounts is a bit like trying to follow one of those movies that's out of sequence and jumps around from different time periods; and you'll see what I mean. The earliest recorded publication about Angikuni Lake is a 1976 citation of an article from November 29, 1930, written by an Emmett E. Kelleher in the Halifax Herald newspaper. Kelleher, writing as a "special correspondent" for the paper, told Labelle's story and gave the village a population of 25, and offered a more reserved version of the artifacts Labelle found including a single rusty old rifle and a few dog corpses. The article included a generic photograph of an Inuit village. Next, on January 17 of 1931, Cortland Starnes, the Commissioner of the Royal Canadian Mounted Police, released an investigation of the event undertaken by a Sergeant J. Nelson. Nelson, in speaking with local traders, learned that Joe Labelle was a real person but worked only in northern Manitoba. He also discovered that Kelleher's photograph was an old one from the RCMP's own archives, and as nobody in the region had heard of this village or its disappearance, Nelson concluded the entire episode was a sensationalized hoax made up by Kelleher. For the next 28 years, it appears that the presses were quiet. I was able to find no printed works at all, of any kind, that mentioned Angikuni Lake or any of the names involved; until 1959 when Frank Edwards' book was released. Edwards slightly increased the number of Inuit from 25 to 30. Edwards offered no sources for his chapter, and did not mention the alleged 1930 or 1931 releases. Over the next 17 years, the presses were almost as quiet. A few scattered references to Edwards' version of the story appeared in books about psychics and the paranormal, but no new details were introduced. It was 1976 when the story really broke. Dwight Whalen wrote a cover story for the November 1976 issue of FATE Magazine called "Vanished Village Revisited". Whalen was the first to note the 1930 and 1931 articles, there does not seem to be any record of any earlier author finding them. Whalen also wrote that when he called the RCMP personally, he was told they had no record of any such event — despite the many details in Sgt. Nelson's report, provided by the RCMP Commissioner himself. Whalen concluded that the whole story was largely invented by Emmet Kelleher, possibly based on a tall tale he heard from Joe Labelle who may, or may not, have stumbled on some actual ruins of a village or camp. And then things got weird. In the April 1977 edition of FATE, a reader wrote in to dispute Whalen's conclusion. This reader was none other than Betty Hill, at the time the most famous self-described alien abductee in the world, and subject of the 1966 book The Interrupted Journey: Two Lost Hours Aboard a Flying Saucer. Betty claimed that while on a ferry ride with her husband Barney at the Bay of Fundy, they met a Captain Larsen who, as a Mountie, had spent nine years investigating the mystery of the vanishing village at Angikuni Lake. In his opinion, wrote Betty, the villagers had all been abducted by UFOs. From this point on, UFO writers everywhere began including Angikuni Lake in their books. The 1983 book The World's Great UFO Mysteries by Nigel Blundell and Roger Boar amplified the population of the village to 1200, and added the element of three trappers, Armand Laurent and his two sons, seeing UFOs flying toward Angikuni. They then encountered a group of Mounties on their way to investigate the flying objects. In this version of the story, Joe Labelle used a telegraph to report the vanished village, despite there being no telegraphs within probably a thousand kilometers of the lake. In 1988 John Colombo's book Mysterious Canada repeated all of this, including Blundell and Boar's overblown details and all of Whalen's correspondence with the RCMP. People magazine ran a 1988 article essentially repeating all of this sensationalized new information. The Canadian UFO Report published in 2006 by Rutkowski and Dittman added all the villagers' ancestral graves having been emptied, and a Rense.com article in 2001 increased the village population to 2000 and buried the dog corpses under twelve feet of snow. What is a fact-hunting researcher to do? Going back to the original sources is sometimes easier said than done. Whalen gave precise details of the publication of the 1930 newspaper article and the 1931 RCMP report, and — according to researcher Patrick Derksen who worked with the staff at the Millennium Library in Winnipeg in 2013 — neither appears to exist. They also searched all other Manitoba newspapers from the day, and found no references to the story whatsoever, nor any record of an Emmett E. Kelleher. Certainly nothing like it appears in the microfilm copies I have on my desk right now. Update! The original 1930 report has been found, in an article in "The Bee" from Danville, Virginia, not in Manitoba. The conclusion of this episode will be updated as soon as I can get around to it. In 1988, the Australian Skeptics contacted the RCMP historian, S. W. Horrall, who wrote: Many years ago the members (of RCMP), then retired, who had served in the area at the time these events were purported to have happened (1930) were asked for their comments on the story. They could not confirm it, recalled nothing like it, and were astounded that such a ridiculous tale could be believed. Our files were carefully searched. No strange craft was ever reported. No one named Joe Labelle ever came to the RCMP in panic about Lake Anjikuni. The RCMP did not send out any search parties. The only records we have on the story are copies of letters to correspondents like yourself informing the writers that the story is entirely fictitious. It seems clear that Frank Edwards' 1959 chapter is indeed the genesis of the tale, apparently made up from whole cloth. It also seems clear that Dwight Whalen, writing in 1976 some 45 years after the event, took advantage of the fact the no one who would have been involved was still living, and invented both the 1930 newspaper article and the 1931 RCMP report (if I'm wrong about this, I warmly invite proof to the contrary). These fabricated reports provided the seeds of a story that motivated UFO writers for decades to come. Could Frank Edwards have ever imagined how his little campfire tale of a lonely trapper finding a mysteriously abandoned village would have grown? It grew largely due to citations of fake newspaper articles. Back in the fifties and even the seventies, the state of archiving technology might have made it possible for unscrupulous writers to get away with that. Today they still can, but only when their readers accept secondary and tertiary sources without scrutiny — which is, unfortunately, the case all too often.
