Nadmi
- Kraj:Polska
- : Język.:deutsch
- : Utworzony.: 06-10-15
- : Ostatnie Logowanie.: 04-04-25
: Opis.: 2024.02.10. Niezwykły materiał opracowali koreańscy naukowcy. Sprawdza się nie tylko w `wysokiej temperaturze, ale i w ekstremalnej ekspozycji na promieniowanie UV, dzięki czemu idealnie nadaje się również do zastosowań w lotnictwie i przestrzeni kosmicznej. Zespół badawczy z Koreańskiego Instytutu Nauki i Technologii (KIST) opracował materiał ogniotrwały termicznie, który zachowuje swoje właściwości nawet w temperaturach 1000°C i przy silnym promieniowaniu ultrafioletowym. Może być stosowany w różnych zastosowaniach, od systemów kosmicznych po systemy fotowoltaiczne. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Advanced Science. Przełom był możliwy dzięki wykorzystaniu promieniowania cieplnego, czyli typu elektromagnetycznego emitowanego przez materię, której temperatura jest wyższa od zera absolutnego. Ochroni przed promieniowaniem: Promieniowanie powstaje w wyniku ciepła wytwarzanego podczas ruchu ładunków w materiale i jest uwalniane w postaci promieniowania elektromagnetycznego. Naukowcy pracowali nad wykorzystaniem tego promieniowania jako źródła energii. Ciepło z obiektów takich jak elektrownie cieplne i obiekty przemysłowe można ponownie wykorzystać do ogrzewania, chłodzenia, a nawet produkcji energii, jeśli dostępne są odpowiednie materiały ogniotrwałe. Naukowcy odkryli niezwykły materiał nadprzewodzący. To przyszłość elektroniki W ramach prób wycofywania paliw kopalnych w różnych częściach świata realizowane są zakrojone na szeroką skalę projekty wytwarzania energii z wykorzystaniem światła słonecznego. Jednakże widmo promieniowania słonecznego, które dociera do Ziemi, ale pozostaje niewykorzystane, to kolejny zasób odnawialny. Chcą z niego skorzystać naukowcy. - Jako alternatywa dla odnawialnej energii słonecznej i wiatrowej, której produkcja energii elektrycznej zmienia się w zależności od pogody, coraz większą uwagę przyciąga przyjazna dla środowiska technologia termoelektryczna, która do wytwarzania energii elektrycznej wykorzystuje energię promieniowania emitowaną przez Słońce i środowiska o wysokiej temperaturze – mówi cytowany w komunikacie Jongbum Kim, starszy badacz w KIST, pod którego przewodnictwem zespół opracował nowy materiał termoogniotrwały. Wykorzystanie w energetyce: Zazwyczaj jako ogniotrwałe materiały przewodzące stosowano materiały takie jak wolfram, nikiel i azotek tytanu. Jednakże materiały te łatwo ulegają utlenieniu w wyższych temperaturach. Koreańscy naukowcy opracowali taki, który sobie z tym radzi. Jak wynika z komunikatu prasowego, badacze wykorzystali techniki osadzania za pomocą impulsowego lasera do wytworzenia tlenku cynianu baru domieszkowanego lantanem w cienkiej warstwie w skali nano. Materiał zachowuje swoje właściwości nawet pod wpływem temperatur do 1000 stopni Celsjusza i intensywnego światła ultrafioletowego o natężeniu 9 MW/cm2. Zespół badawczy wyprodukował także emiter ciepła w paśmie podczerwieni i stwierdził, że materiał jest stabilny, gdy jest stosowany w postaci wielowarstwowej lub cienkiej folii. Otwiera to możliwość wykorzystania go do wytwarzania energii termofotowoltaicznej. Co ciekawe, materiał umożliwia przenoszenie promieniowania cieplnego do ogniw fotowoltaicznych bez pośrednika, zapobiegając w ten sposób jego utlenianiu w kontakcie z powietrzem. - LBSO przyczyni się do rozwiązania problemu zmian klimatycznych i kryzysu energetycznego poprzez przyspieszenie komercjalizacji wytwarzania energii termoelektrycznej – dodał Kim. Naukowcy są przekonani, że LBSO znajdzie zastosowania wykraczające poza wytwarzanie energii i recykling ciepła odpadowego z urządzeń przemysłowych. Ponieważ jest odporny na działanie promieni UV, materiał może również zarządzać ciepłem wytwarzanym przez absorpcję lub wystawienie na działanie silnego światła słonecznego. Zwykle ma to miejsce w ekstremalnych środowiskach i może pomóc w opracowywaniu zastosowań w obszarach lotnictwa i przestrzeni kosmicznej.
