Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 31-01-26

: Opis.: VIMANY - STAROŻYTNE SAMOLOTY W tybetańskiej Lhasie Chińczycy odkryli sanskryckie manuskrypty, w których znajdują się instrukcje budowy statków międzygwiezdnych o napędzie antygrawitacyjnym, a Ramajana zawiera m.in. szczegółowy opis podróż na Księżyc w vimanie i walki, do jakiej doszło tam z udziałem tych pojazdów latających. Dowody na istnienie tych starożytnych samolotów można znaleźć na całej naszej planecie, zwłaszcza na obszarach, na których kiedyś kwitły główne cywilizacje. Fizyczne dowody ingerencji obcych w historię ludzkości są niezaprzeczalne. Starożytna teoria astronautów stara się wyjaśnić obecność obcych w przeszłości związaną ze starożytnymi statkami powietrznymi i rzekomymi lądowiskami, szczególnie na obszarach takich jak Indie, Egipt i Mezoameryka. Piktogramy i megalityczne pomniki opisują interakcje człowieka z tymi istotami, pozwalając tym, którzy są na naszej osi czasu, poskładać w całość to, co wydarzyło się w przeszłości, co kształtuje dzisiejsze przeznaczenie, gdy ludzkość ewoluuje poza ten hologram świadomości. Vimana to słowo ma kilka znaczeń, począwszy od świątyni lub pałacu do mitologicznych maszyn latających opisanych w epopei sanskrytu. Odniesienia do tych latających maszyn są powszechne w starożytnych indyjskich tekstach, nawet opisując ich użycie w działaniach wojennych. Oprócz możliwości latania w ziemskiej atmosferze, vimany mogły również podróżować w kosmos oraz głęboko pod wodą. Opisy w Wedach i późniejszej literaturze indyjskiej wyszczególniają vimany o różnych kształtach czy rozmiarach: ▪️W Wedach: Słońce i Indra oraz kilka innych bóstw wedyjskich są transportowane latającymi rydwanami na kołach, ciągniętymi przez zwierzęta, zazwyczaj konie (ale rydwan wedyjskiego boga Pusana jest ciągnięty przez kozy). ▪️"Agnihotra-Vimana" z dwoma silnikami. (Agni oznacza ogień w sanskrycie). ▪️"Gaja-vimana" z większą liczbą silników. (Gaja oznacza w sanskrycie słoń). ▪️Inne typy nazwane na cześć zimorodka, ibisa i innych zwierząt. Słowo to pochodzi z sanskrytu i wydaje się, że vi-mana = "osobno" lub "mierzone". Słowo to oznacza również część świątyni hinduistycznej. Znaczenie słowa prawdopodobnie zmieniło się w tej kolejności: ▪️Obszar ziemi odmierzony i wydzielony do użytku świętego. ▪️Świątynia ▪️Pałac boga. ▪️W Ramajanie: Latający pałac władcy demonów Ravany zwany Pushpaka. ▪️W późniejszych pismach indyjskich: inne pojazdy latające, a czasem jako poetyckie określenie zwykłych pojazdów naziemnych. W niektórych współczesnych językach indyjskich słowo vimana oznacza zwykły ludzki samolot. W buddyjskiej książce Vimanavatthu (w języku palijskim "opowieści o vimanie") używa się słowa "vimana" w innym znaczeniu: "mały fragment tekstu użyty jako inspiracja do buddyjskiego kazania" Teksty sanskryckie pełne są odniesień do bogów, którzy toczyli bitwy na niebie, używając viman wyposażonych w broń tak śmiercionośną, jak każda inna, którą możemy użyć w tych bardziej oświeconych czasach. W Ramajanie jest fragment Ramajany, który brzmi: Rydwan Pushpaka, który przypomina Słońce i należy do mojego brata, został przywieziony przez potężnego Ravana; ta powietrzna i doskonała maszyna jeżdżąca wszędzie do woli... ten pojazd przypominający jasną chmurę na niebie... i króla wsiadł i wspaniałą maszynę na rozkaz Raghiry wzniósł się w wyższą atmosferę. "Pushpaka" to w sanskrycie oznacza kwiecisty". Jest to pierwsza latająca vimana wspomniana w mitologii hinduskiej (w odróżnieniu od latających rydwanów zaprzężonych w konie bogów). Nazywa się je również Pushpaka Vimana. Cechą szczególną tego pojazdu jest: "niezależnie od liczby siedzących w nim osób, zawsze będzie wolne miejsce więcej, tj. Jeśli N osób siedzieć, będzie (N + 1) miejsc". Zasadniczo był to pojazd, który mógł szybować po niebie na duże odległości. Pokazuje to, że nawet w starożytności ludzie byli ciekawi latania i mogli próbować projektować latające pojazdy. Pushpaka został pierwotnie stworzony przez Maję dla Kubery, boga bogactwa, ale później został skradziony wraz z Lanką przez jego przyrodniego brata, króla demonów Rawanę. Rdzeń eposu Mahabharaty nie wspomina o vimanach, ale vimany często występują w dużej ilości materii, która została później dodana do korpusu Mahabharaty. Jednym z przykładów jest to, że Asura Maya miała Vimanę o obwodzie dwunastu łokci z czterema mocnymi kołami. Mahabharata jest prawdziwą kopalnią złota zawierającą informacje dotyczące konfliktów między bogami, o których mówi się, że rozwiązali swoje spory, najwyraźniej używając broni równie śmiercionośnej, jak te, które mamy teraz. Oprócz "płonących pocisków" wiersz ten odnotowuje użycie innej śmiercionośnej broni. "Indra's Dart" (Indravajra) obsługiwana przez okrągły "reflektor". Po włączeniu wytwarzał "promień światła", który skupiony na dowolnym celu natychmiast "pochłaniał go swoją mocą". W jednej viimanie, bohater, Kryszna, ściga na niebie swojego wroga, Salvę, kiedy Vimana Salvy, Saubha, staje się w jakiś sposób niewidzialna. Niezrażony Kriszna natychmiast wystrzeliwuje specjalną broń: "Szybko położyłem strzałę, która zabiła, szukając dźwięku". Wiele innych strasznych broni jest opisanych, całkiem rzeczowo, w Mahabharacie, ale najbardziej przerażająca ze wszystkich jest ta używana przeciwko Vrishis. Zapisy narracyjne: Gurkha lecący w swojej szybkiej i potężnej Vimanie cisnął w trzy miasta Vrishis i Andhakas jednym pociskiem naładowanym całą mocą Wszechświata. Rozżarzona kolumna dymu i ognia, tak jasna jak dziesięć tysięcy słońc, wzniosła się w całym swym splendor. To była nieznana broń, Żelazny Piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który obrócił w popiół całą rasę Vrishnów i Andhaków. Należy zauważyć, że tego typu zapisy nie są izolowane. Można je skorelować z podobnymi doniesieniami z innych starożytnych cywilizacji. Następstwa tego Żelaznego Gromu mają złowieszczy rozpoznawalny pierścień. Podobno osoby zabite przez nią były tak spalone, że nie można było zidentyfikować ich zwłok. Ocalałym powodziło się niewiele lepiej, ponieważ powodowało to wypadanie włosów i paznokci. Być może najbardziej niepokojącą i najtrudniejszą informacją o tych rzekomo mitycznych wimanach w starożytnych zapisach jest to, że istnieje kilka faktów opisujących, jak je zbudować. Na swój sposób instrukcje są dość precyzyjne. Mahabharata mówi również o niesamowitej destrukcyjności wojny: (broń była) pojedynczym pociskiem naładowanym całą mocą Wszechświata. Rozżarzona kolumna dymu i płomieni tak jasna jak tysiące słońc wzniosła się we wszystkich jej blask Żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który spopielił całą rasę Vrishnów i Andhaków. Zwłoki były tak spalone, że nie można ich było rozpoznać. Włosy i paznokcie wypadły, pękła ceramika bez wyraźnej przyczyny, a ptaki zbladły, po kilku godzinach wszystkie produkty żywnościowe zostały zakażone, aby uciec z tego ognia, żołnierze rzucali się do strumieni, aby umyć siebie i swój sprzęt. Niektórzy mówią, że Mahabharata opisuje wojnę atomową. Wskazują na to odniesienia takie jak ta i nie są one odosobnione. Bitwy, używanie bardzo zaawansowanej broni czy pojazdów powietrznych jest powszechne we wszystkich epickich książkach o Indiach. Jeden nawet opisuje bitwę Vimana-Vailix na Księżycu ! Powyższy fragment bardzo dokładnie opisuje, jak wtedy wyglądała eksplozja atomowa i wpływ radioaktywności na populację. W sanskrycie Samarangana Sutradhara (dosłownie "kontroler pola bitwy") jest napisane: Korpus Vimany musi być mocny i trwały, jak wielki latający ptak z lekkiego materiału. Wewnątrz należy umieścić silnik rtęciowy z żelaznym urządzeniem grzewczym pod spodem. Za pomocą mocy drzemiącej w rtęci, która wprawia w ruch wicher w ruchu człowiek siedzący w środku może przebyć duże odległości na niebie. Ruchy Vimany są takie, że może wznosić się pionowo, opadać pionowo, poruszać się ukośnie do przodu i do tyłu. Z pomocą maszyn ludzie mogą latać w powietrzu a niebiańskie istoty mogą dzięki nim zejść na ziemię. Według Chaayaapurusha Shaastra vimany składały się z 31 ważnych części, bez których te starożytne maszyny latające nie mogły by osiągnąć swojego tak ogromnego potencjału: 1. Vishwakriyaadarpana 2. Shaktyaakarshana 3. Mechanizm Parivesha nad maską Vimany 4. Angopasamhaara yantra czyli zwijanie yantry w siódmym bindukeelaka. 