Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 03-04-25
: Opis.: Czy wiesz, że zmiana pozycji snu może znacząco wpłynąć na twoje zdrowie? Lekarze i specjaliści od snu coraz częściej zwracają uwagę na to, jak istotne jest ułożenie ciała podczas wypoczynku. Lepiej spać na prawym czy na lewym boku? Wybór pozycji snu powinien być dostosowany do indywidualnych potrzeb zdrowotnych. Okazuje się, że spanie na lewym boku może przynieść zaskakujące korzyści dla funkcjonowania organizmu, podczas gdy leżenie na prawym boku bywa szkodliwe. Refluks żołądkowy a pozycja snu Dr Ali Rezaie, gastroenterolog ze szpitala Cedars-Sinai w Los Angeles, wyjaśnia, że spanie na prawym boku może prowadzić do problemów trawiennych, w tym refluksu żołądkowego i zgagi. Dlaczego tak się dzieje? - Wiele badań wykazało, że spanie na prawym boku zwiększa liczbę epizodów refluksu w porównaniu do snu na lewym boku – tłumaczy dr Rezaie, gastroenterolog ze szpitala Cedars-Sinai w Los Angeles, cytowany na łamach portalu Zwierciadło. Kiedy leżysz na prawym boku, żołądek znajduje się powyżej przełyku, co sprzyja cofaniu się kwasów żołądkowych. To może prowadzić do pieczenia w przełyku, bólu w klatce piersiowej i innych uciążliwych objawów. Korzyści ze spania na lewym boku Spanie na lewym boku nie tylko zmniejsza ryzyko refluksu, ale również wspiera inne funkcje organizmu. Jak wskazują specjaliści od medycyny holistycznej, lewa strona ciała jest tzw. "dominującą stroną limfatyczną". Układ limfatyczny, odpowiedzialny za usuwanie toksyn, działa efektywniej, kiedy leżysz na lewym boku. Co więcej, ta pozycja wspomaga pracę nerek, które w tej pozycji łatwiej filtrują krew i usuwają odpady metaboliczne. Badanie z 2022 roku wykazało, że spanie na lewym boku pomaga osobom cierpiącym na refluks żołądkowo-przełykowy (GERD) oraz kobietom w ciąży. Spanie na prawym boku może również obciążać układ krążenia. Serce, znajdujące się bardziej po lewej stronie klatki piersiowej, musi pracować intensywniej, aby pompować krew w tej pozycji. Tymczasem spanie na lewym boku pozwala na bardziej naturalne ułożenie serca i naczyń krwionośnych, co sprzyja lepszemu krążeniu. James Leinhardt, ekspert od ergonomii snu, w swoich filmikach na TikToku zaleca jednak spanie na plecach jako najzdrowszą pozycję. - Twój kręgosłup jest natychmiast podtrzymywany przez materac, a ciężar ciała rozkłada się najbardziej równomiernie. Jeśli włożysz poduszkę pod kolana, zauważysz, że lekko przechylasz miednicę i większa część pleców dotyka teraz łóżka, przez co jest lepiej podparta - tłumaczy.
