Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: CISZA KROPLI. Chłodzi i orzeźwia. Żaden szampon tego nie potrafi co cisza. Hybryda myśli i przestrzeni. Masło bez noża. Łza bez celu. Wielu zwyczajów ciszy nie pojmą. Wyczuwam istnienie pierwiastka duchowego i pewnie nigdy go nie obejmę. Po latach oczekiwania, znalazłem ją. Czasem cisza przemawia lepiej. Najdotkliwiej wśród wilgoci drzew. Krople kapią z wysokich jodeł. Cisza jest wołaniem duchów i oni lecą w każdej kropli. Dotykają wtedy roślin i ptaków, i ciebie, i , co najważniejsze, dotykają ziemi. I zlepiają jej ziarna będąc dobrymi, i niszczą jej spokój będąc złymi. Ciszy nie da się nie słuchać. Ona przenika i gniecie swą obecnością regiony moich snów, gdy już nie śpię. Czy w ciszy można być nowoczesnym? Gdy cisza każe mi być nowoczesnym, to będzie znaczyć, że cuchnę. Bezruch w nowoczesności jest objawieniem mocy moich myśli i natchnieniem otulającego mnie geniuszem przestrzeni. I już. Niepokorny stoję i obejmuję geniusza wzrokiem, myślą i bezruchem. Już wtedy wiem, że przegram. Jestem częścią ciszy i nie ominę jej. Jestem częścią i nie umknę z przestrzeni. Objął mnie bezruch a natłok geometrii niweczy moje wysiłki. Cisza przemawia lepiej niż wszystkie moje myśli. Jestem liszką rzucającą się na kolec akacji. Już dzisiaj, choć akacja jeszcze ziarenkiem się w ziemi rozpycha. Oszczędź fatygi. Za co znienawidziłeś tak bardzo? Co się stało tam, przy wodospadzie? Zegar wybił jedenastą. Przyszedł mój czas. Może jeszcze nie dzisiaj. Hombre, musimy iść. Wioska jest wysoko. Wyżej niż twój honor? Wystarczająco wysoko. Tam pożre cię własna godność. Dynamika, spryt i charakter. Do pełni doskonałości brakuje mi ciszy. Założyłem kapelusz na wełniany beret z nausznikami od Mariji. Zawiązałem kolorową chustkę pod brodą. Pelerynę zapiąłem na srebrna broszę, a skórzane wysokie buty zaimpregnowałem sprayem przeciwko wilgoci. Ostrogi nasmarowałem tłuszczem. Muły były objuczone a ścieżka pięła się prawie pionowo po piardze i wśród skał. Musze walczyć z nimi, bo chcą zniszczyć to, co pokochałem. Nie tworzą nic i już to jest powodem dla śmierci. Namiętność nie łatwo ukryć. Każdy robi, co powinien. Przeznaczenie? Po co? Zaklętymi w kamieniach istnieniami widzisz świat, ale i najlepszy mikroskop nie pokaże ci ich kosmosu pragnień i przestrzeni ich bytów. Jakie przeznaczenie? Czy umiesz wyskoczyć ze spadającej jak kurz galaktyki i zmienić czas? Z ziarnek i kłaczków kosmosów składa się kamień a istnienia w nim żywią się galaktykami jak leguminą w letnie popołudnie. Marija zbiera kamienie i owija je szepcząc im los, w batysty i koronki. Wkłada do hiszpańskiej, czarnej szuflady. Łączy to, co stare, z nowym. Jej ciepła dłoń nie dotyka galaktyk, ani nie ma wpływu na upadek kosmosów. Rzeź była w kwadracie cztery na cztery kilometry. To tylko 2000 ludzi. Czy to takie przeznaczenie? Trąbki, szable, sztandary. Wszyscy leżą umarli już, lub zaraz. To jeszcze nie koniec. Bez płaczu. - Odzyskałeś honor, pozwól bym i ja mój odzyskał. Jesteś gotów? - Spytałem. - Będzie mi brakowało naszych konwersacji. - Powiedział generał Tarik. - Doskonałe są właśnie takie. Już nie trzeba szukać. - Przeznaczenia są doskonałe. - Przytaknął Tarik. - Nie potrzeba wzmacniać barw. - Dodał po chwili. - Dokąd poszedł? - Spytałem. - Zaprosić ją na kolację. - Taaaak? - Na przerwie? - Śpiewała doskonale. - Tak. - Tarik podrapał się w bródkę. - Dobry wieczór, donja Marija. - Pozdrowił ją Tarik i wzrokiem wskazał na szezlong w korytarzu opery. - Ach tak. - Kiwnęła głową Marija. - No to usiądźmy. Długie czarne rękawiczki do łokci