: Data Publikacji.: 19-03-25
: Opis.: Dzięki temu żyją ponad 100 lat. Chronią przed cukrzycą, rakiem, nadciśnieniem. Autor: Dominika Najda Fioletowe ziemniaki z pewnością przyciągają uwagę w sklepowej alejce z warzywami. Warto na nie zwrócić uwagę nie tylko ze względu na osobliwą barwę, ale także ze względu na szereg korzyści zdrowotnych, które płyną z ich spożywania. Sekret stulatków Fioletowe bataty to jedne z najzdrowszych warzyw na świecie. Naukowcy uważają je za sekret długowieczności mieszkańców japońskiej wyspy Okinawa. To właśnie tam można znaleźć najwięcej stulatków. Okinawa uznawana jest za jedną z tzw. niebieskich stref, czyli regionów, w których mieszkańcy cieszą się ponadprzeciętnym zdrowiem, doskonałą kondycją umysłową i żyją o wiele dłużej. Z badań wynika, że** zdrowie i długowieczność mieszkańców tych obszarów przede wszystkim wynika z diety**. Co ciekawe, osoby zamieszkujące Okinawę chętnie sięgają po fioletowe ziemniaki. Bez wątpienia warzywa te urozmaicą każde danie i dodadzą kolorów na talerzu. Przede wszystkim wprowadzenie ich do jadłospisu wiąże się z mnóstwem zalet zdrowotnych. Samo zdrowie w fioletowych batatach Fioletowe bataty mają zawartość składników odżywczych podobną do innych odmian, a ich smak jest nieco bardziej orzechowy. Są bardzo pożywne, zawierają spore ilości błonnika oraz potasu. Indeks glikemiczny fioletowych ziemniaków jest nieco niższy w porównaniu do tradycyjnych odmian, wynosi 77. Wywierają jednak mniejszy wpływ na poziom cukru we krwi ze względu na wysokie stężenie polifenoli roślinnych, które zmniejszają wchłanianie skrobi w jelitach. Fioletowy kolor świadczy o tym, że w ziemniakach znajduje się mnóstwo przeciwutleniaczy, które chronią komórki przed stresem oksydacyjnym. Wysoka zawartość antocyjanów obniża poziom cholesterolu i zmniejsza ryzyko chorób serca, cukrzycy i nowotworów. Jedzenie fioletowych ziemniaków może korzystnie wpływać na zdrowie naczyń krwionośnych i ciśnienie krwi. Częściowo wynika to z wysokiej zawartości potasu, ale przeciwutleniacze odgrywają tutaj równie ważną rolę. Alternatywa dla zwykłych ziemniaków Kilka badań laboratoryjnych wykazało, że niektóre związki zawarte w fioletowych ziemniakach, w tym przeciwutleniacze, mogą pomóc w zapobieganiu lub zwalczaniu nowotworów, w tym raka okrężnicy i piersi. Dodatkowo fioletowe bataty pomagają zwiększyć ilość błonnika w diecie. Substancja tazapewnia uczucie sytości, zapobiega zaparciom i stabilizuje poziom cukru we krwi. Podczas kolejnych zakupów warto rozglądać się za tym wyjątkowym warzywem. Możesz je przygotować jak zwyczajne ziemniaki, a sposób podania to kwestia preferencji.
: Data Publikacji.: 19-03-25
: Opis.: W oceanie rozbiła się sonda obcych? Naukowiec z Harvardu ma nowe dowody. Autor: Bogdan Stech Profesor Harvardu i łowca UFO, Avi Loeb, twierdzi, że ma nowe dowody na to, że fragmenty meteorytów wydobyte z dna oceanu to obca technologia. Czy gdzieś tam, w odległych zakątkach kosmosu, istnieją inne cywilizacje, które potrafią podróżować między gwiazdami? Jeśli tak, to czy kiedykolwiek odwiedziły naszą planetę i zostawiły po sobie ślady? Takie pytania nurtują wielu ludzi, w tym niektórych naukowców, którzy poszukują dowodów na istnienie pozaziemskiego życia. Jednym z nich jest Avi Loeb, profesor astronomii na Uniwersytecie Harvarda, który od lat zajmuje się badaniem niezwykłych obiektów z przestrzeni międzygwiezdnej. Loeb jest znany z kontrowersyjnej teorii, że tajemniczy obiekt o nazwie Oumuamua, który przeleciał przez nasz układ słoneczny w 2017 r., mógł być sztucznym artefaktem stworzonym przez obcą cywilizację. Jego hipoteza spotkała się z wieloma krytycznymi głosami ze strony innych naukowców, którzy uważają, że Oumuamua był po prostu nietypową kometą lub