Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: TRYGONOMETRIE NIEPOWODZONE Nogi ma jak kasztanka marszałka. A teraz niepo-ważny-wierszyk-głupawek: W pierwszej wszystkie są dodatnie, W drugiej tylko sin, W trzeciej tg i ctg, A w czwartej cos. To nie sztuka puścić zbuka, Ani mrówkę – łamigłówkę; Sztuką jest cukierka toffi Zdjąć ze sztucznej szczęki Zofji. I co na to Themerson ? A może Themmersonn? Polak w starej Anglii zasiedziały super semantolog poetyczny. On to razem z Pędrkiem Wyrzutkiem rozważał jestestwa osobnicze i osobowościowo osobne. Dlaczego się wystraszył swoich myśli na końcu? Dlaczego bał się swego umysłu na początku drogi Pędrka, gdy już nie ważne było, skąd przychodzi i kim jest? Myślał, że otoczenie nie było gotowe na taki status. Myślał, że problemy polityczne są ważniejsze niż społeczne, a społeczne naglące bardziej niż palące prawdy pojedynczych obywateli oraz poddanych. A tu tylko baltazarowskie MANE TEKEL FARES jarzące się na murze tą samą majuskułą z szeryfami....i nic poza tym. Społeczeństwo było już ubrane w czarne obcisłe golfy i spodnie rurki. Rzęsy kobiet uginały się pod ciężką warstwą tuszu maskara lub masakra, a głowy nakryte marsjańskimi koafiurami przypominały swymi ostrymi pejsikami hełmofony z przyszłości. Może była to wina czarno-białej telewizji , wyrazistości uczuć i czynów. Czarny kolor egzystencjalistów zdominował myśli i czyny, a techniki daktyloskopijne poczyniły wyraźne kroki naprzód. W każdym razie społeczeństwa były gotowe i nowocześnie myślące. Czytano nawet kryminały z jamniczkiem. A Lukas zbudował swój pierwszy komputer dla obliczania niewyobrażalnie dużych liczb pierwszych. Ładne kobiety były coraz ładniejsze. Nie ważne, czy smukła łania czy nisko skanalizowana bębnica, czarny kolor wyprowadzał sylwetkę jak trzeba. Brak mężczyzn ciągle jeszcze odczuwalny po II Wojnie Światowej potęgował powstawanie wszelakich sekt i tajnych stowarzyszeń od belfegoryzmu i zarrathustranizmu po dzieci kwiaty i skinhaedów a na wschodnich rubieżach do małych buntów masońskich krwawo tłumionych cyrklami. Mistycy siedzieli w domach nad nie dopitą herbatą gapiąc się w fusy a bieda upadała pod naporem wielkiego kredytu i malutkich puszek UNRA dla malutkich obywateli. Każdy chciał mieć w domu adapter i wcierać czułenkami twista w podłogę. Młodzi akademicy kupowali czarne okulary w grubych rogowych-plastikowych oprawkach by odróżnić się od starych akademików w cienkich przedwojennych drucikach lub szyldkretowych, pożółkłych dodatkowo papierosianym dymem, bakelitach. Oczywiście nie mówię tu o oprawkach z prawdziwej skorupy żółwia, ani o butach ze skóry gnu. Marynarskie ubranka dla małych chłopców przestały obowiązywać. Te same co pół wieku wcześniej skopiowało społeczeństwo od brytyjskiego Jerzego, który chłopcem jeszcze będąc otrzymał tytuł głównodowodzącego floty brytyjskiej i ubrano go w krótkie spodenki , kapitańską czapkę i szeroki kołnierz w biało niebieskie lamówki wiązany z przodu na węzeł jak chusta. Do tego dochodziła proca z drewna i gumy od przytrzymywaczy skarpet. Strój ten stał się modny w szerokich rzeszach plebsu i wysoko uprzywilejowanych, ponieważ był łatwy do uszycia i praktyczny w praniu. Teraz jednak II Wojna Światowa zmieniła wszelkie postawy . Liczył się umysł i wolność. Nawet słowo poddany było gorsze od słowa obywatel. A co na to Niczijanie? Książka przeznaczona jest dla każdego dziecka od 30 roku życia. LPzV_dmE6Gk IBOMi95bbdE > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS024
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: MOCNY SZNUR - Aby zwykły sznur mocnem uczynić, zanurzyć go trzeba nocą w roztworze ałunu potasu. - Powiedział Tiago robiąc niewinną minę. Siedzieli we trzech na zdezelowanych taboretach, a Tiago chciał wiedzieć od nich, gdzie są pozostali. Myśleli intensywnie jak kupić swe życia, ale ani nie było to możliwe, bo Tiago robił to dla Mariola, ani nie wierzyli w to, gdyby było możliwe, gdyż Tiago robił to przede wszystkim dla siebie. Jedyny wnuk Mariola był synem Tiaga! Może nie ślubnym, może najgorszym z bękartów, ale bez wątpienia z krwi Tiaga, i to pierworodnej. A to dobry powód. Ale oni myśleli tylko o pieniądzach