Rombacha
- Kraj:Polen
- : Język.:polski
- : Utworzony.: 02-04-16
- : Ostatnie Logowanie.: 07-01-22
Jestem se Rombacha, śmieję się hahaha!
: Opis.: TO JEST KONIEC PAŃSTWA. - Jestem w ciąży. - Powiedziała Pretekineterka lekarzowi w cylindrze. - To jego dziecko a ja wciąż go kocham.- Wskazała na El Micho. - Dzięki. - Skłonił się El Micho, obserwując od pewnego czasu makaron z zupy wiszący na wąsie doktora. - Nie mam już wątpliwości. A to wszystko między nami, to dzięki tobie. - Dziękuję ci.- El Micho skłonił się jeszcze raz. Kluska spadła na surdut doktora. - Dobrze się czujesz, seniora? - Spytał lekarz sięgając po jakiś dziwaczny, szklany instrument medyczny. - Źle spałam. Nie słyszałam jego płaczu. - Na pewno dobrze się czujesz? Przecież dzieci w brzuchach nie płaczą. - W końcu się przekonają.- Powiedziała. - Denerwujesz się? - Indagował bezsensownie lekarz. Kluska zdążyła wytworzyć tłustą obwódkę na surducie. - Jasne. - Skinęła głową. - Chciałabym sprawdzić twoje tętno. - Przyłożył jej szklane rurki do przegubów rąk i nóg. - Dlaczego to przeszkadza? - Wyjątkowość tego miejsca pozwala osiągnąć coś wielkiego. - Powiedział doktor, ale nie uwierzyła mu wcale. El Micho podejrzewał coś najgorszego, i wstał aby przerwać badanie. Było już jednak za późno. - Zobaczy tam pani rzeczy, których nawet sobie seniora nie wyobrażasz. - Zaszydził doktor i włączył prąd. El Micho chciał postąpić krok w stronę doktora, ale w tym momencie Pretekineterka wydłużyła swe palce tak bardzo, że jedna ręką chwyciła gardło doktora a drugą objęła wszystkie szklane rury na raz, które wyrzucając snopy iskier zespoliły się w jeden wielki świetlny twór przelewając plazmę wyładowań na pobliskie przedmioty. Siedziała tak i patrzyła niemo na doktora. - Dlaczego? - Zapytała po chwili. El Micho zamarł i zobaczył, że doktor uśmiecha się sztucznie. Pretekineterka kazała umrzeć doktorowi i ciało osunęło się na podłogę. W długich palcach trzymała nadal gardło stojącej postaci, która nie upadła i nie była wcale duchem czy czymś takim. Był to ktoś realny i miał ciało! El Micho nie wierzył ale patrzył na tego jegomościa, któremu wyrósł z głowy kapelusz obrębiony barwną skórą. Pretekineterka trzymała go mocno. Jej długie, wypielęgnowane palce zacisnęły się z łatwością i nie puszczały grdyki. - Będę miała dziecko. Małego dzidziusia. - To ludzkie dziecko. - Powiedział kapelusznik. Był Weteranem już wcześniej, a teraz był też. - Będę miała, to znaczy, że to się już stało. Więc czego tu chcesz? - To dziecko z rzeki, nie jest więc dla ciebie. - Powiedział Weteran teraz. - To dziecko miłości do El Micho. - Powiedziała. - To dziecko z rzeki i jest ludzkie. Będzie musiało umrzeć. - Powtórzył Weteran teraz. - Moje dziecko z miłości i z rzeki nigdy nie umrze. I ty go nie zawiedziesz do nich ani donikąd. Weteranie, czy chcesz mnie ? - Nie. Puściła jego szyję, a on zaczął się zastanawiać, co teraz. El Micho patrzył nieruchomy na buzujące prądem rury. Upuściła je na podłogę jak niepotrzebne zabawki, a one stłukły się z hukiem wypalając całą aparaturę na stoliku. Weteran chciał dotknąć El Micho ale Pretekineterka spojrzała na niego surowo. - Idę. - Powiedział Weteran. Spotkamy się kiedyś i opowiesz mi, co to jest ta miłość. - Tak będzie i już jest. Teraz już ją widzisz, tylko zrozumieć się jej nie da. - Odparła. Uśmiechnął się i wskoczył lekko do kolaski czekającej przed progiem. Pretekineterka dotknęła El Micho, który wreszcie się znalazł w czasie. - Widziałeś palanta?! - Rozzłościła się Pretekineterka, chcąc być bardziej ludzka. - Kto to był? - Wydusił z siebie El Micho. - Nie odbierze nam dziecka. Już nigdy. - Rzekła stanowczo. El Micho zobaczył jak jej długie, wypielęgnowane palce chowają się do ludzkich rozmiarów. - Kim jesteś miłości moja? - Człowiekiem nieludzkim. - Skłamała. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS116