planetoidą. Tajemnicze sferule z dna oceanu Jednak Loeb nie poddaje się i nadal poszukuje nowych dowodów na istnienie Obcych. W czerwcu 2023 r., wraz z zespołem ekspertów, udał się na wyprawę na dno Pacyfiku, w pobliżu Papui-Nowej Gwinei, gdzie w 2014 r. spadł inny obiekt z przestrzeni międzygwiezdnej, o nazwie IM1. Loeb i jego współpracownicy postanowili sprawdzić, czy na dnie oceanu nie ma fragmentów tego obiektu, które mogłyby zdradzić jego pochodzenie i naturę. Do tego celu użyli specjalnego urządzenia, które przeciągało po dnie magnetyczną sieć, zbierającą drobne metaliczne kule, zwane sferulami. Sferule te powstają, gdy obiekt z kosmosu ulega rozgrzaniu i stopieniu podczas przechodzenia przez atmosferę. Jedna z wydobytych sferul w potężnym powiększeniu. Na księżycu Jowisza wykryto węgiel. Jest tam życie? Ludzie wyślą węża w kosmos, żeby poszukiwał życia. Ten robot potrafi nawet pływać Naukowiec wyliczył, ile obcych cywilizacji zagraża Ziemi. Wyszło mu, że cztery, więc sprawdził, czy mamy się bać Nowe argumenty Loeb i jego zespół odzyskali z dna oceanu ponad 700 sferul, które następnie poddali szczegółowej analizie chemicznej i izotopowej. Ich wyniki były zaskakujące i zdumiewające. Okazało się, że niektóre z sferul miały skład chemiczny, który różnił się od jakiegokolwiek znanego materiału w naszym układzie słonecznym. Zawierały one bardzo wysokie stężenia berylu, lantanu i uranu, tworząc niezwykłą kombinację, którą Loeb nazwał “BeLaU”. Ponadto, niektóre z sferul miały stosunek izotopów żelaza, który również odbiegał od tego, co obserwuje się na Ziemi, Księżycu i Marsie. Loeb odrzucił także wcześniejsze twierdzenia wielu astronomów i fizyków, jakoby meteor składał się z popiołów węglowych wytworzonych przez człowieka. Przedstawił nowe badania, które jego zdaniem obalają tę teorię. Stwierdził, że skład chemiczny fragmentów różni się od składu chemicznego znanych meteorów Układu Słonecznego. To mogła być sonda obcych: Loeb spekuluje, że IM1 mógł być sztucznym artefaktem stworzonym przez obcą cywilizację. Jego argumentem jest to, że IM1 miał około 5,5 m średnicy, czyli bardzo mało jak na obiekt międzygwiezdny. Loeb sugeruje, że IM1 mógł być częścią większego statku kosmicznego, który uległ awarii lub został zniszczony. Loeb porównuje IM1 do sondy Voyager, którą NASA wysłała w 1977 r. w kierunku granicy naszego układu słonecznego. Voyager ma około 4 m średnicy i zawiera metalowe elementy, które mogłyby tworzyć sferule podobne do tych, które znalazł Loeb. Może więc IM1 był podobną sondą, wysłaną przez obcych do badania naszej planety? Kolejne argumenty to zdaniem Loeba niezwykła prędkość obiektu wynosząca 60 km/s. Biorąc pod uwagę fakt, że IM1 zachował swoją integralność przy prędkości wejścia w atmosferę Ziemi wynoszącą 45 km/s do wysokości 17 km nad Oceanem Spokojnym, jego wytrzymałość materiałowa musiała być większa niż wszystkich 272 skał kosmicznych udokumentowanych przez NASA w katalogu meteorów. Czy jesteśmy sami? Oczywiście, to tylko hipoteza, która wymaga dalszych badań i potwierdzenia. Loeb zdaje sobie sprawę, że jego teoria jest bardzo odważna i spotyka się z wieloma wątpliwościami i krytyką ze strony innych naukowców. Dlatego planuje kolejną wyprawę na dno Pacyfiku, aby poszukać większych fragmentów IM1, które mogłyby dostarczyć więcej informacji o jego pochodzeniu i strukturze. Loeb nie traci nadziei, że kiedyś znajdzie niepodważalny dowód na istnienie obcych. Uważa, że to ważne nie tylko dla nauki, ale także dla naszej świadomości i perspektywy na świat. Jak powiedział w jednym z wywiadów: “Jeśli odkryjemy, że nie jesteśmy sami, to zmieni nasze poczucie znaczenia i celu. Zrozumiemy, że jesteśmy częścią większej rodziny, a nie jedynymi dziećmi we wszechświecie”.
