Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 04-04-25
: Opis.: Niemal dwa lata temu na Aleksandrę Kąkol, młodą pediatrę, spadła tragiczna diagnoza: rak dróg żółciowych z przerzutami do wątroby. Lekarze w Polsce powiedzieli, że zostały jej trzy miesiące życia i zaproponowali chemioterapię paliatywną. Nie godząc się z "wyrokiem", postanowiła sama poszukać dla siebie ratunku. Znalazła go w Indiach. — Rak odziera z człowieczeństwa. Gdy Aleksandra Kąkol zachorowała na raka, polscy lekarze poradzili jej, by spisała testament i wybrała się na ostatnie wakacje. Miała przeżyć maksymalnie trzy miesiące Lekarka wzięła sprawy w swoje ręce i znalazła leczenie w Indiach, gdzie przeszła przeszczep wątroby od żywego dawcy — Codziennie rano byłam budzona o piątej, myta przez personel, jeżeli nie mogłam sama tego zrobić. Myto mi zęby, zmieniano mi całą bieliznę pościelową, dawano mi nową piżamę — wspomina wysoki poziom opieki w Indiach. Gdy Aleksandra Kąkol usłyszała druzgocącą diagnozę, miała 31 lat. Sama jest lekarzem, więc od razu wiedziała, że rak dróg żółciowych rokuje fatalnie. — Kiedy ta diagnoza była postawiona, to ja wiedziałam, że to jest nowotwór, który po prostu nieuchronnie zabija — wspomina w rozmowie z tygodnikiem "Wprost". Samo uzyskanie diagnozy trwało pięć tygodni, a każdy dzień był pełen lęku. — Kolejne wizyty, kolejne przypuszczenia, kolejne nieuniknione procedury, pomiędzy których wykonaniem nie czujesz nic oprócz strachu i niepewności. Bo ja wiedziałam, jak bardzo chora jestem, jak bardzo jest to duże, bo było to widać w USG — mówi. Kiedy było już wiadomo, że to rzadki nowotwór, w Polsce powiedziano jej, że zostały jej trzy miesiące życia. Konsultowała swoje wyniki z wieloma lekarzami, jednak jedyne, co proponowali, to chemioterapia paliatywna. — Jedyną radę, jaką dostałam, to spisać testament i być z rodziną jak najdłużej, pojechać na jakieś wymarzone wakacje, bo jestem jeszcze w dobrym stanie — mówi. Aleksandra Kąkol nie zgodziła się jednak z wyrokiem śmierci i postanowiła sama poszukać dla siebie leczenia. Znalazła je w Indiach, gdzie przeszła przeszczep od żywego dawcy, osoby z bliskiej rodziny. Jak zdradza, poziom opieki w Indiach znacznie różni się od tego, jakiego doświadczyła w polskich szpitalach. Codziennie rano świeża piżama i pościel Aleksandra Kąkol leżała w kilku szpitalach w Indiach i każdy z nich pozytywnie ją zaskoczył nie tylko empatią personelu, ale poziomem zwykłych czynności, które były przy niej wykonywane. — Codziennie rano byłam budzona o piątej, myta przez personel, jeżeli nie mogłam sama tego zrobić. Myto mi zęby, zmieniano mi całą bieliznę pościelową, dawano mi nową piżamę, a w Polsce czasem było tak, że ja przez kilka dni leżałam w tej samej pościeli, nieumyta czy głodna, jeżeli nie pomógł mi ktoś bliski. Wspomina, że personel zawsze informował ją o wszystkich działaniach na bieżąco i nigdy nie wykonano badania bez jej wiedzy i zgody, a sama była traktowana jak partner w rozmowie. Oprócz przeszczepu wątroby Aleksandra Kąkol przeszła też radioembolizację i immunoterapię. Indie wybrała z prostej przyczyny: kosztów. Jak wylicza, były ona aż pięciokrotnie niższe niż szacowane koszty leczenia w Stanach Zjednoczonych. — Byłam w szpitalu prywatnym, chociaż zdarzyło mi się być w szpitalu publicznym ze względu na to, że akurat musiałam z niego skorzystać, bo miałam międzylądowanie i nie było innej możliwości, a zaczęłam się źle czuć i chciałam mieć po prostu wykonane badania. Zajęto się mną zupełnie za darmo — wspomina Aleksandra Kąkol, dodając, że poziom empatii pracowników nie różnił się od tego, jakiego doświadczyła w prywatnej placówce. "Rak odziera z człowieczeństwa" Od czasu diagnozy raka dróg żółciowych minęły niemal dwa lata. Obecnie Aleksandra Kąkol ma 33 lata i napisała niedawno książkę "Popatrz, wciąż żyję", która ma premierę 10 grudnia 2024. Jak podkreśla, fakt, że udało jej się pokonać nowotwór, to nie powód do dumy, bo tak naprawdę jest "zmęczonym, zniszczonym człowiekiem, który stara się robić wszystko, aby to życie miało sens". — Ja byłam postawiona w sytuacji, że mogę umrzeć. Ale wiedziałam, że to nie byłaby zwykła śmierć. To jest śmierć w bólu, w męczarniach, z utratą jakiegokolwiek człowieczeństwa. Bo rak odziera ze wszystkiego. Odziera z człowieczeństwa — mówi Aleksandra Kąkol.
