Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: PORYWAĆ SIĘ Z IGŁĄ NA JEŻA. - Szansa jak agrest albo opuncja przeciwko jeżowi. - Pomyślał Rico spuściwszy głowę. Nie miał już siły zadawać się z tą kłótliwą babą. Drut kolczasty to wąż zatruty jeżem, to dziecko miłości węża i jeża. Jego żona była wściekłą suką. Wydzielała z siebie agresje, zanim jeszcze wycedzić zdołała z dziurek swej twarzy, przypominającej siny ze złości, aluminiowy, twardy durszlak, lub miękką pulpo plateado, jakiekolwiek ziejące zgnilizną słowo. Do żywej pasji kultywowała zło, a agresja, którą wydzielała z siebie gotowa była strawić wątroby napotkanych przypadkiem Perseuszów w kilka sekund. Nie wiedział dlaczego dotyka go jej agresja, będącą raczej napadami chwilowych nienawiści i ambicjonalną chęcią dominacji, niż czymkolwiek innym. Może chciała odegrać się za to, że ją zranił. Dawno temu. A może to wszystko dlatego, że ignorował ją całą , jej wdzięki i gadaninę, przede wszystkim. Ignorował jej głupie zachowanie i docinki w kręgu znajomych. Jej chęć kontrolowania jego planu dnia i chęci ograniczania mu swobody do spraw dla niej niezbędnych i koniecznie użytecznych w ramach wspólnie prowadzonego domu. Już przegrała i wiedziała o tym. Nie kłóć się z kobietą. One zawsze mają rację. Mówi stare, niezbyt popularne przysłowie. Jestem ci winien niezbyt przyjemną śmierć. Mówi ten, który jest jej mężem. I wcale nie musi być starożytny. No to może umrzemy razem. Mówi suka a śliny wściekłości wiszą jej z ryja. Krwawe dziąsła parują a z warstwy szminki wydziela się opar gniewu i arogancji przypudrowanej wspomnieniami rozwiedzionych już przyjaciółek. Oblała go wrzącą kawą. Rozbryzgi były nie tylko na koszuli Rica ale i na futrynie drzwi i na schodach i na wiszących zdjęciach przedstawiające wakacyjną szczęśliwość lat wczesnych. Teraz Rico wiedział, że w popiele gdzieś leży jego małżeński pierścionek. Ale popiół nie ostygł jeszcze aby bezpiecznie go podnieść i iść swoją drogą. Babsko było wściekłe na niego i na cały świat. A zbliżająca się starość znaczyła już jej twarz zmarszczkami jakie na co dzień widujemy w maglu, patrząc na nie prasowane prześcieradła, ściśnięte pod naporem plot przesiadujących tam babsztyli. Rico już dawno nie miał jej nic do powiedzenia i sytuacja z miesiąca na miesiąc stawała się bardziej nieodwracalną. Synowie dorastali. Właściwie już mieli własne życia. Nudne z jego punktu widzenia, bo on, Rico, mógł powiedzieć wszystko o swoim, życiu, tylko nie to, że było nudne. Życie Rico było wspaniałe poza wyjątkiem żony Hetery, męczącej go wściekłej baby, zamieniającej zacisze domowe w stresującą zgniłą potrawkę chili. I do tego jej drewniane ucho nie pozwalało jej rozumieć muzyki! Żarła sałatki z pokrzyw, a mówią, że jesteś tym. co jesz. Rico nie był w nastroju do żartów. Miał ważne spotkania a ujadającą żonę najchętniej spuściłby z balkonu wprost do basenu, bo akurat nie było w nim wody. Rico jako burmistrz musiał posiadać twarz i koneksje. Dnie i wieczory przesiadywał u El Micha wpadając w zadumę, paląc duże cygara i polerując swoje złote sygnety o krawat lub połę marynarki. Rico uwielbiał tajemnice. I miał ich sporo. Był jedynym człowiekiem, który rozumiał sens słowa tajemnica