i wysokościach kwot, jakimi mogliby się wykupić. - Mamy czas. Ale nie za wiele. - Powiedział Tiago. - Tylko tyle, aby sznur się wzmocnił. Splunął delikatnie pestką winogrona. - No to, który pierwszy? - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Eduardo pokiwał głową. - Nic nam nie rób. Wszystko powiemy i pójdziemy stąd, abyś nas nie oglądał nigdy na oczy. - W jego głosie była prośba. Sam w to nie wierzył, co powiedział. Ani, że Tiago da się na to wziąć. - Nie będę udzielać wam rad na przyszłość, bo żadnej nie macie. - Ciągnął Tiago. Kto zadzwoni do kontaktu w porcie, co zabrał kontenery? - My nie mamy telefonu, tylko imię. - Zawołali jeden przez drugiego. - Mamy do niego trafić przez jego żonę, sekretarkę w biurze pana Ramona. Tiago zaczęło coś świtać. Mongo, czyli pan Ramon, był właścicielem firmy przeładunkowej, która dawała w leasing portowi wszystkie dźwigi i suwnice. Więc albo Mongo był tym kontaktem, albo też nic o tym nie wiedział, co się kroi pod jego bokiem. - Kiedy macie się z nim, to znaczy z nią, spotkać? - Teraz, już tam rano mieliśmy być. - Kto tam pojechał? Bez was? - Popatrzeli po sobie. Zrozumieli, że są martwi. Tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Tiago uśmiechnął się ironicznie. - Koleeedzy! - Wycedzil powoli. - Jeden wart drugiego. Gdzież są teraz? Companieros? Zamienię was na balerony, choć chyba rozumiecie, że to nie ja, lecz wasi compadres są winni. Skurczyli się. Nie było sensu zadawać dalszych pytań. Tiago podniósł strzelbę odebraną wcześniej jednemu z nich. Eduardo wyrzucił z siebie. - Ja pojadę i zdobędę dla ciebie te kontenery! - Tiago zastrzelił dwóch pozostałych i zrobił z nich balerony. Mariolo otrzymał balerony późnym popołudniem. A ponieważ nie świszczał już przez dziury w płucach, osobiście rozmawiał z Tiago przez telefon. Tiago w zasadzie nie miał mu nic do powiedzenia. Ciekaw był swego syna i jego matki. Po latach. Wiedział, że był idiotą, ale teraz czuł się jak idiota. - Idiota. - Powiedział głośno. - Słucham? Czego chcesz ode mnie, skoro mnie nie zabiłeś, pozwól działać. – Rzekł wystraszony Eduardo. Tiago wyszedł z pokoju. Eduardo wrócił do życia i uciekł przez okno. Biegł wzdłuż chodnika. Czuł, że żyje. Musiał zmienić pochlapane krwią ubranie. Na wszelki wypadek ubrał marynarkę na lewą stronę. W pobliskim sklepie kupił coś beznadziejnego i przebrał się natychmiast. Z telefonu w aptece zadzwonił do Tiaga. Głos mu drżał, a monety nie chciały wskakiwać do automatu. W końcu wykrztusił. - Tak jak obiecałem. Dostaniesz ich głowy w walizce, a kwit na kontenery faxem. Nie szukaj mnie kilka dni! Tiago nie rzekł nic. SMCO6Ec18Vw SZkm5rE6PbQ > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS023
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: MALEŃKA PANI Maleńka pani zapłodniła kruka. To jej niedościgłe marzenie. W jego sercu zmieszała czerń z miłością. A on zapłakał. Zamiast łzy uronił jajo czarnomiłosne pokryte wrzodem ozdrowienia. Ułożył je w zakręcie duszy tuż przed podjęciem decyzji. Maleńka pani odwagę daje krukowi za morze. A on o lasce skrada się po ogrodzie zmęczony prawdami i absolutem okrągłych grzeczności wygłaszanych od stuleci przez ciocie przy herbatce. Z tego powodu ma mdłości. Dlatego też wypadł mu okular. Zadyndał na sznurku. Maleńka pani czeka pisklęcia. A ono tuż za zakrętem wyklute nieporadnymi nogami na dziób pada. Maleńka pani nie rozmawia z krukiem. Nie myje rąk ani piór nie strzyże. Chichotem jej natura się przewraca a czarna miłość dopada naszych serc. Bo kiedy umrze, i na jej pogrzebie, grupa succubów w wymiar ją wytoczy, nadejdą chwile milczenia i nagich słów niedopowiedzianych truchła. Niechcąco uczynione gesty i bezpodstawnie rzucone spojrzenia zmielą nasz Świat na papkę w jednej chwili. SMCO6Ec18Vw SZkm5rE6PbQ > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS022
