Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: CÓRCIA Tego samego popołudnia w innej dzielnicy miasta Rico z żoną, która, zdawać by się mogło, doszła już do siebie, i z najmłodszą córką wybrali się na basen i do lodziarni zarazem. Rico zniknął z kimś o urzędniczej, przylizanej fryzurze tresowanego pudla i nie było go już pół godziny. Jego żona zajęta bez reszty córeczką zapomniała o nim całkiem. -Zabierz sobie sama herbatkę. Wzięłaś córciu dodatkowy cukier, a senior daje do herbaty dwie torebeczki. A ty słodzisz dwie łyżeczki, a jedna torebeczka to jedna łyżeczka. - Mamo, za gorąca jeszcze! - Tak, tak, tak. W basenie siedzi. Pooglądaj sobie przez szybę. Chcesz jeszcze precelka? Ty też byłaś w jakuzzi. Nie miałaś już siły bo byłaś zmęczona. - Ja miałam kucyki na basenie a zdjęłam gumki. - Tak, tak, cały czas miałaś kucyki na basenie. Pomieszaj cukier. Chcesz precelka? Faktycznie było bardzo ładnie. Chyba wyjdzie ten obrazek prawdziwie. Nudzi się i nie musi się zdenerwować. Pyszną herbatę zrobiłaś – powiem ci – spróbowałam troszkę i faktycznie jest jeszcze trochę gorąca. Popatrz córciu przez szybę jak pływają. Tylko czepki im drgają na fali. - Mamo a ty brałaś? - Nie mów takich rzeczy ! Sama sobie będziesz brała! Zjedz, po południu zrobimy roladę z kolcem. Boję się, że znowu cię będzie gardło bolało. Mają balonik różowy. Senior powiedział, że sobie możesz wziąć. Powiedz mu, że chcesz siodełko. On już pozwolił. Tam są czyjeś ubrania. Siądź tutaj. - Co tak głośno szumi? - Może to te fontanny. - Jakby było tak głośno, to bym chyba zawału dostała. Jak przyjdzie tata, to się z tobą rozliczy. Uwielbiam cię. Ten paluszek ci zdrętwiał. Rozmasuję ci. Ty masz takie jakieś zdrowe paluszki a ja mam jednego chorego. Wiesz co pasuje do herbaty? Coś owocowego. Można pić nawet z cynamonem. Ale nie pasuje nic czekoladowego. Wyprodukujesz taki smak i pijesz. Córciu. - Mamo nie dobrze mi. - Myślisz? - Mhm... - Chcesz ciasteczko jakieś? Może melbę? Albo jabłecznik? Albo klarintę? Przejdź do tego poprzedniego baru i wybierz coś córciu. - Dlaczego gadasz przez komórkę mamo? Chcę eklerę, mamo. - Mamy problem. - Rzuciła momentalnie do słuchawki. Cała była rozdygotana a jednak słowa wypluwane jedno po drugim układały się same w zemstę. –Tiago, a właściwie jego kobietę i ich dziecko.... macie złapać. Da Esvas ukrył córkę z wnukiem. Bardzo melodramatycznie. A to heca! Cały palec mi spuchł. Mam tu ich adres, ale nie, zaraz. Nie tutaj....A... ja myślę, myślę, że albo została w torebce albo na karcie została. Słuchawka po chwili zadała kilka pytań ale ona wciąż mówiła dalej. - A taaa. Weź też murzyna i niech złapią w końcu tego Hombre. Zawsze istnieje ryzyko. Co znajdą przy nim, to ich. Chcę widzieć trupa jego i jego Mariji. Musi być jakaś sprawiedliwość! - A ja nie dzwonię, bo miałaś być, seniora, u nas. – Powiedziała słuchawka. - A oni też są tacy, no, i nie będę już dłużej tego tolerować. To w końcu ja jestem tu pokrzywdzona i... na co mi rozpacz, jak... jeśli mordercy chodzą wolni! Wiecie co chcę?! No, to właśnie tak już dla równowagi. Reszta nie istotna. Mam takie wrażenie. Wstrętne to i zabawne zarazem. Jak mawiał Molier: największym pragnieniem kobiety jest wzbudzanie miłości. No a u mnie wszystko przebudowują. Jest na naprawę w trakcie remontu. Viceburmistrz