Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 30-11-25

: Opis.: Nowa forma magnetyzmu, zwana altermagnetyzmem, została oficjalnie potwierdzona: łącząc ferromagnetyzm i antyferromagnetyzm jako fundamentalny typ zachowania magnetycznego. Podczas gdy ferromagnetyki, takie jak magnesy na lodówkę, mają zorientowane spiny elektronowe, tworząc silne pole magnetyczne, a antyferromagnetyki mają spiny parzyste, które się wzajemnie znoszą, altermagnetyki wykazują naprzemienne pasma energetyczne ferromagnetyzmu i antyferromagnetyzmu. Te naprzemienne pasma znoszą się całkowicie, ale nadal zachowują trwałe właściwości magnetyczne na małym, lokalnym poziomie. Altermagnetyzm został przewidziany zaledwie kilka lat temu, a nowe badania potwierdziły jego istnienie. Naukowcy zidentyfikowali altermagnetyzm poprzez charakterystyczne rozszczepienie promieni rentgenowskich przechodzących przez sieć krystaliczną tellurku manganu. Znalezienie dowodów na istnienie tej nowej klasy materiałów ferromagnetycznych może przyczynić się do rozwoju nowej technologii elektronicznej opartej nie tylko na ładunku cząstki, ale również na jej spinie. A new form of magnetism, called altermagnetism, has been officially confirmed, joining ferromagnetism and antiferromagnetism as a fundamental type of magnetic behavior. While ferromagnets, like fridge magnets, have aligned electron spins creating a strong magnetic field, and antiferromagnets have paired spins that cancel each other out, altermagnets exhibit alternating energy bands of ferromagnetism and antiferromagnetism. These alternating bands cancel out overall, but still retain permanent magnetic features on a small, local level. Altermagnetism was predicted just a few years ago, and this new research has confirmed its existence. Researchers identified altermagnetism through a signature splitting of X-rays passing through a crystal lattice of manganese telluride. Finding evidence of this novel class of ferromagnetic material could contribute to the development of an emerging technology of electronics based not just on the particle's charge, but its spin as well.
: Data Publikacji.: 13-11-25
: Opis.: Gdynia, styczeń 1959 roku. Nad portowym miastem pojawia się tajemniczy obiekt, który z impetem spada do basenu portowego. Jedni w tym zdarzeniu widzą zwykłą katastrofę, inni zjawisko nadprzyrodzone. Kilka dni później pojawiają się doniesienia o dziwnym stworzeniu znalezionym na plaży. Historia nigdy nie została rozwiązana, jednak stała się miejską legendą w Gdyni, a miasto zostało porównane do amerykańskiego Roswell. Dowiedz się więcej i zobacz zdjęcia Spis treści Noc, która zaskoczyła wielu Incydent uderzająco podobny do tego, co wydarzyło się w Roswell Meteoryt, eksperymenty wojskowe czy coś więcej? Czy kiedyś poznamy prawdę? Więcej o incydencie w porcie przeczytamy w nowej książce! Noc, która zaskoczyła wielu To była zimna noc z 21 na 22 stycznia 1959 roku. Wczesnym rankiem nad Bałtykiem zauważono dziwny obiekt, a razem z nim specyficzne światło, które runęło do morza. Jak wspominał dźwigowy Władysław Kuczyński, obiekt był „różowy, potem czerwony, wielki na około metr”. Jego doniesienia potwierdzili też inni robotnicy, w tym Stanisław Kołodziejski, który po latach wspominał o płonącym obiekcie, który wpadł do wody i wywołał falę, jakiej nigdy wcześniej nie widział na oczy. - Akurat miałem chwilę przerwy, kiedy nagle zobaczyłem to coś - wspomina Stanisław Kołodziejski w rozmowie z Fundacją Nautilus - Moim zdaniem obiekt miał 1,5-2 metry średnicy i przypominał taką trochę spłaszczoną kulę, w każdym razie tak to zapamiętałem... to była chwila, ułamek sekundy. To dziwadło świeciło jasnym światłem takim pomarańczowym i bardzo