5. Vistr itakriyaa 6. Vyroopya darpana 7. Padmachakramukha na shirobhaaga 8. Mechanizm Kuntinee-shakti 9. Lustra Pushpinee i Pinjulaa 10. Z przodu po lewej stronie ma być umieszczona Naalapanchaka lub 5 rur. 11. Yantra lustrzana Guhaagarbha 12. Tamoyantra 13. Pancha-vaataskandha-naala 14. Rząd dree lustro. 15. Vaataskandha keelaka 16. Shaktisthaana 17. Shabda-kendra-mukha 18. Vidyuddwaadashaka 19. Praanakundala Moola Vimana 20. Shaktyudgzma 21. Vakraprasaarana u boku Vimanaadhaary. 22. Shaktipanjara 23. Shirahkeelaka 24. Shabdaakarshaka yantra 25. Pata-prasaarana 26. Dishaampati yantra 27. Pattikaabhraka 28. Atraktor energii słonecznej na szczycie Vimany 29. Apasmaara lub trujący gaz na przedniej części sandhi-naala mukha lub rury łączącej 30. Sthambhana yantra 31. Vyshwaanara-naala Warto odnotować też historyczną informację o tym, że gdy ponad dwa tysiące lat temu Aleksander Wielki napadł na Indie, w pewnym momencie jego wojska zostały zaatakowane przez "latające ogniste tarcze", jednak nie użyły żadnej groźnej broni i Aleksander mógł kontynuować podbój Indii. Wraz z katastroficznym zatonięciem Atlantydy i zmieceniem imperium Ramy, być może za pomocą broni atomowej, świat pogrążył się w coś w rodzaju epoki kamiennej, a współczesna historia zaczęła się dopiero kilka tysięcy lat po tamtych wydarzeniach. Jednakże, jak się wydaje, nie wszystkie vimany i vajliksi Ramy i Atlantydy przepadły. Były przecież budowane, aby przetrwać tysiące lat, o czym świadczą manuskrypty Lhasy i księgi Dziewięciu nieznanych autorów króla Aśoki. Wielu autorów sugeruje, że istnieją tajne organizacje, Braterstwa, które posiadają pewną liczbę tych latających maszyn w ukryciu na obszarach Tybetu albo ukryte są w środkowej Azji, gdzie współcześnie obserwuje się wzmożoną aktywność UFO. Czytelników szanujących Sathya Sai Babę, uważanego przez wielbicieli za kolejnego awatara po Krisznie, zapewne zainteresuje jego głośna wypowiedź z 1976 r. podczas letniej szkoły w Ooty zdająca się potwierdzać to, co wiemy o latających maszynach starożytności. Oto jej dosłowne tłumaczenie: Zadajemy sobie pytanie, czy lód, który dziś nazywamy Lanką, jest tym samym, który istniał w treta judze, w epoce króla Ramy, i którym rządził Rawana? Nie, tak nie jest. W tamtych czasach Lanka znajdowała się setki mil od południowego przylądka Indii — na równiku. Z upływem czasu, w okresie przejścia z treta jugi do kali jugi, ta szczególna wyspa przesunęła się z równika o setki mil w kierunku północy. Oglądając dziś tę wyspę, którą nazywamy Lanką stwierdzamy, że przesunęła się na północ od równika. w historii Grecji zapisano, że wyspa, którą nazywamy dziś Lanką, całkowicie zatonęła podczas oceanicznej katastrofy nazywanej Atlantis. Grecy nie byli zwykłymi ludźmi. Byli bardzo zaawansowani w nauce i posiadali głęboką wiedzę w wielu dziedzinach. Opisali fakt, że Lanka pogrążyła się w wodach oceanu i przesunęła się i takie zjawisko akceptowali. W tamtych czasach ludzie ci byli tak zaawansowani, że podróżowali na Księżyc i opracowali kilka typów powietrznego transportu. Opanowali technikę latania. Sai Baba podpowiada nam tu zatem także, gdzie leżała Atlantyda. Źródło: Crystalinks VIMANY - ANCIENT AIRPLANES In Lhasa, Tibet, the Chinese discovered Sanskrit manuscripts that contain instructions for building anti-gravity interstellar ships, and the Ramayana includes, among others, a detailed description of the trip to the moon in viman and the battle that took place there with these flying vehicles. Evidence of these ancient aircraft can be found all over the planet, especially in areas where major civilizations once flourished. The physical evidence of alien interference in human history is undeniable. The ancient theory of astronauts tries to explain the presence of aliens in the past associated with ancient aircraft and alleged landing sites, especially in areas such as India, Egypt and Mesoamerica. Pictograms and megalithic monuments describe human interactions with these beings, allowing those on our timeline to piece together what happened in the past, shaping today's destiny as humanity evolves beyond this hologram of consciousness. Vimana this word has several meanings, ranging from a temple or palace to the mythological flying machines described in the Sanskrit epic. References to these flying machines are common in ancient Indian texts, even when describing their use in hostilities. In addition to being able to fly in the Earth's atmosphere, vimans could also travel into space and deep underwater. Descriptions in the Vedas and later Indian literature list vimans of various shapes or sizes: ▪️In Vedas: The sun and Indra and several other Vedic deities are transported in flying chariots on wheels pulled by animals, usually horses (but the chariot of the Vedic god Pusana is pulled by goats). ▪️ "Agnihotra-Vimana" with two motors. (Agni means fire in Sanskrit). ▪️ "Gaja-vimana" with more engines. (Gaia means elephant in Sanskrit.) ▪️Other types named after the kingfisher, ibis and other animals. The word comes from Sanskrit and it seems vi-mana = "separately" or "measured". The word also means part of a Hindu temple. The meaning of the word probably changed in this order: ▪️ An area of land measured out and set aside for sacred use. ▪️The Temple ▪️The Palace of God. ▪️In Ramayana: The flying palace of the demon lord Ravana called Pushpaka. ▪️ In later Indian scriptures: other flying vehicles, sometimes as a poetic term for ordinary ground vehicles. In some modern Indian languages, the word vimana means an ordinary human plane. In the Buddhist book Vimanavatthu ("Vimana stories" in Pali), the word "vimana" is used in a different sense: "small piece of text used as inspiration for a Buddhist sermon" Sanskrit texts are full of references to gods who fought battles in the sky using viman equipped with a weapon as lethal as any other that we can use in these more enlightened times. There is a Ramayana passage in the Ramayana that reads: Pushpaka's chariot, which resembles the sun and belongs to my brother, was brought by the mighty Ravan; this aerial and perfect riding machine anywhere at will ... this vehicle resembling a bright cloud in the sky ... and the king got in and the magnificent machine on the orders of Raghira soared into a higher atmosphere. "Pushpaka" means flowery in Sanskrit. "It is the first flying vimana mentioned in Hindu mythology (as opposed to the flying chariots drawn by the gods horse) and is also called Pushpaka Vimana. The special feature of this vehicle is: "Regardless of the number of people sitting in it, there will always be more space available, i.e. If N people sit, there will be (N + 1) seats. " Essentially, it was a vehicle that could glide long distances across the sky. This shows that even in antiquity, people were curious to fly and could try to design flying vehicles. Pushpaka was originally created by Maya for Kubera, the god of wealth, but was later stolen along with Lanka by his half-brother, the demon king Ravana. The core of the Mahabharata epic does not mention vimanas, but vimanas are often found in a large amount of matter which was later added to the body of the Mahabharata. One example is that Asura Maya had a Vimana with a circumference of twelve cubits with four strong wheels. The Mahabharata is a veritable gold mine of information regarding conflicts between gods who are said to have settled their quarrels, apparently using weapons as deadly as the ones we have now. Apart from "flaming missiles", this poem mentions the use of another lethal weapon. "Indra's Dart" (Indravajra) served by a circular "spotlight". When turned on, it produced a "beam of light" which, focused on any target, instantly "absorbed