: Data Publikacji.: 20-03-25
: Opis.: Anyż to przyprawa, która przypomina się nam głównie w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Jego intensywny aromat świetnie pasuje do pierników, ciastek, kompotu z suszonych owoców. Wielu szefów kuchni uważa go, za jedną z najważniejszych przypraw do bulionu rybnego. Na pewno anyż zasługuje na to, by stosować go kuchni przez cały rok. Skąd pochodzi anyż Anyż jest jedną z najstarszych przypraw na świecie, pochodzi z obszarów morza Śródziemnego. Już w starożytnym Egipcie doceniano jego właściwości, co potwierdza zachowana "papirus Ebersa" z 1550 r. p.n.e., przypisujący mu zdolności neutralizacji trucizn. W Grecji i Rzymie cieszył się popularnością, a dzięki benedyktynom dotarł w średniowieczu do Polski, gdzie znalazł zastosowanie w kuchni jako dodatek do dań zarówno słodkich, jak i wytrawnych. Nadaje się do mięs i do napojów Różnorodne właściwości anyżu sprawiają, że jest on stosowany w wielu kuchniach, zarówno w postaci przyprawy do mięs, jak i delikatnych napojów. W Polsce stosuje się go przede wszystkim do pierników, keksów, likierów, marynat czy aromatyzacji napojów, łącząc często z czerwoną kapustą, dynią i burakami. Jego potencjał kulinarny rośnie także jako dodatek do popularnych grzańców i herbat zimowych. Anyż poprawi smak rozmaitych marynat, zwłaszcza do dziczyzny i wieprzowiny. Warto aromatyzować nim kompoty owocowe (szczególnie z suszonych jabłek, gruszek i śliwek), a także powidła i dżemy. Jak stosować anyż Nasiona anyżu są twarde i bardzo intensywne w smaku, co sprawia, że nie nadają się do bezpośredniego spożycia. Dlatego przyprawę należy dodawać przed pieczeniem, smażeniem, gotowaniem, marynowaniem czy kiszeniem. Najlepiej w postaci całych ziarenek, ponieważ po zmieleniu szybko tracą aromat.
: Data Publikacji.: 20-03-25
: Opis.: Pismo linearne A i pismo linearne B bezustannie, od dekad fascynują badaczy. Linearne B zostało odszyfrowane w połowie XX wieku. Odczytanie pisma linearnego A otworzyłoby zaś drogę do znacznie lepszego poznania kultury minojskiej, która wykształciła się na Krecie 3 tysiące lat p.n.e. Pismo linearne A Termin „linearny” odnosi się do sposobu, jakim pismo było zapisywane. Czyniono to poprzez wycinanie linii na glinianych tabliczkach (w przeciwieństwie do pisma klinowego, które zapisywano przy pomocy rysika). W drugim tysiącleciu przed naszą erą istniały cztery główne pisma: linearne A, linearne B, sylabariusz cypryjsko-minojski i oraz hieroglificzne pismo kreteńskie. Pismo linearne A używane było przez mieszkańców Krety w epoce starożytności, od XVIII wieku p.n.e. Wywodzi się ono najprawdopodobniej z kreteńskiego pisma hieroglificznego. Pismo linearne A używane było w wykształconej na Krecie kulturze minojskiej, jednej z najstarszych kultur epoki brązu, której apogeum potęgi przypadło na około 2000-1500 lat p.n.e. Kultura minojska oddziaływała na cały obszar Morza Śródziemnego, Grecję kontynentalną oraz Bliski Wschód. Wraz z ekspansją Kreteńczyków pismo linearne A poznawane było na innych terytoriach, a jednocześnie, wraz ze swoim rozprzestrzenianiem się, ulegało uproszczeniu aż wyewoluowało do pisma linearnego B. Pismo linearne B ma wiele wspólnych symboli z pismem linearnym A. Za jego pomocą można zapisywać także podobne wartości sylabiczne, ale ani te, ani żadne inne proponowane