: Data Publikacji.: 06-03-25
: Opis.: Jak lekarz wykrywa alkoholizm? To choroba, która nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka. Często dotyczy osób wysoko funkcjonujących, których nikt nie podejrzewałby o uzależnienie. Na szczęście specjaliści mają do dyspozycji skuteczną metodę diagnostyczną, pozwalającą zidentyfikować problem. Alkoholizm to podstępna choroba, która nie tylko niszczy organizm, lecz także wpływa na psychikę. Według raportu Akademii Polonijnej w Częstochowie z 2024 roku w Polsce od 4 do 5 milionów osób zmaga się z uzależnieniem od alkoholu lub pije w sposób ryzykowny. Uzależnienie często pozostaje niezauważone, bo skrywa się pod pozorem codziennych obowiązków i normalnego życia. Lekarze jednak mają skuteczne narzędzie, które pomaga odkryć prawdę. To test CAGE – prosty zestaw czterech pytań, który może wiele powiedzieć o stanie zdrowia i nawykach pacjenta. Jak działa i co sprawia, że jest tak skuteczny? Jak lekarz wykrywa alkoholizm? Test CAGE zdradza prawdę Test CAGE to jedno z najprostszych, a zarazem najbardziej skutecznych narzędzi diagnostycznych, które pomaga lekarzom wykrywać problemy z nadużywaniem alkoholu. Opiera się na czterech pytaniach mających na celu wychwycenie kluczowych sygnałów uzależnienia. Nazwa testu pochodzi od pierwszych liter angielskich wyrazów, które odnoszą się do treści tych pytań. C (Cut down) – Czy zdarzyło ci się myśleć o ograniczeniu ilości spożywanego alkoholu? To pytanie dotyczy refleksji na temat własnych nawyków picia i wskazuje, czy dana osoba odczuwa potrzebę zmiany. A (Annoyed) – Czy zdarzyło ci się czuć irytację, gdy ktoś krytykował twoje picie? Tu chodzi o reakcję emocjonalną na otoczenie, które może dostrzegać problem wcześniej niż sam uzależniony. G (Guilty) – Czy miałeś/aś poczucie winy związane z piciem alkoholu? Wyrzuty sumienia są częstym elementem uzależnienia, zwłaszcza gdy osoba zdaje sobie sprawę, że jej picie ma negatywny wpływ na życie oraz relacje z innymi. E (Eye-opener) – Czy zdarzyło ci się sięgnąć po alkohol rano, aby poprawić samopoczucie lub złagodzić kaca? To pytanie koncentruje się na jednym z typowych objawów uzależnienia, jakim jest picie na "dzień dobry". Każda odpowiedź na "tak" w teście CAGE to sygnał, że osoba badana może zmagać się z problemem alkoholowym. Jeśli co najmniej dwie odpowiedzi są twierdzące, wskazuje to na konieczność dalszej diagnozy lub rozmowy z ekspertem. Skuteczność testu tkwi w jego prostocie – celne pytania szybko wychwytują kluczowe objawy uzależnienia. Dzięki temu CAGE sprawdza się idealnie w gabinetach lekarskich i podczas wstępnych konsultacji, pozwalając w kilka minut zidentyfikować problem, który często dla wielu pozostaje niewidoczny latami. Jak pomóc alkoholikowi, który chce przestać pić? Najważniejsze jest wsparcie Kiedy lekarz pomoże pacjentowi zrozumieć, że zmaga się z problemem alkoholowym, a ten zdecyduje się na leczenie, pojawia się szansa na realną zmianę. Warto wiedzieć, jakie kroki można podjąć i gdzie szukać wsparcia, by skutecznie pomóc takiej osobie wyjść z nałogu. Pierwszym krokiem jest wizyta w poradni leczenia uzależnień. W takich placówkach pacjent otrzyma profesjonalną pomoc – od diagnozy, przez stworzenie indywidualnego planu terapii, aż po wsparcie w dalszej walce z uzależnieniem. Listę takich ośrodków można znaleźć w internecie lub zapytać o nią lekarza rodzinnego. Jeśli osoba uzależniona piła intensywnie przez dłuższy czas, konieczne może być odtrucie organizmu w specjalistycznym ośrodku. To proces medyczny, podczas którego pacjent pod opieką lekarzy pozbywa