it." with your power. " In one viimana, the hero, Krishna, chases his enemy, Salva, in the sky when Vimana Salvy, Saubha, becomes somehow invisible. Undaunted, Krishna immediately fires a special weapon: "I quickly laid the arrow that killed, looking for a sound." Many other terrible weapons are described, quite factually, in the Mahabharata, but the most terrifying of all is the one used against the Vrishis. Narrative records: Gurkha flying in his swift and powerful Vimana threw a single missile charged with the full power of the Universe at the three cities of Vrishis and Andhakas. An incandescent column of smoke and fire, as bright as ten thousand suns, rose in all its splendor. It was an unknown weapon, Iron Lightning, a gigantic messenger of death that had turned the entire race of Vrishn and Andhak to ashes. Note that these types of records are not isolated. They can be correlated with similar reports from other ancient civilizations. The aftermath of this Iron Thunder has an ominous recognizable ring. Apparently, the people killed by her were so burned that it was impossible to identify their bodies. The survivors did not do much better, as it caused hair and nails to fall out. Perhaps the most disturbing and difficult information about these supposedly mythical vimans in ancient records is that there are several facts that describe how to build them. In their own way, the instructions are quite precise. The Mahabharata also speaks of the incredible destructiveness of war: (the weapon was) a single missile charged with all the power of the universe. An incandescent column of smoke and flames as bright as a thousand suns rose in all its glare Iron thunderbolt, a gigantic messenger of death that incinerated the entire Vrishn and Andhak race. The body was so burned that it was impossible to recognize it. Hair and nails fell out, ceramics broke for no apparent reason, and birds turned pale, after a few hours all food items were contaminated to escape this fire, soldiers rushed to the streams to wash themselves and their equipment. Some say that the Mahabharata describes nuclear war. References such as this point to this, and they are not isolated. Battles, the use of very advanced weapons and air vehicles are common in all epic books about India. One even describes the Vimana-Vailix battle on the moon! The above fragment describes very precisely what the atomic explosion looked like then and the effect of radioactivity on the population. In the Sanskrit Samarangana Sutradhara (literally "controller of the battlefield") it is written: Vimana's body must be strong and durable, like a huge flying bird made of lightweight material. Inside you need to put a mercury engine with an iron heating device underneath. By means of the power of mercury that sets in motion a wind in motion, a person inside can travel great distances in the sky. Vimana's movements are such that she can go up vertically, descend vertically, and move diagonally back and forth. With the help of machines, people can fly in the air and heavenly beings can descend to earth thanks to them. According to Chaayaapurush Shaastra, the vimanas consisted of 31 important parts without which these ancient flying machines could not achieve their enormous potential: 1. Vishwakriyaadarpana 2. Shaktyaakarshana 3. The Parivesh mechanism over the mask of Vimana 4. Angopasamhaara yantra or folding the yantra in the seventh bindukeelaka. 5. Vistr itakriyaa 6. Vyroopya darpana 7. Padmachakramukha na shirobhaaga 8. The Kuntinee-shakti mechanism 9. Pushpinee and Pinjulaa mirrors 10. Naalapanchaka or 5 pipes is to be placed on the front left side. 11. Guhaagarbha mirror yantra 12. Tamoyantra 13. Pancha-vaataskandha-naala 14. Row of mirror dree. 15. Vaataskandha keelaka 16. Shaktisthaana 17. Shabda-kendra-mukha 18. Vidyuddwaadashaka 19. Praanakundala Moola Vimana 20. Shaktyudgzma 21. Vakraprasaarana alongside Vimanaadhaara. 22. Shaktipanjara 23. Shirahkeelaka 24. Shabdaakarshaka yantra 25. Pata-prasarana 26. Dishaampati yantra 27. Pattikaabhraka 28. Solar attractor on the top of Vimana 29. Apasmaara or poisonous gas on the front of the sandhi-naala mukha or connecting pipe 30. Sthambhana yantra 31. Vyshwaanara-naala It is also worth noting the historical information that when Alexander the Great attacked India more than two thousand years ago, at some point his troops were attacked by "flying fire shields", but they did not use any dangerous weapons and Alexander could continue the conquest of India. With the catastrophic sinking of Atlantis and the sweeping away of Rama's empire, possibly with nuclear weapons, the world has plunged into something like the Stone Age, and modern history only began several thousand years after those events. However, it seems that not all the vimanas and vajliksi of Rama and the Atlantis were lost. Former after all, built to last for thousands of years, as evidenced by the Lhasa manuscripts and the books of Nine unknown authors of King Asoka. Many authors suggest that there are secret organizations, Brotherhoods, that have a number of these flying machines hidden in areas of Tibet or are hidden in central Asia, where increased UFO activity is now observed. Readers who respect Sathya Sai Baba, considered by the devotees as the next avatar after Krishna, will probably be interested in his loud statement in 1976 during the summer school in Ooty, which seems to confirm what we know about the flying machines of antiquity. Here is its literal translation: We ask ourselves, is the ice that we now call Lanka the same that existed in Treta Yuga, the era of King Rama, and which Ravana ruled? No, it is not. In those days, Lanka was hundreds of miles from the southern cape of India - on the equator. Over time, during the transition from treta yuga to kali yuga, this particular island moved hundreds of miles northward from the equator. Today when we look at this island we call Lanka, we find that it has moved north of the equator. it is recorded in Greek history that the island we now call Lanka sank completely in an ocean catastrophe known as Atlantis. The Greeks were not ordinary people. They were very advanced in science and had deep knowledge in many areas. They described the fact that Lanka plunged into the waters of the ocean and shifted, and such a phenomenon they accepted. In those days, these people were so advanced that they traveled to the moon and developed several types of air transport. They have mastered the technique of flying. So Sai Baba also tells us here where Atlantis was. Source: Crystalinks The war of the gods described in the Mahabharata Spisane w sanskrycie starożytne opowieści w Indiach mówią o latających vimanach.
: Data Publikacji.: 12-01-26
: Opis.: George Lakhovsky był rosyjsko-francuskim inżynierem, autorem i wynalazcą. Jego kontrowersyjny wynalazek leczniczy, oscylator wielofalowy, jest opisany jako stosowany w leczeniu raka: Lakhovsky wskazał, że żywe komórki można zregenerować przez zastosowanie pól energetycznych o wielu długościach fal. Naukowiec zakłada, że każda komórka w organizmie jest powiadamiana przez Oscylator a siła życiowa ożywi ją ponownie. ciekawe, że owinął dwa drzewa, a może to to samo drzewo przed i po cewkowaniu, a może z drzewa sczytywał te frekwencje ,i wysyłał do spiral a spirale powtarzały frekwencje na pierś pacjenta? George Lakhovsky was a Russian-French engineer, author and inventor. His controversial therapeutic invention, the multi-wave oscillator, is described as being used in the treatment of cancer: Lakhovsky pointed out that living cells can be regenerated through the use of multi-wavelength energy fields. The scientist assumes that every cell in the body is notified by the Oscillator and that the life force will revive it. it is interesting that he wrapped two trees, or maybe the same tree before and after coiling, or maybe he read these frequencies from the tree and sent them into the spirals and the spirals repeated the frequencies on the patient's breast?