metody odczytu nie prowadzą do poznania samego języka Minojczyków. Zmiana pisma linearnego A w pismo linearne B nastąpiła ostatecznie po upadku cywilizacji minojskiej i zdobyciu minojskich miast przez przedstawicieli kultury mykeńskiej. Pismo linearne A wciąż nie zostało odczytane. Choć wiadomo, jak „brzmią” poszczególne znaki/symbole (to znaczy, który symbol odpowiada za jaki dźwięk), to wciąż nieznany jest język jakim Kreteńczycy (Minojczycy) się posługiwali. Próby odszyfrowania pisma linearnego A trwają od dziesięcioleci – jak dotąd bez rezultatu. Pewne postępy w odczytaniu tego pisma poczyniła w ostatnim czasie doktor Ester Salgarella z Uniwersytetu Cambridge. Poddała ona drobiazgowej analizie wszystkie znane znaki pisma linearnego A próbując określić, który z nich jest sylabą, który ideogramem, a który na przykład znakiem interpunkcyjnym. „Niektóre logogramy – znaki przedstawiające konkretne słowa, w tym przypadku towary, takie jak ziarno, oliwki, oliwa, wino czy figi są zbliżone w piśmie linearnym A i w piśmie linearnym B, co pozwala przypuszczać, że słowa używane przez Mykeńczyków mogły być zaczerpnięte z języka minojskiego. Stworzona przez dr Salgarellę baza danych ma docelowo pomóc badaczom w zidentyfikowaniu większej liczby takich znaków podstawowych – prostych ideogramów funkcjonujących zarówno w piśmie linearnym A, jak i piśmie linearnym B. Do tej pory wyszczególniono ich około 80. Dodatkowo, rozpoznano grupę znaków specyficznych, które są poświadczone jedynie na zabytkach pisma linearnego A znalezionych w konkretnym miejscu”. (A. Jaszczurowska, „Nowy, przełomowy sposób na odszyfrowanie pisma linearnego A”). Pismo linearne B Pismo linearne B to pismo stosowane w kulturze mykeńskiej, które wyewoluowało z pisma linearnego A. Pismo to zostało odczytane w 1953 roku przez Michaela Ventrisa i Johna Chadwicka. Pismo linearne B składa się z 90 znaków. Do zapisu słów w piśmie linearnym B używano sylabogramów (znaków, które oznaczały sylaby) oraz piktogramów lub ideogramów, które określały całe pojęcia. Jako pierwszy na tabliczki zapisane nieznanym rodzajem pisma natknął się archeolog Arthur Evans. Podczas prac w Knossos na Krecie odnalazł on dużą ilość glinianych płyt. Badacz zauważył, że starsze tabliczki zapisane są innym rodzajem pisma, niż tabliczki młodsze. Z tego względu pismo starsze nazwał pismem linearnym A, natomiast młodsze – pismem linearnym B. Arthur Evans wierzył, że odnalezione tablice są zapisane, jak to określił, językiem minojskim. Odrzucał hipotezę, jakoby język ten mógł mieć jakiś związek ze starożytną greką. Badaniami Evansa zainteresowanych było wielu naukowców z całego świata. Wśród nich był, rozpoczynający dopiero swoją naukową karierę, Michael Ventris, który przez wiele kolejnych lat próbował odszyfrować pisma linearne A i B. Dowiódł on, choć sam początkowo był nastawiony do tej hipotezy sceptycznie, że pismo linearne B jest archaicznym językiem greckim. Dowodzi to – wbrew tezom Evansa – że kultura minojska nie była cywilizacją zupełnie odrębną od istniejących wówczas w basenie Morza Śródziemnego. Badania Ventrisa nad pismem linearnym B ubogacił i rozbudował ekspert od klasycznej greki John Chadwick. Obaj badacze wspólnie opublikowali trzytomową monografię „Documents in Mycenean Greek”. Pismo linearne B zostało uznane za odczytane w roku 1953.
