Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 30-11-25

: Opis.: ABRACADABRA to zaklęcie poważne wywodzące się z języka aramejskiego. AVRA KEDABRA. Znaczy to : Stworzę mówiąc. Lekarz o imieniu Serenus Sammonicus przepisywał pacjentom płytkę trójkątną z zapisanym ABRACADABRA w formie zmniejszającego się napisu. Każda linijka o jedna literę mniej. Gdy po kilku dniach dochodzimy do ostatniej litery A, to choroba ucieka z człowieka noszącego taki amulet. KIM NAPRAWDĘ SĄ LEKARZE, CZYM JEST MEDYCYNA I FARMACJA? http://www.e-manus.pl/
: Data Publikacji.: 23-11-25
: Opis.: NA SŁABY WZROK. Resweratrol. Składniki - Liście winogron: 20-30 sztuk (niepryskane środkami grzybobójczymi) - Wino czerwone: 500 ml **Sposób przygotowania:** 1. Liście (niepryskane środkami grzybobójczymi) obmyć wodą, podzielić w dłoniach na mniejsze kawałki. 2. Zalać winem i odstawić na 1 miesiąc. 3. Przecedzić. **Stosowanie:** Przyjmować 1 raz dziennie wieczorem po kolacji przez 3 tygodnie. Po upływie 3 miesięcy kurację można powtórzyć. **Ważne informacje:** - Liście winogron zawierają 100-krotnie więcej resweratrolu niż owoce, co można wykorzystać w warunkach domowych do przygotowania wina z liści winogron. - Resweratrol może zwiększać odporność na stres i przedłużyć życie różnych organizmów, od drożdży po kręgowce. - Badania sugerują, że resweratrol można wykorzystać w profilaktyce (w niektórych przypadkach nawet w terapii) zawału serca, arytmii, nadciśnienia tętniczego, choroby zakrzepowej. - Resweratrol, likwidując wolne rodniki tlenowe, zapobiega stanom zapalnym naczyń krwionośnych oraz zmniejsza ryzyko miażdżycy i przedwczesnej agregacji płytek krwi. Pamiętaj, że przed rozpoczęciem jakiejkolwiek kuracji ziołowej warto skonsultować się z lekarzem, szczególnie jeśli przyjmujesz leki lub masz problemy zdrowotne. http://www.e-manus.pl/
: Data Publikacji.: 22-11-25
: Opis.: Cwks76xy7p4 „Oszukiwano nas w sprawie wody. Nie tylko wody z fluoryzowanego kranu czy tej w plastikowych butelkach, ale także wody w twoim ciele: wody naszych komórek, naszej krwi, naszych powięzi, naszych organów. Wody, z której jesteśmy zbudowani. Mówiono nam, że to H₂O. Wszyscy tego uczyliśmy się w szkole. Że nasze ciało składa się w 70% z wody, a woda to tylko neutralna substancja transportująca rzeczy w organizmie. A to nie jest prawda. Wewnątrz ciała nie istnieje woda w stanie ciekłym. Tworzy tam żywą, inteligentną i elektrycznie naładowaną formę, znaną jako H₃O₂. To czwarty stan skupienia i zachowuje się zupełnie inaczej niż woda ciekła. Profesor Gerald Pollack, bioinżynier i naukowiec z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, udowodnił to w swoich przełomowych badaniach. Odkrył, że woda w pobliżu hydrofilowych powierzchni (magnetycznych dla wody), takich jak ściany naczyń krwionośnych i komórek, organizuje się w krystalicznie czystą strukturę. Staje się gęstsza, śluzowata, naładowana ujemnie i kumuluje energię. Ta woda działa jak bateria. Przechowuje energię ze światła słonecznego, ciepła podczerwieni i ruchu. Wspiera wszystkie procesy biologiczne. Jest obecna w roślinach, zwierzętach, a przede wszystkim w nas. To odkrycie zmienia zasady biologii. Eksperymenty Pollacka wykazały, że woda w ciele rozszerza się pod wpływem światła podczerwonego i generuje mierzalne napięcie elektryczne. Dzięki temu płyny poruszają się bez pompy. Opublikował te prace w czasopismach naukowych, dokumentował swoje doświadczenia i napisał nawet obszerną książkę na ten temat, zatytułowaną The Fourth Phase of Water (Czwarta faza wody). To nie są spekulacje. To