miały za długie palce. - Byłaś wspaniała. - Podchwycił generał. - Dziękuję. - Szepnęła. - Jedna z nich zaszła w ciążę z gondolierem. To na pewno smakuje. – Podała inny kieliszeczek z fioletowym płynem. - Miałyśmy ją zastąpić. - To jego specjalność. – Odebrała pusty kieliszeczek Mariji widząc jej minę. -Nie krzyw się. - Nie bądź zazdrosna o każdy kęs. – Rzucił krótko Tarik zjadając śledzika. - A czy jestem głodny? - Tak, może raczej spragniony. – Powiedziała Marija dochodząc do siebie po kieliszeczku. - To bzdury. Jestem miłośnicą. Zasady prowadzą do źródła, lecz zabraniają pić. - Jesteś piękna. – Stwierdził Tarik widząc Mariję jak krzywi się po kolejnym kieliszeczku. - A ty przystojny. - Koktajl dla Mariji. - > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS164
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: HACJENDA. Kiedy dziewica opanowana została przez roślinę życia z pudełka Weterana, stało się coś dziwnego. Weteran nie mógł jej zrozumieć, zupełnie jakby on był martwy a ona żywa. A przecież było odwrotnie. Oboje byli martwi. A przynajmniej, jak utrzymywał Tarik, oboje byli trwaniem poza życiem. Dziewczyna odzyskawszy język i płuca zaczęła mówić w dziwnym języku. - Mówię. Czemu mnie zapomniałeś? - Szarpała Weteranem za rękaw. - Pytam go co dzień, i w nocy. - Żaliła się Tarikowi. - Przed chwilą przyjechałem. Proszę mi zdradzić, kto to płakał? - Spytał Weteran generała, gdy dotarli na hacjendę. Tarik wskazał na dziewicę. - Ach, tak. - Mruknął Weteran. Pili lemoniadę przez słomki i spoglądali na się badawczo. Weteran zaparkował bryczkę przed gankiem i nie pojedzie do Unsubu. Cel został osiągnięty i Tarik mógł być dumny z swego podstępu. Nie był. Pamiętał doskonale, jak to było z Dalilą, którą tez użył do pokonania Syna Słońca. Wiedział, jak się to kończy. Bo czasem ryba ucieka z przynętą. Chociaż adepci wędkarstwa twierdzą, że przynęta zawsze wychodzi najgorzej... Jako generał znał swe miejsce, a teraz ma honor ocalić nie tylko ludzkość ale i inne jaźnie. On jeden ! Generał Tarik! Nie był pyszny. Wiedział, że jest trybikiem Isztar, boskiej Suki Wierności. Przypomniał sobie chimery pięcionogie i uskrzydlone potrójnym szeregiem skrzydeł. Przypomniał sobie ich apetyt, gdy kapłani składali im w ofierze gotowanych w oliwie niewolników. Nie rozumiał tego, ale teraz, pierwszy raz od tylu tysięcy lat, umiał to zaakceptować. Chimery były wybredne i fruwały między miastami utrzymując porządek i dbając o to, aby ludzie mieli zwierzynę do polowań, i aby ziarno w kłosach było czyste i jędrne, i aby rzeki dawały czystość świeżości i niosły wilgoć dla pól. Chimery naganiały ptactwo na ludzkie stoły, by zęby ludzkie gryzły ich mięso a nie swych współbraci. Chimery odganiały choroby ludzkie, hodując dla siebie ludzi, zjadały czasem któregoś gotowanego w oliwie, wybrańca. Dziś nie ma już chimer a Weteran nie zjada ludzi. Siedzi i pije przez słomkę, bo chce zrozumieć uczucia niższych bytów, czyli ludzkie. I jest nowocześnie! Dziewica cieszyła się jego obecnością ale on ignorował jej niski byt. A może nie umiał nawiązać konwersacji, może był nieobytym chamem. Myśląc, że jest elokwentnym i modnym młodzieńcem, lekceważył otoczenie. Tymczasem pochlebstwa oklejały go jak maska, co parzy po latach, stając się prawdziwą twarzą, obdartą z farby i z krzywym uśmiechem. Tarik w międzyczasie, jak rasowy Filistyn, podpłynął miękkim tanecznym półkolem do innych gości hacjendy będących w łaskach Pretekineterki i El Micho. Dziewica przyszła tu za nim i dyskretnie dwoma rękami objęła go jak do tańca a trzecią ręką poprawiła mu odklejającą się