intensywnym, czasami wydawało się, że zmieniło kolor na czerwony. UFO leciało poziomo na niskiej wysokości, może 30-40 metrów i ciągnęło za sobą jasny płomień. Kiedy obiekt nadleciał nad statek i potem runął do wody, to pamiętam, że jak był nad statkiem, miałem wrażenie, że na chwilę zatrzymał się w powietrzu. Innymi osobami, które były świadkami tego niezwykłego zdarzenia, było małżeństwo Włodzimierz i Jadwiga Płonczkierowie, którzy pracowali wówczas w przyportowych magazynach. Zadzwonili oni wówczas do redakcji „Wieczoru Wybrzeża”, informując o tym, co się stało. Dziś rano otrzymaliśmy intrygujący telefon. Gdyński przedstawiciel „Wieczoru” doniósł, że nasi Czytelnicy pp. Włodzimierz i Jadwiga Płonczkier, prac. POSTI w Gdyni o godz. 6.05 rano ujrzeli na niebie od strony północno-zachodniej „latający talerz”. Zaobserwowany obiekt był dużych rozmiarów i miał kształt koła. „Talerz” ten był koloru pomarańczowego, jego brzegi zabarwione były na różowo. Po chwili „talerz” zniknął za członem domów, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów na niebie – czytamy w numerze „Wieczoru Wybrzeża” z 23 stycznia 1959 roku. Tajemniczy obiekt wpadający do basenu portowego to był jednak zaledwie początek. Następnego dnia na plaży w rejonie Gdyni-Redłowa rzekomo odnaleziono pewną istotę humanoidalną o nienaturalnie gładkiej i jasnej skórze, która przypominała rybią łuskę. Co więcej, owa istota była podobno wciąż żywa, ale bardzo osłabiona. Bardzo szybko została ona przewieziona do Instytutu Medycyny Morskiej w Gdyni, a następnie... rzekomo wywieziona do ZSRR. UFO na Pomorzu. Gdzie było je widać? Relacje świadków! Incydent uderzająco podobny do tego, co wydarzyło się w Roswell Po rzekomym wywiezieniu tajemniczej istoty do Związku Radzieckiego temat ucichł, a przynajmniej wśród aparatu partyjnego i służb w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Nie znajdziemy zatem oficjalnych dokumentów ani jakichkolwiek komunikatów, które miałyby świadczyć o prawdziwości tego zdarzenia. Historia jednak żyła wśród świadków i mieszkańców Gdyni, stając się miejską legendą na lata. Inny ze świadków, Alojzy Data, wspominał, że z dna portu wydobyto walcowaty pojemnik wypełniony rdzawą cieczą. Podobno pracownicy laboratorium portowego obawiali się dokładnego zbadania tajemniczej zawartości. Pojawiają się również głosy, że chaos informacyjny i niedopowiedzenia były na rękę służbom. Plotki o latającym spodku i kosmicie na plaży mogły przykryć inną katastrofę, inne zdarzenie, które Związek Radziecki mógł wówczas chcieć zachować w tajemnicy. Tajemnicza otoczka wydarzenia z 1959 roku - a także fakt, że nigdy nie dowiedzieliśmy się prawdy - sprawia, że incydent z Gdyni często porównywany jest do incydentu w Roswell. Wówczas w 1947 roku w stanie Nowy Meksyk doszło do wydarzenia, które do dziś rozpala wyobraźnię wszystkich osób wierzących w istnienie istot pozaziemskich. Te dwa incydenty są do siebie niezwykle podobne: dziwne światło na niebie, upadek obiektu, plotki o istocie zabranej do badań, a następnie cisza ze strony władz. Choć w latach 90. Armia Stanów Zjednoczonych poinformowała, że ów obiekt był balonem testowym używanym w ramach tajnego wojskowego Projektu Mogul, to nie wierzą temu ufolodzy. Meteoryt, eksperymenty wojskowe czy coś więcej? Przez lata incydent w Gdyni poddawany był wielu spekulacjom i analizom, a historycy oraz wszelcy sceptycy próbowali wyjaśnić tę historię. Najczęściej spotykana hipoteza mówi o tym, że świadkowie z 1959 roku widzieli spadający do basenu portowego meteoryt. A co z istotą humanoidalną? Cóż, tego już nikt nie tłumaczy. Należy również pamiętać, w jakich czasach rozgrywało się to wydarzenie. Mówimy o okresie Zimnej Wojny i