Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: Do.dyyiaaz TORS POROŚNIĘTY WŁOSEM. Pudding to subtelny gość i wysadzi fabrykę koncentrując promienie słoneczne soczewką swych okularów. Świtezianka na bagnach marzy o brzasku we mgle radioaktywnej. To dla niej jest taki subtelny. Do kawy pasuje kawior. A dzisiaj jest wczorajsze jutro. My trupy nie mamy poczucia czasu. Czy potrzebujemy życia? Pamiętaj, że japońskie, stare przysłowie mówi: „Ptak nie zbuduje gniazda na nagim drzewie”. Dlaczego głowy synów Rica? Wciąż zadawałem sobie to pytanie i nie chciałem uwierzyć. A może to nie oni zdradzili Rica , może to Rico zdradził nas? Kim byli gdy wysyłał ich do szkół, a kim stali się potem? Rico zawsze miał z nimi dobry kontakt. Uwielbiał ich i rozpieszczał. Czyżby więc i tym razem była to jego sprawka? Nie..... A może nie sprawka tylko milczące przyzwolenie, może pobłażliwość, a może dowiedział się za późno i siedział nabrawszy wody w usta? Nie...nie Rico, nie on. Poza tym, po co angażował by się tak bardzo w poszukiwania przy nas? Nikt nie robi takich rzeczy dla zmylenia przeciwnika. Namierzyliśmy , a właśnie - Rico namierzył zleceniodawcę Mariola. Dlaczego?... Mógł przecież zataić tą informację. Nie......, Rico, został najwyraźniej zaskoczony przez swych synów. He,he, raczej przez ich głowy! Zostać jeleniem i oszukanym ojcem to trochę za dużo jak na starego kocura, którym Rico był niewątpliwie. A jeśli to jednak Rico pociągał za sznurki? Taaa..... Zapatrzyłem się w ludzi przede mną spacerujących po nabrzeżu. Marija strącała małe kaktusiki próbujące na dobre opanować murki oddzielające rzekę od ulicy. Masz porośnięty włosem tors? Mierzwią ci się kędziorami plecy? Kwas askorbinowy nie zastąpi naturalnej witaminy C. To glutaminian sodu ma smak najlepszych wspomnień. - Czy widziałaś kiedyś nowe przysłowia, Marija? - Czy twe plecy błyszczą w ciemnościach lub fosforyzują? - Spytała ocierając się o mnie grzbietem. Przeciągnęła się przy tym. Popatrzyłem na nią z pod oka i odparłem filozoficznie. A raczej głupio. -Czy masz zwykłe skrzydła czy też doklejane z tektury? - Rzeka świeci. - Zamyśliła się nagle Marija. Popatrzyła w dal i zasępiła się jakby w bezruchu chwili. Mosty i przesuwające się po nich mrówki samochody i samochodziki, zgiełk niesiony po wodzie aż tutaj, zmieszana woń orchidei i wyschłej trawy i bliskie kroki pasantów tuż za nami tworzyły miasto bezimienne i wielkie. Upał, upał, upał. - A co na to moja Indianka, Marija? - Popatrywała na mnie rozbawiona. - Mokry ręcznik dobrze robi skroniom. - Rzekła nagle. - Tak, tak, co ty powiesz? - Przedrzeźniałem ją. - Popiół dobrze robi myślom. Spokój ducha pozwala go strzepnąć dziesiątym palcem. - Spokojnym? - Spytała. Widząc jak się na nas inni ludzie gapią ze wszystkich stron, stwierdziłem. - Daj spokój! - Patrz jak należy kompletować ciuchy. - Przegięła się w pasie lekko w tył. Ulica przepełniona była turystami uginającymi się pod ciężarem kart kredytowych i debetowo kapitałowych. Słoneczne okulary oddzielały ich osobne prywatności i pozwoliły gromadzić się kropelkom potu w zmarszczkach pod oczami i koło nosów. Szukali kapeluszy lub chustek, którymi mogliby otulić się w ułudzie