naukowe fakty. Ale zostały zignorowane. Dlaczego? Gdyby ludzie zrozumieli, jak ważna jest strukturalna woda, dostrzegliby, jak łatwo można leczyć się bez chemikaliów, zastrzyków czy produktów farmaceutycznych. Twoja krew nie porusza się, bo twoje serce działa jak silnik pompujący. Twoje komórki nie funkcjonują tylko dzięki reakcjom chemicznym. To strukturalna woda w twoich tkankach wspiera przepływ, energię i komunikację w ciele. Ta woda tworzy różne warstwy ładunków, które przenoszą rzeczy tam, gdzie powinny być. Krew płynie do embrionów, zanim serce się w ogóle uformuje. Tak powięzie kierują ruchem i światłem. Tak komórki natychmiast komunikują się przez pola elektryczne. Rudolf Steiner twierdził już ponad 100 lat temu, że serce nie jest pompą, lecz zaworem regulacyjnym w już poruszającym się systemie. Gerald Pollack dostarczył na to dowód eksperymentalny. Viktor Schauberger badał wodę w jej naturalnym stanie i wyjaśnił, że jest kluczem do zrozumienia samego życia. A jednak nikt tego nie uczy. Ani na uniwersytetach, ani w głównym nurcie nauki. Tym bardziej nie w praktyce twojego lekarza rodzinnego. Bo strukturalna woda nie jest butelkowana, opatentowana ani przekształcana w usługę subskrypcyjną. Jak można dostarczyć ciału strukturalną wodę? Nie dostaniesz strukturalnej wody z kranu. To martwa woda, chemicznie traktowana, energetycznie spłaszczona i często pełna toksyn. Budujesz strukturalną wodę w swoim ciele dzięki prawdziwej sile życiowej. Potrzebujesz światła słonecznego. Światło podczerwone słońca jest jednym z najsilniejszych stymulatorów tworzenia strukturalnej wody. Dlatego czujesz się pełen energii po opalaniu lub spacerze w naturalnym świetle. Słońce dosłownie cię ładuje. Za Savanoja Savanoja.” http://www.e-manus.pl/ Żywa woda. Woda strukturowana.
: Data Publikacji.: 11-11-25
: Opis.: Wielka Lechia to wielka ściema? Co mówią nowe badania genetyków i archeologów Historia Słowian lubi być reinterpretowana – zwłaszcza gdy brakuje w niej wyraźnych źródeł, a to, co nieznane, zaczyna kusić swoją tajemniczością. Teoria Wielkiej Lechii to doskonały przykład zjawiska, w którym narodowa tożsamość i potrzeba dumy z przeszłości prowadzą do kreowania fikcyjnych narracji. Zwolennicy Lechii mówią o ogromnym imperium Słowian istniejącym na długo przed Piastami, jednak współczesna nauka stoi na stanowisku, że to wyłącznie mit bez oparcia w faktach. Sprawdź, skąd wzięła się ta teoria i dlaczego jest tak niebezpieczna dla rozumienia prawdziwej historii Polski. Imperium Wielkiej Lechii istniało przez długie stulecia, opierając się zakusom Persów, Macedończyków i Rzymian. Pokój i stabilność zapewniała mu dynastia panująca nieprzerwanie 3099 lat. Na jego obszarze istniały gigantyczne miasta, takie jak Kodan (Gdańsk), Gniezno, Carodom (Kraków) i Szczyt (Szczecin). Kraj ten w odróżnieniu od reszty świata antycznego nie znał niewolnictwa. Wojenne wyprawy Lechitów pustoszyły Ateny, Rzym, Kartaginę i Konstantynopol. Na gruzach zachodniego Imperium Rzymskiego lechiccy wodzowie zakładali własne państwa. Kres istnieniu Wielkiej Lechii – i to nie od razu – położył dopiero globalny spisek niemiecko-watykański. To także wpływy Kościoła katolickiego oraz Niemców sprawiły, że nasza wspaniała przeszłość przez stulecia była fałszowana i ukrywana. Dopiero w ostatnich latach niezależni uczeni, mający ledwie kilku poprzedników w XIX w., zdołali odsłonić prawdę skrywaną przez stulecia. Ich odkrycia potwierdziły najnowsze badania genetyczne. Tak można streścić główne założenia teorii wielkolechickiej. Niestety, ta wizja jest