wyścigu zbrojeń, w którym Morze Bałtyckie stanowiło arenę działań marynarki radzieckiej. Tym samym obiekt ten mógł być fragmentem jakiegoś sprzętu, być może eksperymentalnego, który później został zabezpieczony. Mogła to również być satelita, która tego dnia spadła na teren Gdyni. To mogłoby tłumaczyć szybką reakcję służb oraz cisza w związku z tym tematem. Niezależnie od przyczyny, incydent ten na zawsze wpisał się w kanon polskiej kultury popularnej. Temat na szeroką skalę powrócił w latach 90., a do Gdyni zjeżdżały nawet stacje telewizyjne z Japonii i Stanów Zjednoczonych, by nagrywać materiały o tajemniczym zdarzeniu. Historia żyje wśród mieszkańców Gdyni, którzy z uśmiechem na ustach opowiadają o polskim Roswell. Czy kiedyś poznamy prawdę? Incydent z 1959 roku traktujemy z pewnym przymrużeniem oka, niedowierzając, że akurat w Gdyni mogło wylądować UFO. Jednakże, w kontekście nowych raportów Pentagonu o niezidentyfikowanych obiektach i zjawiskach, temat kosmitów może nabierać nowego znaczenia. Od dziesięcioleci ludzie zadają sobie pytanie, co w styczniowy poranek widzieli portowcy. Radziecki eksperyment, meteoryt, a może faktycznie coś z odległej galaktyki wleciało w naszą przestrzeń powietrzną? Cóż, odpowiedzi być może nigdy nie poznamy, choć kto wie. Być może za jakiś czas usłyszymy, że w nocy z 21 na 22 stycznia 1959 roku w Gdyni faktycznie spadł statek kosmiczny z ufoludkami na pokładzie. UFO istnieje? NASA potwierdza, że nie jest w stanie rozpoznać wszystkich obiektów Michał Karcz Więcej o incydencie w porcie przeczytamy w nowej książce! W październiku 2025 roku nakładem wydawnictwa Gyldendal Astra ukaże się książka Jacka Brzozowskiego „Obręcz. Gdynia 1959”. Pod koniec lat 50-tych upadek nieznanego obiektu do gdyńskiego basenu portowego uruchamia w ułożonym życiu samotnego, byłego pilota RAF-u lawinę niebezpiecznych wydarzeń z udziałem polskich i radzieckich służb. Niespodziewanie w rozwikłaniu zagadki próbuje mu pomóc atrakcyjna dziennikarka żydowskiego pochodzenia, w której się zakochuje – czytamy w opisie książki. Okładka książki „Obręcz. Gdynia 1959” Jacek Brzozowski/wydawnictwo Gyldendal Astra
: Data Publikacji.: 21-11-25
: Opis.: W Ollantaytambo wielokątne ściany zdają się świadczyć o zaginionej technologii: pięciotonowe bloki dopasowane do siebie niczym puste, formowane na siłę, z trójwymiarowymi cięciami, których dziś nie da się odtworzyć bez użycia ciężkich maszyn. Jak wytłumaczyć, że „prymitywne” cywilizacje osiągnęły precyzję, która wytrzymuje trzęsienia ziemi bez rozpadania się? In Ollantaytambo, the polygonal walls seem to speak of a lost technology: 5-ton blocks fitted together as if they were blank pieces molded voluntarily, with cuts in three dimensions that are impossible to reproduce today without heavy machinery. How can we explain that “primitive” civilizations achieved a precision that withstands earthquakes without falling apart? En Ollantaytambo, los muros poligonales parecen hablar de una tecnología perdida: bloques de cinco toneladas ensamblados como si fueran piezas lisas moldeadas voluntariamente, con cortes tridimensionales imposibles de reproducir hoy sin maquinaria pesada. ¿Cómo podemos explicar que las civilizaciones primitivas lograran una precisión que resiste los terremotos sin desmoronarse? In Ollantaytambo scheinen die polygonalen Mauern von einer verlorenen Technologie zu zeugen: Fünf Tonnen schwere Blöcke, die wie willkürlich geformte Rohlinge zusammengefügt sind, mit dreidimensionalen Schnitten, die heute ohne schwere Maschinen nicht mehr reproduzierbar sind. Wie lässt sich erklären, dass „primitive“ Zivilisationen eine Präzision erreichten, die Erdbeben standhält, ohne auseinanderzufallen?