ochrony przed upalnym klimatem i żarem Słońca wgniatającym wszystko w plastelinę asfaltu i w kurz. Marija wpatrywała się we mnie. - Jest facet, któremu muszę powiedzieć, że go kocham. - Dobra. - Odpowiedziałem. - Więc pojedziemy tunelem La Pietra. - Zaczęła przymierzać następne ciuchy. - Koszula w grzyby!? - Wrzasnąłem. - Od razu wiedziałam, że to jest to. - Ogląda się przed lustrem.. - Ale na tym nie koniec, na tym nie poprzestań! - Zgrzybiała staruszka, hę...? - A co jeszcze? - Zapytałem załamany. - Pierścionek w grzyby? Parasol grzyb i kapelusz w purchawki? - Podszewka i skarpety w grzyby. - Wybierała skarpety w grzyby duże i nakrapiane. - Co robimy? - Spytałem po kilku minutach. - Całujemy się. - Odburknęła i pocałowała mnie. - Nie powinniśmy, bo jesteśmy przyjaciółmi? - Zapytałem ironicznie. - Przyjaciele mogą, bo są przyjaciółmi. - Pocałowała mnie jeszcze raz. - Jesteśmy żoną i mężem. Czy to zbyt mało? - Uśmiechnęła się. - Całowanie podobno niszczy przyjaźń? - Mam jeszcze pasek w grzyby. - Wydobyła pasek z dużą klamrą . - To perwersja kupować ubrania w grzyby, gdy one najpierw były wielokrotnie odgrzybiane i spryskiwane anty pleśniowo w portach i w magazynach, i na statkach! - Jesteś zgrzybiałym aniołem, Hombre. - Czy krasnoludki trzymają buty pod grzybkami? - Zanuciłem znudzony grzybowym tematem. - Hopsasa. Nie w koszyku, a w piosence. - Czy gołąbki same nie lecą do gąbki? - Czy muszą przelatywać nad wanną do tej gąbki? - Co ty jeszcze wymyślisz, Hombre. Musisz takie opowiadać? Ja jednak dalej ględziłem. - Czy fosforyzują jak anioły ? - Nie? - Spytała nagle. - Czy jak zwykłaś mawiać , słowo „nie”, to masz na myśli „tak”? - Nie. - Powiedziała po prostu i szybko. - Musimy pilnie przekalkulować nasz paradygmat decyzyjny. - Skąd u niej takie zacięcie do takich kolorów i takich grzybów? Przecież młode Indianki mają zupełnie co innego w głowach. Nawet, gdy uczęszczają do dziwacznych szkół. Siadła koło mnie na murku sklepowego okna. - Myślałeś kiedyś o succubach, tych, co przeżyliście z moim ojcem? Czy oni są żywi i czy mają dzieci? Czy wierzą w bogów? Może w tych samych co ludzie? Zamyśliła się na dłuższą chwilę. - Czy Rico i Tiago wiedzą coś o tym, co robicie z moim ojcem?- Dodała. Nic nie odpowiedziałem na to. Nic nie pomyślałem o tym. To i nic się nie dowiedziała. Moje myśli krążyły wokół Weterana, a może to on wmeandrował już w mój mózg? Nie powinienem się zbliżać do niego tak samo, jak nie powinienem słuchać niektórych rodzajów muzyk. Takt narzucony może przeistoczyć się w larwę rzeczy, potem w istotę rzeczy i przez pomyłkę być wzięty krnąbrnie za własny. Trupy nie mają poczucia czasu. Mogą wmeandrować w zalewajce między ziemniaki, ukoić skrzydła, schronić się w tłustym oczku tuż pod powierzchnią zupy. Pobłyskują chichocząc. Chwila jest dla nich wyzwaniem. Sekunda tak samo warta. Jakem ja. - Co ty tam pleciesz, Hombre. Przecież to nie rozwiąże naszych pytań. Powiedz lepiej czy siedzisz długo w wannie? - Nagle jej głos zrobił się chropowaty i gruby. - A ty czy lubisz, gdy palce marszczą ci się w kąpieli? - Czy lubisz układać wszystko od nowa w szufladzie? - Mhm. To taka strata czasu na zapas. - Powiedziałem prawdę. Świat zewnętrzny wydaje się martwy. - Hombre? Lubisz strzelać stawami siedząc w wannie? Uśmiechnąłem się pod nosem. TUuVP8ZSnYA 8GcgQxU0hdI : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS052