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: PAŃSTWO. Samoregulujące się państwo to istota algorytmiczna. Najgorszym rozwiązaniem jest demokracja ostracyzmowa. To ciche i tajne objawianie życzeń przez Greków w małych i skłóconych często ze sobą miast państw w antycznej Grecji. Ludzie ci poprzez intrygi i moc plotki dochodzili do prawdy i swój pogląd pisali na ostrakusach , czyli skorupach pozostałych po ostatniej pijackiej kłótni. Lecz nie to jest ważne. Ważne jest ,że nie rozum ale grupowe przekonanie miało rozstrzygający ruch na losy takiej zbiorowości. Wiemy teraz, że kultura greckich demokracji uległa imperatywowi rzymskiemu, a wcześniej miała dużo problemów z innymi potęgami. Demokracja w wydaniu greckim jest mitem sprawiedliwości. Przeżyła się i nie popełnijmy nigdy tego błędu. Gdzie znajdziemy dzisiaj taki duży śmietnik ze skorupami? Oprócz tego Hellenowie mieli na każdej górze ustawione święte drumle, to takie harfy, które dręczone przez wiatr wydawały niskie przyjemne tony rzeźwiące umysł spokojnych pastuchów i ich żon Hellen. Dzisiaj drumle prztyka się do żuchw chcąc drganiem przeniesionych na szczęki dźwięków zagłuszyć umysł i natręctwo nieuporządkowanych myśli. Nieruchome krzewy oliwek i lentyszki dopełniły klęski. Zawsze można sobie na znak pokoju gałązkę oliwną lub laur na głowę. Ale czy to zastąpi zwycięstwo? Nigdy! Najszybsze zawsze są dyktatury absolutne. Trudno jednak znaleźć mądrego tyrana. Tyran głupi przynajmniej chce kiedyś odejść ale jeszcze szybciej inni go zabijają. Najgorsze jest to, że panowanie pewnych ludzi lub, co gorsza ,idei, wytyczone jest długością życia ludzkiego i możnością czerpania z owoców władzy. Po cóż dziadkowi jechać na pokazy kankana, kiedy nie może zadupczyć. Nie może już nic skorzystać z władzy ani zużyć dorobku, i marzeń młodości skonsumować. Kończą się wtedy jego chęci i motor napędzający inwencję działania więdnie. Uczepieni władzy staruchowie są najgorszym chwastem na mózgu państwa. Z powodu ich zasług i orderów nie łatwo się ich pozbyć. Często chcąc udowodnić sobie ,że panują nad śmiercią i żyją długo uśmiercając bezwzględnie młodzież. Syty nie zrozumie głodnego a stary młodego. Ponieważ każde pokolenie musi sprzeciwiać się poprzedniemu, aby postęp i rozwój miał się dziać, więc dla dziadków trzęsących władzą potrzebni są najmłodsi wnukowie aby ustabilizowali dygocące ręce władzy, jednym ruchem położyli je zdecydowanie na ster, a jako co drugie pokolenie zgadzać się będą z dziadkami krytykując razem z nimi ojców. To jedyne pokojowe połączenie tyraństwa. Gdy dziadek to uzna i wykorzysta, ma szansę przeżyć. Musi stanąć w cieniu jak czarownik tuż za wodzem, jak księgowy , tuż za dyrektorem. I czasem nie ponosząc odpowiedzialności lepiej steruje i rządzi , niż gdy był na świeczniku i po omacku poruszał się oślepiony jupiterami i zastraszony paragrafem i opinią. Nabierając dystansu poszerza horyzont i wreszcie po latach odzyskuje wzrok. Wnuk ma jeszcze motorek w dupie, co mu każe agresywnie usunąć wrogów. Dostrzega też nowe idee i mody, których nie rozumie dziad. Nowy świat wymaga nowego porządku, ale nowy porządek nie istnieje, a tylko jest nowymi słowami wykrztuszany. Lepiej aby nie od razu nagle i dla wszystkich był zrozumiały. To tak jak z parówkami Churchilla. SPRZĘŻENIE DODATNIO ZWROTNE to jest samoregulujący się mechanizm, tak ustawiony aby za pomocą odpowiednich algorytmów lub bezpieczników sam przestawiał w zwrotnice kierując chciane działanie we właściwym kierunku dobierając mu odpowiednią prędkość działania. Apage satanas powiedz albo lepiej. Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! Słowem samokontrolujący się algorytm. Co może być przykładem takiego mechanizmu? Przykładem jest małe urządzenie na lokomotywie lub maszynie parowej w postaci wentyla samoregulującego ciśnienie pary. Każdy je widział. Na wentylu umieszczone jest obrotowo kręcące się pod wpływem wydostającej się pary śmigiełko a właściwie pantograf z umieszczonymi na końcach kulkami metalowymi. Działa to tak. Im większa siła wydostającej się pary tym większa szybkość obracających się wraz z pantografem kulek. Wraz ze wzrostem prędkości kulek rośnie siła odśrodkowa powodująca oddalanie się kulek centrycznie a tym samym rozciąganie pantografu, na końcach którego zamieszczone są te kulki. (kulki ciągną pantograf chcąc opuścić „orbitę”) . Ponieważ pantograf zmienia kształt, tzn. wyciąga się, jego ramiona zamykają wentyl powodując zmniejszenie przepływu pary a tym samym zmniejszają też prędkość obrotową mechanizmu z kulkami. W ten sposób mechanizm ten sam reguluje wypływ pary raz zwiększając, to znów zmniejszając otwór w wentylu. To jest sprzężenie zwrotne dodatnie. Innym przykładem dodatniego sprzężenia zwrotnego jest samoregulujące się stężenie potasu w komórce. Podobnie cykl Krebsa pokazuje wiele mechanizmów samoregulacji umożliwiających pozytywne , korzystne dla gospodarki komórki Może istnieć też sprzężenie zwrotne ujemne, czyli takie , które nazywamy ujemnym efektem jojo. Przykłady typu im gorzej, tym coraz gorzej są mnogie. Np. ocieplenie klimatu i dziury ozonowe. Opowieść o pijaku z Małego Księcia, że pije, bo się wstydzi tego, że pije. Koniunkturalna inflacja. Migracja ze wsi do miast , a z miast na peryferie lub całkiem na ferie, spirala zbrojeń, korekta giełdy. To najczęstsze z popularyzowanych. I nie wystarczy wyobrazić sobie sinusoidy, którą karmią nas analitycy. Tu nie chodzi o antyklinę i synklinę ani o punkt przesilenia. Stymulacje te determinują się zwrotnie i algorytm jest mniej lub bardziej ukrytym procesem samosterującym się i co najważniejsze: samouzupełniającym się o nowe korelacje. Trzeba wyobrazić sobie, że tego procesu nie pisze żaden człowiek. I to jest najważniejsze! Jeśli jakakolwiek forma rządów, np. forma demokracji, ma sprawnie działać, należy zdać sobie sprawę z istnienia takich sprzężeń i spróbować podłączyć wyborców, lub ludzi decydujących o czymkolwiek w takim państwie, do takiego algorytmu na zasadzie determinanty ilościowej , w przypadku ostracyzmu, lub jakościowej w przypadku piramidowej struktury ważności ludzi. W państwie budżet powinien być rozporządzany wg takiego algorytmu sprzężenia zwrotnego, który stymuluje odpowiednie przydziały na badania naukowe, wojsko , szkolnictwo, zdrowie, gospodarkę, finanse dla ludności. Demokracja tu się nie sprawdza, gdyż najpierw każdy demokrata przyznaje sobie dużo dóbr a potem głosuje ile czasu przeznaczyć na rozpatrywanie innych problemów o ile w ogóle. Mrówki ciągną kamień ze wszystkich stron i demokracja posuwa