się toksyn i przechodzi przez najtrudniejszy etap odstawienia alkoholu. W niektórych przypadkach stosuje się też farmakoterapię. Osoby zmagające się z alkoholizmem bardzo często potrzebują wsparcia rodziny i przyjaciół. Bycie obecnym, okazywanie zrozumienia i cierpliwości mogą odegrać kluczową rolę w procesie leczenia. Istnieją także grupy wsparcia dla bliskich osób uzależnionych, które pomagają zrozumieć chorobę i radzić sobie z emocjami. Zrozumienie mechanizmów uzależnienia i wsparcie w unikaniu sytuacji sprzyjających piciu to istotne elementy pomocy. Warto także motywować osobę do odkrywania nowych zainteresowań, nawiązywania zdrowych relacji oraz stawiania sobie pozytywnych celów na przyszłość. Choć leczenie choroby alkoholowej jest procesem pełnym wyzwań, z odpowiednią pomocą i zaangażowaniem przynosi pożądane efekty. Jeśli borykasz się z uzależnieniem lub chcesz dowiedzieć się, jak możesz pomóc osobie bliskiej, możesz skontaktować się ze specjalistami, którzy dyżurują pod tymi numerami: Ogólnopolski Telefon Zaufania uzależnienia (codziennie w godzinach 16-21): 800-199-990 Telefon Zaufania uzależnienia behawioralne (codziennie w godzinach 17-22): 800-889-880 Pomarańczowa linia dla rodziców dzieci pijących alkohol (od poniedziałku do piątku w godzinach 14-20): 801-140-068 Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia (całą dobę): 800-120-002
: Data Publikacji.: 05-03-25
: Opis.: Bryan Johnson od kilku lat stara się zatrzymać proces starzenia, a nawet odmłodnieć, co na razie skutecznie mu się udaje. W tym celu stosuje specjalną dietę, za pomocą algorytmów analizuje stan swojego zdrowia i pracę poszczególnych narządów, bierze dziennie około 100 tabletek, czy też pobiera osocze od swojego syna. Chociaż jego plan dla wielu osób jest kontrowersyjny, to milioner doczekał się także całej masy fanów. Bryan Johnson od lat stara się zatrzymać proces starzenia i w związku z tym stosuje specjalną dietę, algorytmy analizujące stan zdrowia i przyjmuje około 100 tabletek dziennie Dzięki spersonalizowanemu programowi medycznemu obniżył swój wiek biologiczny o co najmniej 5 lat W ubiegłym roku Bloomberg podawał, że Johnson i jego lekarze twierdzili, że wyniki testów sugerują, że ma serce 37-latka, skórę 28-latka i pojemność płuc 18-latka Milioner do 2030 r. ma w planach zmniejszyć wiek swoich narządów o 25 proc. Bryan Johnson urodził się w 1977 r. i wychowywał się w rodzinie mormonów. Po ukończeniu szkoły spędził dwa lata jako mormoński misjonarz w Ekwadorze. Z czasem przeszedł jednak kryzys wiary, ale i mentalny. Milioner nie ukrywa, że pił dużo alkoholu, miał nadwagę i myśli samobójcze, a jego mózg powtarzał mu, że jego życie "jest bezwartościowe". Z czasem postanowił je zmienić i to drastycznie. W tym celu postanowił wykorzystać technologię, dzięki której został milionerem. Bryan Johnson nie chce nigdy umrzeć. Tak odwraca proces starzenia Bryan Johnson założył firmę specjalizującą się w płatnościach mobilnych i internetowych dla branży e-commerce – dzięki niej zarobił fortunę. Stworzył też firmę produkującą urządzenia monitorujące i rejestrujące aktywność mózgu, które dzięki sygnałom elektrycznym wytwarzanym przez mózg mają w przyszłości pomagać w komunikowaniu się z osobami sparaliżowanymi, mającymi problemy psychiczne, cierpiącymi na chorobę Alzheimera. Marzeniem milionera jest, aby dzięki tym urządzeniom można było spowolnić procesy starzenia. I jak na razie mu się to udaje. Dzięki spersonalizowanemu programowi medycznemu, w który zaangażował ok. 30 specjalistów, w tym lekarzy, już teraz obniżył