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: HANNIBAL - GORZKIE ŻALE NAD ŻYWOTEM WIELKOLUDA I GIGANTA. HANNIBAL ante portas, czyli Hannibal bez portek? Oklepane, a jednak? A jak było z ta trucizną? Pozwolili mu wypić , czy uciekł im w ten sposób? Co jest ze światem, gdy przyczyniasz się Hannibalu do potegi wroga, a chcesz go unicestwić? Gdzie jesteś teraz Kartagino? Nie ma cię . Nie ma . Nie ma!!! Nogi miał jak kasztanka marszałka. Był rok 218 zanim się Chrystus urodził. Hannibal przemaszerował przez Alpy. Rzym opanował co prawda w 270 roku przed Chrystusem dolna i środkową Italię. W 500 roku przed Chrystusem Rzym ogłosił się republiką. Dwieście pięćdziesiąt lat wcześniej, bo w 753 r. Romulus buduje miasto. A tu inna potęga. Kartagina! I Hannibal. Był wielki. Słonie i ogony małpie. Trąby. Nienawiść do Rzymu. To wszystko przyczyniło się do potęgi Rzymu zamiast do jego upadku. Hannibal do końca życia walczył przeciwko Rzymowi. Nie zdejmując ich z nosa, przeczyścił okulary stringami nieznanej kobiety lub innego stworzenia, któremu chciał się obecnie dokładniej przyjrzeć. To niewiarygodne jak wiele może zdziałać dobry wzrok. A jednak historia zagubiła się w meandrach czasu, i , może by tak nie była TAK pomylona, gdyby ludzie nie zapomnieli JAK DZIAŁAJĄ meandry. Już Hannibal tego nie wiedział. W wieku 63 lat wypił truciznę. Cóż wiemy o zarzynanych koniach? Albie w drzwiach mieszkania, na klatce schodowej, brzytwą czaszkę przecięli aż kość wyszła. Drzwi chciała zatrzasnąć zboczeńcowi ale zdążył ciachnąć. Nie rozumiemy smrodu sandałów żołnierzy Hannibala. Zaręczam, że nie mają nic wspólnego z drzewem sandałowym używanym w naszych szafach. W bitwie pod Cannami w dwusetnym którymś roku (216) przed Chrystusem uderzenie Rzymian i liczebność była wielka. Armia rzymska liczyła 260 tys ludzi. Ile to jest 260 000 ludzi? To jest sto razy po tysiąc ludzi podwojonych i do tego jeszcze sześćdziesiąt razy po tysiąc ludzi. To jest ponad ćwierć miliona!!!!! Czwarta część miliona! I dziesięć tysięcy do tego jeszcze. To już samo dziesięć tysięcy to drobne miasteczko plotkuje pod niebiosa. A tu tylko tyle mężczyzn w sile walki??? Co oni jedli? Co pili ? gdzie i z kim sypiali? Ile zarabiali???? Zanim ich zabito, a myśleli że wygrają, bo ich tak wielu. Hannibal miał dużo mniejsze siły, które jednak umiejętnie rozstawił. A co to milion? Wiadomo przecież, że srylion jest mniejszy od kotyliona. Na froncie ustawił główne siły wojska i sam stanął w pierwszej linii. Tu musiał wytrzymać aż ukryte oddziały uderzą z boków a konnica zamknie od tyłu kocioł. Uderzenie Rzymian pójdzie jak przewidział , frontalnie , dlatego najważniejsze jest wytrzymać ten atak. Sam przyjmując centralną pozycję wśród pierwszej linii dał wyraz jak bardzo ta linia jest ważna. Wiedział, wojsko tyle jest warte ile spuchnięta pierwsza warga. Puchnięcie pierwszej wargi wyznaczają żołnierze kiedy rozstawiają się po polu linii szeroko i głęboko budując swymi ciałami pojedyncze