spowiedzi. Wiedział, że spowiedź wymyślił jakiś król francuski aby podsłuchiwać swoich poddanych a księżuli używał jako szpiegów dla swych celów. Rico mógł dużo wypić i spamiętać każdą spowiedź jak żywe mp3. Oczywiście ujadająca żona miała rację, bo Rico miał wiele kobiet. One wiedziały jakimś zmysłem, jakim kochankiem jest Rico i uwielbiały go. Wiele pobiegło by do niego na pierwszy dany od niego znak. Ale Rico miał dość ujadania jednej żony i bał się każdej następnej, tak, jakby wiedział, że ujadaczka to następny etap ewolucji kobiety w drodze do stania się rozwódką albo czymś innym, nieokreślonym, żałosnym i pełnym niespełnienia. Rico był bardzo uważającym kochankiem. Czuły i wrażliwy na piękno, traktował kobiety jak królowe. Może dlatego ożenił się z półidiotką a pół coś gorszego. Uspokajał się. Dochodził do siebie powoli po każdej awanturze doprowadzany za każdym razem na szczyt palmy wściekłości, rozżalenia i wstydu. Żuł własne zęby i toczył piany, gdy wrzeszczała bezsensy na niego. Do niego? Była narcystycznie ukonstytuowaną osóbką o ego chorym na słoniowaciznę, przekształcająca każdą krytykę czy nawet brak aprobaty w agresję i okrucieństwo. Przyjmując postawę obronną przechodziła od razu do wściekłego ataku. Tak naprawdę nie wiedział dlaczego. Wcześniej wierzył i brał sobie do serca jej argumentację, ale stwierdził, po wielokrotnym sprawdzeniu, że nie ma w tym wszystkich krzty rozsądku! Była przecież piękną, rasową kobietą i sam już nie wiedział, czy odnosi się to do jej kształtów, czy tez obejmuje jej myśli... Echhhh...wspominał dawne, zastygłe na fotografiach czasy. Kiedy przynieśli głowy dwóch najstarszych synów załamał się. Nie powiedział w domu ani słowa ich matce. Siedział nieruchomo wpuszczając uszami kaskady obelg i wypuszczając ustami kółka dymu. Doprowadzało to ją do jeszcze większej wściekłości a on sycił swój bezruch tym małym zwycięstwem. Rzucała się po całym domu wrzeszcząc przy okazji na służbę. Rico nie płakał. Nie umiał płakać normalnie. Synowie... może i nie byli jego, ale przecież wychował ich i kochał na swój sposób. Teraz martwe ich korpusy gniły gdzieś bezimiennie i nie pomogło całowanie nóżki Jezuska w młodości. Głowy jego synów leżały w lodówce u Tiago. Co zrobili i komu weszli w drogę? Musieli być idiotami albo zrobili to specjalnie przeciwko niemu. Tak czy siak, Rico zaczął zdawać sobie sprawę, że ktokolwiek to zrobił, myśli teraz, że to on, Rico, stoi za synami i ich wygłupem a raczej podłą zdradą.... Taaak, to była zdrada!. Ale on, Rico, nie miał zielonego pojęcia, co się tak naprawdę, do kurwy nędzy, wydarzyło! Rica myśli przebijały się nieskładnie poprzez ujadanie żony. Zdał sobie sprawę, że wpadł w gówno. Najśmieszniejsze było to, że nie było kogo przepraszać. A już najdurniejszy był fakt, że cała ta sprawa była wymierzona przeciw niemu. No, tak....., i przeciw Tiago, i Hombre. Gdyby nawet chciał wejść w rolę synów i pociągnąć to sam dalej, to jak? Przeciwko sobie samemu? Co miał sobie powiedzieć? Że miał buty starsze od nich wszystkich? Że uczucie porzucenia jest mocniejsze, bardziej intensywne i bardziej trwałe, niż pamięć kolejnego urodzinowego tortu? Tu Rico wyobraził sobie jak dmucha z całej siły i wciąż ma problemy z chwiejnymi płomykami na kolorowych świeczuszkach wbitych w śmietanę... Nie żyją obaj! Kurwa ! Święta Panienko z Guadalupy! JYGChcN5AC8 RteantF38FE sNavQfe5dLI xckvyAO7i2M : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS048