swój wiek biologiczny o co najmniej 5 lat. Przedsiębiorca z branży biotechnologicznej dąży do tego, aby ponownie mieć ciało 18-latka i odwrócić proces starzenia się każdego z organów, a rocznie kosztuje go to 2 mln dolarów. Jednak pieniądze to nie wszystko. Bryan Johnson musi niezwykle o siebie dbać: trzymać dietę, ćwiczyć, przyjmować suplementy i monitorować swój stan zdrowia. To wszystko sprawia, że właściwie każdy dzień 47-latka wygląda dokładnie tak samo i w pełni poświęcony jest na realizację założonego celu w ramach programu "Blueprint", który opracował w 2021 r. Milioner zwraca bardzo dużą uwagę na sen i codziennie śpi w tych samych godzinach, rano włącza lampę imitującą światło dzienne, z kolei przed snem nosi okulary blokujące przepływ niebieskiego światła. Stosuje dietę wegańską i nie przekracza 2 tysięcy kalorii dziennie. Co więcej, wyznaje zasadę, że nie można najadać się do syta, więc zawsze pozostaje lekko głodny. Codziennie przyjmuje ok. 100 tabletek i suplementów. W jego menu znajdują się np. takie produkty jak zielone warzywa (np. brokuły, brukselka), soczewica, grzyby. W ogóle nie pije wody, za to każdego dnia wypija około 1,4 l innych płynów, w tym herbat przeciwutleniających (głównie zielonych). Codziennie mierzy swoją wagę, wskaźnik masy ciała i ilość tkanki tłuszczowej, a także monitoruje temperaturę ciała, poziom glukozy we krwi, wahania tętna i poziom tlenu podczas snu. Johnson wstrzykiwał sobie krew swojego nastoletniego syna. Jedna z bardziej kontrowersyjnych metod, na jakie się zdecydował, to terapia genowa. Chociaż wiele osób uważa działania Bryana Johnsona za kontrowersyjne, to on widzi efekty. W ubiegłym roku Bloomberg podawał, że Johnson i jego lekarze twierdzili, że wyniki testów sugerują, że ma serce 37-latka, skórę 28-latka i pojemność płuc 18-latka. Niektórzy naukowcy i specjaliści również są sceptycznie nastawieni i uważają, że niektóre metody, z których korzysta milioner, nie są tak skuteczne, jak on twierdzi. Bryan Johnson opowiedział o sobie i swoim projekcie w dokumencie "Don't Die" dostępnym w serwisie Netflix i jak wyznał, ma świadomość, że nie każdy ma sposobność, aby poddać się takiemu procesowi, jak on. Do 2030 r. ma w planach zmniejszyć wiek swoich narządów o 25 proc.
: Data Publikacji.: 05-03-25
: Opis.: Uczył się fachu od najlepszych w złodziejskim fachu. Na miejscach napadów "bywał przypadkiem" Król kasiarzy uwielbiał wyzwania Ucieczka z tymczasowego aresztu w częstochowskim odwachu Proces Szpicbródki Nazywany polskim Aresenem Lupinem, dżentelmenem włamywaczem, Stanisław Cichocki, a w środowisku przestępczym i policyjnym znany jako "Szpicbródka", zanim przybył do Częstochowy z misternie zaplanowanym napadem, miał na swoim koncie sporo sukcesów. Swój pseudonim zawdzięczał starannie wypielęgnowanej blond bródce. Dawny budynek Banku Polskiego w Częstochowie. Obecnie nie pełni tej funkcji Uczył się fachu od najlepszych w złodziejskim fachu. Na miejscach napadów "bywał przypadkiem" Urodzony na terenach carskiej Rosji, Cichocki, wychowywał się w Odessie, gdzie działała znana i skuteczna "szkoła kasiarzy". Jego bezpośrednim nauczycielem był Wincenty Brocki, który zasłynął z włamania do skarbca klasztoru na Jasnej Górze w 1909 roku. W wieku 17 lat brał udział w napadzie na jeden z berliński banków, którego przebieg opisywała prasa w całej Europie. Jedną z bardziej spektakularnych akcji Cichockiego w tamtym czasie był podkop pod skarbiec Banku Azjatyckiego w Rostowie. Został aresztowany w Petersburgu, ale żeby uniknąć zesłania na Syberię zdecydował się na współpracę