pojedynki, chwilowe reduty i kierunki. Nie da się przecież walczyć ściśle ramię w ramię, bo nikt żadnego ruchu nie wykona. A więc nie wszyscy walczą na raz. Ergo, a więc liczebność nie jest tu rozstrzygająca. Dopiero po czasie daje znać, wypierając świeżymi żołnierzami udręczonych, rannych i znużonych walką. Ale co jeśli się wcześniej zamknie pułapkę? I Hannibal zamknie odpowiednio w czasie pułapkę. Strategia powiodła się , i gdy ostatnie oddziały Kartagińczyków zaczęły atakować rzymskie legiony od tyłu bitwa przerodziła się w rzeź Rzymian i zwycięstwo Kartagińczyków. 260 000 armia została ZABITA żołnierz po żołnierzu. Mniejsze siły Kartagińczyków pokonały większe siły Rzymu!!! Bitwa pod Cannami była bezprzykładnym majstersztykiem strategii i taktyki wojskowej. Do dziś uchodzi za przykład , nawet po tylu stuleciach i zmianie wielu technologii. Od tamtego dnia do dziś minęły już dwa tysiąclecia ! Ale wtedy już należało ruszyć na Rzym i dobić pokonanego wroga. Do tego celu potrzebne były większe wojska, które mogłyby oblegać i żyć z dala od ojczyzny. Hannibal jako zwycięski wódz zwrócił się do Kartaginy zorganizowanie nowej wyprawy, by pokonać znienawidzonych Rzymian. Jednak krótkowzroczna ojczyzna, Kartagina, nie dała mu oparcia. Zapłaci za to potem swym upadkiem! Już za 14 lat ! Raz w 202 roku, a na dobre w 146 roku przed narodzinami Chrystusa. Z pola bitwy pod Cannami uciekł Scypio i po powrocie do Rzymu zaczął przygotowywać nową armię. Rozumiał, że zaraz armia Hannibala nadciągnie na Rzym. Specjalny dekret senatu i podwojenie podatku na koszta wojenne sprawiło ,że armia rosła . Przyjmowano każdego, a nawet kryminalistów chcących odkupić swe winy przyjmowano do legionów po ogłoszeniu amnestii. Specjalne szkolenie a także doświadczenie Scypia sprawiło , że już niedługo armia rzymska odbijała w Hiszpanii miasto po mieście z rąk Kartagińczyków . Hannibal walczył przeciw Rzymowi od dziewiątego roku życia. Walczył przez całe swe życie , nawet gdy ojczyzna go nie wsparła. Gdy przestał być wodzem angażował się jako doradca w wojskach obcych mocarstw przeciw Rzymowi. Doceniano jego doświadczenie i wiedzę w walce z Rzymianami. Wypił truciznę w wieku 63 lat. Zamiast zniszczyć Rzym – przyczynił się do jego potęgi. yzHxu8fGDYw Se-Du88IspQ : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS051 Rekonstrukcja słynnego komandora Hannibala Barca, syna kartagińskiego Hamilkara Barca.
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: GLADIATORZY Cóż za uroczy balet , pełen kształtów i barw. W trzecim stuleciu przed Chrystusem w czasie ceremonii pochówku legionisty zabijano dwóch lub trzech niewolników by przelana krew dodała splendoru i godności ceremonii pogrzebowej. Z jakiegoś powodu, nagle, zabijanie niewolników z rodzinnej uroczystości przeistoczyło się w widowisko a niewolnicy stali się wysoko wyszkolonymi gladiatorami. W końcu nawet wolni ludzie dla zdobycia pieniędzy, kariery, uznania czy powodzenia jako idole sexu, stawali się gladiatorami. W Efezie, wtedy stolicy wschodniej Azji Mniejszej w Imperium Rzymskim, a należącym w XX wieku do Turcji, gladiatorzy, mimo, że należeli do warstwy wyrzutków, grupy poza prawem, byli