Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: MERDAJĄCE OGONEM WĘŻE, CZYLI CIESZĄCE SIĘ SZYJE. TEORIA POTOMKÓW dzzp Mogę zrozumieć to , że wąż składa się wyłącznie z ogona. Wiem dzięki wielkim uczonym, że człowiek, to stworzenie dwunożne, nieopierzone. Coś zbiera informacje w czasie życia osobnika i spermy produkowane nie są takie same, lecz zawierają status chwilowy życia osobnika. Status chwilowy życia zaklęty i złapany w spermie! To przekazuje się na następne pokolenie. Czyli potomek z młodego ojca posiada jego cechy fizyczne, choroby, stan samopoczucia, dojrzałość i doświadczenie umysłowe, a potomek starego ojca jego zdobycze życia zarówno umysłowe jak i choroby, jak i odporność czy słabości w czasie życia (ojca). W jakim czasie potomstwo przenosi sukces i optymalną zdolność przetrwania? Czy z młodych rodziców, czy z dojrzałych, czy przejrzałych? Jaka faza długości życia rodziców przewidywana jest po zrobieniu potomka? Jak długo rodzice opiekują się potomkiem? Jaka jest długość życia potomka dla osiągnięcia bycia rodzicem? Te trzy długości wraz z licznością populacji podzieloną przez śmierć ( z różnych powodów) decydują o korzystności potomka. Ponieważ najszlachetniejsi giną bezpotomnie częściej niż przeciętni, a najmądrzejsi są tchórzami, populacja zmierza do ... Mieliśmy wiek złoty , a potem srebrny,...a potem już po generałach , rządzą sierżanci...potem już nikt..... ds.d.dzziaazz Musi wtedy nastąpić zmiana jakości. To co było wyznacznikiem i trendem traci swój predykat na korzyść nowej nieznanej lub niedocenianej dotychczas cechy czy ideału. Od teraz wąż nie ma ogona, a jedynie wyraźnie wydłużoną głowę. Jeśli zmianą jakości jest ilość potomków z większej na mniejszą, to populacja idealizuje jednostkę i ginie. Lub muszą wyginąć najbardziej wyidealizowane jednostki aby dać szansę na nową zmianę jakości, nie popularyzującą poprzedniej. Ciało duchowe populacji nie pozwala na tworzenie się ideałów recesywnych, więc każdy następny ideał budowany jest pod kątem prostym w stosunku do poprzedniej zmiany jakości w tej populacji. Dopiero potomkowie wraz z ich odpowiednio zebranymi doświadczeniami rodzicielskimi potrafią wykorzystać nowe jakości, gdzie część potomków musi odpaść. To jednak nie śmierć decyduje o selekcji ale samoistne wyciszenie się jednostki lub uzurpacja. Mądrość jest tu przeszkodą i czynnikiem hamującym ducha populacji. Asekuracja jest traktowana jako constans. Strach też. Bardzo ważny jest natomiast status oczekiwanego cyklu życia jednostki. Oczekiwanego przez ducha populacji, i inny zapewne, oczekiwany przez samego osobnika, gdy świadom. COCBI2PKqTY KLzJQjqgV84 > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS032
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: dc.d.dzzia BACON Bacon przez empirię powtarzalności doświadczenia wprowadził nowoczesność. To było bardzo nowoczesne. Było. 10 stron świata rozświetlonych przez wiedzę i brawurę nie objawi prawd, gdy będziemy mozolnie dłubać 3 wymiarami. Jedność strzałek leżących jako niepodzielna jedność i zamykająca w sobie wszelkie nieskończoności pozwala zrozumieć wszelkie stany in statu nascendi. A jak czasami wyjeżdża 7 górników to nazwijmy takie pudełko mezonem bis albo blefonem. W końcu zaczernia regularnie w trakcie eksperymentów klisze spektralne w tym samym miejscu. 