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: RADOŚCI PEŁNI Co mamy zrobić aby się narodzić pełni radości, śmiali uniesienia, pretekineterami tej milczącej chwili, gdzie każdy odruch wymiotnym się zdaje, a chęć do życia moc śmierci odbiera? Bezruch ponownie liczy ten czas wielki, który przestrzenią się mierzy bez zdarzeń. A chwała bogów pozwala pobiegać wkoło kaganka z płonącą mądrością. Dźwięk twojej trąby nie poruszy murów, ani się echem nie odbije w dali. Radość napełni płuca pędem. Ożywcze tchnienie przejdzie nad doliną dając zieloność drzewom i traw kołysanie, a do strumieni dopisując nuty. Zatętnią kopyt odbicia na trakcie, a drzwi radośnie zaskrzypią otwarte. Nic już nie stoi nam na przeszkodzie. Zardzewiałe czołgi porosną trawą. Pola minowe nie wybuchną wcale. A ludziom odrosną ręce i kikuty zamienią się w całości zwykłe. Spalone ptaki odzyskają pióra. Otrute ryby popłyną do swych dzieci opowiadając bohaterskie czyny. Czy w tym momencie należy się narodzić? Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! g-Q1Nrnz4Xc Relanium ma dziś smak twych ust, Marija. Nie ufam dlatego nikomu. Kiedy przylecą z góry cienkimi głosami opowiedzieć mi, że już trzeba, nie uwierzę im, choćby mieli podwójne czułki. 1,6 do 1,8 to najlepsze proporcje stosowania zaufania. Złote divina proportio. Czy jakoś tak i na koniec do jedynki. Spocony leżę w cieniu i uwierają mnie szyszki spod koca. Dzieci obok polują na jaszczurki a mrówki oblazły mi książkę o tajemnej broni Wunderwaffe. Kelner niemrawo przygotowuje kielich z sokiem i parasolką. A ja nie mam zaufania do nich wszystkich . Nawet nie rozwiązuję krzyżówek, bo nie wierzę, że układacz sensownie je ułożył. To wszystko lipa. Mam tylko zaufanie do Słońca i do gwiazd niezmiennie mruczących coś pod nosem. Niby to w zakłopotaniu a może w sklerotycznych paroksyzmach opowiadają sobie stare dowcipy międląc te same wspomnienia Ben Akiby i Beroessa. To już w końcu dwieście lat ! Muł osiadł i przykleił się do utopionych naczyń. Miód sfermentował pod wpływem mojej śliny dając do myślenia zegarom chciwie wypijającym każdą miodową sekundę. Cóż, nie można im ufać. Dlatego, gdy podeszli do mnie zbyt blisko przekraczając osobisty dystans i zbliżając oczy do mej twarzy, pobiegłem po pomoc zostawiając koc i ubrania. Czy usłyszałem prawdę , gdy mówili do mnie ? Czy chcę w nią uwierzyć? Przecież tak nie może się dziać, a ludzkość nie jest czymś banalnym i śmieszną igraszką w ich rękach. Choć brak mi zaufania, wiem , że powiedzieli prawdę. I o Stworzeniu , i o Ziemi. Nie mam ucieczki, ani jej nie potrzebuję. Po co? Już nie parzy ogień ani zło nie czyha w moich snach. Jestem istotą, której z jednego końca włosy wyrastają , a bez fryzjera dosięgną Ziemi. Całe ciało prawie bez włosów, od ryby wzięte. Drugi mózg mam w sercu i nim czuję. Tam siedzą oni zapisani w księdze . Przyozdobieni cyfr zwiędłym szeregiem. Zawsze wywołać da się ich mrugając po trzykroć oczami... Jest symetria konstrukcji mięśni i szkieletu, a do tego jej brak w narządach wewnętrznych. Jak to tak? Przecież to chwilowe i głupie. I sztuczne. To prowizorka. Niedokończona i niezgrabna. Niedopasowana biodrami do rodzenia dużych głów. Niedoskonała, gdy ma się poruszać. Błędna jako system rurek z krwią i wodą limfą. I te nie odrastające kończyny i zęby. Powinny odrastać paznokcie i zęby a nie paznokcie i włosy. Po co? To jakaś karykatura. Bezwłosy balon, przedziurawisz i uchodzi z niego wszystko. Nawet szaleństwo. Nawet grymas uśmiechu. Byli w płaszczach szarych i jakichś takich, niemnących, do ziemi. Powiedzieli mi szybko, bardzo szybko, co jest i co było, i co będzie z nami. Wiedzieli, że ucieknę, i że to zbyt okrutne. A na pewno nie wygodne. Dzisiaj po latach wiem, o co chodziło. Oni też mają sumienie i boga, i strach. Przyjdą po mnie później, kiedy będzie potrzeba. Dlatego nie ufam niby faktom i przeznaczeniu salto mortale. Relanium daje pojęcie o skali zagrożenia, zwłaszcza, gdy ma smak twoich słodkich ust. Niebianinem jestem dzisiaj, a oni mi nie chcą skrzydeł urosnąć w chwale. Mamroty wypuszczam z ust. O suchych palcach ciągnących koralik. Miotełką lekką opędzam się od ciężaru wspomnień powolnych much. Ognia prawdziwego strzegę i jego tylko się boję. Mam go też w sercu a zapalam w waszych. Pulsuje krew w żyłach i znaki widzimy. Na niebie i w morzu , i na piachu giętkim. Świt. Sopran. 6BLlYutTyWw : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS021
: Data Publikacji.: 07-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025