: Data Publikacji.: 19-03-25
: Opis.: Wyobraź sobie drewno, które nie tylko służy jako materiał budowlany, ale także świeci w ciemności jak świetlik w letnią noc. Cały pomysł opiera się na wykorzystaniu grzyba zwanego opieńką miodową (Desarmillaria tabescens). Jest on znany z tego, że naturalnie wytwarza światło dzięki bioluminescencji – procesowi chemicznemu, w którym enzymy przekształcają energię chemiczną w światło. W badaniach opublikowanych w czasopiśmie Advanced Science naukowcy z szwajcarskiego Federalnego Laboratorium Materiałoznawstwa i Technologii opisali, jak połączyli świecący grzyb z drewnem. Materiał przyszłości Przyszłe zaawansowane materiały muszą mieć „inteligentne” właściwości funkcjonalne wykraczające poza to, co jest obecnie możliwe, takie jak zdolność do samonaprawy i reagowania na sygnały ze środowiska oraz zmiany stanu skupienia. Wśród różnych rozwiązań, które mają prowadzić do tego celu, proponowane są hybrydowe systemy z elementami żywymi i nieożywionymi. Jest to np. cement połączony ze specjalnymi bakteriami, które „produkują” wapń. I tym tropem poszli naukowcy z szwajcarskiego Federalnego Laboratorium Materiałoznawstwa i Technologii EMPA. Nadciąga żywy beton. Świat już nigdy nie będzie taki sam Beton, który sam się naprawia. Zatrudnili miliony małych robotników Oto przyszłość naszych mieszkań. Materiał jak szkło, ale sam się myje i chłodzi pomieszczenia Splecioną strukturę grzyba i drewna można opisać jako naturalną biohybrydę. Ale to, co natura wydaje się osiągać bez wysiłku, było jak dotąd zbyt trudne dla biotechnologii. Teraz, po raz pierwszy, zespołowi Empa udało się wywołać i kontrolować proces w laboratorium. Biotechnolog Francis Schwarze wytropił w naturze świecące grzyby, przeanalizował je w laboratorium i rozszyfrował ich kod genetyczny. Proces tworzenia tego świecącego drewna rozpoczyna się od zaszczepienia drewna balsowego nitkami grzybów bioluminescencyjnych. Proces wymaga dużej wilgotności. Ten rodzaj drewna jest znany z tego, że jest lekki, więc idealnie nadaje się do eksperymentów z grzybami, ponieważ naukowcy chcą dowiedzieć się, jak substancja wpływa na strukturalne składniki drewna. Rezultaty? Po trzech miesiącach w wilgotnym środowisku drewno zaczęło świecić zielonym światłem o długości fali 560 nanometrów – to barwa zbliżona do światła emitowanego przez świetliki. Luminescencja, która trwa około dziesięciu dni, jest napędzana reakcją chemiczną. Po wystawieniu na działanie tlenu enzym lucyferazy aktywuje się i powoduje, że drewno świeci w ciemności. Co ważne, podczas tej transformacji drewno zachowuje integralność strukturalną. Grzyb degraduje wprawdzie ligninę, związek, który nadaje drewnu sztywność, ale pozostawia celulozę nienaruszoną, zapewniając stabilność i sztywność drewna, dzięki czemu może ono zachować funkcjonalność i odporność. Naukowcy próbują teraz sprawić, aby świeciło jaśniej i wydłużyć czas świecenia. Odkrycie świecącego drewna otwiera zupełnie nowe możliwości w dziedzinie designu i oświetlenia. Wyobraź sobie meble, które same emitują delikatne światło, tworząc przytulną atmosferę w pomieszczeniu. Albo domy, których ściany świecą w nocy, zastępując tradycyjne lampy. Wśród pomysłów są również ławki w miejskich parkach. To tylko niektóre z potencjalnych zastosowań tej innowacyjnej technologii. Najważniejsze jest jednak to, że cały proces jest przyjazny dla środowiska. Nie wymaga energii elektrycznej ani syntetycznych chemikaliów, które mogłyby zanieczyszczać planetę. Pisał o tym Arystoteles Warto też dodać, że świecące drewno nie jest nowym pomysłem. Naturalnie świecące drewno zostało opisane po raz pierwszy około 2400 lat temu przez greckiego filozofa Arystotelesa. Stosowali je już górnicy w XVIII wieku, którzy w zastępstwie pochodni używali świecących drewnianych podpór do oznaczania podziemnych korytarzy. W 1912 r. Hans Molisch, czesko – austriacki botanik odkrył, że światło emitowane w kopalniach pochodziło z pasm grzybni wytwarzanych przez opieńkę miodową. Chociaż wyniki badań są bardzo obiecujące, naukowcy podkreślają, że przed nimi jeszcze wiele pracy. Muszą znaleźć sposób na przedłużenie czasu świecenia drewna oraz zwiększenie jego intensywności. Niemniej jednak świecące drewno to niewątpliwie jeden z ciekawszych wynalazków. To dowód na to, że natura wciąż potrafi nas zaskoczyć i dostarczyć inspiracji do tworzenia innowacyjnych rozwiązań.
: Data Publikacji.: 18-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025