: Data Publikacji.: 12-01-26
: Opis.: ESA ogłasza plany uruchomienia Moonlight, satnav gwiazdozbiór księżycowej orbity Wysłany przez Cabe Atwell w Automatyka przemysłowa w dniu 25 maja 2021 20:23:00 Misja Moonlight polega na użyciu satelity Lunar Pathfinder do rozszerzania sygnałów nawigacji satelitarnej na Księżyc. Po raz pierwszy usłyszałem pomysł nawigacji na Księżycu był z mangi Uchuu Kyoudai (Space Brothers). W historii dwie postacie wpadają do krateru podczas jazdy po Księżycu. Nie mieli pojęcia, że tam jest! Jedna postać zginęła, druga ledwo przeżyła.. ale jego brat opracował księżycowy GPS / system nawigacji kiedyś po. Myślałem, że to niesamowity pomysł na powrót ludzi na Księżyc. Uwaga boczna: Uchuu Kyoudai jest wielką mangą i anime, a teraz jest również filmem akcji na żywo. Jest przesiąknięty realizmem zastania astronautą. Chwalony przez JAXA. Jeśli uważasz, że wymyślanie rozwiązań problemów opartych na wspólnej przestrzeni brzmi ekscytująco i przyjemnie, to jest twój show. Oczywiście, myślę, że tak. Historia trwa! To powiedział: ESA rozpoczęła rozwój Moonlight, gwiazdozbioru satelity na księżycowej orbicie, która zapewnia usługi nawigacji i telekomunikacji dla astronautów księżycowych. Jeśli plany się powiodą, system może działać pod koniec 2020 roku, kilka lat po misji NASA Artemis 3 w pobliżu bieguna południowego Księżyca. ESA uważa, że Moonlight sprawia, że jest bardziej dostępny i przystępny cenowo dla gospodarki księżycowej, aby rozkwitać. "Posiadanie sieci nawigacji i telekomunikacji do przekazywania tego, czego uczymy się na Księżycu z powrotem na Ziemię będzie kluczem do zrównoważonego rozwoju przyszłych misji", Elodie Viau, dyrektor ESA telekomunikacji i zintegrowanych aplikacji, powiedział na konferencji prasowej. "Można sobie wyobrazić astronomów tworzących obserwatoria po drugiej stronie Księżyca. A jak wszyscy przyzwyczailiśmy się do wirtualnych spotkań, kto wie? Moglibyśmy robić Skypea na Księżycu." Na początek ESA przyznała umowy dwóm europejskim konsorcjom przemysłowym na półtora roku badania nad tym projektem i na opracowanie innowacji, którą ESA wybiera. W obecnej formie misja księżycowa wykorzystuje sieć dużych ziemskich anten kosmicznych do monitorowania i lokalizowania orbitera lub lądownika. Jednak technika ta jest często czasochłonne i kosztowne. "Chodzi o to, że może to być jeden z projektów, które podejmujemy do rady państw członkowskich ESA w 2022 r. i zaproponować do wdrożenia," David Parker, dyrektor ESA człowieka i robotyki badań, powiedział na konferencji prasowej. "Jeśli to była droga naprzód, projekt mógłby rozpocząć pełną parą na początku 2023 r., aby zapewnić swoją działalność w ciągu czterech lub pięciu lat." Dokładne pozycjonowanie nie jest porównywalne z tym, co zapewnia Ziemia, która wynosi od 0,3 do 3 mil. Dla porównania, amerykański GPS znajduje się między 1 a 16 stóp. Ponadto lądowniki muszą zamontować 40-kilogramowy podsystem nawigacyjny, który przetwarza dane i mierzy odległość dla bezpiecznego lądowania. Satelita nawigacji księżycowej oznacza, że księżycowy musi nosić tylko odbiornik i wysokościomierz. ESA chce zacząć od skorzystania z orbitujących wokół Ziemi satelitów nawigacyjnych. Obecnie trzy inne globalne systemy nawigacji satelitarnej (GNSS), europejski Galileo, rosyjski Glonass i chiński Beidon mogą dostarczać dane pojazdom księżycowym. Misja Lunar Pathfinder ma na celu przetestowanie odbiornika GNSS na orbicie księżyca. Opracowany przez brytyjską technologię satelitarną Surrey Satellite Technology (SSTL), satelita ma wystartować w 2024 roku. SSTL prowadzi jedno z konsorcjów do stworzenia nowej propozycji konstelacji. Drugi z Włoch Telespaznio prowadzi. "Sygnały te są wysyłane przez satelity na Ziemię, ale także ominąć Ziemię i iść dalej w przestrzeń kosmiczną", powiedział Verhoef. "Możemy połączyć użycie tych sygnałów w odbiorniku w celu określenia położenia pojazdu na Księżycu." Plan zakłada, że w gwiazdozbiorze Księżycowej nawigacji będą mieć trzy lub cztery satelity. W celu poprawy komunikacji można dodać więcej satelitów. Tymczasem sektor prywatny, który sprzedaje usługi klientom i agencji, ma działać konstelacji. xY3rHHWgMjE ESA announces plans to launch Moonlight, the satnav constellation of the lunar orbit Posted by Cabe Atwell in Industrial Automation on May 25 2021 20:23:00 Moonlight's mission is to use the Lunar Pathfinder satellite to extend satellite navigation signals to the Moon. The first time I heard the idea of navigating on the moon was from the Uchuu Kyoudai (Space Brothers) manga. In the story, two characters fall into a crater while driving on the moon. They had no idea it was there! One character died, the other barely survived .. but his brother developed a lunar GPS / navigation system sometime after. I thought it was an amazing idea for humans to return to the moon. Side note: Uchuu Kyoudai is a great manga and anime, and is now also a live action movie. He is steeped in the realism of becoming an astronaut. Praised by JAXA. If you found it exciting and fun to come up with solutions to problems based on a shared space, this is your show. Of course I think so. The story continues! It said: ESA has begun development of Moonlight, the constellation of a satellite in lunar orbit that provides navigation and telecommunications services to lunar astronauts. If the plans are successful, the system could be operational in late 2020, several years after NASA's Artemis 3 mission near the Moon's south pole. ESA believes Moonlight makes it more accessible and affordable for the lunar economy to thrive. "Having a navigation and telecommunications network to transmit what we learn on the moon back to Earth will be key to the sustainable development of future missions," Elodie Viau, ESA's director of telecommunications and integrated applications, said at a press conference. "You can imagine astronomers setting up observatories on the other side of the moon. And as we all got used to virtual meetings, who knows? We could do Skype on the moon." To start with, ESA awarded contracts to two European industrial consortia for a year and a half to research this project and to develop the innovation that ESA selects. As it stands, the lunar mission uses a network of large terrestrial space antennas to monitor and locate an orbiter or lander. However, this technique is often time consuming and costly. "The idea is that this could be one of the projects we are taking to the ESA Member State Council in 2022 and proposing for implementation," David Parker, ESA's director of human and robotics research, said at a press conference. "If that was the way forward, the project could start in full swing in early 2023 to be operational within four or five years." Accurate positioning is not comparable to what the Earth provides, which is 0.3 to 3 miles. By comparison, the American GPS is between 1 and 16 feet. In addition, landers must install a 40 kg navigation subsystem that processes data and measures distance for a safe landing. A lunar navigation satellite means that the lunar only needs to carry a receiver and altimeter. ESA wants to start with the use of Earth-orbiting navigation satellites. Currently, three other global navigation satellite systems (GNSS), the European Galileo, the Russian Glonass and the Chinese Beidon, can provide data to lunar vehicles. The Lunar Pathfinder mission aims to test the GNSS receiver in orbit of the moon. Developed by British satellite technology Surrey Satellite Technology (SSTL), the satellite is expected to be launched in 2024. SSTL is leading one consortium to create a new constellation proposal. The second from Italy, Telespaznio, is in the lead. "These signals are sent by satellites to Earth, but also bypass Earth and go further into space," said Verhoef. "We can combine the use of these signals in the receiver to determine the vehicle's position on the moon." The plan assumes that they will have three or four satellites in the constellation of Lunar Navigation. More satellites can be added to improve communication. Meanwhile, the private sector, which sells services to clients and agencies, is expected to run a constellation.