: Data Publikacji.: 19-11-25
: Opis.: Najlepszy polski król-wojownik. To my gnębiliśmy "niezwyciężoną" Rosję Wojna polsko-rosyjska z lat 1577-1582 podzielona była na kilka kampanii. Do najsłynniejszych epizodów wojny należy oblężenie Połocka, Wielkich Łuk i Pskowa. W czasie tego konfliktu dużymi umiejętnościami odznaczył się król Stefan Batory. Rosja została ostatecznie zmuszona do oddania Polsce Inflant. W 1547 roku odbyła się koronacja wielkiego księcia moskiewskiego Iwana IV Groźnego na „cara wszech Rusi”, co zakończylo okres rozbicia dzielnicowego na Rusi i dało początek istnieniu Carstwa Rosyjskiego. Dla Polski koronacja Iwana IV oznaczała początek problemów, które, de facto, trwają do dzisiaj. Apetyty Iwana Groźnego W latach 1588-150 trwała wojna pomiędzy Litwą a Rosją. W jej wyniku Rosja zachowała część podbitych wcześniej terytoriów w Inflantach, m.in. Narwę, Dorpat i ziemię połocką. Car Iwan IV zamierzał wkrótce ponownie zaatakować Rzeczpospolitą, lecz skorygował swoje plany, kiedy w 1572 roku bezpotomnie zmarł król Zygmunt August. W Rzeczpospolitej przygotowywano się do pierwszej wolnej elekcji, a Iwan Groźny liczył, że na tronie w Krakowie uda się zasiąść jemu lub jego synowi Fiodorowi. Plany Iwana Groźnego nie zostały zrealizowane. Królem polskim został Henryk Walezy, a po nim Stefan Batory. W 1575 roku Iwan Groźny ponownie zaatakował ziemie Rzeczpospolitej, a wojska rosyjskie zajęły port Salis, a później Parnawę. Boris Chorikow, Oblężenie Pskowa © Wikimedia Commons 14 grudnia 1575 roku Stefana Batorego oficjalnie ogłoszono królem Rzeczpospolitej. 16 lutego 1576 roku Batory zaprzysiągł w Meggeszu pacta conventa. Jednym z punktów królewskich zobowiązań było odebranie Rosji zagrabionych ziem. Przeciwko siłom moskiewskim wysłano wojska polskie, litewskie oraz siły zaciężne, lecz to Rosja miała przewagę. Na przełomie 1575 i 1576 roku Iwan Groźny zażądał od Polski przyznania mu tytułu wielkiego księcia smoleńskiego i połockiego oraz zrzeczenia się przez Polskę Inflant. Te warunki zostały odrzucone. Rosja zaczęła koncentrować wojska do dalszej wojny z Polską. Latem pod Pskowem stanęło 30 tysięcy rosyjskich żołnierzy. W lipcu 1576 roku siły Iwana Groźnego wkroczyły do Inflant. Niewielkie oddziały Rzeczpospolitej stacjonujące w inflanckich miastach i zamkach zostały zmuszone do wycofania się za Dźwinę. W miastach, które nie poddawały się od razu, Rosjanie urządzali rzezie ludności cywilnej, gwałcili kobiety, torturowali i mordowali wszystkich bez względu na wiek. Do połowy września zajęli wszystkie miasta, za wyjątkiem Rygi. W styczniu 1578 roku wojewoda mazowiecki Stanisław Kryski, wojewoda miński Mikołaj Pawłowicz Sapieha i podskarbi nadworny litewski Teodor Skumin Tyszkiewicz zgodzili się podpisać z Moskwą rozejm mający trwać trzy lata. Odrzucili jednak żądanie Iwana Groźnego, aby Polska raz na zawsze zrzekła się Inflant. Stefan Batory, po otrzymaniu wiadomości o rozejmie, odmówił jego zatwierdzenia. Zamiast tego na wrzesień 1578 roku król zwołał pospolite ruszenie Litwinów w Rakiszkach na Litwie. Wkrótce ponad 18 tysięcy wojska ruszyło na Rosjan. W ciągu kolejnego pół roku odzyskano 17 zamków na Inflantach. Początek wojny z Rosją Walki trwały od miesięcy, jednak dopiero w 1578 roku Rzeczpospolita formalnie przystąpiła do wojny. 20 stycznia 1578 roku sejm walny zdecydował o rozpoczęciu walk przeciwko Rosji. Na tym samym sejmie Stefan Batory przeforsował podniesienie podatków i utworzenie piechoty wybranieckiej. Na czas wyprawy wojennej hetmanem wielkim koronnym został Mikołaj Mielecki, którego w styczniu 1579 roku zastąpił Jan Zamoyski. Buławę hetmana wielkiego litewskiego dzierżył Mikołaj Radziwiłł Rudy, zaś hetmana polnego, Krzysztof Radziwiłł Piorun. Siły Rzeczpospolitej składały się z żołnierzy polskich i litewskich oraz najemników m.in. z Węgier, Niemiec, Rusi i Szkocji. Byli wśród nich także Tatarzy i mieszkańcy Inflant. Francesco Corsi, Stefan Batory oblega Wielkie