kamień w stronę największej ilości ciągnących mrówek, zgniatając je przy okazji. Innym przykładem demokracji jest kupa. Po prostu kupa smakuje najlepiej, gdyż 8 miliardów much nie może się mylić. Czyli demokracja swoim głosowaniem zabija avantgardę. Bo ją z definicji odrzuca. Przecież awangardą nie jest 8 miliardów much, tylko ta jedna co na kwiatku słodki nektar spija. A inne też by chciały , ale lecą tam gdzie reszta kolegów. I to jest problem. Jak dawali Madagaskar , to trzeba było brać a nie głosować. No tak, ale nie da się tam dojechać konno. Ani szabelką machać, bo daleko, a koledzy nie podziwiają. Dziś lecimy objąć w posiadanie Saturn, ale tam się nie da jeździć konno ani mieczami świetlnymi machać. Więc po co? I na cholerę nam saturiańska służba zdrowia, której nie da się kontrolować przez teleskop? Czarne szaty nie zmącą kurzu na podwórcach . Tusz wyparuje z pieczęci. Jednak to nie ludzie powinni zgadywać i kłócić się o ilości procentów i wysokości stóp procentowych, choć pewnie zawsze tak będzie, bo znajdują w tym morderczą przyjemność, nie bacząc na straty państwowe. Lecz ludzie powinni stworzyć algorytmy i determinacje symulujące kiedy i w jakich warunkach część funduszy lub działań państwa przesuwa się w jakim kierunku. Czyli ludzie powinni wypracować mechanizmy decydowania co jest na jakim stopniu ważności w państwie. Nie może być tak, aby to zawsze było regulowane za pomocą naczyń limfatycznego systemu państwa , jak można nazwać opozycję, w porównaniu do układu krwionośnego , jak należy w tym przykładzie nazwać ugrupowania rządzące. W przypadku , gdy opozycja jest zawsze świeża co do myślenia i rozwojowa co do propozycji dla dobra państwa, okazuje się zawsze, że strata czasu jest zbyt niebezpieczna dla istnienia państwa. Dopiero gdy rządząca grupa koalicjantów jest faktycznie awangardowo myślącą lokomotywą kraju, a opozycja jet konserwatywna , można z pewnością mówić o dobrobycie państwa i słuszności rządów. Jednak niezależnie od siebie opozycje i grupy akurat rządzące chcą tego samego. Tracą dużo czasu na przestawienie państwa na inny kierunek, który akurat wtedy powinien nastąpić. Gabinety ministrów promieniują na pracujących w niej urzędników powodując u nich już po kilku tygodniach specjalny rodzaj ślepoty i głuchoty. Co niektóre stołki powodują hemoroidy a jeszcze inne objawy zdziecinnienia niedawno jeszcze poważnego opozycjonisty. A jeśli dziewczynie przybędzie lat, a ludzie zapomną piosenki? No co z tego? Ludzie często tak mówią. Jest czas, gdy w państwie potrzebny jest imperatyw wojskowy. Jest ten czas gdy po dekadenckich sielankowych rządach gospodarka potrzebuje nowych wynalazków i wyzwań naukowych. Potrzebny jest jakiś Edison, co podrzuci Gospodarce problem elektryfikacji , zmieniając realia przemysłu naftowego i producentów lodu w blokach. Potrzebna jest kolej żelazna, lub komputer, które na chwilę odświeżą relacje gospodarcze i stworzą nowe możliwości , podobnie jak po pomarańczowych sweterkach moda nakazuje nam nagle kupować bezbarwne ciuchy i czarne skarpety. Nie da się ciągle tymi samymi cegłami budować następnych piramid, bo każda kolejna będzie coraz mniejsza. Nie da się też awansować coraz to nowych sierżantów, bo w końcu oni zaczynają rządzić krajem. Dlatego po wieku złotym następuje wiek srebrny , a po srebrnym ołowiany i tak dalej, i coraz gorzej. Etyka zamienia się na etykietę, a etykieta w etykietki. W końcu i one zamieniają się w anonimowość kodów paskowych. I