Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 31-01-26

: Opis.: Telefony, które nosimy ze sobą, nie są jeszcze częściami naszych ciał w sensie biologicznym. Ale czy to ma jakieś znaczenie? Telefon jest elementem tego kim jestem, jak żyję i jak się zachowuję. Nie chodzi oczywiście o samo urządzenie, ale o to, że umożliwia ono połączenie z danymi i narzędziami w internetowej chmurze oraz… z innymi ludźmi. Musimy zdawać sobie sprawę, że nasze mózgi mają ograniczoną pojemność. Nie dadzą rady gromadzić i przetwarzać niepohamowanie wzrastającej ilości informacji. Jest jednak rozwiązanie tego problemu – podłączenie mózgu do komputera. Jeszcze przed latami 30. XXI wieku będziemy dysponowali nanobotami, które poprzez naczynia włosowate wnikną do mózgu i połączą naszą korą mózgową (a konkretnie neocortex, czyli nową korę mózgową – przestrzeń mózgu, która odpowiedzialna jest za myślenie, pamięć, język) ze sztuczną, elektroniczną korą mózgową. Ten obecny poza ciałem i lokujący się w sieciowej chmurze mechanizm, będzie działać w taki sam sposób jak nasz naturalny organ. Właściwie zewnętrzny mózg stanie się tym, co jest dostępne w sieci. Będzie on całą siecią. Zwielokrotni to nasze możliwości umysłowe, pozwoli być mądrzejszymi i sprawniejszymi w selekcjonowaniu i wykorzystywaniu informacji – twierdzi amerykański futurolog. Możemy zakładać pewien ogólny scenariusz funkcjonowania „człowieka z podwójnym mózgiem”. Możemy również pofantazjować, jak się będzie objawiało działanie takiego „dual-brain mega-power”. Wyobraźmy sobie choćby, że do namysłu jest kilka sekund, a nasza reakcja musi być odpowiednia, np. gdy spotykamy na ulicy szefa i trzeba w ciągu chwili powiedzieć coś inteligentnego, ciekawego, zabawnego… Wtedy rozszerzony umysł znajdzie w zasobach sieci i podsunie nam w trybie ekspresowym właściwe słowa. Jednak nasze ograniczenia, nasza przeszłość i doświadczenia z niej wydobywane mogą okazać się nieprzydatne do uświadomienia sobie, co przed nami się szykuje. Innymi słowy zmiany technologiczne zastają nas z całym bagażem sposobów myślenia, odziedziczonych po dalekich, afrykańskich przodkach lub wyuczonych przez starsze pokolenia. Mogą one być niewystarczające do zrozumienia zmiany, która to myślenie przekształca, rozszerza i jak pastę z tubki, wyciska poza biologiczno-kulturowe ramy teraźniejszości. Po pierwsze komputer zda test Turinga, czyli człowiek nie rozpozna, że to maszyna, a nie inny człowiek się z nim komunikuje (dostępne są informacje, że taka sytuacja już nastąpiła – Kurzweil o tym nie wspomina). Po drugie niebywale rozwinie się biomedycyna. Możliwe będzie programowanie naszego biologicznego software’u, czyli genów – co powstrzyma choroby i starzenie się. Bardzo ciekawy artykul w linku: https://nauka.uj.edu.pl/.../56.../74541952/136492854
: Data Publikacji.: 30-01-26
: Opis.: W kronikach można odnaleźć szereg refleksji dotyczących nieba i bytów, które mogą je zamieszkiwać. W kulturze ludowej zakładano, że struktura powietrza jest zbliżona do oceanu. Konsekwencją tego sposobu myślenia było postrzeganie machin latających jako okrętów żeglujących w przestworzach. Z tego powodu pojawiły się podania o pojawianiu się tych nieziemskich okrętów. W źródłach średniowiecznych odnaleźć można wzmianki o spadających z nieba kotwicach. Ten niespodziewany fakt alarmował społeczność wiernych, którzy następnie byli świadkami, jak podniebni przybysze próbowali odciąć linę kotwiczną, by móc kontynuować żeglugę w przestworzach. Takie opisy są częste w legendach celtyckich. Nieco odmienny wątek związany z statkiem unoszącym się w powietrzu odnotowano we Francji. Około 820 roku biskup Lyonu piętnował przekonanie, panujące wśród miejscowej ludności, że żeglarze z nieziemskiego okrętu podkradali owoce i plony z pól.