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: o.jd.daziaz INSTYTUCJE Po czym poznać, że organizacja chyli się ku upadkowi? To proste. Po wspaniałych budowlach. Wspaniałe są drzwi a na ścianach dzieła sztuki. Stopa tonie po kostkę w głębokim dywanie a szerokie schody dają posmak wielkości i kunsztu doskonałości, i potęgi. Po tym poznajemy upadek. Po doskonale dokończonych i funkcjonalnie skończonych wejściach, przejściach, uzasadnionych dystansach i punktach sprawdzania. Jeśli w strukturze wszystko jest zaprojektowane, przemyślane i dokończone, to taka struktura nie rozwija się dalej. Osiągnęła apogeum dla swej funkcji a nic już następnego nie tworzy. Wtedy przez jakiś czas, rozpędem bezwładności, działa jeszcze, po czym następuje spadek. Cała organizacja, struktura lub firma, a także cząsteczka i całe państwo jako instytucja a nie idea, znajduje się w stanie upadku. Nie da się namalować dzieła sztuki, gdy się przygotuje wokół wszystkie rodzaje nowiutkich pędzelków i najlepsze, wszelkiego rodzaju, nowiutkie komplety farb. Jeśli to leży obok malarza, to umarł w butach. Nic już nie stworzy. Najlepsze decyzje podejmuje się w prowizorycznej latrynie, lub w baraku gdzie chwilowo przeniesiono parlament. Nie może być w walce nic skończonego i doskonałego. Dlatego nazywa się walką, aby czegoś dokonać. Ale jak długo trwa, nie osiąga doskonałości. Kiedy osiągnie cel, przestaje walczyć. To samo dotyczy doskonałego państwa, jak i doskonałej molekuły. Każdej instytucji. Z tego wniosek sam się nasuwa, że doskonały człowiek musi być martwy. A jeśli nie, to przynajmniej zmartwiony śmiercią. Nie potrzeba doskonałego budynku, stołu, napoju. One jak cienie u Platona pokazują tylko migotliwy zamysł prawdy na ścianie, a my zwróceni ku takiej rzeczywistości nie umiemy się odwrócić do tyłu , by poznać prawdziwe rzeczy. Ale do walki nie potrzebne są prawdziwe rzeczy, tylko ich archetypy. Są to doskonałe przeciętności. Mają tylko idealne imię ale reszta jest super przeciętna. To jest najbardziej potrzebne w walce. Zanim śmierć obejmie ideał. Każdy głupek ma swój słupek, oraz maskę przeciwgazową i różowy miękki wacik. To nie przemija. Nekrosmok wydaje się za jeden awans i dziesięć gróźb. Dlatego losujesz potwora a on niesie dodatkowe dwa życia w plecaku. I elixir smoczych oparów. -Pacjent i chirurg nie powinni być tą samą osobą. Powiedział Tarik do Isztar, gdy ta wreszcie próbowała coś zrobić ze swoimi włosami. - Toteż Ludzie nie powinni zmieniać samych siebie...od tego są inni. - Stwierdziła mimochodem. – Poza tym sztuka podejmowania decyzji, to przede wszystkim wiedzieć, jakie się ma wybory. A ludzie nigdy nie widzą wszystkiego. Jakże więc mogą zapamiętać lub zapomnieć to, czego nie widzieli, nie wspominając już o podejmowaniu wyborów, czy rozsądzaniu między nimi? To śmieszne. - No tak....to.. jak mamy być lepszymi? – Jęknął Tarik zaciskając kleszczykami rurki mosiężne na swych warkoczykach na zausznicach. – Przecież musimy coś