tortilllla prosto z grillla , tam gorillla ma tamtam. Poczujesz rozkwit objętości na swojej głowie. Co to za objętość,,,,,, nie ma znaczenia. Tańcz flamenco , śpiewaj cienko i kanarkom ziarno syp. Mimo naszych win, mimo pewności siebie nieuzasadnionych wcale, mimo lat bruzdami na czole naczelnych, mimo przetykanych złotą nicią gwiazdek na pagonach, i tak dalej .... No dobrze, a gdzie i jak robi się politykę? Czy jak twierdził Churchill, ludzie nie powinni wiedzieć jak robi się politykę i z czego robi się parówki? Jeśli miał rację, to przecież ma się to nijak do demokracji XXI wieku i do XXII wieku. A może tyle nie przetrwa. No, ta demokracja nie przetrwa? Jacy ludzie ją robią, a może uprawiają na poletkach kariery? Też błąd, bo tylko sierżanci mają poletka. Są też starzy wyjadacze i złodzieje. I ci właśnie okazują się prawdziwymi patriotami. Tak, tak, bo oni nakradłszy już wystarczająco, chcą za wszelką cenę usankcjonować prawnie i zamrozić, na najlepszych dla siebie warunkach, ten stan rzeczy. Ponieważ nakradli na tyle dużo, że starczy nie tylko dla nich ale i dla ich potomków, starają się utrwalić status osiągnięty, za wszelką cenę. Nawet za cenę własnego życia, bo zawsze byli odważni, bo zawsze byli pracowici i kochali swe dzieci, i ich dzieci. Tacy złodzieje to prawdziwi patrioci. Są też patriotami tacy, co nie kradli, ale oni nie byli wczoraj odważni, ani jutro nie będą tak odważni, jak próbowali wczoraj. Płuczą usta przed czytaniem po cichu. Nabierają wody w usta, gdy chodzi o sprzedaż starych krzeseł i lukratywny wynajem foteli. Graty i persony non grata to stare zacinające się płyty gramofonowe. I tuba jest też ta sama. Udaje kwiat a jest lejkiem. I wszystko jąkając powtarza się od nowa co kilka obrotów. Czy tacy są politycy? Wędzonka! Są jeszcze wrogowie polityczni. Ci są niezbędnym motorem obronno-zaczepnym i prawdziwym perpetuum mobile owej parówki. No a co jest, gdy nie ma w państwie ludzi, którzy myślą o przekazaniu fortuny potomkom , i zabezpieczeniu ich spokojnego wzrostu za murami obronnymi państwa? Zatańcz, nie przesadź? Nie ma wtedy państwa i nie będzie tak długo, aż pojawią się patrioci. Naród można wyżywić jedna książką, lub tradycją, ale państwo potrzebuje przynajmniej pięciu koszy ryb dla cudu i dwustu tysięcy koszy ryb ukrytych pokątnie przez patriotów dla dopełnienia całości. To prosta definicja państwa. Definicja funkcjogenna. Patrioci wymyślili tez liczbę zwaną tysiącpięćsetstodziewięćset i do dziś jest ona bardzo pomocna w ich rachunkach. I zus co obciąga nam laskę na starość pokostem pod kolor trumny. Ale nawet bastylia padła i po cegiełce rozebrali ją wściekłością napełnieni. Gdy kamień owinięty w papier wleci przez okno na nożyce, które się odezwą, będzie to koniec zgadywanki zusowskiej. Przyjdzie czas rozliczenia. A gdzie kreatywność, umiejętność zarządzaniem czasem, asertywność, umiejętność negocjacji, mózgiem przetwarzanie milionów impulsów, akommodacja i kompatybilność, ekspresyjność wyrazu i definiowalność samoświadomości behavioralnej i interspołecznej? Muflada to znak na niebie. Bąbelki rozchodzą sie po języku. Matahari ostrzy szyfry. Oraz ponad 90 osób, którym sprzyjał los. I nie przestał. La donna velata. Czyli zawoalowana dama i nie wiadomo po co taka tajemnicza. Czy to wyrzuty sumienia ? Czy to surrealistyczny sarkazm z miasta Fares? A może z Piombino lub Portoferajo? Fortuna na kołach , czy koło fortuny? Również ilość i jakość administratorów wszelkiej rangi powinna