: Data Publikacji.: 12-01-26
: Opis.: Dlaczego nieoczekiwany mion był największą niespodzianką w historii fizyki cząstek Nauka nigdy nie była taka sama po spotkaniu "cząstki, która żyła". Na początku lat 30., było tylko kilka znanych podstawowych cząstek, które składały się na Wszechświat. Jeśli podzieliliśmy materię i promieniowanie, które zaobserwowaliśmy i z którymi wchodziliśmy w interakcje z najmniejszymi możliwymi komponentami, na które moglibyśmy je rozbić w tym czasie, istniały tylko dodatnio naładowane jądra atomowe (w tym proton), elektrony, które je okrążyły, i foton. To stanowiło znane elementy, ale było kilka anomalii, które nie do końca się ustawiały. Cięższe pierwiastki również miały więcej ładunku, ale argon i potas były wyjątkiem: argon miał tylko ładunek +18 jednostek, ale masę ~40 jednostek masy atomowej, podczas gdy potas miał ładunek +19 jednostek, ale masę ~39 jednostek. W 1932 roku zajęło się tym odkryciem neutronu. Niektóre rodzaje rozpadu radioaktywnego - rozpady beta - wydawały się nie oszczędzać energii i pędu, co doprowadziło do hipotezy Pauliego z 1930 roku o neutrinie, które nie zostałyby odkryte przez kolejne 26 lat. Równanie Diraca przewidywało stany energii ujemnej, które odpowiadały odpowiednikom antymaterii dla cząstek takich jak elektron: pozyton. Mimo to, nic nie mogło przygotować fizyków do odkrycia mionu: niestabilnej cząstki z tym samym ładunkiem, ale setki razy masy, elektronu. Oto jak to zaskoczenie naprawdę włączyć fizyki na głowie. Ładunek elektryczny na elektroskopie, w zależności od tego, co go ładujesz i jak reagują metalowe liście folii wewnątrz. Jeśli liście pozostaną naładowane, dwa liście folii odeprzeć. Jeśli liście są nienaładowane, po prostu spadną. Niezwykłe jest to, że elektrooskopy, nawet jeśli są umieszczone w próżni, będą rozładowywać się w czasie. Powód, dla którego nie było oczywiste, ale jest ze względu na promienie kosmiczne. (BOOMERIA WYRÓŻNIENIEM FIZYKI STRONY) Historia zaczyna się w 1912 roku, kiedy przygód fizyk Victor Hess miał genialny pomysł, aby zabrać ze sobą detektor cząstek na lot balonem na gorące powietrze. Można się zastanawiać, jaka byłaby motywacja do tego, i to pochodzi z mało prawdopodobnego źródła: elektroskopu (powyżej). Elektroskop to tylko dwa cienkie kawałki przewodzenia, metalowa folia, połączona z przewodnikiem i uszczelniona wewnątrz próżni bezpowietrznej. Jeśli naładujesz elektrozakres, dodatni lub ujemny, podobnie naładowane kawałki folii odpychają się nawzajem, podczas gdy jeśli go uziemisz, stanie się neutralny i wróci do pozycji nienaładowanej. Ale tutaj było dziwne: jeśli zostawiłeś elektroskop sam, nawet w dość doskonałej próżni, nadal rozładowywał się w czasie. Bez względu na to, jak dobrze wykonałeś próżnię - nawet jeśli umieściłeś wokół niej osłonę ołowiu - elektrooskop nadal się rozładowywał. Co więcej, jeśli przeprowadziłeś ten eksperyment na wyższych i wyższych wysokościach, rozładował się szybciej. To właśnie tam Hess wpadł na swój wielki pomysł, wyobrażając sobie, że promieniowanie wysokoenergetyczne, zarówno o dużej mocy przenikliwej, jak i pozaziemskim, było winowajcą. Zabierając balon na ogrzane powietrze na duże wysokości, znacznie wyższe niż można by osiągnąć po prostu spacerując, spacerując lub jeżdżąc w dowolne miejsce, naukowiec Victor Hess był w stanie użyć detektora, aby zademonstrować istnienie i ujawnić składniki promieniowania kosmicznego. Pod wieloma względami te wczesne ekspedycje, datowane na rok 1912, oznaczały narodziny astrofizyki promieniowania kosmicznego. (AMERYKAŃSKIE TOWARZYSTWO FIZYCZNE) Jeśli przez ziemską atmosferę przemieszczają się naładowane cząstki kosmiczne, mogą one z czasem pomóc zneutralizować ten ładunek, ponieważ przeciwnie naładowane cząstki byłyby przyciągane do elektrody, a podobne ładunki byłyby przez nią odpychane. Hess wyobrażał sobie, że istnieje bardzo realne „zoo” cząstek przemykających w przestrzeni kosmicznej i że im bliżej krawędzi ziemskiej atmosfery (tj. na wyższe wysokości wszedł), tym większe prawdopodobieństwo, że będzie obserwował te cząstki bezpośrednio. Hess skonstruował komorę detekcyjną, która zawierała pole magnetyczne, tak aby wszelkie naładowane cząstki zakrzywiały się w jej obecności. Na podstawie kierunku i krzywizny dowolnych śladów cząstek, które pojawiły się w detektorze, mógł zrekonstruować prędkość cząstki, a także jej stosunek ładunku do masy. Najwcześniejsze wysiłki Hessa natychmiast się opłaciły, gdy zaczął odkrywać cząstki w wielkiej obfitości, tworząc w ten sposób naukę o astrofizyce promieniowania kosmicznego. Ustalono, że pierwszy wykryty mion, wraz z innymi cząstkami promieniowania kosmicznego, ma taki sam ładunek jak elektron, ale jest setki razy cięższy ze względu na prędkość i promień krzywizny. Mion był pierwszą z cięższych generacji cząstek, które zostały odkryte, sięgającą lat 30. XX wieku. (PAUL KUNZE, W Z. PHYS. 83 (1933)) W tych wczesnych promieniach kosmicznych zaobserwowano wiele protonów i elektronów, a później w ten sposób odkryto również pierwsze cząstki antymaterii. Ale wielka niespodzianka przyszła w 1933 roku, kiedy Paul Kunze pracował z promieniami kosmicznymi i znalazł cząstkę, która nie do końca pasowała. Miał taki sam ładunek jak elektron, ale jednocześnie był zbyt ciężki, aby być elektronem, a jednocześnie był zbyt lekki, aby być antyprotonem. Wyglądało to tak, jakby pojawił się nowy rodzaj naładowanej cząstki o masie pośredniej między innymi znanymi cząstkami, która nagle oznajmiła: „Hej, niespodzianka, ja istnieję!” Im wyżej szliśmy, tym więcej promieni kosmicznych zaobserwowaliśmy. Na najwyższych wysokościach przytłaczającą większość promieni kosmicznych stanowiły neutrony, elektrony i protony, podczas gdy tylko niewielka część z nich to miony. Jednak w miarę jak detektory stawały się coraz bardziej czułe, zaczęły być w stanie wykrywać te promienie kosmiczne na niższych wysokościach, nawet bliżej poziomu morza. Dziś za około 100 dolarów i przy użyciu gotowych materiałów można zbudować własną komorę chmurową i wykrywać w domu miony promieniowania kosmicznego — najliczniejszą cząstkę promieniowania kosmicznego na poziomie morza. Ścieżka w kształcie litery V w centrum obrazu powstaje w wyniku rozpadu mionu na elektron i dwa neutrina. Wysokoenergetyczny tor z załamaniem jest dowodem rozpadu cząstek w powietrzu. Poprzez zderzenia pozytonów i elektronów o określonej, przestrajalnej energii, pary mion-antymion mogą być produkowane do woli. Energia niezbędna do wytworzenia pary mion/antymion z wysokoenergetycznych pozytonów zderzających się z elektronami w spoczynku jest prawie identyczna jak energia z zderzeń elektron/pozyton niezbędna do wytworzenia bozonu Z. (SZKOCKI ROAD SHOW NAUKI I TECHNOLOGII) W ciągu następnych kilku lat naukowcy ciężko pracowali nad wykryciem tych mionów nie podczas eksperymentów na dużych wysokościach, ale w celu obserwacji ich w laboratorium naziemnym. Teoretycznie były one wytwarzane przez to, co nazywamy deszczem promieni kosmicznych: gdzie cząstki z kosmosu uderzają w górną warstwę atmosfery. Kiedy tak się dzieje, oddziaływania szybko poruszających się cząstek kosmicznych, które uderzają w stacjonarne cząstki atmosferyczne, wytwarzają wiele nowych cząstek i antycząstek, z których najczęstszym produktem jest krótkotrwała, niestabilna cząstka znana jako pion. Naładowane piony żyją tylko przez nanosekundy, rozpadając się między innymi na miony. Te miony również żyją krótko, ale znacznie dłużej niż pion. Ze średnim czasem życia 2,2 mikrosekundy są najdłużej żyjącą niestabilną cząstką, z wyjątkiem neutronu, którego średni czas życia wynosi około 15 minut! Teoretycznie nie tylko te deszcze kosmiczne powinny je wytwarzać, ale każde zderzenie cząstek, które miały wystarczającą energię do wytworzenia pionów, powinno również dać miony, które moglibyśmy badać w laboratorium. Mion w naszych detektorach wygląda tak samo jak elektrony, z wyjątkiem tego, że ma masę 206 razy większą od masy elektronu. Deszcz promieni kosmicznych i niektóre z możliwych