próbować? - Oskarżony, który podejmuje się bronić sam siebie, musi wiedzieć, że jego adwokat ma głupiego klienta. A ty jesteś Człowiekiem. Waszą jedyną sprawą jest nie cofać się ku zezwierzęceniu, bo wtedy was wytępię. Tylko jedno waszym zadaniem: zachować pamięć mojej miłości. Włosy dotykały wciąż piachu nie dając się rozczesać. Isztar pomalowała je szarym błotem. - I Filistyni przestaną istnieć... – Mówiła a generał nie widział jej twarzy a tylko szare błoto. Zbladł. Boska Isztar rozwinęła pięć skrzydeł i udając skrzydlatą, włochatą larwę odfrunęła na drugi koniec placu by osuszyć szare błoto. M5HhNZBEn1U 9bZ62hcjtUM : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS047
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: ŻYCIE Apage satanas powiedz albo lepiej. Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! A matka tu, a dzieciątko z głodu umiera. Drapieżnikiem jest moje dziecię i umiera. Ach, moje maleństwo, którz zbada cię szczypcami po śmierci, i którz oderwie twoje sztuczne rzęsy. Kto wysuszy sterylnym tamponem twoje prawdziwe łzy. Słowa niezrozumiale wyartykułowane zza maski gazowej doktora mówią coś o wiecznym śnie biologicznej tkanki. A serce gdzie? Odpowiem tak. Przecież to serce twoje wydrę. Czy ojcem twoim Bóg grecki a może Tajski, tutaj francuskim pasztetem ochrzczony przez łeb. Z głodu dzisiaj umierasz, ach, maleństwo moje. Głos słabnie i sens tężeje. Już wąż się podkradł garbaty chcąc uwieńczyć dzieło mego grzechu, uśmiechając się nieśmiało wśród ostrych traw. Przechodzi metamorfozę stając się od nowa wężem. Płochym i cichym zwierzem usuwającym się w cień. Maleństwo moje, gdybyś miało tyle sił aby go złapać. Gdybyś umiało wbić się w niego zębami przyciskając ze wszystkich sił do twej twarzy. Piłobyś jego soki, jadłobyś jego mięso, zgruchotałobyś kręgosłup. O szczęście niepojęte, zrodzone zbrodnią przedłużania życia. Dzieciątko z głodu umiera. Wzrok mętnieje. Już koniec. Wąż odchodzi do cienia. Na ścieżce jego meandrowy ślad. A matka tu. Ojciec bóg nie patrzy wcale. Isztar przysłoniła twarz włosami by tego nie widzieć. Isztar ponownie przysłoniła twarz. Dotknęła mojego ramienia bym nie spadł w przepaść ze stoku. Auto wspina się serpentyną omiatając reflektorem ścianę góry. Z zamyślenia wyrywa mnie biel śniegu, który zaczął padać niespodziewanie i nachalnie w szybę auta. Jedziemy górską wijącą się drogą. Nie ma końca. Jest wysoko w chmurach. Śnieg pada robiąc czarną noc białą. Tierra elana. Jedziemy w prysznic śniegowy, wycieraczki skrobią łuki na szybie. Marija wpatruje się w ten śnieg. Mruży oczy . Jest piękna. Włosy gładko zaczesane. Już noc. Ona zakochana. Zadzwonię później. Sevicze zjedliśmy kilka godzin wcześniej. Silandro cholunder, cebulka, sok z limonki, sól. Dorada musi być w soku z limony aż zmieni kolor. Tylko Marija umie takie robić. Tylko Marija. Ryba śmierdziała a ja uwielbiałem ten zapach. 