10 stron świata rozświetlonych przez wiedzę i brawurę nie objawi prawd, gdy będziemy mozolnie dłubać 3 wymiarami. To jak z tym mężem, który po śmierci żony zleca prywatnemu detektywowi aby odnalazł jej kochanka, a detektyw pyta czy tylko jednego, czy też wszystkich dotychczas możliwych.... dc.p.dzzcaaa Nibyfakt to fakt, który nie zatoczył kółka strzałek i nie można o niego zapytać „ Co to ?”, Bo on jeszcze nie jest, lecz staje się. Nie jest też sprawdzony, bo nie zatoczyły pętli odpowiednie zdarzenia sprawdzania faktu. 0=> 1 z „niby 0” => „niby 1” ? Czy to lepsza logika? Czy coś jest , czy staje się dopiero właśnie? Czas jest funkcją masy: im więcej masy , tym więcej w niej uwięzionego czasu. Foton jest masą jednak o masie = 0 , ale masą , bo poza masą nie ma prędkości struktur, bo czas nie istnieje a prędkość to d/t lub metry na sekundę, a więc coś co się je czasem. W naszym rozumieniu :czas nie istnieje poza masą. CZAS NIE ISTNIEJE POZA MASĄ. ds.d.dzziaazz Mówię tutaj o czasie mierzonym za pomocą poruszania się struktur. Nie ma on nic wspólnego z czasem przestrzeni. Np. Pilnuj żony za życia a już szczególnie po jej śmierci. Fajka się zepsuła a koty srają na klatce schodowej. 0E-k9ne5yB4 SN_5oDF3n-M > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS031
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: FILM DRUGI ATLANTYK 1955 Wyjąłem następną szpulę. Na niej również była naklejka Archiwum wojskowe U.S.Army. Tym razem taśma była doskonałej jakości i dobrze zachowana. Na początku były różne przygotowania do szkolenia płetwonurków wojskowych i wręcz ćwiczeniowe dokładne pokazy montowania sprzętu i kalibrowania aqualungów. Uzbrojenie, jego zamocowanie i sensowność rozmieszczenia na ciele nurka. Pokazowa akcja miała ograniczyć się do przepłynięcia pontonem z okrętu do łodzi podwodnej. Ośmiu żołnierzy w skafandrach do nurkowania płynie po Atlantyku. Wszystko idzie jak z płatka. Spostrzegają coś pod wodą. Kamerzysta filmuje dalej ich i czekającą przed nimi w dali łódź podwodną. Nagle jeden z nurków zostaje złapany przez rękę czy ręce, które wystają z wody. Żołnierz robi fikołka w tył a koledzy łapią go za nogi. Na pontonie powstaje zamieszanie i wszyscy walczą utrzymując ponton lub próbując wciągnąć kolegę z powrotem. Nagle w kamerze pojawia się wykrzywiona w niesamowitym grymasie twarz nurka. Ramiona machają na wszystkie strony. Wydaje się, że jest już wolny i wraca do siebie łapiąc powietrze wielkimi haustami. Wtedy z wody wychylają się succuby, łapią go wpół jakimiś wydłużonymi rękami bez przegubów i wciągają pod wodę. Załoga jest zdrętwiała i oniemiała. Przez sekundę czy dwie kamera pokazuje wyraźnie kilka fantomów bez twarzy i bez koloru, trwających na środku Atlantyku wśród fal. Ciemne ich sylwetki wyraźnie odcinają się od barwnej wody. W końcu dwóch innych żołnierzy przypada do burty pontonu próbując coś wypatrzyć. Był to dźwięk bulgotania, którego nie było słychać na niemym filmie, ale zaraz wyciągnęli do pontonu omdlałego kolegę. Był przytomny. Miał rozdygotane ciało i przerażoną twarz. Kamerzysta pochylił się nad nurkiem, który zaczął się wyrywać chcąc uciekać od wszystkiego. W oddali, w połowie dystansu między łodzią podwodną a pontonem