Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 04-04-25
: Opis.: W pogoni za dziewiątą planetą. Raz jest, a raz jej nie ma. Przez większość czasu, gdy ludzkość świadomie obserwuje kosmos, nie istniała ścisła definicja planety. Gdy w 1801 roku odkryto Ceres, pierwszą planetoidę pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza, nie był to wystarczający bodziec, dla zastanowienia się nad klasyfikacją obiektów. Zresztą dopiero kilkadziesiąt lat później odkrycia asteroid nabrały tempa. Starożytni znali sześć planet. W 1781 roku William Herschel odkrył Urana. Kolejną planetę Neptun odkrył Johann Gottfried Galle w 1846 roku na podstawie obserwacji odstępstw ruchu Urana od teoretycznych przewidywań. Jak się okazuje, to jedyna planeta, którą poprawnie odkryto w ten sposób. Pluton - planeta odkryta na podstawie błędnych założeń Od 1930 roku, gdy Clyde Tombaugh odkrył Plutona, do 2006 roku Układ Słoneczny liczył dziewięć planet. Obserwatorzy szybko zdali sobie sprawę z faktu, że Pluton ma bardzo eliptyczną i mocno nachyloną orbitę, ale uznano go za planetę z dwóch powodów. I każdy z nich okazał się błędny. Instrumenty wykorzystane do odkrycia Plutona, teleskop o średnicy obiektywu 330 mm oraz urządzenie do porównywania kolejnych fotografii. (fot: Pretzelpaws / CC BY-SA 3.0) Poszukujący go astronomowie spodziewali się, że będzie to obiekt kilka razy masywniejszy od Ziemi. Odkryty Pluton okazał się znacznie ciemniejszym niż się spodziewano obiektem, a jego szacowana masa zmalała do około 1 masy Ziemi. W kolejnych latach Pluton malał w oczach, aż w 1978 roku po odkryciu Charona, największego z księżyców Plutona, jego masę ustalono na 0,0022 masy Ziemi. Gdyby taką wiedzą dysponowało zatwierdzające odkrycie Plutona gremium naukowe, nie zostałby uznany za planetę. Pluton nie stracił jednak statusu planety w 1978 roku, bo nie było ku temu powodów. Był jedynym znanym dużym, o średnicy około 2300 km, obiektem daleko za orbitą Neptuna. Pluton i Charon, zdjęcia z sondy New Horizons z 2015 roku. W 1930 roku odkrywcy Plutona trudno było dostrzec coś więcej niż przypominającą gwiazdę kropkę, która bardzo powoli przemieszcza się po niebie. (fot: NASA) Co ciekawe w zasadzie nie było potrzeby w 1930 roku, by szukać Plutona. I to nawet jako dużo masywniejszego obiektu, by wyjaśnić zaburzenia w ruchu Urana i Neptuna, co podejrzewano w XIX wieku. Pod koniec XX wieku, Miles Standish z JPL przeanalizował pozycje Urana i Neptuna z uwzględnieniem wszystkich dostępnych obserwacji. Okazało się, że w danych z XIX w. wcale nie ma zaburzeń. Paradoksalnie Tombaugh odkrył nową planetę na podstawie błędnych założeń. I to w odległości jedynie kilku stopni kątowych od miejsca gdzie wyliczono jej pozycję. 18 lat temu Pluton przestał być planetą Gdy nadszedł rok 1992, menażeria Układu Słonecznego powiększyła się o obiekty pasa Kuipera. To postulowany w 1950 roku przez Gerarda Kuipera obszar, stanowiący rezerwuar komet krótkookresowych. Pluton stał się z urzędu największym obiektem pasa Kuipera. Pas Kuipera (białe kropki), zaznaczona orbita Plutona (żółty kolor) i trasa sondy New Horizons (czerwony kolor). (fot: NASA) I wciąż takim pozostaje, choć w 2005 roku trójka astronomów, M.E.Brown, C.A.Trujillo oraz D.L. Rabinowitz odkryła obiekt 2003 UB313, prawie tej samej wielkości co Pluton i nieco masywniejszy. Dziś znany jest on jako Eris. W 2006 roku na zjeździe IAU w Pradze, ustalono definicję planety, do której dotychczasowa dziewiąta planeta nie pasowała. Pluton podobnie jak Eris, Ceres, a także Sedna (inny duży obiekt pasa Kuipera) otrzymały etykietkę planety karłowatej. Ta zmiana nie wszystkim się spodobała, a już na pewno nie ostudziła zapału tych astronomów, którzy uważali, że na Plutonie planety w naszym układzie planetarnym się nie kończą. Po co szukać kolejnej planety w Układzie Słonecznym? Odkrycie lub wykluczenie istnienia dziewiątej planety nie jest dziś tylko działaniem, które ma zaprząc uwagę naukowców. Istnieją konkretne powody, dla których jej szukamy. Fizycy wciąż nie mają pewności, czy ich pojmowanie grawitacji jest prawidłowe. Obecnie tradycyjnej teorii Newtona przeciwstawia się teorię zmodyfikowaną czyli MOND (Zmodyfikowana