0FTUtpi5lME _BtIIcHcsWg Przypomniałem sobie, że kiedyś byli obrazoburcy. Wschodni Kościół do dzisiaj aprobuje tylko ikony. Islam tylko arabeski abstrakcyjne bez figuralnych przedstawień personifikacji bóstw i sił natury. Tylko pismo wywindowane siłą rzeczy do piktogramu idealnego wzoru jest graficznym przesłaniem abstrakcji. Kościołowi katolickiemu zagrażali w Europie protestanci. Najlepiej spalić wszystkie obrazy, boć niegodne aby przedstawiać istoty boskie. A co z tymi biednymi, którzy nie umieją czytać? Czyż nie są godni aby dowiedzieć się z malowideł prawd boskich? W odpowiedzi katolicyzm zaczął bogato malować kościoły. Michelangelo Merisi da Caravaggio luminista był Lombardem. Ginekolog leczy oko, a powinien....okulista! Zwierasz ząbki? Iskrzysz z wściekłości? Bo on iskrzył całe życie w latach 1573 do 1610. Dżuma zabrała mu rodziców. Terminował w Mediolanie, do Rzymu pojechał 1596 roku. Stworzył malarstwo realistyczne, awangardowe i o rewolucyjnym wyzywającym , szokującym spojrzeniu na świat. manierę tenebrossa. Ale najpierw pokonał lukry i glazury akademickiego kopiarstwa i manieryzmu realistycznego. Wiedział jak robi się karierę w Rzymie. A kogóż dziś to obchodzi? Kiedy to jest, ten 1596? Czy wtedy podrożały cukier i lustra? Czy pierniki toruńskie dotarły do Watykanu? A może auta założyły katalizator i tłumiki? Ilu spalono na stosie? Ile panien w wieku dziewięciu lat wydano za niechcianych mężów, staruchów posażnych, których należało szanować i truć po cichutku? Pokornie kopiował starych mistrzów, aż zaczęli do niego wołać: Ty osrany dupolizie! Tak powstawały wizje raju i najsubtelniejsze, wysmakowane w formie kształty, owiane drgającym światłem i blaskiem wewnętrznych barw. Zmienił nagle cały ten świat i zastany porządek rysunku i barwy. Ciemność i Chaos były jego piastunkami. Świecące kolory wyłaniały się z tła oświetlonego świecą, błyskiem, brzaskiem, łuną. Caravaggio niczego nie rysował. Obserwacja i od razu malarstwo. Brał ludzi z targu, z ulicy. Malował. To było jak szorstka przyjaźń sierżanta. Chłopiec z koszem owoców, niezgrabny i nieporadny w swych ruchach. Następnie swój autoportret jako Bachus, symbol piękna i młodości. Nic bardziej mylnego! Winogrona zdechłe i zgniłe. Dłoń otłuszczona z obwódką brudu. Twarz chora o zielonkawych ustach. I nie wyspanych oczach. Kardynał poznał się na tym cudzie. Del Monte. Michelangelo maluje szulerów o różanych ustach i jędrnych policzkach. Kardynał kupuje obraz za bezcen i wprowadza Caravaggia do swego domu. Caravaggio lubił muzykę. Czy grał na kornecie? Śpiewak już wypłakuje oczy, a przecież dopiero stroi lutnię. Może nie umiał nastroić? Instrument do pieśni o miłości. Obok siedzi Amor ukazując garba pleców. Caravaggio maluje bliskość. Brak dystansu między duszami w obrazie a duszami oglądających. Jest mistrzem. Generał Tarik zza grobu całuje kraj jego szaty, by nie rzec, koniuszek pędzla...głupie skojarzenia. Obraz Męczeństwo Mateusza prosił się o zastępy anielskie na niebiesiech. Kościół prosił się sam o plugastwo. Jezus wskazuje na Mateusza palcem w małej spelunce. Zmienia grzesznika w ucznia Chrystusa. Mateusz był łotrzykiem i został wybrany. Czy dziś nazwalibyśmy go terrorystą czy partyzantem? Nie miał wyboru i na niego padło. Cóż, to palec boży. Chrystus umieszczony w cieniu. Widzimy palec w jasności. Drżenie . Migotliwe światło. Wirujące światy. Oświetlona postać grzesznika szykuje się do ciosu. Tchórz ucieka przed śmiercią. Pokazuje drugie oblicze. Porywcze, brutalne, nieobliczalne. Wyrzeka się własnego brata, i myśli, że