bródkę. Szybkim ruchem wyjęła z niej mały nożyk, którym obecnie kroiła pomarańcze zalegające etażerę po drugiej stronie stołu. Słuchała przy okazji urywka rozmowy, jaką prowadziły dziewczyny, nie zwracające na nią uwagi. - Będzie jej łatwiej opiekować się jedną osobą niż domem. - Dlatego pozwalam sobie wytykać ci twoje wady. Mój brat raczy się kawałkiem tortu. Faktycznie na foteliku opodal siedział wątły wysuszek pochłaniający tort maleńkim widelczykiem. - Jednak będzie mi brakowało jej uwag. - Raczej szczęśliwy traf. Przez twoje swaty, nasz dom pustoszeje. - Podejrzewam, że żaden mężczyzna nie wie, co drzemie w jego sercu. To on zasługuje na współczucie. Przyjęcia są miłe, zwłaszcza latem. - Im lepiej ją poznaję, tym bardziej jestem nią oczarowana. - Co za radość! - Jakie szczęście, że przysłał pan ćwiartkę wieprzowiny! - Zagadnęła jedna, nagle, Weterana, który na wszelki wypadek przyjrzał się dziewicy. - Co za szczęście! W tej fryzurze wygląda pani jak anioł! Od niedzieli nie rozmawiałyśmy wcale. - Zostanę tam. - Powiedziała dziewica wskazując odległy fotel obok wysuszka. - Witam. Byłem ciekaw waszych, ludzkich uczuć. Zajmowałem się wszystkimi ludźmi ale dopiero pojedynczo ujawniają jakieś uczucia przeważnie do siebie samych. Nie ma w tym nic górnolotnego ponad grupę. - Przedstawię ją im. - Rzekł Tarik wiodąc dziewicę w ich kierunku. Dziewica dygnęła nóżką a dziewczyny odwzajemniły ukłon. W końcu zobaczyły, że ma trzy ręce i nie dały po sobie nic poznać szybko zmieniając temat. Jedna wyciągnęła wymiętolony kawał papieru. - Uroczy list. Te delikatne sformułowania. Ale przebija przez niego niepokój. - No, cóż. W nowym otoczeniu czuje się niepewnie. To jej wystarczy. - Zrobiło się późno i ciemno. - Odtrąbiła do powrotu, jedna z nich, składając papier na ćwiartki. - Dobranoc. Ach, jak uroczy wieczór. A te girlandy. - Dziękujemy za kolację. - Succuby przesuwały się wzdłuż ścian czerpiąc chwilową myśl od ludzi. - Biedaczka, chciała jeszcze zostać. Kim są twoi rodzice? - Spytała. - Nie, nie jest jej mężem, tylko miłośnikiem. - Stwierdził oględnie Weteran. - To jest Weteran. - Potwierdził Tarik z szacunkiem, mieszając łyżeczką cukier. - Rozumiem, to wspaniały człowiek. - Dziewica wskazała na wysuszka. - Usłyszał, że lubię księgi. - Dziewica wskazała znowu na wysuszka. - Mam ich gdzieś. - Powiedział Weteran całkiem wyraziście odczuwając, gdzie ich ma. - Chcę poznać wroga. - Dodał, bo wyczuwał niecność tej sytuacji a umiejąc oceniać szybko, nadawał nowym odczuciom właściwe tony, półcienie, koloryt i dźwięki. - Co podać? - Spytał służący. - Wóda. - Chrząknął nerwowo Weteran. - To niewinni chłopcy. To niewinne panienki. - Rzekł Tarik pobłażliwym tonem. - Generale Tarik? - Bez honoru. - Sprostował generał smutno, jakby filiżankę posłodził dobrze rozmąconą melancholią. - Święte słowa! - Zazgrzypiał Weteran cedząc herbaciane fusy przez zęby, niczym złą wróżbę dla ludzkości. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS163
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: PREMONITOR. Premonitor to przeczuwający czynnik determinanty Unsubu. To przemijanie ma sens. Ale nie każde przemijanie każe czasowi przeć dalej. Jak kęs chleba! Milczeniem już przycupnęli Succubowie za rogiem wieczności czekając baniek mydlanych i parzących się baranów, i tego kozła, co wypielęgnowaną dłonią potarganą koźlą bródkę gładzi. Symboliści zapisują kodem na obrazach znane uczucia i słowa, jak tabu, zakazanym owocem swej niemocy. To chucie. Chucie ją mierzwią na obrazach symbolistów a panna brud zza paznokci wykrusza i spod werniksów się gapi na