interakcji. Zauważ, że jeśli naładowany pion (po lewej) uderzy w jądro przed rozpadem, wytwarza deszcz, ale jeśli rozpadnie się jako pierwszy (po prawej), wytwarza mion, który będzie miał szansę dotarcia do powierzchni. Wiele cząstek „córek” wytwarzanych przez promieniowanie kosmiczne zawiera neutrony, które mogą przekształcać azot-14 w węgiel-14. (KONRAD BERNLÖHR Z INSTYTUTU MAX-PLANCK W HEIDELBERGU) W 1936, Carl Anderson i Seth Neddermeyer byli w stanie wyraźnie zidentyfikować populacje zarówno ujemnie, jak i dodatnio naładowanych mionów z promieniowania kosmicznego, co wskazuje na istnienie mionów i antymionów, tak jak w przyrodzie znajdowały się elektrony i antyelektrony (pozytony). . W następnym roku, 1937, zespół naukowców z J.C. Street i E.C. Stevenson niezależnie potwierdził to odkrycie w komorze mgłowej. Miony były nie tylko prawdziwe, ale stosunkowo powszechne. W rzeczywistości, jeśli wyciągniesz rękę i skierujesz ją tak, aby była zwrócona w górę, w kierunku nieba, około jeden mion (lub antymion) przejdzie przez twoją rękę z każdą upływającą sekundą. Na poziomie morza 90% wszystkich cząstek promieniowania kosmicznego docierających do powierzchni Ziemi to miony, a większość stanowią neutrony i elektrony. Zanim jeszcze odkryliśmy mezony, które są złożonymi kombinacjami kwark-antykwark, egzotyczne, ciężkie, niestabilne bariony (będące kombinacjami trzech kwarków, jak protony i neutrony) lub kwarki leżące u podstaw materii, odkryliśmy mion: ciężki , niestabilny kuzyn elektronu. Przewiduje się, że cząstki i antycząstki Modelu Standardowego istnieją jako konsekwencja praw fizyki. Chociaż przedstawiamy kwarki, antykwarki i gluony jako posiadające kolory lub antykolory, jest to tylko analogia. Faktyczna nauka jest jeszcze bardziej fascynująca. Zwróć uwagę, że cząstki pojawiają się w trzech generacjach lub kopiach, przy czym tylko pierwsza generacja daje początek stabilnym cząsteczkom. (E. SIEGEL / POZA GALAKTYKĄ) Gdy tylko fizyk I. I. Rabi, który sam zdobyłby Nagrodę Nobla za odkrycie magnetycznego rezonansu jądrowego (dziś powszechnie stosowanego w technologii MRI), dowiedział się o mionie, zażartował w słynnym żargonie: „kto to zamówił?” Przy tak niewielu znanych wówczas cząstkach, dodanie tego dziwnego kuzyna elektronu – ciężkiego, niestabilnego i krótkożyjącego – wydawało się zjawiskiem natury, które wymykało się wyjaśnieniom. Dziesiątki lat dzieliły nas od odkrycia natury materii i struktury Modelu Standardowego, ale mion był naszą pierwszą wskazówką, że istnieje nie tylko więcej cząstek czekających na odkrycie, ale że cząstki pojawiły się w wielu pokoleniach. Pierwsza generacja cząstek to cząstki stabilne, składające się z kwarków górnego i dolnego, elektronu i neutrina elektronowego oraz ich odpowiedników z antymaterii. Dziś znamy jeszcze dwie generacje: drugą generację, która ma kwarki powabne i dziwne z mionami i neutrinami mionowymi, oraz trzecią generację, która ma górne i dolne kwarki z cząsteczkami neutrin tau i tau oraz ich analogiczne odpowiedniki z antymaterii . Przy wystarczająco wysokich energiach i prędkościach względność staje się istotna, pozwalając przetrwać o wiele więcej mionów niż bez efektu dylatacji czasu. W obecnej postaci około 25% mionów powstałych w górnej atmosferze dociera do Ziemi. Bez teorii względności ta liczba byłaby czymś w rodzaju 1 na 1⁰²⁰. (FRISCH/SMITH, AM J. OF PHYS. 31 (5): 342-355 (1963) / WIKIMEDIA COMMONS UŻYTKOWNIK D.H) Mion jednak nie tylko zapowiadał wszystkie te nowe odkrycia, ale także dał ekscytującą i sprzeczną z intuicją demonstrację względności Einsteina. Miony, które powstają w wyniku zderzeń promieniowania kosmicznego, pochodzą średnio na wysokości 100 kilometrów. Jednak średni czas życia mionu wynosi tylko 2,2 mikrosekundy. Jeśli mion poruszał się bardzo blisko prędkości światła przy 300 000 km/s, można trochę policzyć, mnożąc tę prędkość przez czas życia mionu, aby stwierdzić, że powinien przebyć około 660 metrów przed rozpadem. Ale miony docierają do powierzchni Ziemi, pokonując 100 kilometrów i wciąż nie ulegając rozkładowi! Jak to jest możliwe? Bez teorii względności nie byłoby. Jednak teoria względności niesie ze sobą zjawisko dylatacji czasu, dzięki czemu cząstki poruszające się z prędkością bliską prędkości światła doświadczają wolniejszego upływu czasu niż w przypadku obserwatorów w spoczynku. Bez dylatacji czasu nigdy byśmy nie odkryli tych kosmicznych mionów i nie bylibyśmy w stanie zobaczyć ich w naszych ziemskich komorach chmurowych, chyba że stworzyliśmy je z akceleratorów cząstek. Einstein, mimo że o tym nie wiedział, pomógł nam odkryć tę fundamentalnie nową formę materii. Wcześniejszy plan projektowy (obecnie nieistniejący) pełnowymiarowego zderzacza mionowo-antymionowego w Fermilab, źródło drugiego najpotężniejszego akceleratora cząstek na świecie za LHC w CERN. Miony mogą osiągać energie porównywalne z protonami, ale z czystymi sygnałami zderzenia i całą energią skoncentrowaną w jednym punkcie, jak elektrony. To naprawdę może być najlepsze z obu światów. (FERMILAB) Patrząc w przyszłość, możliwość kontrolowania i manipulowania tymi mionami może doprowadzić do postępów w eksperymentalnej fizyce cząstek elementarnych, z którymi nie może się równać żaden inny typ zderzacza. Kiedy budujesz akcelerator cząstek, istnieją tylko trzy czynniki, które określają, jak energetyczne są twoje zderzenia: jak duży jest twój pierścionek, z większymi obwodami osiągającymi wyższe energie, jak silne są twoje pola magnetyczne zginaj naładowane cząstki, a silniejsze magnesy prowadzą do wyższych energii, i stosunek ładunku do masy twojej cząstki, przy niskich masach prowadzących do promieniowania synchrotronowego i ograniczonej energii, a duże masy nie mają tego problemu. Ten trzeci czynnik jest powodem, dla którego używamy protonów zamiast elektronów w akceleratorach, takich jak Wielki Zderzacz Hadronów w CERN, ale jest to wada: protony są cząstkami złożonymi i tylko niewielka część ich całkowitej energii nawija się w kwarku lub gluonie, który zderza się z inne. Ale mion nie ma tej wady, a także nie jest ograniczony przez promieniowanie synchrotronowe, tak jak elektrony, ze względu na znacznie większą masę. Jeśli opanujemy akceleratory mionowe, być może otworzymy kolejną granicę w eksperymentalnej fizyce cząstek. Elektromagnes Muon g-2 w Fermilab, gotowy do odbioru wiązki cząstek mionowych. Eksperyment ten rozpoczął się w 2017 roku i miał zbierać dane przez łącznie 3 lata, znacznie zmniejszając niepewność. Chociaż można osiągnąć w sumie istotność 5 sigma, obliczenia teoretyczne muszą uwzględniać każdy możliwy efekt i oddziaływanie materii, aby zapewnić, że mierzymy solidną różnicę między teorią a eksperymentem w dipolowym momencie magnetycznym mionu. (REIDAR HAHN / FERMILAB) Dziś możemy spojrzeć wstecz na odkrycie mionu jako osobliwego, z naszymi balonami na gorące powietrze i prymitywnymi detektorami odsłaniającymi te wyjątkowo wygięte ślady cząstek. Ale sam mion nadal stanowi dziedzictwo odkryć naukowych. Od jego mocy w ilustrowaniu wpływu dylatacji czasu na obserwowaną żywotność cząstki do jej potencjału, aby doprowadzić do zasadniczo nowego, doskonałego typu akceleratora cząstek, mion jest czymś więcej niż tylko hałasem tła w niektórych z naszych najbardziej wrażliwych, podziemnych eksperymentów poszukujących najrzadszych interakcji cząstek wszystkich. Nawet dzisiaj eksperyment mający na celu zmierzenie magnetycznego momentu dipolowego mionu może być kluczem, który w końcu zabierze nas do zrozumienia fizyki poza modelem standardowym. Mimo to, kiedy niespodziewanie ogłosił swoje istnienie w 1930 roku, to było naprawdę zaskoczeniem. Przez całą historię wcześniej nikt nie wyobrażał sobie, że natura zrobi wiele kopii podstawowych cząstek, które leżą u podstaw naszej rzeczywistości, i że wszystkie te cząstki będą niestabilne przed rozpadem. Mion jest pierwszym, najlżejszym i najdłużej żyjącym z tych wszystkich cząstek. Kiedy myślisz o mionie, zapamiętaj go jako pierwszą cząstkę "generacji 2", jaką kiedykolwiek