wszystko ujdzie mu płazem. Uczy swego psa, Kruka, chodzenia na tylnych łapach. Usmażymy ci jaja w oliwie. To pogróżka zapisana w aktach sądowych. Palec niewiernego Tomasza głęboko wprowadzony w otwarta ranę Jezusa. Uwierzyli wszyscy. Jezus chwycił go za nadgarstek i przyciągnął dłoń Tomasza do siebie. To najważniejsza prawda o ludziach. Jak zranić boskość aby przekonać człowieka? Jak ugryźć ranę, by doświadczyć prawdy? Szokujące twarze , stwardniałe stopy, brudne paznokcie. Jego malarstwo coraz częściej określano mianem, nieprzyzwoite. Caravaggio wychodzi z aresztu po miesiącach. Bez wyroku. Trenuje walki na sztylety. Michelangelo da Caravaggio. Do strażnika, który sprawdzał czy ma pisemne pozwolenie na miecz i sztylet powiedział aby wsadził sobie w dupę swoje dobranoc. I został ponownie aresztowany. Brutalnie kazał wąchać słudze karczochy chcąc wymusić, czy są na maśle, czy na oliwie. Awanturował się nie tylko w tawernach. Pędzle, wilgoć farb, nie malował bezcielesności, lecz ciało. Zielona skóra prostytutki topielicy wykradzionej z prosektorium. Caravaggio maluje ją jako świętą dla Karmelitanek w najuboższej dzielnicy Rzymu , jako pietę. Tej, co niby zasnęła, zanim dostąpiła wniebowstąpienia. Co ten suchar tak cieniutki a na wierzchu ciut wątróbki? Do klasztoru staczam się. Do klasztoru żydowska dziewczyna? olqg8Hl_dlA Gfe6VXdxe3o Lana była jedną z tych pięknotek rzymskich. Jędrna lalka, jak ją określano. Pozowała Michelangelo niestrudzenie. Zainteresował się nią inny mężczyzna, który zaoferował się sprowadzić ją na drogę cnoty. Pasqualloni. Był nawiedzony duchem porządku i nie cierpiał świeżych truskawek. Wytłumaczył matce Lany, co jej córka robi w pracowni artysty i matka wzburzona niczym potok górski z Dolomitów, wpadła do pracowni wrzeszcząc i wyrywając korzonki. Caravaggio został oczerniony. Oczernienie miało swoje konsekwencje. Wyzwał Pasqualloniego na pojedynek, którego tamten tchórzliwie nie chciał przyjąć. Więc w knajpie pojedynek odbył się jedynie na wrzaski. W nocy z tyłu, w ciemnościach ktoś zaszedł Pasqualloniego i próbował go zabić. Wszyscy domyślali się kto to. Artysta znalazł się o krok od zbrodni. O krok od zbrodni. Stój, ja będę frunąć. Snów nie odbieraj mi. Rzekł anioł do Michelangela. Karczemna awantura jednej z tych upalnych nocy, gdy nie da się spać. Biegły w fechtunku osiłek Tomassoni nawinął się tej nocy zaczepiając czy prowokując. I los spotkał pyszałka przy Via Atella Scropa z pomocą miecza Caravaggio. Wiele kobiet pracowało dla Tomassoniego. Los dopełnia się. Tomassoniego zabrano do domu, gdzie wykrwawił się na śmierć. Caravaggio rzuca się do ucieczki. Za głowę malarza zostaje wyznaczona nagroda. Generał Tarik wiedział, że jest częścią planu Bożego i nie uciekał. Jako Filistyn był tak przebiegły, że nie musiał biegać. A głowa Caravaggia? Powiedziane zostało dosłownie: Przynieś ją w koszyku a dostaniesz nagrodę. Proste i skuteczne? Siatka protektorów i papież ratują mu tyłek, by nie poszedł na dno. Otrzeźwiło go to. Znów maluje w skromności i ciszy, chroni go to. Caravaggio jest gwiazdą. Nie sięga go jurysdykcja papieska . Neapolitańczycy są zachwyceni. Caravaggio nie wdaje się w bójki. Niesłychane! Dlaczego więc wyjeżdża na