sponsorowani przez możnych obywateli i każdy, kto chciał coś znaczyć w życiu politycznym sponsorował jednego lub kilku gladiatorów. Ludzie dla sportu zabijali siebie wzajem, bo nie masz lepszego widoku dla człowieka od widoku śmierci innego człowieka. Wyuzdanie proponuje to, czemu rozum nie potrafi sprostać chowając się ciasno pod czaszką. Wyuzdanie wyjmuje go z czerepu i rozsmarowuje po ścianie. Nazwa gladiator pochodzi od ich krótkich mieczy gladiusów. Gladius znaczy też penis, a gladiatorzy byli symbolami sexu, atrakcyjnymi mężczyznami dla kobiet na ucztach i bankietach poprzedzających ważne walki. Gladiator był pierwszym „modelem”, których wykształcono około ośmiu. Na początku królował Galdiator uzbrojony w miecz gladius. Dopiero potem wykształcono Sekutora w ogromnym pięciokilogramowym hełmem, i typ Traka, na wzór byłych wrogów Rzymian, z zakrzywionym trackim mieczem. Rypriarus rybak i Murmillo –człowiek ryba, Retriarius bez hełmu z trójzębem i siecią. Dobieranie przeciwników według metod atrakcyjności walki było oprócz zakładów bukmacherskich głównym kryterium doboru. Galdiator z małym mieczem i dużą tarczą przeciwko temu z małą tarczą i w specjalnym hełmie. Sekutor przeciwko Murmillo lub trójzębowi i sieci. Oczywiście walki były też umawiane na prywatnym terenie w/g osobnych reguł. Czwórząb był bronią gladiatorów jak wskazują poczwórne rany na kościach z grobów gladiatorów. Cztery okrągłe dziurki jak w guziku okrągłym o średnicy guzika 5cm. Przeżycie rany zadanej czwórzębem to wyczyn. Wcześniej czwórząb uważny był za przedmiot kultowy używany w procesjach i rytualnych obrzędach. Znajdowane na rzadkich płaskorzeźbach odwzorowania czwórzębów potwierdzają przypuszczenia. Gladiatorzy jedli wyłącznie jęczmień i fasolę, nazywano ich dlatego chrupaczami. Nabijali nie tylko wagę poprzez zwiększanie wagi mięśni ale i tkankę tłuszczową. Dodatkowe kilka centymetrów tłuszczu znaczyło śmierć lub życie. Koło południa na arenie odbywają się egzekucje skazańców. Krzyki konających rozdzierają gorące powietrze dnia. Ulubionym mitem wykorzystywanym w tych wymyślnych egzekucjach był mit o Prometeuszu, któremu orzeł wydziobuje wątrobę. Ptaki tresowane w tym celu dopadały i rozszarpywały skazańców na oczach podnieconego tłumu. Dopiero potem przychodziła kolej na spektakl gladiatorów. Najpierw prezentacja, czyli pokaz możliwości i sił z drewnianymi mieczami. Wszyscy gladiatorzy mający wystąpić wychodzili na arenę celem przedstawienia się i dając próbkę swych umiejętności. Spis śmierci na dzisiejszy dzień. Średnio umierał co ósmy gladiator. Walki prowadzone były aż do upadku cesarstwa. Stanowiły o życiu politycznym, wpływach i popularności możnych tamtych czasów. Wszystko co nieludzkie było wtedy ludzkie. Każda niegodziwość i wyuzdanie było usprawiedliwione i dozwolone. Podobnie jak dzisiaj w XXI wieku i gdyby dzisiaj pozwolić gladiatorom strzelać do siebie z uzzi lub ciąć laserowymi mieczami, to tłumy bogobojnych urzędników przychodziłyby popatrzeć na krwawe kawałki ciał czołgających się po piachu , a podstarzałe ciocie dostawałyby orgazmów nad zwęglonymi i podziurkowanymi jak sita mięśniami. Dentyści i chirurdzy plastyczni prześcigaliby się