Dynamika Newtonowska), świetną kontrpropozycję dla koncepcji ciemnej materii. W MOND oddziaływania grawitacyjne na dużych odległościach są inne niż w starszej teorii. Ta teoria w wygodny sposób zwalnia nas z myślenia o dziewiątej planecie. Co jednak, gdy taka planeta istnieje, jak sugerują cyfrowe symulacje ewolucji Układu Słonecznego? Dzisiejsi astronomowie mają do dyspozycji superkomputery, których nie mieli nie tylko współcześni Tombaughowi, ale nawet naukowcy sprzed kilku dekad. Oprogramowanie może szybko śledzić rozwój naszego systemu planetarnego przy różnorodnych warunkach początkowych. Z tych obliczeń wynika, że superziemia może kryć się w bardzo odległych rejonach Układu Słonecznego. Jeśli jej nie ma, to MOND wygra, jeśli jest, to znowu trzeba będzie poprawiać teorię grawitacji. Czy dziewiąta planeta jest skalista, lodowa, a może to kolejny gazowy gigant jak Neptun? Tego nie wiemy. W 2016 roku Konstantin Batygin i Mike Brown z Caltechu na podstawie modelowania komputerowego zasugerowali, że dziewiąta planeta może mieć nawet 10 mas Ziemi i znajduje się 20 razy dalej niż Neptun. (fot: Caltech/R. Hurt) Wiedza o planecie dziewiątej może być też przyczynkiem do dokładniejszego modelowania zachowania się obiektów w zewnętrznym Układzie Słonecznym. A także tych, które nadlatując z daleka odwiedzają jego wewnętrzne obszary. Dziewiąta planeta uporządkuje ruch obiektów z pasa Kuipera, którego nieregularności nie da się obecnie wyjaśnić tylko obecnością Neptuna. Poszukiwania kolejnej planety są w zasadzie poszukiwaniem reszty Układu Słonecznego. Z obserwacji pozasłonecznych dysków protoplanetarnych wynika bowiem, że rozmiar pasa Kuipera wynikający z obecnych obserwacji jest zbyt mały. Sięga on do mniej więcej 50 AU (jednostek astronomicznych, 1 AU = odległość Ziemia- Słońce), a dalej nie ma już wielu obiektów. Jednak obserwacje wykonane między innymi teleskopem Subaru na Hawajach w roku 2021, wskazały, że jest inaczej. I nawet jeśli wśród nowo odkrytych ciał niebieskich brak dziewiątej planety to warto szukać. Kontrola misji sondy New Horizons liczy bowiem, że odwiedzi ona jeszcze jeden obiekt pasa Kuipera (po Plutonie i Arrokoth). Jak szukać dziś dziewiątej planety? Obserwacje najodleglejszych gwiazd i galaktyk są równie trudne co obserwacje obiektów na granicach Układu Słonecznego. Teoretycznie bliskich nam, ale niewielkich i świecących wyłącznie odbitym światłem słonecznym, czyli bardzo słabo. Pod pewnym względem nawet trudniejsze, bo nie wystarczy tylko zaobserwować planetę karłowatą czy asteroidę, trzeba to zrobić wiele razy, by udało się określić jej orbitę i inne cechy. A to zadanie niezwykle trudne. Niebo jest bardzo rozległe, a niewielkie kilkusetmetrowe asteroidy na zdjęciach są prawie nieodróżnialne od szumu tła. Tylko numeryczna analiza obrazów, przy której niezwykle pomocna jest AI, pozwala cokolwiek wykryć. 100 lat temu Plutona odkryto porównując gołym okiem przez wiele miesięcy kolejne szklane płyty ze zdjęciami nieba. Służyły temu tzw. blinkometry. Dziś takie taki obiekt komputery odkryłyby w mgnieniu oka. Vera Rubin Observatory, teleskop z największą kamerą w historii (na zdjęciu), dokładnie przeczesze niebo poza orbitą Neptuna. (fot: Jacqueline Ramseyer Orrell/SLAC National Accelerator Laboratory) Nawet jeśli umykająca astronomom dziewiąta planeta ma masę kilku mas Ziemi, to i tak znajduje się prawdopodobnie w odległości kilkaset AU i „świeci” kilkaset razy słabiej niż Pluton. Astronomowie muszą sięgnąć po najsilniejsze teleskopy, których czas obserwacyjny da się przeznaczyć na masowy przegląd nieba. Ideałem takiego obserwatorium jest VRO (Vera Rubin Observatory), które uruchomione będzie już w sierpniu, a obserwacje ruszą w styczniu 2025. Siłą znajdującego się tam 8,4 metrowego teleskopu jest 3,2-gigapikselowa kamera i farma komputerów przetwarzających obrazy na bieżąco. Jeśli dziewiąta planeta taka jak sugerują modele teoretyczne istnieje, powinniśmy ją znaleźć dzięki VRO, wraz z milionami innych wcześniej nie obserwowanych obiektów pasa Kuipera. Może okazać się też tak, że dokonane odkrycia postawią teoretyków przed zagadkami, do których wyjaśnienia nie starczy nawet dziewiąta planeta.