być determinowana takim algorytmem. Ich przydatność i zasadność istnienia stanowisk również. W dzisiejszych systemach państwowych ilość urzędników generuje się wg ujemnego sprzężenia zwrotnego co powoduje geometrycznie szybki wzrost liczby niepotrzebnych urzędników , którzy sami stwarzają problemy. Według niektórych czarnoksiężników każdy urzędnik musi mieć przynajmniej dwóch podwładnych. Oni kłócą się między sobą i konkurują czekając na wyróżnienie szefa odchodzącego na emeryturę. Czekając na jego stołek. Gdyby podwładny był tylko jeden , walczyłby z przełożonym wytykając mu jego błędy, chcąc jego stołka i udowadniając, że przełożony nie daje sobie sam rady i jest zastępowalny. Mając dwóch podwładnych przełożony manipuluje informacjami otrzymywanymi od nich, z których każdy widzi tylko część problemu, a całość zagadnienia obejmuje tylko ich szef, więc jest niepodważalna jego pozycja, jako kogoś kto kompiluje rozwiązanie z nadesłanych mu przez podwładnych częściowych informacji. Jest niezbędny. Z czasem i każdy z podwładnych chętnie wygeneruje swoich dwóch podwładnych. Przynajmniej dwóch. Zaczyna się przepływ informacji między tymi wszystkimi ludźmi . Przypominają sobie zabawę z dzieciństwa zwaną głuchym telefonem. I stosują ją. Jednak w wypadku błędów nie spadają ich głowy a tylko głowy petentów ,których sprawy zostały źle załatwione. Różne systemy mają temu zapobiegać. Ale nawet łapówkarskie przyspieszenia spraw niewiele zmieniają jako całokształt skuteczności działania głuchych telefonów i wygodnego biurczenia urzedniów. Biurczenie jest co prawda odwrotnością bzykania, no ale człowiek, kiedyś musi wypocząć. A ciągłe bzykanie wykańcza. Najskuteczniej poluje się na głodzie. Jak twierdzą gepardy i nietoperze o niesławie wampirów. Najlepiej i najszybciej. Gepard nie biurczy, a nietoperz nie bzyka , gdy polują. A taki cham, to biurczy, nie bzyka i nie poluje. No to po co ma żyć? Utajone bogate życie wewnętrzne w postaci tasiemca sprawia mu powód do biurczenia nagminnego i w stressie. Oto jego życie i troska. O odwadze nie ma mowy. Czy kiedy traci się wzrok, całe życie przelatuje przed oczami? Każdy polityk ma przynajmniej jedno oko , bo to bardzo dyplomatycznie. Danaro è santia, meta dalla metá. To definicja mentalna państwa. To też prosta definicja państwa każdego. Niech se będzie w języku Macchiavellego. To on chciał zawsze jednoczyć i wzmacniać. Ciekawe czy był patriotą? Komensalem? Ramora to ryba, która podróżuje przyssana do rekina, i żywi się resztkami jego uczty. To jest istota państwa. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS115
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: OLI KIJ, , POLI TYKA, ,. Nadziani na fragment rożna liczymy obroty sfer niebieskich nie myśląc żeśmy już pieczenią. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS114
: Data Publikacji.: 14-03-25
: Opis.: s.jz.dzzizza SATURN PAN PRZEZNACZENIA Toster brudny rdzą okruchy przykrywa. W tosterze pająk mechaty i szary. Tam mieszka. Pająk z muchą zdziwaczałą, co zamiast jednego oka kroplę dżemu nosi. Związana przysięgą milczenia, przyrzeczeniem okruszków pamięci z ich jadowitego związku. Mucha co dzień wyrabia ciasto z cukrem dla pająka. A on robi jej przykre uwagi. W domu wisielców sznury jedną ręką Pan Przeznaczenia zarzuca na belkę a oni szeregiem wzruszając ramiony łypią na siebie czekając kolei. Na szybie rysa załamuje kosmos, udręką losu skrzywia myśli Pana. Sztuczne kwiaty zwiędły na kominku ponad