Łuki (1831) © Wikimedia Commons 26 czerwca 1579 roku król Stefan Batory formalnie wypowiedział wojnę Rosji. Koncentracja wojsk nastąpiła we Świrze (obecnie Białoruś). Siły Rzeczpospolitej liczyły 56 tysięcy ludzi i 67 dział. Stefan Batory planował od razu przejść do ofensywy. Zamierzał odciąć okupowane przez Rosję Inflanty od państwa moskiewskiego, a następnie pokonać Rosjan na własnym terytorium. Wojna z Rosją stała się sprawą o randze narodowej. Na potrzeby wojska uchwalono specjalne podatki, duchowieństwo przekazało dodatkową pomoc finansową. Połock, Wielkie Łuki, Psków 11 sierpnia 1579 roku wojska Rzeczpospolitej stanęły pod Połockiem. Rozpoczęło się oblężenie. Po pewnym czasie, z rozkazu Stefana Batorego, zaczęto używać pocisków zapalających, które szybko podpaliły drewniane zabudowania twierdzy. Rosjanie skapitulowali 29 sierpnia, a dzień później Polacy weszli do miasta zyskując 38 dział i kilkaset sztuk broni palnej. W połowie 1579 roku rozpoczęła się kolejna kampania. Hetman Jan Zamoyski zdobył Wieliż, a 29 sierpnia wojska polskie rozpoczęły oblężenie Wielkich Łuk, które zdobyto już 5 września. Kilkanaście dni później w bitwie pod Toporcem 2,5 tysiąca doborowej jazdy polskiej pod wodzą Janusza Zbaraskiego rozbiło 4 tysiące Rosjan. W październiku Batory wyruszył w drogę powrotną do Krakowa, zaś wojnę kontynuował, z jego rozkazu, Jan Zamoyski. Wojska polskie zdobyły kolejne zamki. Do niewoli dostał się wojewoda carski Piotr Iwanowicz Bariatyński. Latem 1581 roku Stefan Batory rozpoczął kolejną kampanię wojenną. Jej celem było zdobycie Pskowa i ostateczne pokonanie Rosji. Hetman polny litewski Krzysztof Radziwiłł Piorun rozpoczął tę kampanię od ataków zaczepnych na terytorium wroga uniemożliwiając koncentracje wojsk rosyjskich. Stefan Batory pod Pskowem, mal. Jan Matejko © Wikimedia Commons Oblężenie Pskowa rozpoczęło się 8 września 1581 roku. Ostrzał trwał i wydawał się skuteczny – pskowskie mury zostały poważnie uszkodzone, jednak mieszkańcy miasta starali się na bieżąco naprawiać wyłomy, budując od wewnątrz palisady i usypując wały ziemne. Armia polsko-litewska okrążyła Psków. Tymczasem zbliżała się zima, a dni stawały coraz chłodniejsze. Wokół miasta wyrósł „mały Psków” – Polacy i Litwini wybudowali bowiem liczne chatki i ziemianki, gdzie ukrywali się przed mrozem. Wraz z początkiem zimy zaczęło brakować jedzenia. Na domiar złego zaczęto odczuwać także braki prochu. Batory zaczął go sprowadzać z Rygi. Rozejm w Jamie Zapolskim 4 listopada na naradzie wojennej u króla Stefana Batorego zdecydowano o przerwaniu oblężenia. Wojsko miało się rozłożyć na leżach zimowych w okolicach Pskowa, zaś król miał wrócić do Polski, gdzie zbierał fundusze na dalszą kampanię wojenną. Żołnierze niespecjalnie ucieszyli się na tę perspektywę, lecz „otuchy” dodawał fakt, że – wedle różnych pogłosek – sytuacja w Pskowie także stawała się coraz trudniejsza. Obrońcom również zaczynało brakować jedzenia oraz amunicji. Pięciomiesięczne oblężenie Pskowa na przełomie 1581 i 1582 roku przez siły polsko-litewskie nie zakończyło się zdobyciem miasta. Rosjanie zmuszeni zostali podjąć rokowania rozejmowe w obliczu postępu wojsk szwedzkich, które uderzyły na pogrążone w wojnie państwo moskiewskie. Negocjacje prowadzono w Kiwerowej Horce. Pomiędzy stronami mediował legat papieża Grzegorza XIII, Antonio Possevino. 15 stycznia 1582 roku w Jamie Zapolskim podpisano rozejm, który miał trwać dziesięć lat. Car miał wycofać wszystkie wojska z Inflant, a Rzeczpospolita zwróciła Rosji grody zajęte w czasie poprzednich kampanii, w tym Wielkie Łuki. Rzeczpospolita odzyskała Inflanty z Parnawą i Dorpatem, a także ziemię połocką zagarniętą przez Rosję w 1563 roku. Wojna polsko-rosyjska z lat 1577-1582 dała Polsce spore korzyści. Rosja została odcięta od Inflant i Europy Zachodniej, lecz na stałe została już hegemonem we wschodniej części Europy.
: Data Publikacji.: 18-11-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025