wieki przed nią sunące. Jezus jak obiecał ożył i pisanki nam pomalował pogaństwem szlaczków kolorowych. Oczywistości, oczywistości, powrót do żywych. Gdzieś Pretekineterzy zacierają dłonie, choć cali z zimna drżą. Powłóczystym spojrzeniem ciągną poza górę i poza drugą górę, i poza trzecia górę, i poza czwartą górę, i poza piąta gorę, i poza szóstą górę ciągną, i poza siódmą górę, aż tam. Pretekineterzy są niecierpliwymi od zawsze po kres. Oczywistościami zajmują się robacy, a pretekineterzy się tym nie zajmują. Nie kierują odnóżami robaków. Chitynowe muskuły nie ich. Sypią garść miedziaków. Wiosła unieśli i płyną rozpędem. Pokorny następca ich wołał. Chodzę po ciemnej dolinie. Mój kij i twa laska są moją pociechą. Czuję te doły i nie ulęknę się ich mroku. W każdym z nich tkwi ciemność. A we wszystkich wpisane jest, żeśmy więcej niż zdobywcami. Ukażą się jako dzieci. W szklanej przegrodzie rozdzielacz zmysłów jak śliskim, gładkim połyskiem, granice mego przeznaczenia. Tak wił się w myślach El Micho prowokowany przez Pretekineterkę , żonę swoją. Przyjechali tu, do portu, bo ona tak mruczała, i że właśnie tutaj odnajdą sekretarkę Ramona ... Myśli zwijają się w kłębuszki, jak koty futrem obleczone i schowane pazury miękkością utajone. Światy duchów wizją pokazuje. Karambol kabalistyczny? Czy ona jest niebezpieczna? - Nie możesz tak mówić. Zła myśl nie przeszła przez mój mózg. Masz swoje piękno. Pogódź się z porami roku i z tym, że wiatr nie czuje. Nic a nic. Podejdź bliżej ognia, zdejmij mokre odzienie i ogrzej nagie ciało, i wysusz włosy. – El Micho wciągał powietrze głęboko a Pretekineterka robiła to samo. Pretekineterka spojrzała na El Micho i roześmiała się po ludzku. Następnego dnia, gdy wygładziły się zmarszczki na zatoce a glony rozmnożyły niewidzialnymi mackami, El Micho czekał na Manolita, a Pretekineterka wybierała sobie imię. W końcu podjechał pod samą przystań swym śmierdzącym wielkim rzęchem z niklowanymi klamkami i reflektorami. Opowiedział im o portowych zagrywkach sekretarki Ramona i o tym, jak wodzą nas wszystkich za nos . I o zakłamanych ścierwach, czyli o braciach Esmoza. - Co ty na to? - Spytała Pretekineterka Manolito. - Sądzi, że to pani jej zagraża. - Odrzekł. - Niezły upał. - Powiedział El Micho. - Na całą zatokę. Znajdź tę dziwkę i zabij ją. Szybko! I nie wkurwiaj mnie więcej takimi rewelacjami! Za to kupię ci łódź. - Jak mam zacząć, to muszę znać jej adresy, rodzinę i numery polis, akt urodzenia i takie tam. - Manolito podrapał się w pierożek ucha i wypił podaną mu filiżankę. - Przedwczoraj znikła i nie ma jej. Więc w biurze jej przecież nie znajdę.- Zmarkotniał wyraźnie gapiąc się na Pretekineterkę. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS162
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: PRZYSZŁA TA MENDOZA JEDNA. Gdy pierdniesz pod niebiosa, posinieją z wściekłości skrzydła aniołów. Zresztą, już teraz, nie bez powodu, mówi się o nich, zastępy niebieskie. Ale nie może to trwać całą wieczność. Więc każdy z chrześcijańskiej wiary wybiera to, co wygodne aby religia działa się dalej. Nie istnieją rzeczy w przeszłości. A biblii nie traktuje się dosłownie. Wiemy, że zło jest szybsze i bardziej efektywne niż dobro, a jednak podążamy drogą długą i mozolną. Odrzucamy złą ścieżkę, mordując tylko czasem i od niechcenia, właściwie z nudów i przeciw potrzebie serca. A dla wielu z nas, zwłaszcza dla teściowych, religia myli się z tradycją. Nie umieją wyjaśnić dlaczego zając szuka pisanek i jak to się ma do Jezusków frasobliwych. Nie wiedzą, co to są Idy Marcowe, i dlaczego miesiąc nissan