odkryto, i pierwszą wskazówkę, jaką kiedykolwiek dostaliśmy na temat prawdziwej natury modelu standardowego. Zaczyna się od huku jest napisany przez Ethan Siegel,Ph.D., autor Beyond The Galaxyi Treknology: The Science of Star Trek z Tricorders do Warp Drive. Why the unexpected muon was the biggest surprise in the history of particle physics Learning has never been the same after meeting the "particle that lived". In the early 1930s, there were only a few known basic particles that made up the universe. If we split the matter and radiation that we observed and interacted with with the smallest possible components into which we could break them down at that time, there were only positively charged atomic nuclei (including a proton), the electrons that circled them, and a photon. These were familiar elements, but there were a few anomalies that didn't quite align. The heavier elements also had more charge, but argon and potassium were the exception: argon only had a charge of +18 units but a mass of ~ 40 atomic mass units, while potassium had a charge of +19 units but a mass of ~ 39 units. In 1932, they dealt with this discovery of the neutron. Certain types of radioactive decay - beta decays - did not seem to save energy and momentum, leading to the 1930 Pauli neutrino hypothesis that would not have been discovered for another 26 years. The Dirac equation predicted negative energy states that corresponded to the antimatter counterparts for particles such as the electron: positron. Still, nothing could have prepared physicists to discover a muon: an unstable particle with the same charge but hundreds of times the mass of an electron. Here's how that surprise really turn physics on your head. Electric charge on the electroscope, depending on what you charge it and how the metal leaves of the foil inside react. If the leaves remain charged, repel the two leaves of the foil. If the leaves are uncharged, they will simply fall off. It is remarkable that the electro scopes, even if placed in a vacuum, will discharge over time. The reason it wasn't obvious but is because of the cosmic rays. (BOOMERIA HIGHLIGHTS PHYSICS OF THE PAGE) The story begins in 1912, when the adventurous physicist Victor Hess had the brilliant idea to take a particle detector with him on a hot air balloon flight. You might wonder what the motivation for this would be, and that comes from an unlikely source: the electroscope (above). The electroscope is just two thin pieces of conduction, a metal foil, bonded to a conductor and sealed inside an airless vacuum. If you charge the electromagnetic range, positive or negative, the similarly charged pieces of foil repel each other, while if you ground it, it becomes neutral and returns to the uncharged position. But here it was weird: if you left the electroscope alone, even in a fairly perfect vacuum, it still discharged over time. No matter how well you vacuumed - even if you placed a lead shield around it - the electrooscope continued to discharge. Moreover, if you ran this experiment at higher and higher altitudes, it discharged faster. It was there that Hess had his big idea, imagining that high-energy radiation, both high penetrating power and extraterrestrial, was the culprit. By taking a hot air balloon up to high altitudes, far higher than could be achieved by simply walking, hiking, or driving to any location, scientist Victor Hess was able to use a detector to demonstrate the existence and reveal the components of cosmic rays. In many ways, these early expeditions, dating back to 1912, marked the birth of cosmic ray astrophysics. (AMERICAN PHYSICAL SOCIETY) If there are charged cosmic particles zipping through Earth’s atmosphere, they could help neutralize this charge over time, as the oppositely-charged particles would be attracted to the electrode and the like-charges would be repelled by it. Hess imagined that there was a very real “zoo” of particles zipping around through space, and that the closer he got to the edge of Earth’s atmosphere (i.e., the higher altitudes he went to), the more likely he’d be to observe these particles directly. Hess constructed a detection chamber that contained a magnetic field, so that any charged particles would curve in its presence. Based on the direction and curvature of any particle tracks that appeared in the detector, he could reconstruct what the velocity of the particle was as well as its charge-to-mass ratio. Hess’s earliest efforts immediately paid off, as he began discovering particles in great abundance, founding the science of cosmic ray astrophysics in the process. The first muon ever detected, along with other cosmic ray particles, was determined to be the same charge as the electron, but hundreds of times heavier, due to its speed and radius of curvature. The muon was the first of the heavier generations of particles to be discovered, dating all the way back to the 1930s. (PAUL KUNZE, IN Z. PHYS. 83 (1933)) Many protons and electrons were seen in these early cosmic rays, and later on, the first antimatter particles were discovered this way as well. But the big surprise came in 1933, when Paul Kunze was working with cosmic rays and found a particle that didn’t quite fit. It had the same charge as an electron, but was simultaneously far too heavy to be an electron while also being far too light to be an antiproton. It was as though there was some new type of charged particle, of an intermediate mass between the other known particles, that suddenly announced, “hey, surprise, I exist!” The higher in altitude we went, the more cosmic rays we observed. At the highest altitudes, the overwhelming majority of cosmic rays were neutrons and electrons and protons, while only a small fraction of them were muons. However, as detectors got more and more sensitive, they started to be able to detect these cosmic rays at lower altitudes, even closer to sea level. Today, for about $100 and with off-the-shelf materials, you can build your own cloud chamber and detect cosmic ray muons — the most abundant cosmic ray particle at sea level — at home. The V-shaped track in the center of the image arises from a muon decaying to an electron and two neutrinos. The high-energy track with a kink in it is evidence of a mid-air particle decay. By colliding positrons and electrons at a specific, tunable energy, muon-antimuon pairs could be produced at will. The necessary energy for making a muon/antimuon pair from high-energy positrons colliding with electrons at rest is almost identical to the energy from electron/positron collisions necessary to create a Z-boson. (THE SCOTTISH SCIENCE & TECHNOLOGY ROADSHOW) Over the next few years, scientists worked hard to detect these muons not from high-altitude experiments, but to observe them in a terrestrial laboratory. In theory, they were being produced by what we call cosmic ray showers: where particles from space hit the upper atmosphere. When this occurs, interactions from the fast-moving cosmic particles that strike the stationary atmospheric particles produce lots of new particles-and-antiparticles, with the most common product being a short-lived, unstable particle known as a pion. The charged pions live only for nanoseconds, decaying into muons, among other particles. These muons are also short-lived, but much longer-lived than the pion. With a mean lifetime of 2.2 microseconds, they’re the longest-lived unstable particle except for the neutron, which has a mean lifetime of around 15 minutes! In theory, not only should these cosmic ray showers produce them, but any collision of particles that had enough energy to produce pions should also yield muons that we could study in a lab. The muon, in our detectors, look just like electrons do, except they have 206 times the electron’s mass. Cosmic ray shower and some of the possible interactions. Note that if a charged pion (left) strikes a nucleus before it decays, it produces a shower, but if it decays first (right), it produces a muon