się za głowę złapał. Nie mów już nic. Przecież śmiałam się identycznie. No, na prawdę! – Potrząsała kilkakrotnie telefonem chcąc złapać lepszy zasięg. Zacisnęła spięte usta i słuchała chwilę słuchawki. - Nie mówiła ci? No , hi,hi – w mieście i kończy urodziny na haju. - Tak wiesz, dla siebie. – Powiedziała luźniej już jak gdyby nic się ważnego nie stało. Podparła się pod boki. - Jak zobaczył zdjęcie to się zaczął głośno śmiać! - Co? - Jak zobaczył Rica zdjęcie, to się zaczął głośno śmiać, aż położył się na samochodzie i tak się zaczął głośno śmiać. - Dobrze. To kończę, bo mi nabija jednostki na telefon. A pomachał nam. Już jedźcie, jedźcie i tak się zaczął mocno śmiać. - No , to pora , ppa, pa, kończę już , no to cześć. tWP_z9LvKhs fbEwIIKsKiM : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS060
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: HOMBRE I KASZTANKA MARSZAŁKA A nogi ma jak kasztanka marszałka. Mocną w nich pęcinę. Marija zamieniła obcisłe spodnie na dziwną kraciastą sukienkę, z której wystawały jej dziewczyńskie kolana. Znowu ubrała kiczowate plastikowe szpilki złocone farbką i tworzywem sztucznym, modne w tym roku. Hombre nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że go ciągle kontroluje, i że wtrąca się w sprawy , jakby to wyrazić, „poza dziewczyńskie”. Sam czuł potrzebę przebywania tylko z nią, ale musiał przecież załatwiać swoje sprawy i palic cygarko w męskim gronie, lub spotykać się z ludźmi, których nie cierpiał prywatnie, a jednak należał do ich świata jak i oni należeli do jego. Marija wygrzebywała skądś niemodne myśli, które głupio brzmiały w jej dziewczęcych ustach. Nie mógł się przyzwyczaić ani do jej spojrzenia, ani do tego starego świdrującego wzroku, który przenikał jego myśli, zabierając kłamstwa na szalę wagi, gdzie na drugiej leżał odcięty język. Dziś mówiła mu o złotych piaskach i robakach pochłaniających resztki pierza. Niekończący się potok słów zalewał ich pościel. Skóra na udzie pokryła się gęsią skórką a stukot otwartego okna przypominał o nadchodzącej już jesieni. To przemijanie nie ma sensu ani algorytmu. Dziś już nie pamiętasz jutra ani swej śmierci dzieciństwa zamkniętej kłamstwami o dorosłości i potrzebach słowa „serio”. Równowaga uczuć nie wychodzi nikomu na dobre. Synklina –antyklina czy też inne siodła i kulbaki. Wzloty wosko, wosko, winy z uszu. Hombre był niezdecydowany i coś kazało mu pochylić się nad Mariją. Włożył – zanurzył dłoń jak tylko umiał głęboko i przypominał sobie wszystkie możliwe nazwy opisujące tą część jej ciała, ale żadna nie pasowała do tego niesamowitego, pięknego uczucia i ciepła. Zobaczył tę samą grupę palm, co za każdym razem, gdy robiło mu się ciemno przed oczami. Usłyszał ptaki i wiatr oplatający miasto. Rozpłakał się, a ona wyślizgnęła się po fali. Skoczyła na niego i scałowała mu łzy krótkimi szybkimi pocałunkami, prądami, jak klaczka skubiąca koniczynki na łące. Nie ważne. Dlatego nie miał nazwy i wszystkie słowa nie pasowały. Nie było obrazów ani zamazanych snów. Było wyraźne, hiperrealne przeżycie przez przekrój tego, co wiedział na ten temat i o nocy z nią. txIFhb0l76o sYHITrtkLLE : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS059