daleka od prawdy. Na przełomie lat 60. i 70. XX w. dużą popularność zdobyła pseudonaukowa teoria Ericha von Dänikena, który szukał źródeł cywilizacji w działalności kosmitów. Jego książki trafiły do krajów bloku wschodniego, gdzie znajdowały ciche poparcie komunistycznych władz, ponieważ odciągały ludzi od religii. Właśnie od dänikenizmu zaczynali dwaj główni propagatorzy teorii wielkolechickiej: Paweł Szydłowski – twórca kanału na YouTubie, na którym zaprezentował swoją wizję historii, oraz Janusz Bieszk – autor bestsellera „Słowiańscy Królowie Lechii”. Obaj w pewnym momencie przeszli od piramid budowanych przez kosmitów do szukania tajemnic rodzimej przeszłości. Propagowana przez nich teoria odniosła spory sukces. Powielana w memach i postach na różnych stronach dotyczących Słowian trafiła na podatny grunt w bardzo różnych środowiskach – od skrajnie prawicowych po (w mniejszym stopniu) skrajnie lewicowe. Wśród wyznawców Wielkiej Lechii znajdują się też przypadkowi odbiorcy, którzy padli ofiarą rugowania naukowej wiedzy o pradziejach ze szkół i uznają, że promotorzy Wielkiej Lechii faktycznie prezentują najnowsze odkrycia naukowe. Tymczasem o sile tych teorii decyduje przede wszystkim internet. Wielkolechici posiłkowali się materiałem już opublikowanym na stronach prowadzonych przez neopogan, ezoteryków czy zwolenników teorii spiskowych. Pewien wpływ na doktrynę Wielkiej Lechii miały też już istniejące YouTubowe produkcje rosyjskich pseudonaukowców. Ponadto w sieci łatwiej znaleźć zeskanowane stare książki zawierające teorie dawno odrzucone przez naukę niż nowsze publikacje. Dzięki temu z niebytu wyciągnięto np. „Kronikę Prokosza”, XVIII-wieczny falsyfikat udający kronikę najdawniejszych dziejów naszego kraju, którego nieautentyczności dowiódł już Joachim Lelewel. Wygrzebano też prace Tadeusza Wolańskiego (1785–1865), ekscentryka, fałszerza i archeologa amatora, który chwalił się rozmaitymi „odkryciami” dowodzącymi pradawnej wielkości naszej ojczyzny. Na nowo sięgnięto po publikacje i fałszerstwa (np. kamienie mikorzyńskie) mówiące o rzekomych słowiańskich runach. A to tylko kilka przykładów. Zwolennicy Wielkiej Lechii nie biorą pod uwagę, że archeologia jako nauka w XIX w. dopiero raczkowała. Rozpoznanie archeologiczne ziem polskich było bardzo słabe. Poza tym badania Słowiańszczyzny w Polsce, Czechach czy na Bałkanach musiały znajdować się w kontrze do nacjonalistycznej nauki niemieckiej. Wiedząc o tym, łatwiej zrozumieć, dlaczego w czasach zaborów Polacy z uporem dowodzili istnienia własnych run albo pradawnej obecności Słowian na Bałkanach czy nad Wisłą. Obecnie budzi to zdumienie. Wątpliwych argumentów Wielkolechitów, zwanych też z przekąsem turbosłowianami, jest wiele. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że aby znaleźć na mapie świata starożytnego miejsce dla Wielkiej Lechii, trzeba usunąć z niej Germanów. I tak np. Janusz Bieszk po prostu neguje „niemieckość” Germanów. Za „Ario-Słowian” czy też Lechitów uznaje np. Gotów czy Wandali. Argumentacja Bieszka wygląda następująco: „Dla Galów nazwy: Germanus, czyli sąsiad, brat, oraz Germania, czyli ziemie sąsiadów, nie miały dzisiejszego znaczenia – Niemiec lub Niemcy! Tak więc używana nazwa, na przykład germański, miała w tamtych czasach znaczenie – sąsiedzi. Starożytni Germanie rzeczywiście sami się tak nie określali. Podobnie jak „Niemcy” to określenie nadane tej grupie z zewnątrz. Etymologia słowa „Germanie” nie jest wcale pewna. Pojęcie Germanii funkcjonowało w starożytności zarówno jako określenie etniczne, jak i geograficzne, dzielące