z policją, na której zlecenie włamywał się do wskazanych mu kas po dokumenty. W następnych latach prawdopodobnie organizował włamania do banków na terenie Niemiec, Litwy i Czechosłowacji. Zbisław Janikowski w swojej książce o Częstochowie pisał, że Szpicbródka w 1920 roku wrócił do Polski. Jednak już rok później był sądzony za planowany napad na kasę Banku Przemysłowców w stolicy. Chwilowo porzucił napady i prowadził w stolicy bogate życie towarzyskie. Był nawet właścicielem sławnego w latach 20. warszawskiego kabaretu "Czarny Kot". W drugiej połowie lat 20. powrócił do napadów na banki. Był prawdopodobnie odpowiedzialny za napad na Bank Dyskontowy w Warszawie (1926), ale z braku dowodów nie został skazany, wzięto go jednak pod obserwację. W 1927 roku Cichocki napadł na Państwowe Zakłady Graficzne w Warszawie, kopiąc kilkudziesięciometrowy tunel do skarbca. Został osadzony w więzieniu w Białymstoku. Organom ścigania nie udało się jednak zebrać przekonujących dowodów winy samego Cichockiego, a on sam twierdził, że znalazł się na miejscu napadu przypadkiem. We wrześniu 1929 roku sąd apelacyjny zwolnił Cichockiego z aresztu. Już wtedy w jego głowie pojawił się plan największego skoku - ogołocenia kasy Banku Polskiego w Częstochowie, w którym znajdować się mogło od 6 do nawet 30 mln zł. Król kasiarzy uwielbiał wyzwania Ludzie pokroju Cichockiego uwielbiali się popisywać. Im bardziej zmyślny napad, a potem krążące wokół niego legendy, tym lepiej. Jak wspomina Przemysław Wiśniewski, w miesięczniku finansowym Bank, kasiarze lub „kasoarze” to była elita elit, lub elita elit elit. - Zwano ich „wstydliwymi” albo „sobkami”, bowiem nie były to byle jakie tegies przyjemniaczki, co git nawijają, mają szpadrynę pod kataną, walą lunetę z meduzą, many biorą najpierw na bajer, a potem kitrają się z nimi na kwadrat. To nie ten styl. Tu chodzi o twórczość solo, bez świadków, człowiek sam na sam z zamkiem sejfu. Fach kasiarza to zegarmistrzowska precyzja, wrażliwość w opuszkach palców oraz ogromna wiedza i wyobraźnia. Ich bezcenne i bezdenne torby i sakwojaże wypełnione były: majchrami, klawiszami, rakami, wytrychami, plastrami do wygniatania szyb, łomami, świdrami, łopatkami, szuflami. Były tam też: rękawiczki ochronne wełniane i gumowe, aparaty tlenowe do cięcia metalu, specjalne piły, maski gazowe oraz materiał zwany termitem do robienia wyłomów w pancerzach, który spalając się, wytwarza temperaturę do 2 tys. stopni C. Ambicją dla kasiarza było rozciąć palnikiem dobrego „Wertheima” - pisał Wiśniewski. "Napad" w Częstochowie i brawurowa ucieczka Jak tłumaczy historyk dr Juliusz Sętowski, przygotowania do napadu na częstochowski bank trwały prawie rok. – Powszechnie uważa się, że Szpicbródka wynajął mieszkanie w budynku przylegającym do banku (obecnie obiekt został już rozebrany). Tam przez kilka miesięcy robiono podkop. Ziemię wynoszono w walizkach, dlatego nikt nie zorientował się, co planują. Szpicbródka zaplanował skok na bank w noc wigilijną 24 grudnia 1929 roku. Budżet grupy był jednak nadszarpnięty, dlatego zorganizowano napad na sklep jubilerski w Warszawie. Po rabunku właściciel sklepu z rozpaczy popełnił samobójstwo, a policja rozpoczęła dochodzenie. Funkcjonariusze dokonali rewizji u „znanych” złodziei. U jednego z nich znaleziono ręcznie wykonany rysunek techniczny – schematu instalacji alarmowej jakiegoś banku. Później rozszyfrowano, że była to instalacja banku w Częstochowie. Na podstawie zebranych informacji i znalezionych przy przesłuchiwanych rysunków policyjni wywiadowcy ustalili, że są to plany