: Data Publikacji.: 30-01-26
: Opis.: Epoka wieków średnich nie tylko wydała prawdziwych wizjonerów przyszłej aeronautyki, ale i osoby, które wykonały pierwsze eksperymenty wzniesienia się w przestworza. Kogo możemy zaliczyć do tego grona? Giovanni Fontana, XV-wieczny wenecki wizjoner, mimo że z wykształcenia był medykiem, snuł plany podboju przestworzy. Uważał, że przyszłość należeć będzie do mechanicznych skrzydeł napędzanych przez człowieka. Warto podkreślić, że odrzucił on pomysł skonstruowania balonu wypełnionego rozgrzanym powietrzem, gdyż mógłby być niebezpieczny dla ludzi. W średniowieczu nie brakowało śmiałków, którzy podejmowali próby szybowania w powietrzu przy użyciu własnoręcznie zrobionych skrzydeł. Próby takie podejmowano w Szkocji, Wenecji, Norymberdze, Konstantynopolu, muzułmańskiej części Hiszpanii, Chorasanie (historyczna kraina w Azji Środkowej - przyp. red.) oraz Chinach, skąd pochodzi jeden z najbardziej przerażających przypadków. Śmiałek Wan-Hoo sięgnął po niespotykany środek transportu. Polecił przymocować 47 rakiet do swojej lektyki i podpalić je. Kronikarz odnotowujący to wydarzenie opisał je niezwykle lapidarnie: dym, eksplozja i już nie było Wan-Hoo. W przekrojowych pracach poświęconych historii lotnictwa czy artykułach omawiających tragiczne wypadki śmierci spowodowanej przez upadek z wysokości wiele uwagi poświęcono Eilmerowi z Malmesbury. Dlaczego jego próba wzbicia się w przestworza zasługuje na szersze omówienie? - Bezsprzecznie to najciekawsza i najbardziej znana postać. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że był benedyktynem, a przecież od zakonników oczekiwano zainteresowania sferą ponadziemską, ale w nieco innym wymiarze niż eksperymenty z wzbiciem się w przestworza. Otóż Eilmer, po przymocowaniu do rąk i nóg własnoręcznie zrobionych skrzydeł, rzucił się w powietrze z klasztornej wieży. Jego eksperyment udał się połowicznie. Jak podaje jeden z XII-wiecznych kronikarzy, mnich po przeleceniu około 200 metrów, złamał obie nogi podczas próby lądowania. Jego próba wzbicia się w powietrze jest z pewnością wiarygodna, gdyż wspomina o nim klasztorna kronika spisana ponad 100 lat później po tym zdarzeniu. Mnisi widocznie zapamiętali ten niezwykły przypadek. Historia ta była także powielana przez wielu kronikarzy i już w XIII wieku stała się powszechnie znana. Nade wszystko została włączona do jednej z najważniejszych encyklopedii średniowiecza „Speculum maius” Wincentego z Beauvais. W XIV wieku imię Eilmer zniekształcono na Oliver. Błąd ten pojawił się między innymi w „Polychroniconie”, uważanym przez następne wieki za jedno z ważniejszych dzieł poświęconych historii Anglii. Z kolei w XVII wieku dzieje średniowiecznego lotnika przytoczył w swoim dziele, dotyczącym pierwszych prób latania podejmowanych przez człowieka, angielski filozof i biskup Chester John Wilkins. W 1850 roku wątek ten spożytkował też John Wises w jednej z pierwszych i ważniejszych publikacji poświęconej lataniu, która została wydana w Stanach Zjednoczonych. Można więc śmiało stwierdzić, że losy XI-wiecznego zakonnika trwale wpisały się w historię lotnictwa. Na zdjęciu: Witraż z wyobrażeniem Eilmera z Malmesbury. Licencja CC BY-SA, via WIkimedia https://nauka.uj.edu.pl/aktualnosci/ Dr Wiktor Szymborski
: Data Publikacji.: 30-01-26
: Opis.: Pojazd odrzutowy, deskorolka? Fragment karty z dzieła Giovanniego Fontany "Bellicorum instrumentorum liber cum figuris" (XV wiek), Bayerische Staatsbibliothek.
: Data Publikacji.: 30-01-26
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2026