: Data Publikacji.: 21-03-25
: Opis.: To nie jest jakiś magiczny przedmiot z filmów science fiction, ale prawdziwa forma materii, która zachowuje się w niezwykły sposób. Kryształ czasoprzestrzenny to układ cząstek, który jest w stałym ruchu, nawet gdy jest w najniższym stanie energetycznym. Innymi słowy, to coś, co działa bez energii. Brzmi niewiarygodnie, prawda? A jednak, naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Dortmundzie w Niemczech twierdzą, że stworzyli taki kryształ czasoprzestrzenny i udowodnili jego istnienie. To wielki krok naprzód w dziedzinie fizyki kwantowej i potencjalnie rewolucyjna technologia dla przyszłości. Naukowcy z niemieckiego Uniwersytetu Technicznego w Dortmundzie poinformowali, że opracowali niezwykle wytrzymały kryształ czasoprzestrzenny (czasem nazywany też kryształem czasu). Ich badanie opublikowane w Nature Physics, oferuje nowy wgląd w potencjalne zastosowania i fizykę rządzącą kryształami czasoprzestrzennymi, a także oferuje nową metodę utrzymywania ich stabilności. To, co wygląda jak płomień, jest pomiarem nowego kryształu czasu: każdy punkt odpowiada wartości eksperymentalnej, co skutkuje różnymi poglądami na okresową dynamikę polaryzacji spinu jądrowego kryształu czasu. Fot. TU Dortmund Zespół kierowany przez dr Alexa Greilicha opracował nowatorską metodę stabilizacji kryształu czasoprzestrzennego w materiale półprzewodnikowym. Opracowany przez nich kryształ może utrzymywać okresowe oscylacje przez długi czas, około 40 minut, czyli miliony razy dłużej niż w przypadku poprzednich prób. Dzięki zastosowaniu arsenku indu i galu spiny jądrowe kryształu magazynują energię, działając jak bateria. Co to jest kryształ czasoprzestrzenny? Kryształ czasoprzestrzenny to teoretyczna struktura powtarzalna w czasie i przestrzeni zaproponowana w 2012 r. przez amerykańskiego noblistę i fizyka Franka Wilczka. Rozszerzył on pojęcie kryształu na czwarty wymiar. W przeciwieństwie do tradycyjnych kryształów, które wykazują powtarzające się wzory w przestrzeni, kryształy czasu wykazują wzory, które powtarzają się w czasie. Oznacza to, że ich struktury atomowe podlegają okresowym ruchom nawet bez energii zewnętrznej, co przeczy tradycyjnym prawom termodynamiki rządzącym równowagą w większości układów. Jednak kryształ czasoprzestrzenny nie narusza żadnych praw fizyki. Dzieje się tak dlatego, że istnieje w swoim najniższym stanie energetycznym i dlatego nie może wykonać pracy – energii nie można wydobyć z tego układu, nawet jeśli się porusza. Po co nam kryształ czasoprzestrzenny? Kryształ czasoprzestrzenny to nie tylko ciekawy eksperyment fizyczny, ale też potencjalnie użyteczna technologia. Może on mieć zastosowanie w dziedzinie informatyki kwantowej, która wykorzystuje zjawiska kwantowe do przetwarzania danych. Kryształ czasu może być idealnym nośnikiem informacji kwantowej, ponieważ jest stabilny i nie traci energii. Może też służyć jako zegar kwantowy, który mierzy czas z niezwykłą dokładnością. Jedno z najbardziej obiecujących zastosowań kryształów czasoprzestrzennych dotyczy obliczeń kwantowych i przetwarzania informacji. Kryształy te można potencjalnie wykorzystać do tworzenia bardziej stabilnych kubitów – podstawowych jednostek informacji kwantowej – które są niezwykle wrażliwe na najmniejsze nawet zakłócenia zewnętrzne. Ta stabilność może utorować drogę dla bardziej niezawodnych komputerów kwantowych, zdolnych do rozwiązywania złożonych problemów znacznie wykraczających poza zasięg dzisiejszych najpotężniejszych klasycznych komputerów. Co więcej, wewnętrzna