północne ziemie „barbarzyńskie” na część „germańską” i „sarmacką”. Niemniej ze źródeł antycznych wiemy, że większość ludów zamieszkujących Germanię mówiła językami germańskimi, od których pochodzi dzisiejszy język niemiecki czy duński. Autorzy antyczni, choć nie zawsze precyzyjni, potrafili odróżnić plemiona Germanów od np. ludów celtyckich, sarmackich czy dackich. Przykładowo Tacyt ma świadomość, że np. Estiowie przyjęli zwyczaje i modę germańskich Swebów, ale nie są Germanami. „Tam już – a wiadomość to prawdziwa – kończy się świat. Zatem na prawym brzegu Morze Swebskie obmywa siedziby ludów Estiów, którzy mają zwyczaje i strój jak u Swebów, język zbliżony do brytańskiego” – pisał w I w. n.e. Plemiona barbarzyńskie nie stanowiły oczywiście monolitów etnicznych. W chwilach sukcesów dołączały do nich drużyny z sąsiednich i podbitych plemion. Jednak dopiero źródła dotyczące czasów Attyli wspominają takie słowa jak medos (miód) czy strava (strawa, posiłek), które można próbować łączyć ze Słowianami. Udowodnienie, że np. Goci nie mówili po prasłowiańsku/słowiańsku jest banalne. Do dziś zachowały się rękopisy przekładu Biblii na język gocki dokonanego przez Wulfilę (ok. 311–383). Początek modlitwy „Ojcze nasz, któryś jest w niebie” po gocku brzmi: „Atta unsar þu in himinam”, a w niemieckim przekładzie: „Vater unser im Himmel”. Mimo to wielkolechici twierdzą, że mają asa w rękawie: genetykę! W Polsce długo dominowała teoria autochtoniczna zakładająca odwieczne zamieszkiwanie ziem polskich przez Słowian. Przesilenie przyniosły dopiero prace prof. Kazimierza Godłowskiego i innych badaczy zajmujących się chronologią zabytków archeologicznych, które w latach 80. XX w. obaliły wcześniejsze przekonania i wskazały, że pierwotnych siedzib Słowian trzeba szukać nad Dnieprem (choć i wokół tej tezy istnieją wciąż pewne niejasności). Słowianie trafili stamtąd nad Wisłę około VI w. Jednak badacze przywiązani do teorii autochtonicznej – w tym wielkolechici – wskazują, że ich teorię popierają wyniki ostatnio prowadzonych analiz genetycznych dawnych mieszkańców ziem polskich. Bieszk stwierdza, że wyniki badań DNA „wreszcie finalnie obaliły arogancki XIX-wieczny dogmat historiografii zaborcy niemieckiego, dotyczący migracji zbłąkanych Słowian na ziemie polskie dopiero w połowie VI wieku”. Zwolennicy Wielkiej Lechii powołują się na analizy wskazujące, że większość współczesnych mieszkańców Polski (około 55 proc.) ma haplogrupę (powtarzający się zespół genów w części chromosomu) typu Y-DNA R1a1a7, spotykaną wśród mieszkańców ziem polskich na długo przed VI stuleciem. Zapytany o wartość takich spekulacji Paweł Janik, archeolog z Ośrodka Badań nad Antykiem Europy Południowo-Wschodniej, uważa, że nie dowodzi to niczego więcej niż wspólnego biologicznego pochodzenia Polaków i bezimiennych mieszkańców dawnej środkowej Europy. Janik podkreśla, że inne haplogrupy też są obecne w naszym społeczeństwie i nie ma żadnych dowodów, że akurat ta haplogrupa jest wyznacznikiem „słowiańskości”. „Możemy ją zawdzięczać jednemu z ludów, który brał udział w procesie etnogenezy Słowian. Poza tym biologia nie determinuje ani języka, ani kultury, ani świadomości etnicznej. Wystarczy pojechać np. do USA, by się o tym przekonać” – stwierdza. Innymi słowy, wśród naszych przodków mogli być ludzie mówiący językami germańskimi czy celtyckimi, którzy dopiero w pewnym momencie stali się Słowianami. Nijak nie czyni to Słowian z Gotów czy Wandali. Link do: Bieszk
: Data Publikacji.: 13-11-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025