jest taki istotny. Myślą, że Matka Boska urodziła się pod Częstochową i oburzają się na myśl, że była Żydówką! Jaką tam Żydówką skoro spod Częstochowy! A idź pan, panie, bo się pan doigrasz! I kto ubierał tę choinkę ? Trzej królowie? Przypadek? Nie żartuj! Nie ma czegoś takiego. Albo byli króle albo mędrcy. Nie ważne ilu ich było. Ostatnio mówi się o kilkusetosobowej delegacji. Ale ktoś tą choinkę musiał ubrać. A jak nie choinkę to to, co tam rośnie. Kaktusy? A może to było święto pogańskiego gaju i się zchrześcijaniło na pohybel diabłom i nędzy umysłu pokoleń. - Przysięgnij, że mnie kochasz, Rita. - Przysięgam. - Pewnego dnia poproszę cię, byś była moją kochanką. Jakem Hombre. - W zasadzie nie rozumiałem jej potrzeb ani tego rysu charakteru, który kazał jej ciągle myśleć o mnie. A jak nie o mnie, to o innych facetach. Ciągle to samo i brak optymizmu. Nie ma to większego znaczenia, zwłaszcza, że opowiedziałem jej moją smutną historię. To był dobry moment aby skłamać. Rita popatrzyła na mnie dziwnie. - Wreszcie mówisz z sensem. - Powiedziała pomału. - A ty? - Dasz sobie radę, Hombre. - Dam. Zwłaszcza teraz. - Prawdomówność nie jest dobrym zwyczajem. Więc ująłem ją za rękę i nie rzekłem nic. Wierzę, że jesteś tym wstrętnym robakiem, który bez słów wgryza się w mózgi. Muszę dowiedzieć się o tobie wszystkiego. Twoje marzenia, Rito, jeśli tylko nie całkiem zagubiły się na szlaku, powinny powierzyć nam swe sekrety i swą moc stwarzania. Zegar wybił powoli jedenastą w południe. Nie ma sensu go reperować. Pomyślałem tracąc sens smaku słodkiego na języku. Sinatra śpiewał w tłumie puzonów a ja nie wiedziałem, co począć z tą kobietą. Dobrą i znajomą od lat. Omijaną przy awansach sercowych i służbowych. Zaszczycającą mnie swoją czułością. Tańcem, sercem i tarełkiem. Albondingas z klopsikami zachwycającymi swoją puszystością umierania w kanionie. Czy obecnie piekło zieje pustkami? Już wszyscyśmy dobrzy i nawet donosy piszemy ku polepszaniu dziamania. A spowiedź, wymyślona przez pokrętnego króla francuskiego dla podsłuchiwania poddanych, stała się prawdziwym rytuałem pomiędzy sumieniem a naprzykrzaniem się w szczelinie. Aleśmy to jacy tacy. Na dobranoc zjemy tradycyjnie winogrona. Zamiast ciała boga wypijemy kwas. Dzień kaktusa zbliżał się nieuchronnie a moc krzyża ochrania wiernych. - Kiedy przyjechałam tu pierwszy raz nie wiedziałam jak wielki jest kanion. Czy kiedykolwiek przedostanę się na drugą stronę? Hombre, powiedz coś. Trzymałem jej dłoń i nie rzekłem nic. Miłość to jest wielki dar a nie obowiązek. Czułem jednak kleszcze obejmujące moje serce i chomonto na karczychu, które lada moment zapnie do jakiegoś pługa wdzięczna mała rączka. Rita, piękność nad wszystko. Kiczowate wizje są zawsze najprawdziwsze. Są jak fajerwerki. Patrzysz i cieszysz się, że to nie bomby. A takie ładne przecież. Fajerwerki są znakami ciszy i pokoju. - Okłamać ukochanego mężczyznę? Dlaczego? Musiałam tak zrobić. Gdybym nie odeszła, ty uciekłbyś ode mnie. - Naprawdę? - Jesteś zagubiony, Hombre. Ale wszędzie są znaki, które cię poprowadzą. - Co ty nie powiesz? Ja znam jedno imię i ten znak mi wystarcza. Na imię mu Marija. - Hombre! Ta, twoja Indianka?! - Tak, tylko ta. Za rogiem wsiądę w trambiję i poturlam się do Indianki. Na pewno! Zegar znowu wybił jedenastą. Nie zwróciłem na to uwagi. A na głos powiedziałem. - Jestem Hombre. Muszę jechać do mojej Indianki. Nazywa się Marija. Wstałem i poszedłem. Piekło zostawiłem puste. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS161
: Data Publikacji.: 14-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025