regularność czasowa kryształów czasu czyni je idealnymi kandydatami do zwiększania precyzji urządzeń do pomiaru czasu. W epoce, w której liczy się każda nanosekunda, od nawigacji GPS po transakcje finansowe o wysokiej częstotliwości, rozwój zegarów opartych na kryształach czasu mógłby znacząco poprawić dokładność i niezawodność pomiarów czasu. Kryształ czasoprzestrzenny to więc nie tylko fantazja, ale rzeczywistość. Niemieccy naukowcy dokonali przełomu, który może mieć dalekosiężne konsekwencje dla nauki i technologii. A może kiedyś, kryształ czasoprzestrzenny znajdzie się w naszych smartfonach, zegarkach czy komputerach. Kto wie, co jeszcze potrafi zrobić?
: Data Publikacji.: 21-03-25
: Opis.: Jednym ze sposobów rozmnażanie rośliny jest rozmnażanie wegetatywne, które polega na tworzeniu sadzonek z fragmentu rośliny rodzimej. Jednak jeśli zależy nam na szybki wypuszczeniu korzeni przez nowe sadzonki, przydatny będzie odpowiedni ukorzeniacz. Ukorzeniacz spokojnie możemy przygotować w domu przy pomocy produktu, który większość z nas ma w kuchni. Ukorzeniacz ma na celu stymulowanie powstawania korzeni i pobudzanie procesów wzrostu korzeniowego. Ukorzeniacze przyspieszają proces zakładania nowych korzeni, a także mogą wpłynąć na przetrwanie sadzonki. W ukorzeniaczach często znajdują się dodatkowe środki grzybobójcze, witaminy i mikroelementy. Rośliny możemy rozmnażać na różne sposoby. Ukorzeniacz często jest niezbędny, jeśli chcemy rozmnożyć roślinę macierzystą poprzez podział. W zależności od tego, jaką roślinę chcemy rozmnożyć, konieczne może być użycie innego ukorzeniacza. Istnieją specjalne preparaty przeznaczone do roślin zielonych, zdrewniałych i półzdrwniałych. Jeśli decydujemy się na rozmnażanie wegetatywne, możemy wybrać gotowy preparat ze sklepu. Ukorzeniacz możemy przygotować też sami przy pomocy produktu, który większość z nas ma w swojej kuchni. Idealnie do rozmnożenia roślin przez podział sprawdzi się miód. Ukorzeniacz przygotowany z miodu nie tylko pobudzi roślinę do wypuszczenia korzeni, ale również ochroni ją przed grzybami i bakteriami. Jak przygotować ukorzeniacz z miodu? Do stworzenia domowego ukorzeniacza będzie potrzebna nam łyżeczka miodu i dwie szklanki ciepłej wody. Fragment rośliny, który chcemy ukorzenić, umieszczamy w przygotowanej miksturze po jej ostygnięciu. Miód wzmocni i ochroni sadzonkę, a do tego pobudzi system korzeniowy. Idealnym domowym ukorzeniaczem, który sprawdzi się przy rozmnażaniu wegetatywnym, jest właśnie miód. Poza tym innym składnikiem z naszej kuchni, który co prawda nie pobudzi roślin do wzrostu, ale świetnie je ochroni, jest cynamon. Cynamon nie sprawi, że nasze sadzonki szybciej wypuszczą korzenie, ale ochroni rośliny przed zgorzelą siewek. Wystarczy końcówki sadzonek delikatnie zamoczyć w wodzie, a następnie posypać cynamonem. Tak przygotowane roślin wsadzamy do ziemi. Cynamon ochroni je przed chorobami grzybiczymi. Ukorzeniacz ma na celu stymulowanie powstawania korzeni i pobudzanie procesów wzrostu korzeniowego. Ukorzeniacze przyspieszają proces zakładania nowych korzeni, a także mogą wpłynąć na przetrwanie sadzonki. W ukorzeniaczach często znajdują się dodatkowe środki grzybobójcze, witaminy i mikroelementy. Rośliny możemy rozmnażać na różne sposoby. Ukorzeniacz często jest niezbędny, jeśli chcemy rozmnożyć roślinę macierzystą poprzez podział. W zależności od tego, jaką roślinę chcemy rozmnożyć, konieczne może być użycie innego ukorzeniacza. Istnieją specjalne preparaty przeznaczone do roślin zielonych, zdrewniałych i półzdrwniałych.