popiołem, ponad miękkim światłem, i obok marzeń karmiącymi kota, co się zębami w paluch nogi wczepił. Krzyk wisielca uwiązł pod sznurem. Tak po prostu. Nakręcę zegar. A jego bimbadło będzie się wahać nad odważnym czynem. Kukułka z chrypą przewiązanym gardłem rwie się na drucie w kierunku drzwi. Do lotu wzywa ją sprężyna i takt ząbkami odmierzanych kółek. Truchło przez miasto niosą jędrni wojacy. Lampasami nogawice kreślą ich talie muskularne. Polegną w walce lub na gruźlicę kości wypełnią tabu sakralne. Nie poskarżeni, nie pomszczeni, zapomniane ich imiona i wdzięk. Ich czyny, ich mocne ramiona , ich śmiech. Ból ich rodziców, ulga wrogów, pot i skwar. Do tego kwarta zsiadłego mleka dla spiekłych warg. Nakręcę zegar a bimbadło dotknę raz. Jego trucizną odważnych ruchów czas. Chichoczą wtedy koty czarne. Damy unoszą czarną brew. Pasjanse. Fajanse. Wachlarze i chustki. Drobiny. Chodź więc ze mną. Dotknij mej twarzy. Weź mnie za rękę. Obejmij mnie. Wypuść łzy szczęścia bym mógł je zlizać. Daj tchnienie swym marzeniom aby stały się. Dobrze, tak zrobię! Apage satanas powiedz albo lepiej. Pomnij na glinę, która twoją matką. O słodka Isztar, kochanko mojego ciała ! To ja, Słońce! Jesteś moją siostrą? Jestem Księżycem grającym na bębnie. Jestem pocałunkiem z językiem ognia. Jestem mgłą kołyszącą twe myśli. Jestem twoja i na wieki. Jestem i będę. Annulo cingitur, tenui, plano, nusquam cohaerente ad eclipticam inclinato. czyli Pierścieniem otoczony cienkim, płaskim, nigdzie nie dotykającym, do ekliptyki nachylonym. Tak pięćdziesiąt lat po Galileuszu holenderski uczony Huygens wymówił postacią anagramu swoje odkrycie o pierścieniach Saturna. Saturn to zgrzybiały starzec, bóg czasu i przeznaczenia. Masa planety wzięta do potęgi dwóch trzecich pomnożona przez pierwiastek kwadratowy jej odległości od Słońca i pomnożona przez jej okres obrotu wokół jej osi a to wszystko podzielone przez kwadrat promienia tej planety jest stałe lub prawie stałe dla wszystkich planet naszego układu!!!!! Znamienna ta formuła wymyślona przez O.J.Szmidta odpowiada rzeczywistości. A jednak nie wiemy, kto mieszka na Saturnie ! Na pewno ktoś tam smrodzi i zanieczyszcza atmosferę mgłami gęstymi i nieprzeniknionymi. Jest to cywilizacja starsza od ziemskiej ale wolniej myśląca. My komarowie krótkoterminowi. Szybkie nasze myśli i bzykanie. A oni powoli zmierzają ku przeznaczeniu. Moment pędu jest proporcjonalny do pierwiastka drugiego stopnia z promienia orbity. Pierwiastki kwadratowe odległości planet od Słońca wzrastają w postępie arytmetycznym. Szmidt był wielki a rok 1946 znamienny! Mieszkańcy Saturna nie wiedzą nic o Ziemianach. Bo i po co. Nie opanowali nawet swojej planety. Nie mają map i nie mają słuchu. Nie znają smaku chińskich potraw ani bigosu. I, i dużo na tym tracą. Nie wieszają kolorowych ozdób na choinkach. A bez słuchu nie budują wymowy języka ni pieśni sakralnych oraz reggae. Ciepłe i długie prądy cieknące z różnymi prędkościami są ich przyjemnością. Zanurzają się w nich cali wysysając z nich wszelkie wiadomości i czerpiąc wtedy nieobliczalnie miękką przyjemność. Drążą tunele kierując prądy, nośniki ich wiedzy do głębi ich skarbców wiedzy. I przyjemności miękkich. Skarbce przyjemności miękkich otoczone są nimbem tajemniczości. Opiekę nad każdym roztacza mieszkaniec w godności służbowej Miękkiego Czerpaka. Rozmnażają się przez ból. Czyni ich to niechętnymi śmierci, której się boją. Ich przysłowie spisane miękką czcionką twierdzi:” Z