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: SCYPIO Scypio Afrykański to właściwie Publius Cornelius Scipio Africanus Maior urodził się nie tak znów dawno bo w roku 235 zanim urodził się Jezus a umarł też przed Chrystusem w 185 skoku. Jezus mu nie pomógł? Nie pamiętają go. Dostał po łbie od Hannibala i udało mu się uciec za młodu z pola bitwy pod Cannami, i, od tej porażki, wróciwszy do Rzymu zaczął obmyślać plan zniszczenia Kartaginy i Hannibala. W końcu w czasie drugiej wojny punickiej oblegał miasto Kartaginę i ją spalił i zniszczył w 202 roku p.n.e. 50 lat później powtórzył to jego wnuk Scypio Minor w 146r. p.n.e. Tak, że niby godny jest. Scypion zbudował też lotnisko i sieć hoteli aby dzisiejsza Tunezja stała się nie tylko państwem piratów i zbójów ale i miłym dla turystów magnesem. Wyszkolił też wielbłądy aby pluły celnie. Nie palił. Odbudował potęgę Rzymu na zasadzie: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Hannibal i Scypio spotkali się na jednej długiej rozmowie przed bitwą . Scypio mówił dużo i zagadał Hannibala. Nie robił tego bez przyczyny. Nie robił tego z podziwu dla swego znienawidzonego i szanowanego, i respektowanego wroga, lecz by zyskać na czasie i przegrupować w tyle wojska na właściwe pozycje. Hannibal dał się złapać i uwierzył w podziw i zapał do rozmowy Scypia. Bitwę przegrał pokonany podobną strategią , jaką kiedyś wobec Rzymu sam zastosował. Uczeń pokonał mistrza. A może to była kurtuazja? Może należało prowadzić tak długo rozmowę aż każde słowo zostanie powiedziane. Umieranie potem. Gdzież finezja i powiew poezji przed testosteronem i adrenaliną. Smród potu armii nie miał równego sobie dezodorantu. Paski skórzane przyklejały się do ramion i łydek. Łańcuszki wrzynały w pachwiny. Słonie zwiesiły trąby i pociekła z nich piana i kamienny, zlepiony kurz. Hełmy tarły o czaszki. Włosy wspominały kobiety zostawione w obozie i dzieci w domach. Posypywali się kurzem, co radował ich serca nim sami kurzem się staną. Bracia patrzcie jeno. Twarde pięty zespawały się z sandałami. Oczy nie reagowały już na światło. Walka zdawała się jedynym wyzwoleniem z tego trwania. Zrezygnowanie graniczyło z wściekłością i każdy wiedział, że to samo czuje wróg. Czyż nie jest przyjemnie gwałcić i palić miasto wroga? Zabrać wszystko, gdy zabrało się mu już życie? Jaka jest przyjemność z małej rozpaczliwej wszechmocy ? Niezdarne wywieranie siły na wrogu, którego już nie ma. Co znaczy posiadać, kiedy za chwilę, lub w następnej walce można zdechnąć od zadrapania paznokciem, od ukłucia zatrutego komara? Od wrzącej smoły polanej z pierwszego piętra z nocnika? Mikołaj Rey wspomina se o papieżu. „Dziwna to rzecz, kto śmie na Boga żywego Targnąć się, przywłaszczając sobie miejsce Jego. Zapomniawszy, onemu hardemu czartowi Co się stało prze pychę – niechaj sam to powie! Albo, jako nędzny on Nabuchodonozor, Co żarł siano jako wół, wywiesiwszy ozor! Podobnoć też tak będzie i papie naszemu, Bo się na wszem przeciwi Bogu Najwyższemu”. Co prawda Wergiliusz w swych Bukolikach napisał, że „każdego to do siebie ciągnie, kto się w czym kocha”, ale biały beret nie jest przecież fetyszem murzyna! Tam ci aniołowie dobrzy są czarnej maści a diabły białe jako europejskie nasienie. Co samo się wywyższa nad pyszalskie góry bez uzasadnienia i uparcie . Każda myszka swój ogonek chwali. Przez to giną dobrych tysiące i mrą, by jeden