tkwiło w wodzie kilku fantomów. Nieruchomo. Bez wyrazu. Kamera pokazywała jeszcze jakiś czas jak żołnierze wiązali go pasami i przekazywali służbie medycznej. Potem film się kończył. Dokumenty w kasecie filmu twierdziły, że żołnierz nigdy nie odzyskał ani mowy, ani władz umysłowych. Musi przebywać w ścisłym odizolowaniu. Film był z roku 1955 i posiadał stempel autentyczności, oraz drugi. Ściśle tajne. Szpula kręciła się wciąż na projektorze uderzając miarowo końcówką taśmy. Siedziałem w półmroku wierząc i nie wierząc w to, co zobaczyłem. To były przecież succuby. Znałem je i prawie rozumiałem ich świat. To było przerażające i obrzydliwe. To było polowanie na ludzi! 0E-k9ne5yB4 SN_5oDF3n-M > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS030
: Data Publikacji.: 07-03-25
: Opis.: CIEMNA MYSZ - BIAŁA MYSZ W PUDEŁKU PO ZAPAŁKACH CHOWANE Czy jednak górnicy na zmianie szychty jak zjeżdżają pod ziemię, a za chwilę winda wyjeżdża z drugiej strony - > to czy to są ci sami górnicy? Tak ! mówi fizyka. Włożyliśmy ludzi sztuk 8 do pudełka i schowali pod ziemię, a ziemia za chwilę obok wypluła to pudełko z dokładnie 8 ludźmi i wagowo też się zgadzało. Wniosek: ziemia na krócej lub dłużej przechowuje pudełka z 8 górnikami w środku, po czym je wypluwa. A jeśli jesteś sportowcem, to zauważasz w mieście pełno hal sportowych i basenów. A jakiej masz auto marki, to takich najwięcej widzisz. Inna najkrótsza droga do gwiazd dla poety, dla głupka, dla wieprza. Najcieńsza wstążeczka szeroką autostradą dla igły. Ile czasu igła potrzebuje aby przejść przez skrzyżowania asfaltowego świata? Świeca dopala się na kominku. Lusterko obok pochłania jej blask. To jest najkrótsza droga do gwiazd, i kończy się zaraz za przykładem dobrze zakamuflowanych wchłaniaczy ciemnego światła w woreczki jasnobytów. Dziesięć stron świata nie rozbłyśnie objawieniami wszechoczu widzących o jeden, wydawałoby się, krok dalej i o dwa mgnienia domyślnej przestrzeni. Świeca daje tyle samo światła co całe kosmosy. - Dlaczego ciągle żartuje pan i nigdy nie jest serio? - Ależ jestem i to nawet w tej chwili. - Spotkała mnie na placu przed kościołem, gdy próbowałem łapać gołębie. Ostre słońce oślepiło mnie na ułamek sekundy i wtedy wpadłem na nią. Dawno nie byłem w Europie a plac rynku krakowskiego wydał mi się większy niż pamiętałem. Dwie godziny rozmowy o niczym ujawniło mi, że nie była prostytutką ani ja zainteresowany seksem z nią. Pewnie rozejdziemy się po południu do swoich spraw i nigdy już nie spotkamy. Ma męża i to już kolejnego i traktuje ich jak płaszcz na wieszaku u fryzjera męskiego. Chodzimy w kółko. Chce mi zrobić zdjęcie ale odmawiam. - Wydaje się, że nosi pan maskę, jakby nic pana nie obchodziło.Ironia? - A jednak. - Oponuję nieśmiało. - Wiem. Skrywasz pan bolesną ranę. - Tańczysz tango kobieto? Gdy się pomylisz tańczysz dalej. Histeria nie ważna. W życiu, gdy się pomylisz, żyjesz dalej na niby. Nie myl tanga z milongą. - Powiedziałem nagle. - Czuję jak wali mi serce. - Przyznała wtedy. - Nic mnie w życiu nie spotkało poza panią. Zapewniam. - Zażartowałem. - Ależ mężczyzna bez przeszłości nie mógłby być tak pociągający. - Zakpiła. - A jednak, może wcale nie mam własnej twarzy? - Znowu to samo! Jak mam z panem rozmawiać?! Jest pan