that will have a chance to reach the surface. Many of the ‘daughter’ particles produced by cosmic rays include neutrons, which can convert nitrogen-14 into carbon-14. (KONRAD BERNLÖHR OF THE MAX-PLANCK-INSTITUTE AT HEIDELBERG) In 1936, Carl Anderson and Seth Neddermeyer were able to distinctly identify populations of both negatively and positively charged muons from cosmic rays, an indication that there were muons and anti-muons, just as there were electrons and anti-electrons (positrons) found in nature. The next year, 1937, saw the scientist team of J.C. Street and E.C. Stevenson independently confirm that discovery in a cloud chamber. Muons were not only real, but relatively common. In fact, if you hold out your hand and point your palm so that it faces up, towards the sky, approximately one muon (or anti-muon) will pass through your hand with each second that goes by. At sea level, 90% of all the cosmic ray particles reaching Earth’s surface are muons, with neutrons and electrons making up most of the rest. Before we had even discovered mesons, which are composite quark-antiquark combinations, exotic, heavy, unstable baryons (which are combinations of three quarks, like protons and neutrons), or the quarks that underlie matter, we had discovered the muon: the heavy, unstable cousin of the electron. The particles and antiparticles of the Standard Model are predicted to exist as a consequence of the laws of physics. Although we depict quarks, antiquarks and gluons as having colors or anticolors, this is only an analogy. The actual science is even more fascinating. Note how the particles come in three generations, or copies, with only the first generation giving rise to stable particles. (E. SIEGEL / BEYOND THE GALAXY) As soon as the physicist I. I. Rabi, who himself would win the Nobel Prize for the discovery of nuclear magnetic resonance (today used ubiquitously in MRI technology), learned about the muon, he famously quipped, “who ordered that?” With so few particles known at the time, adding this strange cousin of the electron — heavy, unstable, and short-lived — seemed like a phenomenon of nature that defied explanation. We were decades away from uncovering the nature of matter and the structure of the Standard Model, but the muon was our very first clue that there were not only more particles out there waiting to be discovered, but that particles came in multiple generations. The first-generation of particles are the stable ones, consisting of the up and down quarks, the electron and the electron neutrino, and their antimatter counterparts. Today, we know of two more generations: the second-generation, which has charm and strange quarks with muons and muon neutrinos, and the third-generation, which has top and bottom quarks with tau and tau neutrino particles, plus their analogous antimatter counterparts. At high enough energies and velocities, relativity becomes important, allowing many more muons to survive than would without the effects of time dilation. As it stands, approximately 25% of the muons created in the upper atmosphere reach the Earth. Without relativity, that number would be something like 1-in-1⁰²⁰. (FRISCH/SMITH, AM. J. OF PHYS. 31 (5): 342–355 (1963) / WIKIMEDIA COMMONS USER D.H) The muon, however, didn’t merely foreshadow all of these new discoveries, but it also yielded an exciting and counterintuitive demonstration of Einstein’s relativity. The muons that get created from cosmic ray collisions, on average, originate at an altitude of 100 kilometers. However, the mean lifetime of a muon is only 2.2 microseconds. If a muon moved extremely close to the speed of light at 300,000 km/s, you can do a little math, multiplying that speed by the muon’s lifetime, to find that they should travel about 660 meters before decaying. But muons arrive at Earth’s surface, journeying 100 kilometers and still not decaying! How is this possible? Without relativity, it wouldn’t be. But relativity brings along the phenomenon of time dilation, enabling particles that move close to the speed of light to experience time passing more slowly than they do for observers at rest. Without time dilation, we would never have discovered these cosmic muons, and we wouldn’t be able to see them in our terrestrial cloud chambers, not unless we created them from particle accelerators. Einstein, despite not knowing it, helped us discover this fundamentally new form of matter. An earlier design plan (now defunct) for a full-scale muon-antimuon collider at Fermilab, the source of the world’s second-most powerful particle accelerator behind the LHC at CERN. Muons could achieve energies comparable to protons, but with clean collision signals and all the energy concentrated into one point, like electrons. It truly could be the best of both worlds. (FERMILAB) Looking ahead, being able to control and manipulate these muons just might lead to advances in experimental particle physics that no other type of collider can match. When you build a particle accelerator, there are only three factors that determine how energetic your collisions are: how big your ring is, with larger circumference rings achieving higher energies, how strong your magnetic fields that bend your charged particles are, with stronger magnets leading to higher energies, and the charge-to-mass ratio of your particle, with low masses leading to synchrotron radiation and a limiting energy, and high masses not having that problem. That third factor is why we use protons instead of electrons in accelerators like the Large Hadron Collider at CERN, but there’s a drawback: protons are composite particles, and only a tiny fraction of its total energy winds up in a quark or gluon that collides with another. But the muon doesn’t suffer from that drawback, and it also isn’t limited by synchrotron radiation like electrons are, due to its much heavier mass. If we can master muon accelerators, we just might unlock the next frontier in experimental particle physics. The Muon g-2 electromagnet at Fermilab, ready to receive a beam of muon particles. This experiment began in 2017 and was slated to take data for a total of 3 years, reducing the uncertainties significantly. While a total of 5-sigma significance may be reached, the theoretical calculations must account for every effect and interaction of matter that’s possible in order to ensure we’re measuring a robust difference between theory and experiment in the muon’s magnetic dipole moment. (REIDAR HAHN / FERMILAB) Today we can look back at the muon's discovery as peculiar, with our hot air balloons and primitive detectors revealing these extremely bent particle tracks. But the muon itself is still a legacy of scientific discoveries. From its power to illustrate the effect of time dilation on the observed particle lifetime to its potential to lead to a fundamentally new, excellent type of particle accelerator, the muon is more than just background noise in some of our most sensitive underground experiments looking for the rarest particle interactions of all. Even today, an experiment to measure the magnetic dipole moment of a muon may be the key that will eventually take us to understanding physics beyond the Standard Model. Even so, when he unexpectedly announced his existence in 1930, it was really a surprise. Throughout history, no one had imagined that nature would make multiple copies of the fundamental particles that underlie our reality, and that all of these particles would be unstable before decaying. The muon is the first, lightest, and longest-lived of all these particles. When you think of a muon, remember it as the first "generation 2" particle ever discovered and the first clue we ever got about the true nature of the Standard Model. It Begins With A Bang is written by Ethan Siegel, Ph.D., author of Beyond The Galaxyi Treknology: The Science of Star Trek from Tricorders to Warp Drive.
: Data Publikacji.: 12-01-26
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2026