Maltę? Co daje mu ta wyspa? Joannici oferują w 1608 szatę z krzyżem i jeden z największych malarzy wszech czasów dzięki protektorom pociągającym za odpowiednie sznurki zmazuje swoją winę mordercy zostając kawalerem maltańskim. Zaczyna malować obraz Ścięcie Jana Chrzciciela dla Joannitów, rycerzy maltańskich. Czarny wielki prostokąt wielkości ekranu kinowego. Ponure szlachtowanie Jana na więziennym dziedzińcu. Krąg oprawców daje mrok bezgranicznego okrucieństwa i przerażających myśli. Idealna liliowa ręka podaje złotą tacę aby spadła nań głowa odrąbana brutalnie. Śnijcie, w obliczu tej ponurej ciemności musimy wyciągać szyje aby coś zobaczyć, scena mrozi krew w żyłach. Okrucieństwo usankcjonowanej zbrodni. Sygnował ten obraz podpisując to krwią Jana Chrzciciela. Płatny zabójca zada cios nożem,. Poważny żołnierz .będący prawdą oficjalną przygląda się usankcjonowanej zbrodni. Caravaggio nie potrafi, jak ten cyklofrenik, zapanować nad sobą. Wdaje się w nowe awantury i zostaje osadzony w twierdzy. Kadzidła dyndają na długich łańcuchach zadymiając znamiona przemocy i pamięć krwi. Niebywałe!. Więzień uciekł z podziemnej celi zamku i wskoczył do łodzi, która zawiozła go na Sycylię. Potem spotkali go wrogowie, przypadeczkiem, w neapolitanskiej knajpie, pocięli go i zmasakrowali mu twarz. Porzucili myśląc, że nie żyje. Autoportret jaki namalował, to Goliat, odcięta głowa. Obok smutny Dawid. Cóż to za zwycięstwo Dawidzie? Homilitas sub... Wizja człowieka bez cnoty, upadłego. Prawda o nas? W 1610 zwija swoje płótna, które zamierza podarować Borgese i wraca z Neapolu do domu. Pipilipipo! Zwinął swoje płótno z Goliatem i Dawidem. W małym porcie Paolo zostaje zaaresztowany przez kapitana straży portowej, który snadź nie wiedział o jego ułaskawieniu. Obrazy odpłynęły zanim Carravagio zdołał się wykupić. Goni płótna. Podąża przez obszary bagienne na skróty. Biegnie w końcu po plaży. Wyczerpany upada. Trawiony gorączką umiera nędznie, jak żył. Wspaniale, jak żył. Syn Tarika wychodzi z morza i mówi: Ojcze zanurzyłem się w morzu i posłusznie wracam do ciebie. Gdzie cierpienie, które trzeba znieść? Tak łatwo przychodzą płody i owoce niezasłużone. Ach, ach, co za wstyd. Nic nie powinno przychodzić tak łatwo, nawet talent! Ach, ach, co ja teraz pocznę?! W XXX wieku po narodzinach Chrystusa ciężko wyobrazić sobie szlachtowanie świni, gdy jada się tylko tabletki. Wtedy też wnętrzności śledzia przemawiają do nas okrucieństwem. Noc i śnieżyca zrobiły swoje. Zasnąłem za kierownicą i auto gwałtownym skrętem wyskoczyło z drogi uderzając z wielkim hukiem w granitową ścianę góry. Przekrzywione z pogniecionymi blachami było faktycznie małym trupkiem wobec gór i ich potężnej natury. Mariji i mnie nic się nie stało. A jednak sami w tym miejscu zamarzlibyśmy do rana. Wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna. Po dobrej godzinie udało mi się uruchomić silnik i wymienić koło. Oderwałem blachy błotnika a przednia maskę zawiązaliśmy pończochami byle tylko utrzymać ją na swym miejscu. Bez świateł pomału dowlekliśmy się do najbliższej wioski, nad ranem. n-gv3uwzLFU G_YqE4PtVYQ > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS046