: Data Publikacji.: 21-03-25
: Opis.: Powoduje śmierć komórek rakowych. Polacy po nim depczą. Autor: Dominika Najda Glistnik jaskółcze ziele zwykle uznawany jest za chwast, niewiele osób bowiem zna jego lecznicze właściwości. Ta pospolita roślina, po której Polacy często depczą, może okazać się naturalną bronią na raka, ale nie tylko. Glistnik jaskółcze ziele: Lecznicza roślina występuje powszechnie i można ją spotkać w wielu miejscach - od ogrodów przez parki na rowach kończąc. Preferuje lekko zacienione i nieco wilgotne miejsca. Po przełamaniu łodygi wydobywa się charakterystyczny żółty sok. Glistnik jaskółcze ziele może być stosowany zarówno wewnętrznie w postaci naparu, jak i zewnętrznie, w zależności od problemu. Roślina ma też wiele innych leczniczych właściwości i może pomóc w przypadku niektórych problemów zdrowotnych. Działa bakteriobójczo i przeciwwirusowo, łagodzi dolegliwości układu pokarmowego i pomaga w chorobach skóry. Napar o wielu właściwościach: Jaskółcze ziele znane jest ze swoich przeciwbólowych i przeciwalergicznych właściwości. Spożywanie naparu pobudza wydzielanie żółci i korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu pokarmowego. Po roślinę warto sięgać w przypadku zaparć oraz biegunek wywołanych przez pałeczkę okrężnicy, czyli Escherichia coli. Sprawdzi się też przy różnych rodzajach zakażeń grzybiczych. Zawarte w roślinie składniki pomagają też regulować ciśnienie tętnicze oraz łagodzić stres. Berberyna działa hipotensyjne, co oznacza, że zmniejsza ciśnienie w naczyniach krwionośnych i obniża ciśnienie krwi. Na największą uwagę glistnik zasługuje jednak ze względu na swoje antynowotworowe właściwości. W BMC Cancer opublikowano przegląd badań, z których wynika, że glistnik jaskółcze ziele może prowadzić do apoptozy, czyli programowanej śmierci komórek rakowych. Autorzy siedmiu analiz badań wykazali, że znajdujące się w nim alkaloidy wykazują silne działanie przeciwnowotworowe. Chelidonina, chelerytryna, sangwinaryna i koptyzyna mogą zapobiegać rozprzestrzenianiu się komórek rakowych. Na trądzik i brodawki Najpopularniejszym wykorzystaniem glistnika jest leczenie kurzajek i brodawek, szczególnie tych wywołanych przez zakażenie wirusem HPV. Po roślinę warto też sięgać w przypadku problemów skórnych. Ziele poradzi sobie z trądzikiem różowatym, egzemą, łuszczycą i grzybicą. Nie tylko złagodzi objawy i przyniesie ulgę, ale również oczyści skórę i pomoże zapobiegać pojawianiu się nowych zmian. Znajdujące się w roślinie karotenoidy, flawonoidy i olejki eteryczne działają przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie i przeciwalergicznie, więc wspomagają regenerację naskórka i poprawiają kondycję skóry. Roślina potencjalnie toksyczna Glistnik jaskółcze ziele jest rośliną potencjalnie toksyczną, warto więc zachować ostrożność. Ze spożywanie powinny zrezygnować kobiety ciężarne i karmiące piersią oraz osoby przyjmujące leki. Roślina podrażnia też błonę śluzową żołądka i dwunastnicy, więc nie jest zalecana u pacjentów z chorobą wrzodową i wrażliwym układem pokarmowym. Terapię najlepiej skonsultować z lekarzem.
: Data Publikacji.: 20-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025