: Data Publikacji.: 19-03-25
: Opis.: Niezwykłe wyniki wieloletnich badań. Krzysztof Kolumb był polskim księciem, synem króla Władysława III. Autor: Piotr Kobyliński Krzysztof Kolumb nigdy więcej nie będzie znany jako Włoch, ale jako polski książę – stwierdził dr Manuel Rosa w konsulacie RP w Nowym Jorku. Rosa 30 lat swojego życia poświęcił na badanie życiorysu Krzysztofa Kolumba. Jest autorem książek o słynnym żeglarzu, m.in. „Kolumb – historia nieznana”. Wyniki 30-letnich badań Krzysztof Kolumb nie pochodził z rodziny włoskich chłopów, jak się twierdzi, lecz był polskim księciem - oświadczył Rosa, powołując się na swoje 30-letnie badania. Jak zaznaczył podczas spotkania z Polonią, odkrywca Ameryki urodził się w Madalena do Mar na portugalskiej wyspie Madera, gdzie, pod pseudonimem Henrique Alemao, przebywał polski król Władysław III Warneńczyk. - To polski król był ojcem Kolumba - powiedział Rosa. - Odkryłem to podczas moich badań, jak też fakt, że hiszpański sąd pomógł ukryć królewski rodowód odkrywcy przed społeczeństwem. Wszystkie te dowody znajdują się w mojej pracy doktorskiej - stwierdził historyk. Według niego kilka błędów zostało popełnionych pod koniec XV wieku, co pozwoliło wszystko wyjaśnić. - Teraz, kiedy prawda wyszła na jaw, Kolumb nigdy więcej nie będzie znany jako Włoch, ale jako polski książę urodzony w Portugalii z portugalskiej szlachcianki (Filipy Moniz de Perestrelo), która wyszła za mąż za polskiego króla przebywającego na samowygnaniu - powiedział dr Rosa. „Prawdziwa historia tuszowania i oszustw” Zaprzeczył, jakoby była to tylko hipoteza. Nazwał rezultaty swoich badań „prawdziwą historią tuszowania i oszustw”. Rosa opisał swe ustalenia w pracy doktorskiej „Cristoforo Colombo versus Cristóbal Colón”. - Poszukuję teraz wydawcy, który będzie miał odwagę opublikowania mojej rozprawy doktorskiej i wymuszę eliminację tego 500-letniego historycznego kłamstwa. Z moich badań wynika, że żeglarz pochodzi z rodu Colonna – tego samego, co przodkowie królów polskich, którzy byli kuzynami papieża Marcina V – Otto Colonny - powiedział historyk. Mówił o odkryciu w prywatnej kaplicy żeglarza orła umieszczonego nad jego herbem, który jest herbem królów Polski. Zwrócił też uwagę na portret Kolumba z 1542 roku, noszącego pierścień z orłem. Inspiracja dla młodej Polonii Po spotkaniu przygotowanym przez Polonijny Klub Podróżnika konsul Stanisław Starnawski za istotny uznał fakt, że zgromadziło ono bardzo wielu młodych Polaków z USA. - Mam nadzieję, że także dzięki temu zainteresują się historią Polski i będą chcieli rozwiązywać podobne zagadki, co dr Rosa. Jest to ciekawa hipoteza i może jego detektywistyczne podejście do historii zainspiruje młodzież do głębszego poznania historii Polski – mówił konsul. Jednym z uczestników spotkania był Adam Pietruszewski, uczeń polskiej sobotniej szkoły przy Parafii Św. Cyryla i Metodego. Przybył do konsulatu z kolegami. – Nie spodziewałem się, że to będzie tak interesujące. Dowiedziałem się wiele o historii i polskich korzeniach Kolumba, o tym, jak się to wszystko łączyło – powiedział. Problem z datami Zawodowi historycy uznają, że Władysław III zginął 10 listopada 1444 r. w bitwie z Turkami pod Warną. Ponieważ ciała władcy nie odnaleziono, szerzyły się pogłoski o jego ocaleniu. Dało to początek legendzie, według której Władysław III osiadł na portugalskiej Maderze. Znany jako Principe Polako – Książę Polak - miał tam ożenić się i spłodzić syna. Z kolei Krzysztof Kolumb urodził się w 1451 r. w Genui. Przynajmniej według oficjalnej wersji. Z innej polskiej XX wiecznej książki o legendach morskich miasta Gdańsk, autor: pan Henryk Mąka: Podobnie sądzą mieszkańcy Gdańska, według których etymologia Colombo znaczy Gołąb a mieszkaniec Gdańska o tym nazwisku , Jan Gołąb, to Kolumb. Z innych źródeł: Jeżeli chodzi o Króla Władysława Warneńczyka, to faktycznie uciekł z pola bitwy pod Warną 1444 ( co przygotowywał już wcześniej z nielicznymi zaufanymi osobami ze swego otoczenia, i , niezależnie od wyniku bitwy! ) . jego dalszej egzystencji należy szukać w Turcji w Adampolu. A może dotyczy to innego polskiego monarchy?
: Data Publikacji.: 19-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025