w metodach przywracania wyglądu idolom sexu i waleczności do następnego czwartku gdy znowu będą się zabijać, kroić, dziurawić i spalać. jak śmierć za śmiercią i za życiem , za ostatnią nocą, za wodą szeroką , za oknami matowymi bez łez , nie dochodzi do nich nawet cień smutku, nawet smród z ulicy. Zabijano pokonanych gladiatorów gladiusem wbijanym w dół przez gardło obok obojczyka w dół do serca i był to rytualny mord , jako zakończenie życia pokonanego gladiatora. Gest kciuka w dół jak dotychczas myślano nie wskazywał „w dół” lecz „w gardło”. lSn_Ccc_cq0 -I5BmQb-Pow : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS050
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: Zc.jd.dzaiaza IKONOGRAFIA OBRAZKA - Jak bym chciała: Świateł prawdziwych. A tu dzisiaj mam: Niebieskiego nieba witraże szklanym mydłem znaczone. Dla twych ramion kolorowe, W twoich oczach pamiętane, zachowane na wieki. Nie dostrzegam tego światła. I nie stało się nic wartego zapamiętania na wieki. Amen. - Marzyła Marija na głos siedząc po turecku. A ja powtórzyłem jej mój nie mój sen a w nim ogród kolorowy, nierzeczywisty. Malowany jakby farbami. - W przestrzeni ziemskiej zamknięty krąg. W nim ty cała w biedronkach. A na około pimpiluchy i szumią. Nad ziemskie przestrzenie , tuż nad kręgiem zamkniętym, jest kółko księżyca. To ma sprawiać wrażenie nastroju. Ale nie sprawia. Daleko mgły. Za mgłami horyzont. Za horyzontem płótno dobrze zagruntowane. A z przodu kremy i przejrzyste galaretki, landryna. Czarne landryny i cienie zielonkawe, żabie łapki, ucięte marchewki, upał – to żółta farba z liliową. Na deser podpis piękny, mieszkalny w rogu. Sator Arepo tenet opera rotas. Marija tuliła się do mnie pod kocem. Mieszanka naszych myśli pulsowała pod naszymi skroniami. - Wiesz, że jestem jeszcze dziewicą? - Spytała dziwnie. - Znowu? - Zacząłem się śmiać. Całowałem ją całą, aż zapomnieliśmy kim jesteśmy. Ma dużą indiańską dupę. Pomyślałem sobie z zadowoleniem, wiedząc, że ona to wie, co ja myślę. Uśmiechnęła się do mnie i moich pomyślanych słów, całując i przyciskając swoje ciało do mojego. Tak, to typowe dla niej, że znowu jest dziewicą. Teraz zaczęła się z tego na głos śmiać. Śmialiśmy się i nie mogliśmy przestać. Jej piękne indiańskie usta ugryzły mnie w ucho. - Zrób to. - Szeptała. - Ej, przecież to ja powinienem gryźć cię w ucho, aby odwrócić twoją uwagę! - To obojętne. - Szeptała dalej. - Zrób to wreszcie. Czerpała z tego chwilowego bólu wyraźną przyjemność. Poczułem jej ból i wspaniałe uczucie odprężenia potem, gdy już stała się kobietą. A ja czułem jej myśli i dotyk, i woń mężczyzny, i ciut strachu. Potem opanowała nas wielka czułość. Szarpnąłem się i odrzuciłem ją na bok na chwilę. Siedziałem na brzegu łóżka, a ona opleciona na boku za moimi plecami, dotykała mojego karku i uszu. - Ile ty masz lat i jak na prawdę długo już jesteś, Marija? Wiem wszystko o tobie a takiej prostej rzeczy nie wiem. - Mam szesnaście lat i jestem twoją szczeniarą. A jaki licznik inny cię zadowoli? Chcesz wiedzieć, czy mieszkam w znikającej hacjendzie? Przecież wiesz. Hombre! To ty jesteś Przejściem. Światy przemijają a ty jesteś dalej. Kocham cię, Hombre! Zrobiło mi się