zły mógł dalej głupoty opowiadać, a inni źli mogli mu uwierzyć. Bo wierzą tylko potędze jego przedmiotów, a nie jego serca. Wysokość domu odnosi wielkość fiuta. Długość automobila dalekość wypraw we świecie dróg zrobionych ze smolnej papki. Jeśli ma teczkę ze skóry żony jest wielkim dyplomatą, jeśli ze skóry księdza, jest wodzem. Ilość napletków uciętych wrogom składał ojcu syn Izraela. Gdy wracał z napaści bez wora, smutkiem się oblewał. Indianie stosowali samookaleczenia. Obcinano sobie palce . ITD ITP ATP ADP A ostatnio nawet USB2.0 Jakie jeszcze nośniki bólu odkryjemy? Drut, pejcz, łańcuch zdarzeń? A może RNA? tpXENsdhxZM 6JXHWcCOCJg Gigant Mikołaj Rey w Księdze Pierwszej Żywota Człowieka Poczciwego, Kapitulum III pisze: „Jako mają się rodzicy starać o wychowanie młodych dziatek swoich i jako mają rozeznawać przyrodzenie ich. A tacy rodzicy poczciwi, gdy się im rodzą dziatki, maja pilnie obaczać, jeśli nie z płanet, tedy wżdy z przyrodzenia ich, ku czemu by się na potym sprawy ich i postepki ich pociągać miały. Bo snadnie koleryka poznasz i po sierści, bo się urodzi czarno, melankolik – lisowato, flegmatyk - blado, krewnik – z biała rumiano. A także wnet i z przypadków, i z młodych jeszcze obyczajów dziecinnych snadnie się obaczyć może, ku czemu sie którego przyrodzenia sciąga. Bo się będzie krewnik wszytko śmiał a igrał, flegmatyk – spał a drzemał, koleryk – się gniewał, melankolik – sie frasował, a wszytko mu się nie wczas będzie zdało. A jeśli mu k temu dodasz pokarmu takiegoż, tedy jedno z drugim pomieszawszy się , jeszcze będzie więtszą moc w onym przyrodzeniu miało. A tak panie matki, a zwłaszcza, które są przyrodzenia dobrego, barzo by dobrze, aby samy dziatki swe karmiły, i wychowywały. A jeśłiże by tak byćnie mogło, tedy iście pilnie trzeba szukać mamki nie kordyjacznej, nie malenkolicynej, nie frasownej, ale co by była przyrodzenia dobrego, obyczajów uczciwych, która aby wnet obaczała, ku czemu by się przyrodzenie dzieciątka onego ściągało; jeśli ku gniewu, jeśli ku ospalstwu, jeśli ku zbytniemu płaczowi albo lamentowi, tedy go po trosze nie gniewem, nie fukiem, ale jako by igraniem a nadobnym a łagodnym upominaniem pohamować, a po trosze go od onego przyrodzenia jego odwodzić będzie potrzeba, aby się wżdy w nim po trosze skromiły ony przyrodzone przypadki jego. Bo widzisz: i wosk, póki miękki, tedy w się rychlej pieczęć przyjmie, niźli kiedy stwardnieje.” Mikołaj Rey Mikołaj Rey w Księdze Pierwszej Żywota Człowieka Poczciwego, Kapitulum VI pisze: „Jako łakomstwo jest szkodliwy przypadek i jako się go poczciwy przestrzegać ma, i z których przyczyn nam przypadać musi. A pirwsza przyczyna – koszt dziwnych ubiorów. Nuż jeśli się...” 1505 daje nam żywego nowonarodzonego Mikołaja Reja, szlachcica z Nagłowic. Złota Epoka polskiego Odrodzenia. Hannibal... Tarik.... Piłsudski... Bowiem każdy bełt ma swą kuszę, która kusi go do lotu. Gdy upadnie dopiero wtedy słyszy swój gwizd, gdy nie upadnie czuje smak mięsa. Tu bez flachy i bez echa na bezdechu Apacz wyje. Nogi ma jak kasztanka marszałka. Każdy będzie niezadowolony, bo chciałby przeczytać swe marzenia tutaj. Ale to nie możliwe, bo marzenia każdego są nieczyste. Jak ma być zadowolony, gdy już sam w myśli swojej brudem się okrywa? A kiedy czyste marzenie objawi, dam mu światło odbite z jego mózgu własnego. Dam mu krzywdę jędrną, wydarłem ją z jego duszy. Dam mu parówkę pieprzną napełnioną zmielonymi sutkami świń. Dam mu początek pacierza, by modlił się na wieki wieków amen. Dam mu co chce, by uzurpacja była pełna a on Samotyranem swych dni. Jeśli będzie szczęśliwym, to czyste miał intencje i myśli, i chuci. JZTKXMzjYfo t0Sra8dGVlU : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS058