uczuciowy, ale mija się z moim wzrokiem i omija słowami moje. Dlaczego? - Droga pani, może nie nadaję się już do niczego i nie przystoi mi grać głównej roli przy podziale plemiennych łupów? - Jak ma pan na imię? Może w końcu się dowiem? - Zrobiliśmy jeszcze kilkanaście kroków zanim zdecydowałem się powiedzieć. Odwróciłem się twarzą do niej. Z namysłem powiedziałem. - A nie powiesz pani nikomu? - Nie, oczywiście, jeśli tego sobie pan życzy. - No tak, to ta ciekawość a tu słońce świeci tak jasno jak dwa dni po wybuchu Czernobyla. Powiem tylko moje imię jakim stało się po latach, jakie zespoliło się z moim życiem. Jest tajemne i tylko dla wybranych znajomych. Dla pani też będzie. - A więc jednak jest coś pod tą maską. Wreszcie coś się dowiem o panu. - Skoro tak pani uważa. Nazywają mnie Hombre. Uniosła zdziwiona brew. - Przecież to nic nie znaczy, to faktycznie imię? Uśmiechnąłem się pod nosem. - Dla mnie wystarczy. - A na prawdę jak panu na imię? - Człowiek, przecież to wystarczy. - Rzekłem powoli i zdałem sobie sprawę, że cedzę słowa a ona nie zna świata i może się wystraszyć. Co ty wiesz o cierpieniu , przybłędo znad Wisły. Toniesz w ciemnościach, zapachy mieszczaństwa każą ci płacić składkę emerytalną. Nie znasz smaku niebezpieczeństwa a słowo oddział onkologii oblewa cię paniką. Powiedziałem za to na głos i miękko, pojednawczym tonem. - Mam na imię Hombre, może to nic nie znaczy i może brzmi kiczowato. To przecież wystarczy, proszę mi uwierzyć. Niektórzy boją się tego imienia, a niektórzy chcieliby go usłyszeć w swoim życiu choć raz. Ale nawet pani ma z pewnością swoje tajemne imię jakim nazywał ją pani ojciec, gdy siadała mu małą dziewczynką na kolanach. - Będzie się pan śmiać... - Nie będę. - No to... - Proszę mi nie mówić swego imienia. Ja nadam pani imię. Będzie to imię jak wiatr, deszcz i twarda ziemia razem wzięte. – Ugryzłem się w język z tego patosu. Machnąłem ręką jakbym chciał zamazać ostatnie słowa. - Nadam je, i, taka pani od dzisiaj się stanie. -Podniosła drugą brew i trochę rozbawiona dziwną sytuacją oznajmiła po babsku. - Słucham, to naprawdę niesłychane. Miłe i bezczelne zarazem. - Starała się kopnąć w gołębia. - A więc to jest pod tą pańską maską? – Skonstatowała, zła, wreszcie. - Być może. - Powiedziałem cicho. - Od dzisiaj będzie pani nosić imię Ziarno. Pomału zaczynała się niepokoić słysząc moje słowa. Ich sens zaczynał docierać do niej i spoważniała w sekundę. - Hombre? Czy pan to mówi poważnie? - Cóż, powiem tylko, że na to imię będzie musiała pani zasłużyć. Patrzyła na mnie dziwnie. Jak na wariata. W budce obok Wieży Mariackiej sprzedawali dyplomy wysłuchania hejnału. Pierwszy raz dotknęła mojej dłoni. Poufale i porozumiewawczo. - Mój mąż idzie. - Szepnęła. Wzięła szybko karteczkę z numerem telefonu. Pomyślałem, że na to imię na prawdę będzie musiała sobie zapracować. Cóż, wpadła na mnie i spytała o drogę, to jej wskazałem. Urodziła się dzisiaj jako Ziarno. Pani Ziarno. Phi. Et lupus fabula. Apage satanas powiedz albo lepiej. Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! To mówią wargi Bero wyschłe tęsknotą do ciebie. YfbQRPFWfac tZJYjmsNVCY > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS029
: Data Publikacji.: 07-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025