nie dobrze. Obrazy przesunęły się przed moimi myślami. Kolorowe i dzikie. Marija naga i ze złożonymi na piersiach rękami chodziła po dywanie , aż przystanęła przede mną. Na udach miała jeszcze krew. Czarne włosy spięła jakąś dziewczyńską gumką z plastikowymi serduszkami. Całkiem naga Indianka powiedziała do mnie. - Nie zabijaj. Wiesz, że to nadejdzie i że będziesz musiał wybrać. Wtedy nie zabijaj. Patrzyłem na jej brzuch i pępek. A ona wpijała we mnie swoje stare oczy. Były bardzo stare i bardzo mocne. Nie podniosłem wzroku na jej twarz, nie ośmieliłem się, tylko czułem jej moc. Patrzyłem ciągle na jej brzuch. Usiadła obok mnie. Otuliłem nas kocem i milczeliśmy czując, że jesteśmy małżonkami od zawsze, choć nie była to prawda. Widzieliśmy succuby przesuwające się wzdłuż ściany naszego pokoju twarzami bokiem do nas, jeśli w ogóle mieli twarze. Pocałowałem ją w policzek jakby była małą dziewczynką, a nie starą Indianką, która na dodatek, właśnie przestała być dziewicą. Succuby weszły do ściany. - Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! To mówią wargi Bero wyschłe tęsknotą do ciebie. Do.jd.dzaajaa W rozdygotanym krzaku osiki nerwica moja mieszka. Nerwowo palcami szuka czterolistnych koniczynek. I wróży: kocha, lubi, szanuje. Po gwieździstym niebie długie chuje odlatują kluczem do ciepłych krajów, a mój rozdziawia ostre ząbki i przytrzymuje znaczek pocztowy, aby list dotarł na czas, gdy palce zajęte wróżbą. Żyłki na skroniach nabierają błękitu, a oczy uspokojone latają po wszystkich snach. Nie potrzebujesz mieć nadziei. - Ja wiem. To, że tak właśnie jest. Przepowiednia mówiła prawdę.- Stwierdziłem zgaszony nieuchronnościami. - Zawsze mówi. To bardzo niewygodne. Nie myśleć. Wiedzieć. - Dłużej nie mogę znieść tego uczucia. Miłość? Czy to miłość jest w nas? - Hombre, po co mi to mówisz? - Chcę się dowiedzieć, dlaczego wiemy wszystko? - No, to już masz odpowiedzi gotowe. - Żachnęła się Marija. - Logika powala logikę! Cóż to za pytanie? Zaiste, szczyty wyżyn rozumu zadać takie debilne pytanie!!!! - Zakpiła swobodnie ze mnie. - To na prawdę nie nasze światy. - Daj spokój , Hombre, daj spokój. - Taaa... - Żyjmy i nie zabijajmy. - Uśmiechnęła się do mnie. - Niby fakt. - Zgodziłem się pokonany. Obudziliśmy się zmarznięci i z resztkami krwi. Nie chciało nam się wstawać i iść pod prysznic. Obserwowałem jej nagie ciało a ona moje. Myliły nam się doznania i nie wiedzieliśmy, które jest czyje. Czy to ona chciała dziecka, czy to ja chciałem widzieć jej pełny brzuch? Chcieliśmy tego oboje i najlepiej dużo razy, dużo dzieci. Wiedzieliśmy, że będą umierać a my widzieć ich śmierci. Jedna po drugiej. Ale i tak wydawało nam się pięknym coś takiego jak dziecko. Nowy człowiek z miłości. Szczeniara miała oczywiście koleżanki, które syciły ją nowoczesnymi poglądami i nowinkami na temat sexu, rozwodów i zdrad. Ale to nie miało zastosowania ani dla niej, ani dla mnie. Moje oczy były dla niej przepaścią, a jej indiańskie spojrzenie było czernią czerni i spełnieniem wszelkich miar. i5ydI6A_BgU pg6kxMOH4F4 : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS049
: Data Publikacji.: 08-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025