: Data Publikacji.: 08-03-25
: Opis.: ISZTAR NA POCZĄTKU Kim była Isztar? Była długowłosym czupiradłem zwanym I-NN-AN- AA i czczona jako bóstwo. W jej imieniu był i bóg wielki AN i niemniej potężny NN. Niektórzy nazywali ją NIN-ANA, czyli Pani –Nieba. Ona sama boska i świdrująca światy, stwarzała i kochała ludzi i ich marzenia. Nie mogła dojść z nimi do porozumienia, bo szybko zapominali o niej i jej miłości, a czcili swoją miłość. A przecież do uzyskania pojednania z jej boską istotą potrzebnych jest ludzkich dwadzieścia pokoleń. Niestety już prawnuki traktowały jej posągi jak dekoracje ......słupki do podtrzymywania girland ! Dość ! Zabiła wszystkich a ich kraje spalała i burzyła do zgliszczy. Isztar miała rację. Szła nago a długie włosy pocierały piasek na jej drodze oklejając kurzem swe końce. Z tego ulepiła Bero i obdarzyła go miastem. W miłości z Bero spłodziła potomków wielkich jak półbogi i dała im jeszcze lepszą pamięć i miłość tak silną, by przetrwała wiele pokoleń. Ludzie Bero w mieście Bero-Isztar zapomnieli mimo to. Nigdy nie będą boscy, a zwłaszcza ich słabe dzieci i wnuków prawnuki. Zabiła więc wszystkich i zburzyła miasto. Podniosła Isztar i odszukała w pyle leżącego, i podźwignęła, i pochyliła się nad Bero, i dotknęła go swym ramieniem, i musnęła dłonią jego policzek sprawdzając wyschniętą ścieżkę po łzach. - Pomogłam ci, bo cię kocham – Powiedziała Isztar do Bero, gdy byli sami a on czuł się samotny i drżał na samo wspomnienie jej boskiego ciała i boskiej myśli. - Ale teraz opuszczam cię. – Popatrzyła na niego ludzkim wzrokiem spośród długich, gęstych, spadających na twarz włosów. - Nie idź. – Bero był samotnym zdeptanym przez nią, która go ulepiła z piachu, z mułu Eufratu, życiodajnej papki i ususzyła go na człowieka. - Powodzenia.- Rzekła miękko i pomyślała, że nie powinna pozostawiać go tak, że lepiej należało by go zabić, niż skazywać na samotność wśród Ludzi. Do tej pory uśmiercała wszystkie swoje nieudane twory. Bero był nieudolny i oddany. Głupiec. Isztar patrzała na niego ludzkimi oczami i popłynęły jej wtedy ludzkie łzy. - Wodoplan czeka. - Czekaj. – Przycisnął ją do siebie Bero i mocno zaciągnął się jej wonią. Ugniatał jej ramię słodko i sprawiło jej to błogość. Odgarnęła włosy i pocałowała go jak bogini. - Życzę sobie życia z tobą pełnego zachodów słońca.- Szeptała Isztar odsuwając go i całując na pożegnanie jak kobieta ludzka. - Mam jednak jeden warunek. Chcę zapomnieć o Bero. – powiedział cicho Bero. - Co tylko sobie życzysz. - To tak... będzie lepiej.... - Zostań parazytem. Bądź po prostu sobą. – Pomachała mu z daleka. Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! To mówią wargi Bero wyschłe tęsknotą do ciebie. 9md3bQkFWbw 9md3bQkFWbw vNDL9dOXODA : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS057
: Data Publikacji.: 08-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025