pomieszczeń, zabezpieczeń i alarmów w częstochowskim banku. Gdy powiązano wszystkie fakty i obserwacja środowiska przestępców potwierdziła słuszność podejrzeń, policja zainterweniowała. Jak czytamy w książce "Częstochowa. Historie mniej znane" była sobotnia noc, najlepszy, spokojny czas na taką akcję. Naczelny krajowy dyrektor Banku Polskiego oddał policyjnym wywiadowcom swą luksusową limuzynę, by ci jak najszybciej dotarli do Częstochowy. Okazało się, że przybyli dosłownie w ostatniej chwili. Na miejscu, w wynajętym mieszkaniu, warszawska ekipa policyjna odkryła, że w wielkiej szafie pod ścianą przylegającą do banku wykuty jest już otwór o średnicy około 80 cm i takiej samej głębokości, a od banku dzieliła go tylko jedna cieniutka warstewka muru. Otwór maskowała tapeta, a znajdujące się w mieszkaniu skrzynie pełne były gruzu ze skruszonego muru. W sofie ukryta była wielka butla z acetylenem i palniki do cięcia metalu, czyli bankowych sejfów. Znajdowały się tam również plany pomieszczeń bankowych i alarmów oraz mechanizm (być może tajemnicza blaszka) mający unieruchomić alarmy. Szpicbródki na miejscu nie było. Nie cieszył się jednak zbyt długo swobodą. Został wkrótce aresztowany, podobnie jak inni uczestnicy napadu. Ucieczka z tymczasowego aresztu w częstochowskim odwachu Sprawcom postawiono szereg zarzutów, a po zakończeniu drobiazgowego śledztwa sporządzono akt oskarżenia i... Szpicbródka zniknął. Tymczasowo przetrzymywany był w jednym z bliźniaczych budynków tzw. odwachów znajdujących się przy miejskim ratuszu. Do dzisiejszych czasów przetrwał przy obecnym placu Biegańskiego tylko jeden z nich. Historyk Jarosław Kapsa pisał, że Cichocki w areszcie zajmował się fryzjerstwem strzygąc więźniów i dozorców. W poniedziałek, 6 października 1930 roku, golił strażników w ich dyżurce. W trakcie tego do dyżurki wszedł jakiś więzień prezentując pilnującym nowy sweter. Zamieszanie wykorzystał Szpicbródka, wychodząc „po angielsku” niepostrzeżenie. Na podwórku zrzucił z siebie fryzjerski kitel, i uciekł poprzez podwórka w stronę ulicy Jasnej, czyli obecnej ulicy Waszyngtona. Proces Szpicbródki Wkrótce po ucieczce z Częstochowy Szpicbródka napadł na Spółdzielczy Bank Kredytowy w Pabianicach, ale w 1932 roku został ponownie aresztowany. W trakcie procesu przyznał się do planów napadu, ale dowodził, że piętrzące się trudności skłoniły go do rezygnacji z niego. Ponadto istniały dowody, że nie brał udziału w napadzie na jubilera. Został jednak skazany na sześć lat więzienia, gdyż sąd nie przychylił się do jego tłumaczeń. Dodatkowo dołożono mu zarzut ucieczki z aresztu oraz napadu na pabianicki bank. Ostatecznie po apelacji Cichocki wyszedł na wolność w kwietniu 1936 roku. Ponownie 28 lutego 1937 został zatrzymany przez policję, gdy wraz z pięcioma wspólnikami usiłował dokonać włamania do banku spółdzielczego w Zgierzu. W 1937 roku dokonał napadu na Bank Kredytowy w Warszawie. Ponownie został aresztowany i skazany na 4 lata więzienia. Po wyjściu zza krat, najprawdopodobniej przebywał w Poznaniu, a potem w Pruszkowie, gdzie zmarł. Pochowano go na cmentarzu Bródnowskim w 1940 roku. Do dziś znajduje się tam jego grób. Szpicbródka szybko trafił do popkultury. Na kanwie jego historii powstał musical "Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy" z 1978 roku z Piotrem Fronczewskim w roli tytułowej. Historia słynnego kasiarza była też inspiracją dla twórców filmu "Vabank", gdzie do rozbrojenia systemu alarmowego banku użyto specjalnej blaszki.
: Data Publikacji.: 04-04-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025