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: PIES GONIĄCY PRZED WŁASNYM OGONEM. Pies kręci się za własnym ogonem. Strzałki zamykając swe działania nie osiągają nic ponad psa za własnym ogonem. Przed własnym ogonem. Czy pies goni przed własnym ogonem? Idziemy na walki psów. Tiago i Rico obstawiają ostro. - Co ty chcesz, Marija, obstawiać? - Uśmiechnąłem się pod nosem do ich pytania, bo i tak wiedzieliśmy, który pies wygra. A raczej, który przetrwa dłużej. - Niech zadecyduje los! - Zawołała śmiesznie Marija, popatrując na mnie. Oboje wiedzieliśmy, że to nie jest zabawa dla nas. Wzięła mnie pod rękę zaczepiwszy swym kapeluszem o moje ucho i zrzucając mój kapelusz na podłogę loży. - Nie modlić się za duszyczki, bo czyściec już przepełniony. - Wołał Tiago. - Potrzebuje papryczki pod ogon! - Narzekał Rico na jakiegoś łajzowatego psa, imieniem Ślepy Gonzo, który powoli zagryzał innego, zamienionego już obecnie w strzęp skowytu. - Bourbon i dwie kostki lodu. - Kelner napełnił szklaneczki. - Masz ładną fryzurę i kostium. - Powiedział Rico do Mariji. - Miałam jeszcze jeden ale wyrzuciłam, bo się zniszczył. - I śmierdział.- Zerknąłem na nią z ukosa ale Tiago już mi dogryzał. - Myślisz , że dokonasz tego przechodząc obok? Hombre, łap okazję póki jest! - Ale jeśli spotykają się a potem rozstają, to już jest za późno. - Dodał Rico. Zmienił się od tej afery z walizką. Miał poplątanie uczuć. Ale na szczęście nie płakał. - Takie spotkania zdarzają się tylko kilka razy w życiu. - Stwierdził jowialnie Tiago. - Lub raz. - Dodałem głupio. Na biegu lornetowaliśmy stawkę pędzącą po łuku. Potem Tiago i Rico podarli kupony. Wypiliśmy do dna i pogryźli resztki kawałków lodu. Zawsze tak robiliśmy, gdy psy przegrywały. W końcu Marija siedząca pod parasolką mimo zacienionej loży, pochyliła się do mnie. - Przy bagażniku dotykałeś mojego uda. Bardzo delikatnie. - Szepnęła zachęcająco. - Gdybyśmy się spotkali i spędzili trochę czasu razem. - Czy ostrzegłeś ją przed psem?! - Zawołał Tiago patrząc na nas przez odwróconą lornetkę. Skierował lornetkę na pasek u moich spodni. Zaśmiał się. Obserwował teraz dalekie trybuny pełne ludzi i loże ocienione szelestem pieniędzy i dziwnych interesów napędzających ten stadion życiem swoistego ducha, znanego tylko tym, co potknęli się już przynajmniej raz w swym życiu o okazję, jakiej nie należy przepuścić. - Chodźmy stąd. - Szepnęła. - Świetnie wyglądasz z rozpuszczonymi włosami. - Teraz ja szeptałem do niej. - Przyjrzyj się sobie. - Szepnęła znowu i wiedziałem, że ma na myśli to, że wypiłem za dużo. - Nie wściekaj się. - Nie szukałam podniety w łóżku z bandytą. - A ja się mam chwalić, że przeleciałem panią "Niby szeryf"? - Jaką panią?- Spytała. - Mam szesnaście lat. - Chyba nie jesteś głupia by iść dla fantazji do łóżka z kasiarzem. - Chcę wiedzieć, co się stanie, Hombre. - Myślisz poważnie o mnie ? - Odpędzam taką myśl. Zmarszczone brwi dodały jej uroku a pionowa zmarszczka to sympatia. Uwielbiałem ją. Weszliśmy do pokoiku za lożą. - Wiesz, co teraz się stanie. - Wiesz to.- Wyprężyła się na łóżku. - Myślisz poważnie ! - O mnie. 7cUz1NJWHMQ jB2AUEHWNc8 : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS045
: Data Publikacji.: 08-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025