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: Dekalog ze Starego Testamentu! Według biblistów Dziesięć Przykazań zostało wyrytych przez Boga na dwóch kamiennych tablicach, a następnie przekazanych Mojżeszowi na górze Synaj. Wydarzenie to miało miejsce około XIII lub XIV wieku p.n.e. Co ciekawe, Dziesięć Przykazań jest bardzo podobnych do 42 Zasad, które pojawiły się co najmniej 2000 lat temu i są znane jako „42 Zasady Maat”. Co najmniej osiem z Dziesięciu Przykazań Mojżesza opiera się na zasadach MAAT, były one jednymi z podstawowych zasad moralnych każdego obywatela Egiptu. Eterniepodzielność dusze egipskie Sahu jest istotą światła, która powraca do Światła. Uważa się, że nazwa Atum pochodzi od słowa tem, które oznacza dokończyć lub zakończyć. Dekalog des Alten Testaments! Bibelgelehrten zufolge wurden die Zehn Gebote von Gott auf zwei Steintafeln eingraviert und dann auf dem Berg Sinai an Moses übergeben. Dieses Ereignis fand etwa im 13. oder 14. Jahrhundert v. Chr. statt. Interessanterweise ähneln die Zehn Gebote stark den 42 Prinzipien, die vor mindestens 2.000 Jahren erschienen und als „42 Prinzipien von Maat“ bekannt sind. Mindestens acht der Zehn Gebote Moses basieren auf MAAT-Prinzipien, die zu den moralischen Grundprinzipien jedes ägyptischen Bürgers zählten. Décalogue de l'Ancien Testament ! Selon les érudits bibliques, les Dix Commandements ont été gravés par Dieu sur deux tablettes de pierre, puis remis à Moïse sur le mont Sinaï. Cet événement a eu lieu vers le 13ème ou 14ème siècle avant JC. Fait intéressant, les Dix Commandements sont très similaires aux 42 principes qui sont apparus il y a au moins 2 000 ans et sont connus sous le nom de « 42 principes de Maat ». Au moins huit des dix commandements de Moïse sont basés sur les principes de MAAT, ils étaient l'un des principes moraux de base de chaque citoyen égyptien.
: Data Publikacji.: 13-03-25
: Opis.: The Padovan Sequence and the Plastic Number The Padovan Sequence is named in memory of Richard Padovan, who attributed its discovery to Dutch architect Hans van der Laan in his 1994 essay "Dom. Hans van der Laan: Modern Primitive". The sequence was described by Ian Stewart in his Scientific American Mathematical Recreations column in June 1996. He also writes about it in one of his books, "Math Hysteria: Fun Games With Mathematics". Like the Fibonacci Sequence, the Padovan Sequence also forms a logarithmic spiral from an additive (recursive) series, that is, it uses the sum of previous terms to form the next one. Geometrically, the Fibonacci sequence can be constructed using squares; Padovan's, with equilateral triangles. The limiting value of the Fibonacci Sequence is the Golden Number, which is equivalent to 1.618... The limiting value of the Padovan Sequence is the Plastic Number, which is equivalent to 1.324718... Note the elegant spiral that forms as we arch the compass from triangle to triangle, with each triangle expanding, making the spiral larger and larger. "I know that in the study of material things, number, order, and position are the threefold clue to exact knowledge: and that these three, in the mathematician's hands, furnish the first outlines for a sketch of the Universe. (...) For the harmony of the world is made manifest in Form and Number, and the heart and soul and all the poetry of Natural Philosophy are embodied in the concept of mathematical beauty.” ~D'Arcy Thompson Sekwencja Padovańska i liczba plastyczna Sekwencja Padovan została nazwana na cześć Richarda Padovana, który przypisał jej odkrycie holenderskiemu architektowi Hansowi van der Laanowi w swoim eseju z 1994 r. „Dom. Hans van der Laan: Modern Primitive”. Sekwencja została opisana przez Iana Stewarta w jego kolumnie Scientific American Mathematical Recreations w czerwcu 1996 roku. Pisze o tym również w jednej ze swoich książek „Math Hysteria: Fun Games With Mathematics”. Podobnie jak ciąg Fibonacciego, ciąg Padovana również tworzy spiralę logarytmiczną z szeregu addytywnego (rekurencyjnego), to znaczy wykorzystuje sumę poprzednich wyrazów do utworzenia następnego. Geometrycznie ciąg Fibonacciego można zbudować za pomocą kwadratów; Padovana, z trójkątami równobocznymi. Graniczną wartością Ciągu Fibonacciego jest Złota Liczba, która odpowiada 1,618... Graniczną wartością Sekwencji Padovańskiej jest Liczba Plastyczna, która odpowiada 1,324718... Zwróć uwagę na elegancką spiralę, która tworzy się, gdy wyginamy kompas od trójkąta do trójkąta, przy czym każdy trójkąt rozszerza się, czyniąc spiralę coraz większą. „Wiem, że w badaniu rzeczy materialnych liczba, porządek i położenie są trojakimi wskazówkami do dokładnej wiedzy: i że te trzy w rękach matematyka dostarczają pierwszych zarysów szkicu Wszechświata. (... ) Ponieważ harmonia świata objawia się w Formie i Liczbie, a serce i dusza oraz cała poezja Filozofii Naturalnej są ucieleśnione w koncepcji matematycznego piękna”. ~D'Arcy Thompson
: Data Publikacji.: 12-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025