bólu powstałeś i w ból się obrócisz .” Obecnie, ci, co powstali przez bąblowanie, mają chęć na kaszę. Segmentowa budowa ich ciał, pozwala zachować pamięć wszystkich dziadków w stanie idealnym. Czyni ich to niechętnymi nauki, pełnymi goryczy i zwątpienia. Po tysiącach milionów pokoleń uczyniło ich to niechętnymi twardości i pozy. Jakże radosna jest przy tym ziemska skleroza, jakim luksusem niewiedza i jakim czarem chęć zdobywania wiedzy ! Czy powinniśmy odwiedzić ich i poznać? Tam na Saturnie, bratniej planecie, zobaczyć ich i zanurzyć się cali w prądach wiedzy i przyjemność czerpać??? Dopisać ich specjalnym dekretem do ONZ ? Wysłać im szczepionki na katar, by nie skończyli jak Marsjanie? A może nakarmić bigosikiem i chlebem z masełkiem ? Gdyby uznali nas za wystarczająco miękkich, może mielibyśmy szansę stać się przyjaciółmi? A może nie zdążylibyśmy się zaprzyjaźnić, bo za krótkie są nasze życia? Kulawą nogą powłócząc w czasie nie minie nas kara, gdy nadejdą aż do rubieży układu słonecznego. Czy nasza kultura już przestanie dawno być nasza? Wtedy bez prędkości przemaszerują obok nas, nie widząc i obojętnie pójdą dalej. Czy będziemy wtedy jeszcze pamiętać smak chleba i masła, no i bigosiku? My, Ziemianie??? Chodź więc ze mną. Dotknij mej twarzy. Weź mnie za rękę. Obejmij mnie. Wypuść łzy szczęścia bym mógł je zlizać. Daj tchnienie swym marzeniom aby stały się. Dobrze, tak zrobię! To ja, Słońce! Jesteś moją siostrą? Jestem Księżycem grającym na bębnie. Jestem pocałunkiem z językiem ognia. Jestem mgłą kołyszącą twe myśli. Jestem twoja i na wieki. Jestem i będę. Księżyc jeszcze nie gotowy. Zraniony wymownie kraterami. dd.dzzizz Dalila uprzedziła generałów, że czasem ryba ucieka z przynętą. Samson to znaczy syn słońca. Tak mu serce zabiło. Zatęskni za miazgą mięsną Do generałów jej tęskno. Dalili. Obrońcą uciśnionych i dziewic czystych w prawdzie nie był Samson i nie umiał esemesów wysyłać. Księżyc na stalowej linie pachnie tak mocno walerianą. To wszystko z powodu serca chorego. Chorego biją kuranty. Tranzystory drżą w telewizorach, włoski z tyłu szyi. I także meszek policzka. Rzęsy i zaczesane brwi. Rytmem, oddechem podniecone a ty tyłem odwrócona wiesz, że patrzę na twoją szyję. Nie ruszasz się. Powoli opuszczasz rzęsy. Tyle widać. Waleriana działa na ciebie jak trutka na mysz. Poczuć smak ten sam, co córka. Siedziała tak myśląc o niej. O jej nagich stopach i śmiechu latem, gdy tuliła się do niej chowając warkocze, bojąc się brzęczenia owadów, i nieprzewidywalnych skoków jaszczurki. Woda w strumieniu omywa zimne kamienie. Ryby stoją wachlując się obok korzenia, tkwiąc nieruchomo w nurcie. Są zimne. Wie to matka i córka. El Micho podał rękę Tarikowi, a generał pogładził swoją sztuczną bródkę na miodzie. Pretekineterka i jej córka były ludzkie. Chodź więc ze mną. Dotknij mej twarzy. Weź mnie za rękę. Obejmij mnie. Wypuść łzy szczęścia bym mógł je zlizać. Daj tchnienie swym marzeniom aby stały się. Dobrze, tak zrobię! To ja, Słońce! Jesteś moją siostrą? Jestem Księżycem grającym na bębnie. Jestem pocałunkiem z językiem ognia. Jestem mgłą kołyszącą twe myśli. Jestem twoja i na wieki. Jestem i będę. > : Poprzedni rozdział: Następny rozdział: : Automat tłumaczył ten tekst na 91 języków z oryginalnego języka polskiego. Tytuł oryginału "Teoria Strzałek" . Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawo autorskie: Jakub Nowak TS113
: Data Publikacji.: 14-03-25
© Web Powered by Open Classifieds 2009 - 2025